Przyznaję, na początku podchodziłem do gry Kierunek Europa ze sporym sceptycyzmem. Uboga szata graficzna, niska jakość elementów, przypominała bardziej prototyp gry lub planszówkę wydaną gdzieś w latach 90-tych. Do tego instrukcja jakaś taka … niby wszystko w niej jest, a jednak mało intuicyjna. Ale – jak to mawiają – wszystko wyjdzie w praniu. A w praniu wyszło, że gameplay’owo to jest całkiem niezła. Ale po kolei.
Kierunek Europa to gra wydana przez wydawnictwo 1 More Time Games (w Polsce przez Geekach), której autorami są Rodrigo Rego i Danilo Valente. Przeznaczona jest dla od 1 do 5 graczy powyżej 12 roku życia, a rozgrywka w nią (wg BGG) zajmuje 90 minut (wg mnie raczej około 2 godzin).
W grze wcielamy się w turystów, który postanowili poświęcić miesiąc (a dokładnie 28 dni) swojego życia, aby przemierzyć Europę, zwiedzać zabytki, integrować się z mieszkańcami, spełniać marzenia, a w weekendy również bawić się na festiwalach.
Co tydzień spotykamy się z pozostałymi wycieczkowiczami, aby zdać relację z naszej podróży i zdobyć punkty prestiżu (uznania / zazdrości – jak zwał tak zwał) u pozostałych graczy. Po czterech tygodniach weryfikujemy jeszcze czy udało nam się jeszcze zrealizować cele wskazane na naszych wakacyjnych pocztówkach i ustalamy kto z nas miał najbardziej udane wakacje.
Mechanicznie, gra z kolei jest głównie zarządzeniem talią kart na ręce oraz walką o kontrolę obszarów, za którą otrzymujemy większość punktów zdobytych w grze (choć część zdobywamy z kart lokacji lub za realizację pocztkówkowych celów na koniec gry).
Gramy 4 rundy podzielone na 7 faz (każda odpowiada danemu dniowi tygodnia). Po każdej rundzie (tygodniu) sprawdzamy kontrolę poszczególnych obszarów Europy i przyznajemy punkty.
Kontrolę zdobywamy odwiedzając i zwiedzając lokacje w danym obszarze kontynentu. Im dłużę (więcej dni) zwiedzamy daną atrakcję tym więcej znaczników kontroli w obszarze zostawimy, ale też tym mniej akcji wykonamy, bo każdy znacznik kontroli to jeden dzień tygodnia, który zabieramy na naszego kalendarza tym samym skracając czas na zwiedzanie innych atrakcji.
Przykładowo, jeżeli mamy poniedziałek i zdecydujemy się zwiedzić Jezioro Como to poświęcimy na to dwa dni (do środy) i pozostawimy dwa znaczniki kontroli w rejonie Italii, ale jak już przybędziemy do Jarosławia na Planszówki w Opactwie to spędzimy tam cztery dni i zostawimy cztery znaczniki kontroli na obszarze Środkowej Europy, niemniej jednak na zwiedzanie pozostałych atrakcji w tym tygodniu zostanie nam już tylko sobota i niedziela.
Już sama ta mechanika wyboru pomiędzy ilością a (powiedzmy) jakością wykonywanych akcji jest ciekawa i potrafi przyjemnie połechtać szare komórki, ale, umówmy się, samo to byłoby ofertą dość skromną.
Na szczęście gra oferuje też sporo smaczków i innych, drobniejszych dylematów, które z gry średniej robią grę, może jeszcze nie wybitną, ale co najmniej zdecydowanie godną uwagi.
Chociażby to, że same karty oferują jakiś bonus, a niekiedy nawet dwa, ale w takich wypadkach, żeby zgarnąć ten drugi musimy zakończyć zwiedzanie lokacji w określonym dniu tygodnia. No i jeszcze lokacje mają tagi (symbole), które są potrzebne do realizacji marzeń, celów albo niekiedy odpalenie bonusów z innych kart lokacji.
Dodatkowo, po zwiedzeniu lokacji możemy w danym rejonie integrować się z mieszkańcami (oddajemy ludziki z zasobów i dostajemy coś w zamian), spełniać marzenia (są to znaczniki punktów które zdobywamy za odpowiednią liczbę konkretnych tagów w naszym tableau), a w weekend odwiedzić festiwale, na których w zamian za spełnienie określonego warunku lub oddanie odpowiedniej liczby zasobów albo kart z ręki otrzymujemy jakąś stałą zdolność.
Innym dylematem wymagającym zaplanowania jest np. sposób podróży naszym wycieczkowiczem do określonej lokacji. Nie wymaga ona czasu (sic!), ale wymaga zasobów – pieniędzy, jeżeli chcemy podróżować samolotem (wtedy za 4 euro podróżujemy gdzie chcemy), albo energii, jeżeli jedziemy pociągiem (wówczas podróż pomiędzy sąsiednimi regionami kosztuje nas jeden znacznik energii).
Ostatnią rzeczą, na którą zwróciłem uwagę jest wspomniane zarządzani zasobami i ich produkcją. Zasobów mamy w grze pięć – euro, energia, ludziki, uśmiechnięte buźki i … karty lokacji (często stanową one koszt jakiejś aktywności).
Produkcję pierwszych czterech możemy w trakcie gry podwyższać, a że każdy jest przydatny do jakiegoś innego aspektu gry (np. energia – podróże, ludziki – interakcja z mieszkańcami, a buźki – obniżenie czasu zwiedzania lokacji), to wybranie określonego planu rozwoju produkcji stanowi nieraz nie lada wyzwanie.
Czy gra ma jakieś wady (poza wykonaniem i szatą graficzną)? Tak, ma. Dla jednych to może być downtime związany z paraliżem decyzyjnym przy wyborze kolejności zagrywania lokacji, dla innych losowość wynikająca z doboru kart. I ja te wady widzę, ale one nie przeszkadzają mi w czerpaniu przyjemności z rozgrywki, bo uwielbiam zarządzanie ręką i planowanie kolejnych akcji, tak żeby zmaksymalizować z nich zyski. Ja się więc przy grze Kierunek Europa bawiłem dobrze, ale na tyle niewiele razy, żeby jeszcze nie wystawiać punktowej oceny. Mogę tylko napisać, że wykonanie (całościowo – szata graficzna i materiały) otrzymałoby ocenę niską*, a grywalność, póki co, wysoką, więc jeżeli bliżej Wam do teamu „dobra mechanika” niż do teamu „efektowne wykonanie”, to możecie tę grę sprawdzić.
* Nie jestem pewien czy egzemplarz jaki otrzymałem jest egzemplarzem finalnym, jaki Wy otrzymanie w sklepie. Większość zdjęć na BGG pokazuje elementy podobnej jakości, ale znalazłem też takie, na których elementy gry wydają się być w znacznie lepszej jakości a pudełko posiada dedykowaną wypraskę, której u mnie nie było.
Dziękujemy firmie Geekach za przekazanie gry do recenzji.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony








