Home / Audio/Video / Archiwum Planszostacji / Planszostacja – odcinek 21

Planszostacja – odcinek 21

Zapraszamy do Planszostacji (czy jak to niektórzy by woleli Planszobunkra) po-Mazurkonowej. Oprócz samego Mazurkonu omawiamy nowo poznane gry – Manoeuvre i Monastery, oraz prezentujemy swoje TOP 5 rozgrywek Mazurkonowych.

Planszostacja – odcinek 21 [34 MB]

Prośba o niezamieszczanie linku bezpośrednio do pliku MP3, ale do niniejszego wpisu, zawierającego opis zawartości podcasta i adres e-mail związany z konkursem.

21 komentarzy

  1. A propos tytułu gry i jego wymowy (którą napisałem trochę fonetycznie, bo się nie skopiowały ślaczki):

    manoeuvre (MOVEMENT) UK, US maneuver: [wym. ma’nu:,ve]
    noun [C]
    a movement or set of movements needing skill and care

  2. no właśnie, co wy z tym „manewrrrr” ;)
    W dalszym ciągu jestem w szoku z tą grą. Spróbujcie teraz Hannibala amerykańskiego, to nie jest jakoś strasznie daleko od Manewru :)

  3. ale blizsze stereotypowej grze wojennej czy dalsze?

    jesli jest mniej wojenne to pewnie bym sprobowal, jesli bardziej… :-X

  4. Jacek Nowak (ja_n)

    Tak, tak, ja wiem że muszę tego spróbować. Podobnie jak Crusader Rex. Chętnie wysłucham innych propozycji takich lżejszych gier wojennych DLA DWÓCH OSÓB.

  5. mnie sie wydaje z tego co widzialem ze hammer of the scots to taki crusader rex tylko wiecej fun-u a mniej parowania mozgiem. mechanika bardzo podobna, ale jedno HotS wygladalo ze mozesz sobie zagrac na luziku i patrzec co sie dzieje, a CR trzeba przeliczac jak w finale mistrzostw swiata w szachach. (ale moge piep… glupstwa gadac, gralem tylko w CR, a HotS tylko ogladalem z boku.

  6. nie no, bliższe ;)

  7. Idziecie powoli w kierunku, który u nas w Opolu zadomowił się już na stałe, bo wargamerów mamy aktywnych bardzo :)
    Crusader – bardzo dobry
    Hammer – jeszcze lepszy
    jest jeszcze Wizard Kings, też Columbia Games, też bloczki, ale klimaty fantasy, sporo różnorakich scenariuszy, możliwość grania od 1 do 7 osób. W następnej kolejności: Rommel in the Desert – trochę bardziej skomplikowany, ale przez to też ciekawy. Mogę wszystkie przywieźć na Pionka, jeśli będziecie chcieli pooglądać. Z lekkich wojennych gier jest jeszcze Conflict of Heroes, na razie trudno go kupić, bo sprzedaje się na pniu, ale jak wszystko dobrze pójdzie to będzie nowa edycja we wrześniu/październiku (może nawet będą w niej scenariusze z polskimi jednostkami). :)

  8. Ja jakby co mam Crusader Rex. Ale nie widziałem tego strasznego parowania mózgiem, o którym pisze bazik. I klimat mi o wiele bardziej pasuje niż jakieś szkockie harce :)

  9. na HotS bym sie pisal na pionku.

  10. Jacek Nowak (ja_n)

    Mnie na Pionku niestety nie będzie tym razem. Kiedyś trzeba odbębnić te przeklęte wakacje, bo inspekcja pracy nie lubi zaległego urlopu ;-).

  11. Hannibala amerykanskiego nie polecam jesli ktos nie lubi Twilight Struggle (jeszcze wiecej rzucania kostkami w H. i jeszcze wiekszy wplyw wylosowanych kart na rozgrywke) :PP

    [juz to nie raz pisalem – po co sie katowac grami, ktore nie sa w naszym typie – w najlepszym (podkreslam najlepszym) przypadku skoncza jak Fryderyk Pancha, ‚fajny, bardzo dobry, ale nie gram wiec sprzedaje’.]

    a odcinek Planszostacji najlepszy z tych ostatnich

  12. Mam taką małą uwagę. Opis wstępny Manoeuvre był wygłoszony przez Pancho strasznie chaotycznie, może warto by przed nagrywaniem audycji przymyśleć odrobinę formę takiego opisu. Oczywiście no offence ;) Po prostu gdybym nie znał gry to obraz który wyobraziłbym sobie po tym opisie byłby daleki od rzeczywistości. Może warto by było wprowadzić jakiś schemat omawiania gier, które recenzujecie? Nie jakieś sztywne ramy… raczej takie ogólne punkty typu: komponenty, rodzaj mechaniki, ilość graczy, „trudność” i mózgożerność gry itd.

    Cieszę się mimo wszystko że czasem omawiacie gry które są lekko bardziej wojenne ;] Zawsze wypatruje czy w kolejnym odcinku nie ma czegoś o właśnie takim typie gier, a nawet jak nie ma słucham z przyjemnością.

    Pozdrawiam
    Clagus

  13. A ja sie nie zgodze, ze w RvC karty maja wiekszy wplyw na rozgrywke niz w TS i jestem dokladnie przeciwnego zdania. Jak trafisz slabsza reke w RvC to najwyzej masz w danym etapie mniej manewrowe wojska, mniejsze mozliwosci mobilizacyjne itd. Wydaje mi sie natomiast, ze w TS czesciej mamy sytuacje, ze slabsza reka oznacza tak naprawde koniec gry (co wynika z duzej intensywnosci rozgrywki). Ponadto w Hannibalu nie ma tak potencjalnie niszczycielskich eventow, podczas gdy w TS mozna zaliczyc nokaut techniczny po wylapaniu celnie wymierzonej Muslim Revolution (jedyna karta, o ktorej czasem zdarza mi sie myslec, ze moze byc za silna ;) ), OPEC czy Wargames. Uwielbiam TS, jest to na pewno jedna z moich gier wszechczasow, ale akurat losowosc na pewno jest mniejsza w Hannibalu. Nigdy natomiast nie rozumialem histerii, wedle ktorej Sowieci mieliby byc jakos silniejsi od Wuja Sama (jakos mam nawet wrazenie, ze osobiscie czesciej wygrywam Jankesami).
    A, no i jakos nie odnosze wrazenia, ze Hannibal jest podobny do Manoeuvre (zupelnie inna parafia), co nie oznacza, ze nie zachecam do sprobowania. Jak zaznaczylem swego czasu w recenzji, H:RvC to naprawde jest gra, ktora moze potencjalnie spodobac sie nie tylko wargamerom.

  14. P.S. Zeby nie bylo, ta losowosc w TS nie jest jakas potworna, sytuacje, w ktorych sie przegrywa ewidentnie przez nia zdarzaja sie bardzo rzadko (ale zdarzaja sie, a w Hannibalu nigdy nie mialem tego wrazenia). Przed nokautujacymi wydarzeniami trzeba sie umiec bronic, co sprowadza sie w sumie do tego chyba, ze w TS sie nie pogra bez bardzo dobrej znajomosci talii (trzeba wiedziec, jakie kubly pomyj moga sie jeszcze wylac na glowe ;) ), podczas gdy w Hannibalu nie jest to chyba az tak kluczowe.

  15. nie pisaliśmy, że H:RvC jest podobny do Manoeuvre, tylko że jeśli komuś podoba się M, to jest szansa, że spodoba się i H ;)

  16. w zasadzie to nie miejsce na dyskusje TS vs H, ale jeszcze napisze :-) :

    wilk,
    Otoz w TS moze sa bardziej dewastujace zdarzenia niz w H, zmieniajace mocno obraz rozgrywki. Z tym, ze ten obraz zmienia sie drastycznie raz na jedna a raz na druga strone. I mozna sobie z tym jakos radzic.
    Natomiast w Hannibalu nie ma tak drastycznych kart, ale jesli regularnie przychodza ci choc odrobine slabsze karty niz przeciwnikowi, to przegrasz. W takiej sytuacji mam wrazenie: kurcze, zrobilem co tylko moglem, na 100% wykorzystalem karty ktore dostalem a i tak nie mialem szans wygrac. Takiego wrazenia NIGDY nie mialem w TS. W TS, owszem raze mocno dostaniesz w plecy, ale za chwile sie mocno odbijesz. Nie ma czegos takiego ze grasz, grasz i grasz i przychodza ci troche slabsze karty i po 5-6 godiznach przegrywasz (jak w H). Zmaiast tego widze raczej takie zjawiska:
    – przychodza ci znacznie slabsze karty niz przeciwnikowi – szybko przegrywasz przed czasem – ok, przynajmniej szybko bylo (w H. nie – musisz sie meczyc do konca nawet przy wyraznie slabszych kartach)
    – przychodza ci troche slabsze karty – ale wtedy planujesz, knujesz, kontratakujesz w wybrancyh rejonach, znasz talie – liczysz prawdopodobienstwo ze dojda dobre dla ciebie karty (W H. talia tak szybko sie nie przewija). Nie jestes na straconej pozycji – w H. niestety najczesciej tak. Jak dla mnie H. jest bardziej statyczny, trudniej wiec odwrocic zly los.

  17. w H najbardziej denerwuje, jak przeciwnik dostaje 3 kampanie, a ty grasz Rzymem, wylosowałeś samych wodzów na trójkach, a w kartach nie ma ani jednej… wtedy możesz patrzeć i przyglądać się ;)

  18. Wydaje mi sie, ze po pierwsze to, o czym mowimy tzn. losowosc kart, mozliwosc przegranej nawet przy ich optymalnym wykorzystaniu to inherentne cechy systemow CDG, a nie specyficzne cechy TS czy H:RvC (bo w TS mozna przegrac wykorzystawszy optymalnie wszystkie karty, oj mozna, a te odkucia – zgoda czesto nastepuja, bo ulatwia je mechanika gry, ale bynajmniej nie sa one gwarantowane).
    Ponadto, nie wiem czy kiedykolwiek w Hannibalu zdarzylo mi sie tak, zebym mial konsekwentnie przez pare etapow z rzedu gorsze karty niz przeciwnik. Jasne, to jest mozliwe, podobnie jak w TS mozliwe sa rozklady kart zdmuchujace Jankesow z planszy w 3 etapie (ktore zapewne legly u podstaw przekonania, ze Sowieci rzekomo sa niezbalansowani). Jak mowie, nie bardzo da sie od tego uciec w grze CDG. Zakoncze mysla, ze ta losowosc wcale nie jest taka glupia z punktu widzenia pojecia „gry historycznej”. Wiele razy w historii zdarzalo sie przeciez tak, ze dane panstwo nie mialo szans wykorzystac potencjalu, dowodcy borykali sie z trudnosciami pozawojskowymi (Hannibala na przyklad, ktory wodzem byl wybitnym, ograniczaly rozne koterie w Kartaginie, zazdrosne o jego popularnosc). Panstwa poza tym niejednokrotnie przegrywaly wojny z przyczyn gospodarczych czy geopolitycznych mimo posiadania doskonalej armii czy dowodcow. Wydaje mi sie, ze gry CDG niezle obrazuja takie zjawiska – wojna to nie zadanie matematyczne, wiec na losowosc tez sie nie ma co az tak obruszac. ;)
    Fajna dyskusja, choc chyba juz trzeba ja zakonczyc. :)

  19. Jeżeli ktoś ma ochotę sobie poczytać o Manoeuvre to zapraszam: http://www.sis.polebitwy.pl/Recenzje-Manoeuvre.html

    Tekst dość długi, ale na usprawiedliwienie powiem, że jest dwuczęściowy.

  20. no tak, dyskusję trzeba powoli kończyć :-)
    w kontekście komentarza wilka nadmienie jeszcze, że ciekawym zadaniem byłoby opracować listę gier CDG, uszeregowaną wg stopnia w jakim występuje zjawisko ‚wykorzystałem maksymalnie i optymalnie otrzymane karty a i tak nie wygrałem/nie miałem szansy wygrać. Mam za małe doświadczenie w CDG, ale myślę, że gry takie jak Ścieżki Chwały czy Sukcesorzy AW wykazują się stosunkowo małą skalą tego zjawiska, Twilight Struggle – średnią, Hannibal i 1960 – całkiem sporą niestety :-( Oczywiście nie zawsze złe rozdania się zdarzają i dlatego warto czasem zagrać i w te ostatnie gry. Hannibal ma u mnie nawet 8/10 :-)

  21. Podpisuję się w 100% pod tym co napisał Wilk. Mam identyczne przemyślenia.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*