Home / Artykuły / Poradniki / Podsumowanie roku okiem Gineta

Podsumowanie roku okiem Gineta

Minął kolejny rok. Mój ósmy, od kiedy odkryłem planszówki  na nowo i piąty odkąd zacząłem notować rozegrane partie na BGG. Jak co roku zrobiłem sobie więc krótkie podsumowania. Inaczej jednak niż w latach ubiegłych postanowiłem się nim z Wami podzielić. Jeżeli więc ktoś jest ciekawy ile grałem, w co grałem i co mi się najbardziej podobało zapraszam do lektury

Zacznę od garście statystyk. W 2019 r. rozegrałem 319 pełnych partii, co daje średnio nieco mniej niż 1 partię dziennie. Jest to też o 16 mniej rozgrywek niż w roku 2018.

Najlepszymi planszówkowo miesiącami był kwiecień i listopad, w których rozegrałem po 42 partie (dziwnym zbiegiem okoliczności byłem wówczas odpowiednio na Pyrkonie i Gramy), najgorszym sierpień z jedynie 13 rozgrywkami.

W 2019 r. zagrałem łącznie w 155 gier, z czego 86 było grami (dla mnie) nowymi. Najwięcej partii grałem w imprezówki czyli Decrypto (19) i Jednym słowem (9). Na trzecim miejscu ex equo uplasowały się Na skrzydłach i Brzdęk.

Nie ilość, a jakoś się jednak przecież liczy, przejdźmy więc do tego co mi się z gier odkrytych w 2019 r. najbardziej podobało. Zastrzegam jednak, że nie będą to gry wydane w 2019 r., a jedynie gry, które w 2019 r. poznałem więc niekiedy mogą być to i starsze tytuły.

Z kategorii gier imprezowych najlepsze były … Decrypto i Jednym słowem. Oba tytuły są grami słownymi, jednak poza tym łączy je niewiele. Jednym słowem to typowy imprezowy fillerek. Zasady tłumaczy się 30 sekund (najlepiej na przykładzie), partia trwa 10-15 minut. W Decrypto zasady są dłuższe i na sucho, mocno nieintuicyjne. Jak dobrze pójdzie to partyjka również może się zamknąć w 20 minut, ale jak trafi się zamulaczy to można grać i półtorej godziny (co mi się niestety zdarzyło). Do tego Jednym słowem to coop, w którym można co najwyżej maxować wynik, natomiast Decrypto jest grą rywalizacyjną i budzi znacznie więcej emocji. Jakbym miał komuś te gry polecić to Decrypto poleciłbym fanom Tajniaków, a Jednym słowem osobom lubiącym Tabu. Niemniej jednak oba tytuły są moim zdaniem warte uwagi. Trzecią imprezówką, którą mogę polecić jest Ryzyk-fizyk Family. Gra Ryzyk-fizyk była fajna ale miała swoje bolączki z których największą był efekt kuli śnieżnej, jeżeli któryś z graczy zarobił więcej kasy na początku partii. Wersja rodzinna eliminuje ten błąd przez co rozgrywka staje się ciekawsza i bardziej zacięta do ostatniej rundy. Do tego pytania, choć dalej trudne, wydają się mniej abstrakcyjne.

Gry rodzinne podzieliłem na dwie kategorie. Pierwszą z nich są gry wprowadzające, które mają niewiele zasad i można je spokojnie zaproponować każdemu, niezależnie czy miał on wcześniej z planszówkami do czynienia. W tej kategorii bank u mnie rozbiła gra Rzuć na tacę od wydawnictwa G3 – kapitalny roll’n’write z moją ulubioną mechaniką zarządzania kośćmi. W pudełkową wersję wg BGG rozegrałem tylko 5 partii, ale kolejne 50-60 rozegrałem na telefonie w wersję solo. Jakbym miał komuś polecić, to poleciłbym … każdemu, bo gra ma szansę przypaść do gustu zarówno świeżym graczom, jak i totalnym geekom, jako przerywnik między poważniejszymi tytułami. W tej kategorii na wyróżnienie zasłużył też Luxor – gra nieco podobna do Mumia: Wyścig w bandażach i Karuby, w której znajdziemy bardzo sprytny mechanizm zarządzania ręką i wykonywania ruchów Pozwolę sobie też na małe oszustwo i honorową wzmiankę o Dolinie Nilu od wydawnictwa Hobbity. Jest to świetna gra kafelkowa z mechaniką przypominającą układanie domina, ale posiadająca też elementy zarządzania zasobami i zbierania zestawów. Grę poznałem pod koniec 2018 roku, jednak w Polsce wydana ona została dopiero w roku 2019.

Z gier rodzinnych drugiego kroku, o nieco bardziej skomplikowanych zasadach i wymagających od graczy większego zaangażowania intelektualnego, najbardziej podobało mi się Na skrzydłach. Gra kojarzona jest z Terraformacja Marsa, bo podstawą jest tutaj zarządzanie kartami i budowa silniczka (plus jeszcze zarządzanie zasobami). Jednak o ile to co w TM dla wielu jest świetne, mnie nieco przeraża – posiadanie ogromnej liczby kart na ręku i w tableau. Daje ono z jednej strony masę możliwości z drugiej powoduje jednak chaos i paraliż decyzyjny. W Na skrzydłach jest to mocno ograniczone (bo o karty tu trudniej), dzięki czemu chętniej siądę do tego tytułu. Na kolejnych miejscach wybór nie był już taki oczywisty, ostatecznie zdecydowałem się jednak na dwie gry ze stajni Portalu – Aeon’s End (gra kooperacyjna z mechaniką deck buildingu) i Architektów Zachodniego Królestwa (czyli tematycznie drugą część Najeźdźców z Północy z mocno jednak odmienną mechaniką).

W kategorii gier zaawansowanych bezapelacyjnie zwyciężyła u mnie Zimna Wojna, której reedycję w zeszłym roku wydał Phalanx. Jest to kapitalna i – moim zdaniem – bardzo klimatyczna strategiczna gra dwuosobowa o zmaganiach dwóch światowych imperiów – USA i ZSRR, w której gracze, za pomocą kart wydarzeń, starają się zdobyć wpływy w rożnych częściach świata. Do tej pory we wszystkich rozegranych pojedynkach wygrali komuniści, ale Stany Zjednoczone z partii na partię poprawiały swój wynik, co tylko zachęca do kolejnych rozgrywek. Polecam bardzo. Kolejne miejsca zajęły ex equo  Coimbra od Rebel, Blackout: Hongkong od Lacerta i Podwodne miasta od Portal Games. Każda z tych gier posiada odmienną mechanikę – w Coimbra przeważa draft i manipulacja kośćmi, w Podwodnych miastach worker placement, a Blackout to zlepek wielu różnych mechanizmów. Wszystkie jednak są w mojej opinii kapitalnymi tytułami, dające sporo satysfakcji zaawansowanym eurograczom. Jednocześnie to tytuły na tyle różne, że warto je wszystkie mieć w kolekcji.

Recenzje lub rzuty okiem na wszystkie te gry znajdziecie w naszym serwisie, wystarczy, że klikniecie w tekście na dany tytuł. Jeżeli więc któraś z tych gier Was bardziej zainteresowała zachęcam do poczytania tekstu o niej.

 

One comment

  1. Avatar

    Jest kilka tytułów w które nie grałem :-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Monster Bar Zostań menagerem potwornego baru

Gier o potworach powstało już wiele. Występujące w nich maszkary straszą, wychodzą z szafy, bywają atrakcją w tworzonych przez nas parkach rozrywki lub podziemiach. W karciance Monster Bar będziemy mieli okazje zatrudnić je w prowadzonej przez nas restauracji. To, czy będzie ona potwornie atrakcyjna, czy po prostu potworna, zależeć będzie tylko od nas… No może nie tylko, bo przeciwnicy też dorzucą na pewno swoje trzy grosze. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap