Home / Targi w Essen / Essen 2018 / Neta Tanka – recenzja mocno subiektywna

Neta Tanka – recenzja mocno subiektywna

Zdarzają się takie planszówki, które już po pierwszej partii plasują się wysoko w naszym prywatnym rankingu. Potem czas i kolejne rozgrywki weryfikują pierwsze wrażenie i często okazuje się, że jednak nie wszystko jest takie idealne, jak się na początku wydawało. W euforii i zachwycie umknęły nam wady albo dopiero po kilku grach i lepszym zrozumieniu zasad zaczynamy widzieć pewne aspekty, które sprawiają, że nasz hit zaczyna tracić, wydawałoby się, pewną pozycję. Dlatego za każdym razem gdy znajdę grę, która wywołuje u mnie efekt wow boje się, że to tylko chwilowe i po następnej partii wszystko poleci na łeb na szyję. Podobnie czułam się grając w Neta Tanka od La Boîte de Jeu. Od samego początku  byłam zachwycona, coś kliknęło i gra natychmiastowo zawędrowała na listę ulubionych.

Życie Neta Tanki – najstarszego i najważniejszego członka starszyzny plemienia –  powoli dobiega końca. Gracze, jako kandydaci na następcę muszą udowodnić, że są godni zając jego miejsce, a także zadbać o rozwój i  dobrobyt swojego ludu. Nie chcę tu wyjaśniać wszystkich akcji ponieważ w tym konkretnym przypadku recenzja musiałaby zmienić się w instrukcję, także poniżej tylko kilka słów o podstawowych zasadach i samej mechanice.

Mięsko gotowe do zabrania.

Neta Tanka to czysty worker placement. Gracze podczas swojej tury mają ograniczoną liczbę meepli, które na przemian stawiają na planszy wybierając akcje, które wykonają (wszystkie na raz, w dowolnej kolejności) w dalszej części swojej tury. Niektóre z nich są ogólnodostępne dla dowolnej liczby graczy. Inne mogą pomieścić jedną lub dwie osoby. Dotyczą głównie pozyskiwania potrzebnych materiałów: mięsa, grzybów, drewna czy skór, a także przekształcania tychże w punktowane na koniec gry: przedmioty codziennego użytku, jedzenie dla plemienia, tipi lub kolejne etapy budowy wioskowego totemu. Zasady są bardzo proste i jeśli ktoś miał wcześniej do czynienia z tego typu grami, niemal natychmiast wszystko zrozumie. To, co odróżnia Neta Tanka od podobnych pozycji, to połączenia pomiędzy niektórymi lokacjami/akcjami. Jeśli uda nam się postawić meeple w dwóch takich miejscach, możemy dodatkowo wykonać akcję przedstawioną na połączeniu. Daje te naprawdę ciekawe możliwości i sprawia, że zaczynamy bardziej kombinować jak najlepiej wykorzystać meeple i zastanawiać się nad opłacalnością ruchu. Choć jest to gra, w której raczej skupiamy się na własnych posunięciach, zdarzają się wredne zagrania mające na celu zablokowanie lokacji lub połączenia, aby przeciwnik nie mógł z niej skorzystać. Nie przepadam za grami z dużą dozą negatywnej interakcji, ale w przypadku Neta Tanka zupełnie mi to nie przeszkadza. Może dlatego, że nawet przyblokowani mamy do wyboru inne, przydatne akcje i nie czujemy się bezsilni.

Żeby odnowić zasoby dla wszystkich, ktoś najpierw musi upolować bizona.

Oprócz negatywnej interakcji mamy również koncept “hojności”. Zasoby na planszy nie uzupełniają się same z siebie. Wymagają by jeden z graczy praktycznie poświęcił swojego meepla i postawił go na akcji uzupełniającej zasoby (tracąc możliwość bardziej przydatnego ruchu), otrzymując w zamian jeden punkt hojności. Punkty te można potem wymieniać w jednej z lokacji (na całkiem interesujące akcje) lub zachować jako punkty na koniec gry. Ewentualnie by wysłał meepla na akcję, po wykonaniu której jego pionek automatycznie przechodzi na lokację uzupełniania zasobów i zostaje tam zablokowany do kolejnej tury. Cała sztuka polega na tym, by zaplanować ten ruch w najbardziej dla nas korzystnym momencie. Jeśli tego nie zrobimy, może się zdarzyć, że zafundujemy przeciwnikom dostęp do surowców, a sami nic na tym nie skorzystamy.

Licznik tur i karty zmiennej akcji.

A jak się ma sprawa z regrywalnością? Moim zdaniem naprawdę dobrze. Mimo ograniczonej liczby akcji, za każdym razem gra wygląda trochę inaczej. Po pierwsze na jednym z pól mamy stos kart z losowymi akcjami, które zmieniamy co turę. Po drugie w pewien sposób jesteśmy zależni od ruchów przeciwników i raczej nie będziemy w stanie co grę wykonywać dokładnie takich samych posunięć. Tym bardziej, że w ograniczonej liczbie tur nie da się skoncentrować na wszystkich zasobach i sposobach zdobywania punktów. Po jakimś czasie przyzwyczajamy się i wyrabiamy sobie pewien styl gry – ale wtedy wystarczy przewrócić planszę na drugą, zimową stronę. Inne ułożenie akcji potrafi namieszać w głowach. A jeśli i to nam nie wystarcza mamy do dyspozycji dodatek, który zupełnie zmienia jedną z lokacji i dodaje do niej nową mechanikę.

