Home / Wiadomości / Wydarzenia / Planszówki w Spodku – cud-miód-malina

Planszówki w Spodku – cud-miód-malina

Po raz drugi w ogóle, ale dla mnie po raz pierwszy, odbyła się impreza Planszówki w Spodku. Spędziłem tam przemiłe godziny wrześniowego weekendu i jestem bardzo usatysfakcjonowany. Wszystkie elementy dobrego spotkania zagrały i niczego nie brakowało. A na paru imprezach już byłem przez te ponad 10 lat zaangażowania się w nowoczesne planszówki.

Miejsce: Centrum Katowic, a to oznacza doskonałe skomunikowanie z każdego miejsca w Polsce. Sam hol Spodka, z racji swojego pierścieniowatego kształtu dawał poczucie bliskości (bo nie widać tłumów za krzywizną ścian) oraz wyciszał hałas (z tego samego powodu). Do tego ogromna kubatura zapewniała dobrą wentylację. Trzeba dodać, że zaplecze gastronomiczne i sanitarne w miejscu wielkich imprez działało bez zarzutu.

Wejście: mimo, że przed drzwiami Spodka stała kolejka, to dość sprawnie była obsługiwana, a jeśli ktoś skorzystał z opcji zakupu biletów on-line, to i kolejkę mijał. Każdy otrzymywał przejrzysty i pełen informacji folder, dzięki czemu znalezienie konkretnego wydawcy, strefy prototypów czy turniejów nie stanowiło żadnego problemu. Bywały momenty, że dla znalezienia wolnego stolika konieczne było poświęcenie kilku minut. Ale w zdecydowanej większości wszyscy chętni do grania bez problemu mieścili się w Spodku. A szacując, że każdego dnia było grubo ponad 1000 osób na imprezie, świadczy to o dobrej organizacji, prawidłowym przewidywaniu potrzeb w tym krytycznym zasobie…

 

Oferta: ponad 20 wydawców z najnowszymi tytułami, często w bardzo atrakcyjnych cenach. Każdy wystawca miał kilka stolików, na których od razu można było przetestować wybrane gry. Dzięki temu nie było kolizji z grupami graczy korzystających z pokaźnej oferty konwentowej wypożyczalni. Wydawcy oczywiście mieli swoje ekipy osób prezentujących gry, a imprezę wspierała spora grupa wolontariuszy, głównie ze śląskich klubów, których zielone koszulki pomagały w nawiązaniu kontaktu i rozpoczęciu rozgrywki w nieznane wcześniej tytuły.

Organizator: Łukasz Piechaczek, szef Ludiversum, stale zabiegany i troskliwie pilnujący by wszystko gładko przebiegało, swoim niezachwianym spokojem z miejsca łagodził wszelkie potencjalne problemy. Imponujący widok, gdy Piechu na elektrycznej hulajnodze przemierzał hol Spodka, jak rzymski wódz w rydwanie… Od razu zapowiem, że za parę dni opublikuję wywiad z Łukaszem, w którym wypytuję go o różne szczegóły organizacji tej wspaniałej imprezy.

Spotkania: ten element oczywiście nie zależy bezpośrednio od organizatorów, ale dobra impreza oznacza, że zainteresują się i przyjadą na nią weterani, co to w niejedną planszówkę pograli. Z wielką radością spotkałem, porozmawiałem i powspominałem (cóż, to już taki wiek…) wiele, dawno niewidzianych osób. Często teraz już pracujących w wydawnictwach czy przy obsłudze stoisk. To najbardziej serdeczny element takich imprez.

Granie: już od lat wiem, że zagrać można w jakieś 5 gier każdego dnia, bo zwyczajnie czasu nie staje… Zatem po jednym zdaniu o grach, w które udało mi się zagrać:

  • Tapestry – bardzo proste zasady, bardzo dużo myślenia. Po pierwszej partii nie wiem, czy będzie to hit, ale bardzo czekam na kolejne partie, bo pomysłów na lepsze rozegranie już jest mnóstwo.
  • Dolina Nilu – bardzo sympatyczna, familijna gra. Szybka, z odrobiną interakcji, elementami wyścigu (po premie). Chętnie grać będę ponownie.
  • Squadron 303 – to akurat niedograna partia z końcówki niedzieli, ale system walki powietrznej oryginalny i dający pole do ciekawego kombinowania. Wyzwanie, jakim jest obrona wybranego celu przed bombardowaniem dodatkowo komplikują wydarzenia, co zapewnia różnorodność kolejnych partii. A zapowiedziany tryb kampanii czyni tę kooperację jeszcze bardziej obiecującą.
  • Reef – przeurocze kombinowanie na indywidualnych planszetkach. Temat jest tu przydatkiem, ale od strony zasad gra mnie ujęła i miłośnicy gier logicznych powinni się nią zainteresować. Dla rodzin jak znalazł, bo zasady są przyjazne.
  • Mandala – „gra na ścierce”. W istocie planszę stanowi kolorowy obrusik. Dwuosobowa ciekawa gra logiczna. Zasady wymuszają niebanalne wybory, a ja mam niedosyt, bo po dwóch partiach nie mam pewności jak grać, aby wygrywać. Będę Mandali szukał w dobrej cenie.
  • Western Legends – pięknie wydana, ociekająca klimatem, ale przeładowana zasadami gra. Może gdyby niektóre mechanizmy odrzucić (albo dodać w rozszerzeniach), to pierwsza partia nie miałaby tak dramatycznego downtime’u…
  • Rzuć hasło – prościutka, ale przez to warta zapakowania w podróż, kościanka w której staramy się skojarzyć hasła z danej kategorii na wybraną literę. Presja czasu w takich grach dodaje smaku całej zabawie.
  • Eldorado – bardzo solidna pozycja od dr. Knizii. Wyścig, w którym nasza talia kart musi być przemyślnie rozbudowywana, aby móc pokonać każdą przeszkodę. A zwycięzca może być tylko jeden! Podobało się.
  • Fantasy Crystals – prototyp (ale bliski wydania!), w którym walczymy 1 na 1 albo 2 na 2. Ciekawy system dobierania kart z wystawki, zróżnicowane i ciekawe opcje działania kart, ważna faza przygotowania starcia, a potem emocjonujące jej rozstrzyganie. Wypatrujcie wieści o starcie kampanii na serwisie crowdfundingowym.
  • Minerały – gra logiczna, nieco kojarząca się z takimi grami jak Hej! To moja ryba, czy Schweinebande, bo nasze pionki przesuwamy wzdłuż linii wyznaczonych przez sześciokątne płytki. Jednak zasady są tu bardzo oryginalne, przez co i decyzje graczy nieoczywiste. Wyglądam premiery tej ciekawej gry logicznej.
  • Włościanie – napędzana kartami gra o rozbudowie małych silniczków produkcyjnych. Nie wiem, może coś źle graliśmy, ale czynnik losowy (albo niezbalansowanie kart) spowodował wrażenie zabrnięcia w ślepy zaułek, z którego nie ma dobrego wyjścia. Trochę rozczarowanie.

Planszówki w Spodku to dla mnie wzorcowy przykład imprezy. Każdy element zagrał jak należy i tylko od uczestnika zależy czy zaczerpnie do pełna satysfakcji i radości z grania. Gratulacje dla organizatorów.

AnKa: Ja byłam na Planszówkach w Spodku po raz drugi i muszę przyznać, że impreza rzeczywiście zdecydowanie się rozwinęła. Przede wszystkim do programu dołączyły turnieje i choć ja nie jestem jakąś ich maniaczką, to wiem, że jest sporo graczy, którzy lubią dodatkową dawkę adrenaliny i chętnie z takowych korzystają. Pojawiła się także strefa familijna, uzbrojona w wolontariuszy specjalizujących się w grach dla dzieci. Wydawcy tym razem dopisali licznie. W ubiegłym roku bardzo brakowało mi m.in. Rebela czy Portalu, ale zgodnie z moimi przewidywaniami, w tym roku imprezy nie opuścili. Jeśli chodzi o gry, to naprawdę było w czym wybierać. Ale największym plusem była dla mnie fantastyczna atmosfera i możliwość spotkania się przy planszy z przyjaciółmi ze Śląska. Myślę, że Planszówki w Spodku staną się moją coroczną tradycją.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*