Home / Recenzje / Gry rodzinne / Piraci: Karaibska flota vs Boomtown

Piraci: Karaibska flota vs Boomtown

W tym roku wydawnictwo Egmont poczęstowało nas kilkoma nowościami i dodrukami kilku swoich hitów. Wśród tych pierwszych znalazła się gra „Piraci: Karaibska flota”. Gra sama w sobie nowością jednak nie jest, gdyż w pudełku kryje się stary dobry Boomtown z 2004 roku. Nowa szata graficzna bardzo spodobała się Bruno Faiduttiemu i ma teraz szansę spodobać się polskim rodzinom.

W niniejszym tekście nie należy spodziewać się recenzji sensu stricte, gdyż recenzja Boomtowna ukazała się na łamach GamesFanatica jakiś czas temu. Pokrótce jedynie zarysuję mechanikę jednej z moich ulubionych karcianek.

W oryginale gracze licytowali karty kopalni starając się jak najbardziej rozbudować swoje tytułowe miasto rozkwitu. Rozgrywała się otwarta licytacja o pierwszeństwo wyboru, a zwycięzca licytacji rozdawał pieniądze pozostałym graczom. Następnie, wszyscy zabierali ze stołu jedną kartę i dołączali ją do swoich włości (kopalnia) lub realizowali mniej lub bardziej niecne akcje (karty specjalne). Następnie, rzut kośćmi określał, kto na której kopalni zarobi, którzy górnicy pójdą do baru przepić wypłatę i tak prze kolejne rundy aż do skończenia kart. Wygrywał ten, kto uzbierał nawięcej monet w gotówce i na kartach kopalń.

Urok gry polegał na zaciętych licytacjach, na działaniach kart akcji i na podbieraniu sobie burmistrzów miast, którzy przechodzili do gracza posiadającego aktualnie najwięcej kart w danym kolorze i pobierali dodatkowe myto. Gra, skądinąd prosta, dawała możliwość niezłego kombinowania i sporą dawkę interakcji, łącznie z tą najbardziej i powszechnie lubianą, szczególnie wśród par, czyli negatywną (np. wysadzanie cudzych przybytków).

Jak Boomtown przetrwał przeprowadzkę?

Zacznę od tego, że zawsze żal mi było Boomtowna. Żałowałam, że taki niedoceniany, pomijany, niedostępny (w sklepach), a jak już to w wersji głównie – lubianej tak samo jak bezpośrednia negatywna interakcja – niemieckiej. I ogólnie taki jakiś spychany na margines gier karcianych, podczas gdy na moim osobistym stole królował, szalał i balował. Na Boomtowna łapałam nowe ofiary. To on przyciągał wieczorami tłumy (czyt: kolegę z żoną) i sprawił, że amatorzy nasiadówek z popitką (inni znajomi) polubili spotkania oparte głównie na graniu.

Przeprowadzka dokonana przez Egmont na pewno ma szansę wprowadzić Boomtowna pod strzechy, uspołecznić go bardziej niż ciągłe obniżki cenowe w sklepach internetowych.

Prześledźmy zatem zmiany:

 

==================== TEMAT ====================

Stawianie kopalni versus kompletowanie floty pirackiej. Co bardziej pobudzi wyobraźnię dzieci? Tym razem kompletujemy statki do naszej własnej osobistej floty pirackiej. Statki, jeśli udanie wyprawią się po łup, przynoszą różne ilości dukatów. Natomiast rolę burmistrzów przejęli hersztowie pirackich band.

 

Boomtown: Brązowy kolor jest podobno w tym roku trendy... (fot.John Carlton)

 

Piraci: Krajobraz z przewagą niebieskiego stanowi ciągłość. Czy ktoś wcześniej zauważył?

 

================== SZATA GRAFICZNA =================

Przytłumione kolory, platiskowe monety, zwykłe kości, drewniane pionki bez twarzy versus kolorowe ilustracje, tekturowe monety z pirackim rewersem, klimatyczne kości, postaci hersztów w podstawkach. Co się lepiej przyjmie na rodzinnym stole?

 

Drewno i plastik w Boomtownie (fot.Alex Tokmakov)

 

 

========= PUDEŁKO =========

Dziwnym trafem na obu w oczy rzucają się zęby… Jednak plus dla Boomtowna. Okładka Piratów ma coś z horroru, podczas gdy okładka oryginału posiada niewątpliwy i kolorowy walor edukacyjny nawołujący do dbania o uzębienie ;) Oba pudełka są podobnej wielkości, choć w Boomtownie było ono pełniej zagospodarowane. Tektura ma to do siebie, że zajmuje mniej miejsca od trójwymiarowego drewna, więc w Piratach dominuje wypraska. Aczkolwiek lepiej to niż gdyby dominowało powietrze.

 

===================== WIEK ====================

Ze zdziwieniem zauważyłam, że o ile Boomtown był przeznaczony dla graczy od lat 10, to Piraci wiek ten obniżają do 8. Czyżby tematyka i kolory pozwolił młodszym dzieciakom lepiej zrozumieć meandry dwukierunkowej licytacji i opłacalność zajęcia określonego w niej miejsca? Nie da sie ukryć, że w wersji oryginalnej gra nie kojarzyła się z dobrą zabawą w gronie rodzinnym. Teraz grozi jej syndrom odwrotny – może się nie kojarzyć z lekką, ale jednak, grą także dla doświadczonych graczy.

 

=================== ROZGRYWKA ==================

Pod względem zasad polska nowa wersja gry nie różni się niczym od pierwowzoru. Oczywiście, ze względu na zmianę tematu, zmianie uległy nazwy i działanie kart akcji, ale na zasadzie analogii. Dla każdej karty znajdziemy jej odpowiednik w oryginale.

Na przykład, panienki z baru stały się nagle...

 

Nie ma też już dynamitu...

 

... wirtuozem instrumentu.

Niemniej, uważam, że w nowej odsłonie gra straciła nieco na przejrzystości. W Piratach każdy element został przesycony klimatem kosztem klarowności. Cyfry na kościach, monety w odcieniach brązu i żółci, informacje na kartach. Te dotyczące jej numeru oraz liczby dukatów zostały pomniejszone i przy mnogości kart na stole są trudniej dostrzegalne. Liczba dukatów została przedstawiona za pomocą cyfry, tak samo jak numer statku. Wydłużeniu ulega zorientowanie się, które statki i ile przynoszą zysku. W Boomtownie numer był cyfrą, dukaty zaś jedynie ikonkami i wystarczył jeden szybki rzut oka.

 

Czy Boomtown odchodzi do lamusa?

... w zamian karty graczy znikają w paszczy Krakena.

Jeśli ktoś lubił Boomtowna to wydaje mi się, patrząc na swoim osobistym przykładzie, że nie przerzuci się na Piratów. Osoby przyzwyczajone do klekoczących i wyraźnie odznaczających się monet, drewnianych solidnych pionków i dużych cyfr pozostaną przy tej wygodzie.

Pomijając te drobiazgi, które dla nieobytych z pierwowzorem będą przecież niedostrzegalne, Egmont wykonał kawał dobrej roboty. Odkopał z grobu naprawdę ciekawy tytuł i nadał mu wszelkie cechy gry, która ma możliwość zagościć na wielu stołach i umilić polskim rodzinom wiele wieczorów. Lifting został przeprowadzony pod młodszego odbiorcę i chociażbyśmy głośno utyskiwali na popularny ostatnio do bólu temat piracki to właśnie on – a nie kopalnie – ma o niebo większą szansę ująć dzieciaki za serce.

To nic, że moja industrialna natura boleje nad tym ustępstwem. Z czysto marketingowego punktu widzenia było ono konieczne, aby ta świetna gra licytacyjna zyskała nowych fanów. Bo to jest świetna gra licytacyjna i tego będę się trzymać jak pirat swego kilu ;)

zdjęcia gry Piraci – Egmont

3 komentarze

  1. melee

    „fot. Jarek Basałyga” przy wyrenderowanej grafice ;)

  2. Avatar

    „(fot.Mickey Nowaczyk)”
    Nie jestem autorem tego zdjęcia. Pojawiło się chyba na Facebooku KrainyPlanszowek.

  3. Veridiana

    Well… zdjęcia są z bgg, spisałam użytkowników, jak zwykle… Nigdy nie było z tym problemów. Okey, wykasuję :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Przewrotne żabki – taktyka i memory

Przewrotne żabki to bardzo prosta ale przyjemna gra. W swoim ruchu wybierasz jedną z trzech żabek trzymanych na ręce i kładziesz na wolne pole (lub na nieaktywną, czyli odwróconą żabkę) na planszy. W zależności od tego jakie pola wskazują strzałki na kafelku dokładanej właśnie żabki - odwracasz sąsiadujące (po skosie lub wertykalnie/horyzontalnie) żabki na drugą stronę.  Żabki występują w czterech kolorach. Celem jest posiadanie na planszy na koniec gry największej liczby odkrytych (czyli aktywnych, awersem ku górze) żabek w swoim kolorze. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że tożsamości w tej grze są ukryte - przeciwnicy nie wiedzą jaką żabką jesteś (i vice versa).

Share via
Copy link
Powered by Social Snap