Od samego niemal początku zastanawiałam się czy nie pojawi się problem jednej, drogi do zwycięstwa. W kolejnych grach starałam się szukać innej ścieżki do wygranej, czy to koncentrując się na budowie namiotów i wykarmieniu plemienia, czy na tworzeniu przedmiotów lub budowie totemu. Okazało się, że każdy sposób jest dobry i umożliwia wygraną, choć przyznaję niektóre są trudniejsze od innych. Na pewno ważne jest, by nie skupiać się tylko na jednej rzeczy – po pierwsze łatwiej nas wtedy przyblokować, po drugie bardzo prawdopodobne, że zabraknie nam przez to punktów do zwycięstwa.

Neta Tanka jest grą do której możemy zasiąść w grupie od dwóch do czterech (pięciu, jeśli mamy edycję z Kickstartera) osób. Zmiany w zależności od liczby graczy są kosmetyczne poza rozgrywką dla dwóch osób. Wtedy każdy z graczy kontroluje dwa kolory pionków i może ich używać w proporcjach 4:2 lub 3:3. Należy tylko pamiętać, że połączenia mogą tworzyć tylko meeple tego samego koloru. Daje to grze dodatkowego aspektu taktycznego, musimy bowiem zadecydować, które proporcje są dla nas korzystniejsze w konkretnej rundzie.

Walka o punkty za najwyższy totem.

Gra oferuje również tryb solo oparty o zasady gry dwuosobowej. Na początku losujemy cel, który musimy zrealizować, aby w ogóle grę “przejść”. Na koniec liczymy zdobyte punkty i otrzymujemy brązowy, srebrny lub złoty medal. Może się zdarzyć, że pomimo spełnionych celów nie uzyskamy liczby punktów potrzebnej do uzyskania jakiegokolwiek medalu. Z trybami solo mam zawsze jeden problem. Często odnoszę wrażenie, że są zrobione “na doczepkę”. W tym wypadku wszystko jednak działa. Być może dzięki temu, że gra jest w pewien sposób podobna do grania z ludźmi, ale jednocześnie dostaje aspektu łamigłówki i optymalizacji posunięć. Praktycznie nic nie jest losowe, sukces lub porażka zależy tylko i wyłącznie od naszych posunięć.

Niby nie powinno się oceniać książki po okładce, znaczy się gry po komponentach, ale w tym wypadku naprawdę trudno tego nie zrobić. Choć to worker placement polegający na układaniu ciągu akcji i wymianie jednych zasobów na drugie, a nie pełna figurek przygodówka, to zdecydowanie milej gra się mając drewniane elementy powycinane na kształt faktycznych surowców. O ile przyjemniej wrzucić na planszetkę kawałek mięsa, grzyba czy stożkowate tipi niż po prostu zwykły żeton. Nadruki na meeplach (dwustronne!), bizony, canoe do oznaczania rundy, piękna i czytelna plansza, czy planszetki graczy wyglądające jak indiańska wioska – wersja delux robi odpowiednie wrażenie i przyciąga wzrok od otwarcia pudełka do końca gry. Nie są to jednak wszystkie komponenty. W środku znajdziemy jeszcze karty, żetony, różne znaczniki i elementy z dodatków. Taką ilość dobra trzeba gdzieś pomieścić. Tutaj wydawca również sprostał zadaniu i dzięki odblokowanym celom na Kickstarterze dodał świetnie oznaczone pudełeczka, w których się zakochałam. Mimo mnogości komponentów dzięki takiemu uporządkowaniu grę rozkłada się zaskakująco szybko. Jedyny problem, który może się pojawić, to brak miejsca na stole.

Proste, przejrzyste zasady połączane z dużą ilością wyborów i decyzyjnością, sprawiają, że gra się naprawdę przyjemnie. Nawet temat zgrabnie łączy się z mechaniką i nie mamy poczucia zupełnego oderwania jednego od drugiego. Mimo, że rozgrywka potrafi być długa – około 1,5 do 2 godzin – to zupełnie się tego nie odczuwa. Zwykle nie ma zbędnych przestojów, a w czasie tury przeciwnika możemy spokojnie planować posunięcia naprzód.

Czy moja euforia minęła? No cóż, nie. Trzyma się mocno i Neta Tanka zatrzyma swoje zaszczytne miejsce w kolekcji. Nadal uważam, że jest to porządnie zrobiona gra, która ma zdecydowanie więcej zalet niż wad. A właściwie, skoro miało być subiektywnie, to wad nie ma w ogóle.

+łatwe zasady mimo mnogości akcji

+wykonanie

+dosyć duża decyzyjność i regrywalność

-naprawdę nie bardzo mam się do czego przyczepić

Ogólna ocena (9/10):

Złożoność gry (5/10):

Oprawa wizualna (9/10):

Dziękujemy firmie La Boîte de Jeu za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*