Home / Recenzje / Gry dla wielu graczy / Kartografowie – mapy jak rysowane

Kartografowie – mapy jak rysowane Recenzja

O grach typu roll’n’write (ewentualnie flip’n’write) mam bardzo mieszane opinie. Z jednej strony zawiodły mnie Kolejowy szlak, Osadnicy: Wykreślane imperium, a przede wszystkim kościane Zamki Burgundii, z drugiej jednak odkryłem takie perełki jak Rzuć na tacę czy La Granja: No siesta. Do Kartografów podchodziłem więc z rezerwą, ale i pewnymi nadziejami.

Kartografowie to – jak już się pewnie domyśliliście – gra typu flip’n’write przeznaczona dla graczy w wieku 10+. Podobnie jak w przypadku Welcome to… czy Winnicy, liczbę grających ogranicza w zasadzie tylko liczba posiadanych karteczek do gry.

Mechanicznie tytuł przypomina mix Welcome to (zagrywanie kart), Patchwork Doddle (rysowanie figur w odpowiednich układach) i Wyspy Skye (system punktowania).

Na początku losujemy cztery cele na partię i dopasowujemy je losowo do czterech pór roku. Cele punktują najczęściej za odpowiednie układy miast, lasów, pól i wód oraz ogólnie obszarów na planszy. W każdej porze roku punktujemy dwa wskazane cele (wiosną – A i B, latem – B i C, itd.)  oraz dostajemy punkty dodatnie / ujemne za posiadane monety i puste obszary obok potworów. Runda trwa przez zdeterminowaną przez porę roku liczbę tur, w trakcie których wyciągamy kolejno karty wskazujące na rodzaj i kształt terenu jaki mamy narysować na mapie (najczęściej mamy też do wyboru jeden kształt i jeden z dwóch rodzajów terenów lub jeden rodzaj terenu i jeden z dwóch kształtów). W talii do dobierania znajdziemy  się też karty ruin zmuszające nas do narysowania terenu w jednym z określonych miejsc oraz karty ataku potworów, które pozwalają na umieszczenie określonego kształtu na naszej mapie innym graczom. Ponadto, jeżeli uda nam się zdobyć minidodatek Umiejętności będziemy mogli co rundę skorzystać (po opłaceniu kosztu) z jednej z wylosowanych na początku gry kart pozwalających naginać zasady rozgrywki.

Jak wspomniałem punktacja odbywa się po zakończeniu każdej rundy (pory roku), a ostateczny wynik obliczamy po zakończeniu zimy, sumując liczbę punktów zdobytych we wszystkich rundach.    

Pierwszy raz zagrałem w Kartografów na zeszłorocznym, jesiennym Gramy.  Gra zrobiła na mnie na tyle pozytywne wrażenie, że zapytałem wydawcy o egzemplarz recenzencki. Co ciekawego więc w Kartografach dobrego znajdziemy? Po pierwsze różne źródła punktacji. Pozwala to pokombinować, odpuścić pierwszą rundę, żeby przygotować się na kolejne, stawić na równomierny rozwój mapy lub doładować jedne tereny odpuszczając inne. Po drugie nieliniowe karty, dające możliwość wyboru terenu lub kształtu. Zamiast budować duży klaster, zapełniający wiele kratek, możemy narysować mały i otrzymać dodatkowo monetkę. Nieraz możemy zamiast kształtu wybrać rodzaj terenu, co pozwala modelować mapę pod własną strategię.  Po trzecie ciekawy sposób interakcji. Po wylosowaniu zasadzki mapy są przekazywane w lewą lub prawą stronę, a współgracze starają się narysować kształt zasadzki w taki sposób żeby nam jak najbardziej zaszkodzić. Nieraz okazuje się jednak, że wcale nie jest to proste zadanie. Ba, później nawet może okazać się, że pomogli nam oni utworzyć jakiś obszar wymagany przez kartę punktowania celu. Po czwarte dobra skalowność. Ja grałem w składach od 1 do 6 osób i w każdym wariancie gra się sprawdzała, a liczba graczy nie wpływała negatywnie na czas rozgrywki (około 30 minut). Po piąte łatwe i przystępne zasady, dzięki czemu w Kartografów można zagrać z każdym. Ja grałem na święta i podczas imprezy sylwestrowej. Grałem zarówno z zaawansowanymi graczami, jak i z 8-letnim synem. Każdy ze współgraczy po rozgrywce miał pozytywne wrażenia, a niektórzy nawet kupili swój egzemplarz gry.

