Home / Rzut okiem / Gry rodzinne / Mały Książę: Droga do Gwiazd – rzut okiem

Mały Książę: Droga do Gwiazd – rzut okiem

OkładkaSwego czasu pisałem o innej grze o tym baśniowym bohaterze Mały Książę – Stwórz mi planetę!. Jakiś tydzień temu trafiła w me ręce nowa gra, oparta na motywach najnowszego, rocznicowego filmu. Zanim opublikuję pełną recenzję zapraszam do rzutu okiem.

Pudło jest wielkie (w stosunku do Mały Książę – Stwórz mi planetę!), ale też zawiera więcej komponentów. Talie graczy, talia dziadka, żetony teleskopów oraz papierowych samolotów z punktami, drewniane samoloty i (bezużyteczne) czapki-pilotki, gwiazdy pełniące rolę punktów zwycięstwa i kafle opowieści . A do tego modułowa plansza – tor wyścigu, która dzięki sprytnym łącznikom i dwustronnym elementom – daje nam możliwość skomponowania całkiem sporej liczby różnych tras. Od strony wizualnej jest świetnie!

w całej krasie

Wcześniejsza gra o planecie Małego Księcia zrobiła na mnie bardzo dobre, i utrzymujące się do dziś, wrażenie. Zwłaszcza za wyjątkowy, oniryczny, bajkowy klimat jaki powstaje podczas moich rozgrywek. Stąd pierwszy kontakt z nową grą wiązał się z poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie – czy i tu mamy taki książkowy charakter?

No i nie mamy. Za mną dwie partie we trzy i jedna we cztery osoby. W żadnej z nich nikt z nas nie zająknął się na temat podobnych wrażeń jak z Mały Książę – Stwórz mi planetę!

Ale czy to źle? Znaczy dla kogoś kto tego właśnie szukał – pewnie tak. Jednak ja gram w gry! Klimat to element któryś z kolei w osobistym rankingu oceny.

Mechanicznie nasuwają mi się skojarzenia z Tokaido oraz… Patchworkiem. Kolejność akcji związana jest z położeniem samolotu (znacznika gracza) na torze z chmur. Ostatni wykonuje swoją akcję. A jej wybór, czyli miejsce gdzie nasz samolot wyląduje, nie jest tak banalny jak mogłoby się wydawać po lekturze zasad. Podobnie jak w Tokaido wędrujemy liniowo zyskując pewne bonusy i staramy się roztropnie zrównoważyć korzyści z bycia liderem, ale i tym ostatnim. Z kolei skojarzenia z Patchworkiem wynikają głównie ze sposobu wyznaczania kolejności i niezwykłej wagi miejsca, gdzie zakończymy ruch.

elementy toru wyścigowego

Punktujemy za miejsce na mecie (nawet 6 PZ) oraz odwiedzane po drodze chmurki z gwiazdkami (1 albo 2 PZ). Trzykrotnie przekraczamy łączniki i zabieramy kafle opowieści, tzn. kafle z PZ (od 1 do 5). Jest tu pewne ryzyko, bo 1/3 kafli jest zakryta i może być różnie. Ciekawym urozmaiceniem są kafle Małego Księcia i Lisa, które same mają po 1 PZ, ale łącznie kombują się aż do 8 PZ. Do tego dochodzą jeszcze chmurki z teleskopami (też zakrytymi). Można zyskać, można stracić, a można też ograbić przeciwników. Tutaj ujawnia się korzyść z możliwości ułożenia własnej trasy. Analizując układ chmurek możemy dać więcej okazji do hazardowego przeglądania teleskopów albo więcej chmurek z gotowymi PZ.

kafle opowieści – źródło PZ

Z chmurek może korzystać tylko ten, kto na nie wleciał samotnie. Kolejni gracze mogą tylko zabrać (na wymianę) jedną z kart gracza, którego samolot jest tuż poniżej. Nie jest to zwykle wielki powód do zmartwienia, ale pod koniec wyścigu, gry talia się kończy może zaboleć.

Najsprytniejszym elementem jest właśnie kolejność graczy. Gdyby inni wysforowali się daleko do przodu, to możnaby odwiedzić kilka cennych pól (chmurek). Ale każdy taki kroczek, to jedna karta – a mamy ich mało. Stąd konieczność zbierania dodatkowych kart z talii dziadka. Ale przecież kto pierwszy przekracza łącznik, ten ma większy wybór kafli opowieści (czyli tych z PZ!). A do tego może zgarnąć premię za kolejność. Kafle opowieści szczególnie się sprawdziły w większym gronie. Super zestawów (Mały Książę i Lis) jest tylko 3 i w gronie 2-3 graczy w zasadzie wystarczy dla każdego. Grając we czwórkę było się o co ścigać.

premie na mecie

Mimo, że z klimatem książki gra nie ma za wiele wspólnego, to jest w moim odczuciu bardzo udaną, lekką grą. Nie jestem pewien do kogo jest adresowana. Dla dzieci może być nieco zbyt wyrafinowana – kalkulacje są nietrywialne. Dla dorosłych graczy będzie zbyt łatwa, podatna na los szczęścia w odkrywaniu teleskopów. Mimo to, pierwsze wrażenia dobre, a nawet bardzo dobre.

PS. Gdy gram, nie lubię robić fotek, stąd wykorzystałem te przygotowane przez polskiego wydawcę Rebel.pl. Do recenzji jednak porobię ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*