Home / Rzut okiem / Gry dwuosobowe / Upiór w Operze – rzut okiem

Upiór w Operze – rzut okiem

upiórMr Jack jak dotąd nie zagościł w mojej planszówkowej kolekcji. Pomysł Odiego związany z rozgrywaniem partii Mr Jacka na łamach serwisu sprawił, że zareagowałam podobnie jak niektórzy Czytelnicy GF – Odi gra w jakąś ciekawą planszówkę, wygląda naprawdę świetnie, koniecznie muszę sprawdzić co to jest! Przeglądając ofertę sklepów natknęłam się na nowość, przy której wszelkiej maści opisy głosiły, iż jest to gra oparta na mechanice systemu znanego właśnie z Mr Jacka. Nie pozostało zatem nic innego jak dodać produkt do koszyka i z niecierpliwością oczekiwać na przesyłkę. Tym oto sposobem Upiór w Operze znalazł się na mojej półce i już po jednej partii dostał stały meldunek.

Gra przeznaczona jest dla dwóch osób. Mechanika polega na asymetrycznych działaniach każdego z graczy. Jeden wciela się w tytułowego Upiora, który próbuje przestraszyć La Carlottę tak, aby w popłochu opuściła Operę Garnier, z kolei przeciwnik przyjmuje rolę Detektywa, którego zadaniem jest udaremnić niecny plan Upiora, poprzez zdemaskowanie jego tożsamości. Śledztwo rozgrywa się na planszy przedstawiającej wnętrze opery. W dolnej części znajduje się tor mierzący poziom strachu śpiewaczki. Jeżeli jej znacznik zostanie przesunięty na ostatnie pole, wówczas rozlega się triumfalny śmiech Upiora, albowiem wygrywa grę.

pic1859179_md

Plansza przedstawiająca wnętrze opery

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Karty alibi

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Karty postaci

Jestem zachwycona wykonaniem i grafiką gry. Klimatyczna plansza, solidne, grube karty i drewniane pionki z naklejkami. Do pełni szczęścia brakuje tylko mp3 z uwerturą, ale to spokojnie można uzupełnić nagraniem umieszczonym choćby na serwisie youtube.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dwustronne żetony podejrzanych (blade twarze oznaczają uniewinnionych), znacznik La Carlotty, zamknięcia i ciemności

Każda partia rozpoczyna się od rozmieszczenia podejrzanych w różnych pomieszczeniach na planszy. Za każdym razem  układ przedstawia się inaczej. Gracz kontrolujący upiora, losuje ze stosu kart alibi jedną postać. Detektyw odznaczający się w sprytem oraz intuicją, musi jak najszybciej dowiedzieć się kim jest ów gagatek, któremu zachciało się bawić w ducha. Dwustronna karta pomocy wskazuje na to, czyja aktualnie toczy się tura. Pod planszą losowo ustawiamy cztery karty postaci, z których każda posiada inne zdolności. W zależności od umiejętności wybranego bohatera, można przeprowadzić różne akcje na planszy.

Losowość? Owszem, ale tylko w momencie wystawiania kart. Po kilku partiach jej poziom może nieco spaść (lub nawet zostać zredukowany), ponieważ gracze zaczną zapamiętywać bohaterów, co  umożliwi przewidywanie postaci, które pojawią się w kolejnym ustawieniu. Reszta akcji jest już misterną taktyką. Gra wymaga myślenia o kilku ruchach do przodu oraz stawiania hipotez odnośnie dostępnych opcji, jakie może wykorzystać przeciwnik. Niezbędna jest umiejętność korelatywnego myślenia w odniesieniu do aktualnej sytuacji na planszy, jak i w relacji do tego, co może wydarzyć się później. W efekcie uzyskujemy znakomity pojedynek dwóch umysłów.

Downtime? Tak, ale nieszkodliwy. Informacja na pudełku szacuje czas rozgrywki na 30 minut. Z tym bywa różnie. Jeśli gralibyście ze mną, czas ten trochę by się wydłużył. Niektóre tury przebiegają sprawnie, w innych gracze kombinują, przestawiają pionki, zastanawiają się, zmieniają zaplanowane wcześniej ruchy. Niemniej jednak jest to planszówka, w której owego downtime’u się nie odczuwa, ponieważ nawet w turze przeciwnika trzeba być czujnym i myśleć nad swoim kolejnymi akcjami. Nikt się nie zanudzi na śmierć. Zawsze można umilić sobie czas słuchaniem uwertury.

Kto ma większe szanse na zwycięstwo, Upiór czy Detektyw? Po pierwszej partii myślałam, że zdecydowanie lepiej jest być Detektywem. W kolejnej rozgrywce skłaniałam się jako postaci uprzywilejowanej, ku Upiorowi. Trzecie podejście uświadomiło mi, że nie ma to znaczenia. Przed każdym z graczy stoi inne zadanie, ale jego wykonanie wymaga takiego samego wysiłku. W talii postaci są trzy karty z Upiorem, przez które żeton La Carlotty automatycznie przesuwany jest w stronę wyjścia, zatem można by stwierdzić, że ułatwia to drogę do zwycięstwa Upiorowi. Ponadto pojawia się też postać, która w zależności od tego, kto wykonuje akcję, przynosi inne profity (dzięki niej Detektyw natychmiast może wyeliminować jednego z podejrzanych, z kolei Upiór może wziąć kolejną kartę alibi, co wprowadza dodatkowe utrudnienie dla śledztwa). Dodatkowo elementem każdej tury jest objawienie się Upiora, bądź jego brak. Ta część rozgrywki, którą determinuje układ na planszy, może okazać się kluczowa dla obydwu postaci. Niemniej jednak nie brakuje również narzędzi, które pozwolą sprytnemu Detektywowi szybko zdemaskować przeciwnika i zatrzymać uciekającą La Carlottę. Wszystko zależy od pomysłowości graczy.

Dla kogo? Trudno jednoznacznie określić kategorię. Dla wyjadaczy będzie świetną odskocznią. Dla fanów Sherlocka Holmesa doskonałą zabawą, dla osób lubiących intelektualne potyczki – ciekawym wyzwaniem, dla raczkujących w planszówkowym hobby – dobrym zaproszeniem do przygody, dla par – idealnym dodatkiem do randki.

Mnie gra przekonała nie tylko do siebie, ale także do swoich planszowych pobratymców. Z pewnością sięgnę po coś jeszcze z kategorii gier opartych na mechanizmie planszówki Mr. Jack. Doskonała oprawa, budująca XIX-wieczny klimat paryskiej Opery Garnier, zdumiewająco piękne wykonanie i przede wszystkim dobrze skonstruowany system akcji, to elementy składające się na planszówkę która gwarantuje niesamowitą radość i satysfakcję. Utknęłam na pierwszym etapie rodzącej się miłości – oczarowaniu, dlatego też nie znalazłam minusów.

 


9 komentarzy

  1. pingwin

    O, ciekawe. Czyżby poprawili balans? Bo Mr. Jackiem zdecydowanie trudniej było wygrać. Jeśli tak się sprawy mają, to chyba też sprawię sobie Upiora do Jackowej kolekcji :)

  2. Tonks

    Nie znam Mr Jacka, dlatego nie potrafię obiektywnie ocenić tego balansu. Niemniej jednak, po kilku partiach Upiora, uważam że żadna z postaci nie jest szczególnie uprzywilejowana na drodze do zwycięstwa.

  3. Avatar

    Polecam Mr Jack in New York, balans jest tam znacznie lepszy niż w pierwszej grze serii.

  4. Odi

    No jakoś w naszej GamesFanatikowej gierce Jack ostatnio wygrał :/

  5. jingo

    Tekst fajny, tylko brak mi najważniejszego, a mianowicie porównania do poprzednich gier z Jackiem (a przede wszystkim do lepszego Jacka w Nowym Jorku). Bo w sumie nie wiadomo, czy to tylko kopia tamtych gier w zmienionej scenerii (autorów skok na kasę) czy jednak gra wnosi coś nowego do mechaniki i osoba posiadająca Jacka mogłaby się nią zainteresować? Odpowiedzi na to fundamentalne pytanie brak…

  6. KubaP

    jingo – to tylko rzut okiem :) Daj Tonks czas na napisanie recki :)

  7. Avatar

    Gra jest inna o Jacka. Po pierwsze plansza składa się tylko z 10 pól co wymusza inne zarządzanie postaciami.
    Na pewno plusem jest losowe ułożenie początkowe żetonów postaci, zamiast stałego ustawienia. Podoba mi się też to, że nie da się strzelać na oślep i przez przypadek trafić w podejrzanego.

  8. Tonks

    jingo – masz rację, brak porównania to jest mankament. Napisałam zarówno w tekście jak i w komentarzu, że niestety nie znam Mr Jacka. Upiór to moje pierwsze spotkanie z tym systemem.

  9. Svartisen

    Gra jest dosyć sympatyczna, co więcej ,,dzieciostrawna”, bo mi grafika i historia kojarzy się najbardziej z odcinkiem Scooby-doo (czego nie da się chyba powiedzieć o Mr. Jacku). Jeśli ktoś jest zainteresowany głębszym spojrzeniem na ten tytuł i porównaniem z Mr. Jackiem, polecam BGG, zwłaszcza filmik z Dice Tower (tylko nie film Toma Vasela (znajdziecie tam 2 filmy z Dice Tower), bo gra zupełnie mu nie podeszła i nie zostawił na niej suchej nitki).

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Dobble Harry Potter

Cześć. Nazywam się Aga. I jestem Potterheadem. Mam też skłonności do zbieractwa. Nałogowo kolekcjonuję gry planszowe… I karciane też. W obliczu tych faktów jasne jest, że Dobble Harry Potter musiało znaleźć się w mojej kolekcji. Wreszcie maleńka karcianka Wydawnictwa Rebel trafiła w moje ręce (trochę mi wstyd, że dopiero teraz, bo premierę miała pod koniec zeszłego roku). Jak spodobała mi się kolejna odsłona jednej z najpopularniejszych gier rodzinnych ostatnich lat? Nie ma co ukrywać, że się spodobała. Ale po kolei…