Czy warto mieć Gildię Wielkich Odkrywców w swojej kolekcji? Ja uznałem ze tak już kilka lat temu kiedy Ciuniek pokazał mi ten tytuł (jeszcze w angielskiej wersji) na jednym z naszych Zgrywów. Kiedy wiec pojawiła się informacja, że Lucky Duck Games wydaje grę po polsku pierwszy zgłosiłem się do recenzji. Czy po rozegraniu kilku partii wciąż uważam że tytuł zasługuje na uwagę i miejsce w kolekcji czy początkowy zachwyt okazał się tylko pierwszym, złudnym zauroczeniem?
Na czym polega rozgrywka?
Na stawianiu kostek na podzielonej na heksy planszy zgodnie z rodzajem terenu jaki pojawiła się na wylosowane karcie. Robimy to po to, żeby zapełnić krainy czyli grupę połączonych heksów z tym samym rodzajem terenu. To pozwoli nam na budowę wiosek, a one na dalszą ekspansje, albowiem w każdej z czterech rund budowę możemy zacząć od stolicy (w pierwszej rundzie mamy tylko ją) lub od którejś z naszych wiosek.
Jak wspomniałem wyżej, gra trwa 4 rundy. W każdej dociągniemy 4 takie same karty terenu i od 1 do 4 kart specjalnych. Te drugie są mocniejsze od zwykłych kart terenu i unikatowe, dzięki czemu indywidualizują one możliwości grających.
A co jeszcze możemy robić na naszych planszetkach? Odkrywać skarby, budować szlakach handlowe między miastami, wynosić wieże obserwacyjny, znajdywać monety, realizować cele (te są losowane po 3 na partię). To wszystko przekłada się na punkty (skarby czasami na natychmiastowy profit), które podliczamy po końcu 4 rundy.
Wracając więc do początkowego pytania.
Czy warto te grę mieć w kolekcji?
Zacznijmy od plusów.
Gra jest dosyć prosta w zasadach. Łatwo i szybko można ją wytłumaczyć każdemu (w tym świeżym graczom) i szybko można przystąpić do rozgrywki.
Rozgrywka też jest szybka i dobrze się skaluje. A to dzięki symultanicznie wykonywanym akcjom, dzięki którym gra rzadko wpada w przestoje.
Losowość niby jest (w końcu dociągamy karty z zakrytej kupki) ale jest ona fajne trzymana w ryzach, bo mamy małą pulę kart, wiemy co już zeszło i czego możemy się spodziewać (nie wiemy tylko w jakiej kolejność) i jesteśmy w stanie sensownie zaplanować nasze ruchy (im dalej w rundę tym precyzyjniej).
Nie do końca wiem czy na plus możemy zaliczyć regrywalność. Obiektywnie trzeba przyznać, że twórcy postarali się, żeby była ona duża. Mamy cztery rożne plansze. Każda ma trochę inne zasady, do tego każda ma 6 dedykowanych do niej celów, z których na rozgrywkę losujemy 3. W końcu mamy tez mnóstwo kart specjalnych, które mocno indywidualizują możliwości i poczynania graczy. A mimo wszystkich tych niewątpliwych zalet z każdą kolejną partia wydawało mi się, że robię to samo.
Uczciwie muszę też napisać, że wszystkim, którym pokazałem Gildię gra się spodobała. Zresztą podobnie jak mi … po pierwszej partii. Tylko że początkowy entuzjazm z czasem przygasł i teraz ustabilizował się na poziomie takiego przyzwoitego średnika.
Z pewnością dużą rolę w spadku poziomu tego entuzjazmu miało słabe wykonanie gry. Już pal sześć ubogą szatę graficzna, która nawet nie próbuję stwarzać jakiegokolwiek klimatu rozgrywki czy po prostu cieszyć oko. To mógłbym przeboleć gdyby gra była funkcjonalna. Ale z tym jest jeszcze gorzej. Plansze są cienkie i śliskie. Kostki (które są niby osadnikami) za duże na heksy i zbyt podobne do wiosek. Efekt? Jak kichniesz nad swoją plansza to masz na niej armagedon i możesz nie zdołać odtworzyć prawidłowego ustawienia, a jak zgarniasz osadników między rundami to możesz przypadkowo zgarnąć też wioskę, która na planszy powinna zostać (obie historię prawdziwe). Ale żeby jeszcze bardziej utrudnić graczom życie (dziwne, bo raczej wszyscy chcą teraz graczom życie ułatwiać) to żetony monet o różnych nominały są identyczne (zarówno pod względem koloru jak i wielkości). No, gorzej to już chyba by tylko było, jakby wpadli na pomysł wydrukowania dwóch różnych nominałów po obu stronach monetki. A… i w moim egzemplarzu nie było woreczków strunowy na całkiem pokaźna liczbę elementów. A ponieważ nie ma też wypraski, to gdybym nie miał własnych woreczków i musiałbym wypakowywać wszystko do tego jednego, w którym były początkowo kosteczki, a karty umieszczał luzem to segregacja wszystkiego przed partią mogłaby zajmować połowę tego co sama rozgrywka.
Przechodząc do podsumowania, to poza wykonaniem obiektywnie mam ma się do czego mocno przyczepić. Gra może nie porywa, ale gamepaly’owo to taki przyzwoity średniaczek, który spodobała się wszystkim moim współgraczom. Przyznaje, że początkowo mi również, ale teraz tak sobie myślę, że gra jest w sumie podobna do Kartografów, zajmuje od nich więcej miejsca na półce a jednocześnie jest mega niefunkcjonalna.
Ostatecznie wyleci więc pewnie z mojej kolekcji, ale to raczej dlatego, że staram się ją obecnie trochę ograniczać. Z pewnością nie oznacza to jednak, że żałuję czasu poświęconego jej przy stole.
Ogólna ocena
(6,5/10):









Złożoność gry
(4/10):









Oprawa wizualna
(3/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Do tej gry mamy konkretne zarzuty. Może być fajna i dawać satysfakcję, ale… ale jest jakieś zasadnicze „ale”. Ostatecznie warto się jej jednak bliżej przyjrzeć, bo ma dużą szansę spodobać się pewnej grupie odbiorców.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony













