Na miejscu zbrodni nie ma świadków, którym można bezgranicznie zaufać. Pantera, paw, iguana, koń… każdy wskazuje kogoś innego, a kolejne wypowiedzi zamiast wyjaśniać sprawę, tylko mnożą wątpliwości. Kto mówi prawdę, a kto celowo wprowadza śledczych w błąd? I czy rzeczywiście sprawca był tylko jeden? W A Carnivore Did It! najcenniejszym narzędziem okazuje się logika, bo każde zeznanie może być zarówno brakującym elementem układanki, jak i fałszywym tropem prowadzącym donikąd.
Anatomia kłamstwa
W Carnivore Did It! gracze wcielają się w śledczych próbujących rozwikłać sprawę zbrodni popełnionej w świecie zwierząt. Każda rozgrywka opiera się na zestawie podejrzanych i ich zeznań oraz informacji ilu mamy przestępców, ile osób kłamie bądź mówi prawdę. Nie dostajemy żadnej dodatkowej historyjki, zupełnie nas nie obchodzi czy ktoś kogoś obrabował, oszukał czy… zeżarł.
Na początku partii przygotowywana jest pula kart zwierząt oraz zestaw twierdzeń. Każdy z podejrzanych otrzymuje jedno zdanie, które opisuje cechy przestępcy (lub wręcz bezpośrednio go wskazuje), a czasem po prostu zdradza kto mija się z prawdą. Kluczowy element polega na tym, że część zeznań jest prawdziwa, a część to mniej lub bardziej jawne kłamstwa. Naszym zadaniem jest rozszyfrowanie tej złożonej pajęczyny. Gracze wspólnie analizują dostępne informacje i eliminują podejrzanych, próbując określić, kto może być winny, a kto jedynie fałszuje rzeczywistość.
Każda wypowiedź działa jak element układanki: jeśli jedno zwierzę mówi prawdę, inne muszą się mylić. Gra kończy się w momencie, gdy śledczy zdecydują się wskazać sprawcę. W teorii mamy też zakres czasowy, w którym powinniśmy poradzić sobie z zadaniem, ale można go spokojnie zignorować, jeśli ktoś nie lubi takiego pospieszania.
Jeśli udało nam się poprawnie wydedukować odpowiedz, to należą się nam gratulacje. Jeśli nie, no cóż, może przy kolejnej sprawie pójdzie lepiej.
Zwierzęce CSI
Jeśli chodzi o zagadki, to jest ich całe multum. Gra chwali się, że dostajemy ich 2000 i jak najbardziej jest to prawda. Prawdą jest jednak też to, że te najprostsze raczej nie przyciągną naszej uwagi na długo. Zrobimy kilka, uznamy że stać nas na więcej i polecimy dalej. Te dalsze stają się już jednak prawdziwym wyzwaniem. Coraz więcej podejrzanych i przestępców, coraz więcej możliwości i kombinacji, i nagle okazuje się, że mózg lekko się lasuje.
Każde wyzwanie możemy podjąć jako grupa, albo solo. Przyznaję, że mi najlepiej grało się w tej drugiej opcji. Mogę się wtedy skupić na rozwiązaniu. Przy większej liczbie graczy może się tak zdarzyć, że część osób po prostu się wyłączy i w ogóle nie będzie brała udziału w zabawie. Albo będą wybijać się nawzajem ze swojego toku myślowego. Przy bardziej skomplikowanych przypadkach potrzeba naprawdę sporo skupienia i, moim zdaniem, ingerencja drugiej osoby wtedy mocno przeszkadza.
Same elementy fizyczne w pudełku są nieliczne, ale bez problemu spełniają swoje funkcje i zostały wykonane w dbały sposób. Ciekawym rozwiązaniem są karty odpowiedzi stworzone tak, by naprawdę trudno było przez przypadek zepsuć sobie zabawę. Jedynym minusem jest to, że czerwona folia pozwalająca odczytać odpowiedź na tyle ogranicza jej czytelność, że przy słabym świetle jest praktycznie niewidoczna.
Gra czy zagadka?
Warto w tym miejscu zauważyć, że mamy tu do czynienia z czymś, co jest tak naprawdę czystą, niemal mechaniczną implementację algebry Boole’a, a nie typową grą. Nie znajdziemy tu tradycyjnego szukania dowodów jak w grach detektywistycznych. Nie mamy też wpływu na rozwój wydarzeń, ani nie planujemy kolejnych ruchów czy strategii. Liczy się wyłącznie logiczne myślenie, wykluczanie i wskazanie fałszywych/prawdziwych wypowiedzi. Nie jestem pewna czy to wystarcza, by A Carnivore Dit It! zyskało status pełnoprawnej gry.
Jeśli jednak spojrzymy na całość jako zestaw zagadek, to bardzo mi się spodobało. Pod jednym warunkiem: tylko w wersji solo. Nawet 2 osoby w tym przypadku to już dla mnie za duży tłum. Rozgrywka przy większej liczbie uczestników sprawia, że tracę w niej to, co lubię najbardziej – czyli pełne skupienie oraz czystą przyjemność z samodzielnego rozważania zagadki. W zamian nie dostaję absolutnie nic co jednak by mnie przekonało, że granie w kilka osób dostarczy mi jakichś nowych wrażeń. Zdecydowanie polecam jeśli lubicie intelektualne, logiczne wyzwania, które zajmują kilka-kilkanaście minut, nie przeszkadza wam brak fabularnej otoczki, a samodzielna rozgrywka to dla was czysta przyjemność.
Gra dla 1-5 graczy, wiek 8+
Czas gry: 20 minut
Wydawca: Horrible Guild
Ogólna ocena
(7,5/10):









Złożoność gry
(2/10):









Oprawa wizualna
(7/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Dobry, solidny produkt. Gra może nie wybitnie oryginalna, ale wciąż zapewnia satysfakcjonującą rozgrywkę. Na pewno warto ją przynajmniej wypróbować. Do ulubionych gier jednak nie będzie należała.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony







