Home / Targi w Essen / Essen 2021 / Furnace – nasze rekomendacje z Essen 2021

Furnace – nasze rekomendacje z Essen 2021 Recenzja

Nie pamiętam, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem Furnace, ale po prezentacji na kanale Rahdo wiedziałem, że to gra dla mnie. Minimalizm estetyczny, minimalizm mechaniczny i maksimum kombinowania. Nie mam zamiaru więc owijać w węgiel – ta recenzja to list miłosny do dymiących kominów, przetapianej stali i baryłek chlupoczących ropą naftową. Przedstawiam Wam Furnace – gorącą jak martenowski piec nowość z Essen 2021!

Świat planszowy żyje w epoce kickstarterowych megaprodukcji. Bogate wydania, obowiązkowe figurki, litania mechanik, wsparcie dla aplikacji, mnogość dostępnych dodatków i modułów – gry finansowane społecznościowo mają swoje sposoby na zdobycie serc graczy. Gdy więc po cichu, bez wielkiej fanfary i bez kampanii wspieraczkowej wydaje się tytuł taki jak Furnace, wie o nim niewielu. I dzisiaj przyjrzymy się tej cichej myszce, która łatwo może stać się czarnym koniem.

Przemysł niezbyt ciężki

Temat rewolucji przemysłowej w grach planszowych trudno nazwać niszowym. Wysokie kominy fabryk, wydobycie węgla i przetapianie stali pojawiają się na planszach i kartach nieustannie – Brass, Barrage, Wysokie Napięcie, Rosyjskie Koleje, Arkwright, Szczęść Boże, Cynowy Szlak, CO2 to tylko najpopularniejsze tytuły okołoindustrialne. Furnace pod względem estetyki i ikonografii swobodnie porusza się w tym rejonie tematycznym, ale sam klimat nie jest przesadnie wyczuwalny. Przemysł jest jedynie punktem wyjścia do pozornie prostej, ale nieprzyzwoicie intrygującej gry opartej o świeżą mechanikę licytacji i wspaniale zaaranżowany engine building.

4 złote, tylko nie płacz proszę

Celem gry w Furnace jest zdobycie pieniędzy – pełnią tu one rolę punktów zwycięstwa i są ostatnim ogniwem łańcucha produkcyjno-konwersyjnego, który realizujemy za pomocą kart. Karty zaś zdobywamy w pierwszej z dwóch faz rozgrywki: w fazie licytacji. I mamo moja, jak słodka jest to licytacja!

Gier o charakterze aukcyjnym unikam raczej z zasady. Modern Art Reinera Knizii spędziło na mojej półce wstydu uczciwe pół roku i zostało sprzedane dalej bez jednej rozgrywki – można więc chyba zaliczyć mnie do typu antylicytacyjnego. System zaimplementowany w Furnace jest wedle mojej wiedzy nowy i nie pojawia się w innych grach, choć chętnie zostanę wyprowadzony z błędu (i kupię inne tytuły go zawierające!).

Każdy z graczy posiada tu cztery drewniane dyski w swoim kolorze, ponumerowane od 1 do 4. W fazie licytacji, w zależności od liczby graczy, na rynku znajduje się od 6 do 8 kart fabryk. Gracze po kolei umieszczają na nich swoje dyski pamiętając, że na każdej z kart może znajdować się tylko jeden dysk w danym kolorze i o danej wartości. Dynamika takiej licytacji jest więc zupełnie inna niż zwykle, a więc i możliwości strategiczne są zupełnie inne. Dla nielicytacyjnego gracza jak ja to rozwiązanie nad wyraz ekscytujące i zdecydowanie rozbudziło – by nie powiedzieć, rozhajcowało – moje zainteresowanie grą nie mniej, niż jej druga faza.

Końcowy efekt licytacji

Wytwarzaj, przetwarzaj, kochaj

Po zakończeniu licytacji karty są rozpatrywane w kolejności od lewej do prawej, co jest kluczowe, gdyż każdy gracz biorący udział w licytacji (poza jej zwycięzcą) otrzymuje rekompensatę. Jest to zasób lub możliwość konwersji jednego dobra w drugie. O tym ile zasobów otrzyma gracz lub ile razy będzie mógł przeprowadzić konwersję, informuje dysk użyty do licytacji – otrzymywaną nagrodę mnoży się przez wartość na dysku. Jeśli kartę wygrywa gracz licytujący dyskiem 4, drugi gracz. który położył na tej samej karcie dysk 3, otrzymuje trzykrotność zasobów wskazanych w górnej części karty lub możliwość trzykrotnego wykonywania konwersji zasobów tam wskazanej. Czasem więc opłaca się brać udział w aukcji nawet ze świadomością, że nie da się jej wygrać – tylko po to, by zostać hojnie zrekompensowanym.

Po rozpatrzeniu wszystkich kart gracze udają się do swojego kąta stołu i zaczyna się prawdziwe móżdżenie. Teraz bowiem należy uzyskane karty (wraz z kartą startową) ułożyć w łańcuch produkcyjno-przetwórczy, gwarantujący możliwie największe zyski. Karty rozpatrywane są również od lewej do prawej, roztropnie jest więc zaczynać ciąg od kart produkujących dobra, a następnie dokonywać konwersji jednych w drugie tak, by na samym końcu łańcuch umożliwiał zamianę uzyskanego węgla, stali i ropy w interesującą nas walutę – czyli punkty zwycięstwa.

Mechanika drugiej fazy to nic innego, jak wydestylowany do granic możliwości engine building. Każdy gracz co rundę (gra trwa cztery rundy) buduje od nowa swój własny silniczek do wytwarzania dóbr i zarabiania punktów – dróg do zwycięstwa jest tu mnóstwo i te same karty mogą w trakcie gry występować w innym miejscu procesu produkcyjnego. W pierwszej rundzie może on mieć zaledwie dwie lub trzy karty, ale pod koniec rozgrywki urasta najczęściej do kilkunastu kart, oferując w zasadzie miliony możliwości.

Dla przykładu – 10 kart można ułożyć w kolejności na 3 628 800 sposobów. Przy odrobinie szczęścia gracz na koniec partii w Furnace może mieć do dyspozycji nawet 17 kart, z których część może być ulepszona, a kilka z nich może zostać wykorzystanych dwukrotnie. 17 kart to już 355 687 428 096 000 możliwych kombinacji, a ulepszeń i ponownych wykorzystań nie jestem już w stanie obliczyć. Sami rozumiecie, że słaba regrywalność w przypadku tego tytułu nie jest problemem.

Małe móżdżenie – 120 potencjalnych kombinacji z pięciu kart

Duże móżdżenie – 40 320 potencjalnych kombinacji z ośmiu kart

In charta veritas

Siłą Furnace są karty fabryk, z ikonografią tak prostą, jak to tylko po ludzku możliwe. Pozyskujemy i konwertujemy cztery zasoby (używane do ulepszeń kart zębatki są czwartym z nich), ale w końcowej punktacji liczy się jedynie twarda waluta, a nieskonwertowane na pieniądze zasoby używane są jedynie w formie tiebreakera. Styl ilustracji, delikatnie złamana biel w tle i wyraźna faktura kart budują nieco klimat zamierzchłych lat – papier jest przyjemny w dotyku i praca z kartami to czysta radość.

W grze występują również karty postaci, oferujące graczom dodatkowe umiejętności. Wszystkie mają istotny i silny wpływ na rozgrywkę. Pozwalają one np. uzyskać większą rekompensatę w fazie licytacji, wykorzystać ponownie jedną z kart w fazie produkcji, licytować przy użyciu dodatkowego dysku o numerze 2 czy ignorować dwie zasady aukcji (unikalność koloru i wartości dysków na karcie). Trwa spór, czy niektóre umiejętności nie są potężniejsze od innych – w sprawnych rękach każda z nich potrafi jednak zauważalnie ułatwić drogę do zwycięstwa.

Trzy poziomy cudowności

Reasumując, Furnace lśni w pierwszej części i daje nieobliczalne bogactwo możliwości w części drugiej. Jest jednak trzeci wymiar wyjątkowości, który należy podkreślić złotą kreską. Furnace wyciska najlepsze soki z mechaniki engine buildingu i usuwa wszystkie niepotrzebne ozdobniki. Ta gra w esencji opiera się na tej jednej mechanice i realizuje ją tak dobrze, tak sprawnie i tak bez ogródek, że można jedynie przyklęknąć na jedno kolano i oddać jej cichy hołd. Nie ma tu praktycznie żadnych elementów rozpraszających uwagę – po zdobyciu kart fabryk skupiamy się tylko na stworzeniu dla siebie najbardziej lukratywnej linii produkcyjnej i pomnożeniu zysków tak, by innym industrialistom poszło w umorusane węglem pięty.

Oczywiście jeśli ktoś nie lubi głowić, rozważać swoich teoretycznych możliwości, testować na stole rozmaitych dróg do zwycięstwa i gryźć się gdy po uruchomieniu łańcucha odkryje, jak mógłby go zoptymalizować i wycisnąć 5$ więcej – to nie jest gra dla niego. Zmienność kombinacji, nieprzewidywalność dociągu dostępnych kart, podnosząca temperaturę licytacja, która toruje nam drogę do lepszych fabryk i wydajniejszych konwersji – to esencja Furnace. Co rundę tworzysz swoje przemysłowe królestwo od nowa, a każda kolejna karta to dodatkowy element układanki, którą trzeba wciąż na nowo rozwiązywać.

Gdzie są minusy?

Minusów nie stwierdzono. Można się przyczepić do pudełka, które jest faktycznie dwukrotnie za duże w stosunku do zawartości, ale optymiści twierdzą, że to zapas przed nadchodzącymi rozszerzeniami. Furnace robi dwie rzeczy bardzo dobrze – licytację i budowę silnika – i nie rości sobie pretensji do niczego więcej. Skaluje się świetnie, przy dwóch graczach oferując automat symulujący trzeciego gracza. Rozkłada i tłumaczy się szybko, nie sprawia trudności nawet niedzielnym graczom i poza kartami postaci jest językowo niezależna. Czegóż chcieć więcej?

Karty postaci, żeton pierwszego gracza i unikatowy znacznik rund

Dokąd zmierzasz, Piecu?

Pogrzebałem trochę w Sieci i odkryłem, że autor ma już w planach rozszerzenie, a może nawet rozszerzenia – co jest logiczne, bo gra wydaje się stworzona z myślą o modułowych dodatkach. Mimo sugestii ze strony graczy, żeby wprowadzić nowe zasoby, Ivan Lashin zdradził, że zasoby pozostaną takie same, pojawią się jednak nowe karty. Testowane obecnie rozszerzenie ma również posiadać tryb solo oraz zaawansowanego bota, którego wykorzystać będzie można również w rozgrywce dwuosobowej.

Piec czy nie piec?

Furnace to bez wątpienia świetna gra – zawiera kilka świeżych i łaskoczących mózg pomysłów, a zastosowane tu mechaniki realizuje wzorowo. Nie nadużywa gościnności na stole, nie zajmuje dużo czasu i działa tak samo dobrze w małym, jak i dużym gronie. Jedynym obiektywnie stwierdzalnym minusem jest słaba dostępność i związana z nią wyższa cena. Jeśli jednak uda Ci się zlokalizować egzemplarz i nie będziesz grymasić, że „w tej cenie można mieć dwa Munchkiny” to czeka Cię radosna przygoda w bezlitosnym świecie dymiących kominów, przetapianej stali i baryłek chlupoczących ropą naftową…

Zalety

+ intrygujący system licytacji

+ mnogość możliwości i kombinowania

+ gratka dla miłośników budowania silniczka

Wady

niska dostępność

cena mniej korzystna od produkcji krajowych

2-4 graczy w wieku 12+

ok. 45 minut na partię



Grę Furnace kupisz w sklepie

Ogólna ocena (9/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (7/10):


2 komentarze

  1. W Barrage kominów nie ma ale też jest zaj…. 😀 Tam to tylko woda się leje.
    Bardzo mi się Furnace spodobał, przypomina mi trochę Nowy Wspaniały Świat, który zamiast draftu wyposażono w licytację, ale to intesywne kombinowanie na dystansie ledwie 4 rund czyni z Furnace świetny mózgozwęglacz – mam nadzieję, że któryś wydawca w Polsce się zlituje i to wyda, co by jednak dostępność „Pieca” się zwiększyła. :)

    • Myślę, że lokalizacja to kwestia czasu, o ile odpowiednie osoby dowiedzą się o istnieniu tej gry ;)

      BTW, w grze istnieje też tryb zaawansowany, gdzie raz ułożone karty fabryk nie zmieniają swojego miejsca – tylko dokłada się nowe między nimi lub na końcach. Brzmi jeszcze bardziej mózgożernie, bo już w pierwszej rundzie musisz myśleć o czwartej. A co dopiero jeśli home-rulami dodać jeszcze piątą… ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Pax Pamir – kulisy wielkiej gry

Wydanie przez Galaktę pierwszej gry z serii Paxów jest z pewnością wielkim wydarzeniem. Jeszcze kilka lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy, że ktoś mógłby sprowadzić taką grę na nasze stoły. A jednak się udało i teraz możemy cieszyć się Paxem Pamir w naszym rodzimym języku. Jednakże o Paxach krążą legendy. Że trudne, że ciężko załapać o co w nich chodzi, że czacha przy tym dymi, ale mimo wszystko rozgrywka jest przeznaczona tylko dla prawdziwych hardcorowców. Jak te wyobrażenia mają się do rzeczywistości? Czy Pax Pamir sprawdzi się tylko u tych graczy, którzy zjedli zęby na niejednym zaawansowanym tytule? Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap