Home / GF Express / GF Express: No to smacznego!

GF Express: No to smacznego! Gorące wrażenia po pierwszych rozgrywkach

Lucrum Games kojarzymy przede wszystkim z Brzdęka tudzież Wielbłądów (obie gry akurat są na topie, bo do Brzdęka właśnie przypłynęły dodatki, a Wielbłądy doczekały się nowego wydania i wróciły do pierwotnego tytułu Camel Up). Ale tym razem opowiem o fillerkach, w które miałam okazję zagrać w niedzielę podczas imprezy organizowanej przez Fani Gier na Warszawskich Młocinach. Było sporo nowości (Brzdęk i Wielbłądy też były) ale … porozmawiajmy o jedzeniu.

Zwłaszcza w takim miejscu… ;)
Bo kto był w Galerii Młociny na drugim piętrze, to wie, że bufet pogania bufet, a lodziarni pełno jak grzybów po deszczu.

fot. Board Game Girl  (widzicie ile smakowitości w tle? ;))

No to smacznego!

To prościutka gra licytacyjna autorstwa Gilada Yarnitzky’a (2-4 graczy w wieku lat 8+, czas gry ok. 20 min.) z przepięknymi ilustracjami (musicie mi uwierzyć na słowo, bo miałam ze sobą tylko komórkę i zdjęcia jakie są, takie są, lepsze nie będą). Karty przedstawiają autentyczne potrawy, które mają swoją wartość punktową, czyli punkty zwycięstwa na koniec gry. Niektóre z nich wyposażone są w tekst – efekt ten jest efektem stałym dla gracza, który taką kartę zdobędzie.

Walka jest prosta – licytujemy wszyscy w tym samym czasie, w ciemno, za pomocą różnokolorowych kryształów. Ten gracz, który da najwięcej zdobywa kartę (i traci kryształy). Kryształy nie są warte tyle samo – mamy cztery kolory: zółty, czerwony, niebieski i zielony. Te kolory, które zostały użyte i wygrały licytację tracą na wartości, podczas gdy pozostałych wartość wzrasta. Bardzo sympatyczny mechanizm, który powoduje, że zielony kryształ na początku np. może być wart 1 punkt, a po kilku kolejkach już będzie wart 4. I w drugą stronę – nie warto trzymać „na później” cennych kryształów, bo może się okazać, że wkrótce przestaną być takie cenne.

Drugi mechanizm, który mi się spodobał, to sposób na zdobywanie kryształów. Na początku każdy z nas ma ich tylko 5. Licytacja kosztuje. Kryształów nie dobieramy. Ale jeśli zalicytujemy zero (bo czemu nie, oczywiście, że można) to dobieramy z woreczka losowo jeden kryształ.

Nie przepadam za grami, w których licytacja jest główną mechaniką, ale ta gra jest wyjątkowo przyjemna. Na szczęście ten, kto nie wygra licytacji nie traci swoich kryształów – i dzięki temu gra nie jest frustrująca a trzyma w napięciu. Dzięki temu zawiera też pewien element strategii – podczas licytacji bowiem dowiadujemy się jakie kryształy mają przeciwnicy i możemy sobie oszacować, czy w następnej rundzie będziemy mieć szansę przebić naszego sąsiada. Piękne ilustracja, prosta, szybka, no i ten twist w postaci zmiennej wartości kryształów. Nie jest to może pozycja „must have”, ale chętnie zagram jeśli ktoś zaproponuje.

Fani Gier

A przy okazji – trafiłam na bardzo fajną imprezę. Fani Gier organizują regularne spotkania z planszówkami, często pełne turniejów (wczoraj też ich było kilka) czy spotkań z wydawcami. I to zarówno w tygodniu jak i w weekendy, praktycznie w całej Warszawie – od Ursynowa, przez Pragę aż po Bielany. Fandom planszówkowy ma się coraz lepiej! :)

C.d.n. (zajrzyjcie do nas jutro)

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*