Kartografowie maja też jednak swoje wady. Jak w każdym roll(flip)’n’write, tak i w Kartografach mamy sporą losowość. Nieraz zdarzy się, że wylosowana karta będzie idealnie pasować jednym, a dla innych będzie zupełnie bezużyteczna. Albo że wyjdzie karta terenu, który nie zapunktuje już podczas gry. Albo, że ruiny lub zasadzka zostaną wylosowane w najmniej odpowiednim dla nas momencie. Niekiedy losowość ta może znacząco wpłynąć na wynik rozgrywki. Niemniej jednak decydując się na zakup wykreślanki musimy się z taką losowością po prostu liczyć. Drugim problemem jest słaba czytelność mapy, szczególnie pod koniec rozgrywki, kiedy jest ona w większości zapełniona. Zwiększa to ryzyko pomyłki podczas liczenia punktacji, ewentualnie wydłuża downtime w sytuacji, kiedy chcemy kilkukrotnie sprawdzać poprawność każdej punktacji. Rozwiązaniem problemu byłyby zapewne kredki w kolorach odpowiadających rysowanym obszarom. W te jednak już musicie zaopatrzyć się na własny koszt. Po trzecie Kartografowie po kilku partiach intensywnego grania mogą się ograć. O ile w takie Rzuć na tacę mam za sobą już około 60 rozgrywek i w dalszym ciągu jestem gotowy na kolejne, to w Kartografów po 7 partiach mam chwilowy przesyt i muszę od nich jakiś czas odpocząć.

Podsumowując uważam, że zakup Kartografów to dobra decyzja, szczególnie jeżeli wziąć pod uwagę ich niewielką cenę. Jest to dobra gra rodzinna, może nie do intensywnego ogrywania, ale do partyjki od czasu do czasu. Tym bardziej, że sprawdzi się niemal w każdych warunkach i w każdym składzie osobowym (wiekowo oraz liczbowo). Można ją wyjąć jako fillerek miedzy cięższymi tytułami, na imprezce, podczas niedzielnego odpoczynku czy w podróży lub na wycieczce. Mało jest takich gier, dlatego ja nie pozbędę się Kartografów z kolekcji nawet, jeżeli nie będą mieli szansy tak często pojawiać się na stole jak dotychczas.

Ogólna ocena (7,5/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (5/10):

Dziękujemy firmie Ogry Games za przekazanie gry do recenzji.


One comment

  1. Avatar

    W serwisie happymeeple można zagrać w wersję onlinową. Po kilku grach stwierdzam że liczenie punktów „na papierze” musi być bardzo uciążliwe…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Encyklopedia statków Star Trek po raz drugi

Pierwszy tom omawiał jednostki z seriali Enterprise, Discovery oraz TOS (The Original Series). W obecnym tomie drugim znalazły się  opisy statków Gwiezdnej Floty z czasów ST:TNG (Następne Pokolenie), ST:DS9 (Deep Space Nine) oraz Voyager. Wszystkie zaprezentowane statki pojawiły się (choćby tylko na moment) w jednym z seriali telewizyjnych lub filmów Star Trek. Wszystkie pochodzą z głównej linii czasowej - nie ma jednostek, które można ujrzeć w filmach nakręconych po 2009 r., nie ma też statków, które wystąpiły jedynie w książkach, grach, kalendarzach albo w serialu animowanym, ani tych, które zostały jedynie  przelotnie wspomniane w dialogach bądź mignęły jako grafiki na ekranach komputerów.