Home / GF Express / GF Express: Wyspa fauna

GF Express: Wyspa fauna Gorące wrażenia po pierwszych rozgrywkach

Kolejną nowością, którą testowaliśmy w miniony weekend z wydawniczych nowości Fox Games była The Isle of Pan, czyli Wyspa Fauna.

Gra dla 2-4 graczy w wieku od 8 lat. Czas gry to około 40 min. Autorami gry są Johan Benvenuto i Florian Sirieix. Duet ten możecie kojarzyć ze wspaniałej skądinąd serii Cortex. Jednak Wyspa Fauna jest grą zupełnie innego typu.

Wyspa Fauna

Ta gra wygląda ładnie, brzmi ładnie, nawet klimatycznie jest spoko, ale mnie nie urzekła. W pierwszym odruchu skojarzyła mi się z wspominanym przy poprzedniej nowości Ilos. Tu też budujemy wspólny teren – choć na tym podobieństwa się kończą. Wyspę Fauna budujemy po to, by dołożyć swoje jeziora i zaludnić (przepraszam, zazwierzęcić ;)) tereny wokoło jak największą liczbą przedstawicieli różnych gatunków – nomen omen – rodzimej fauny. Punktujemy bowiem za dokładanie zwierząt na planszę (a zdobywamy je razem z kafelkami) oraz wtedy, gdy uda nam się zasiedlić teren wokół naszego jeziorka wszystkimi  trzema gatunkami – wtedy przypływa wielki zwierz a my kosimy punkty za zasiedlone kafelki przylegające do naszego jeziorka. Im większe będzie nasze jeziorko, tym więcej potecjalnych zasiedlonych kafelków, tym więcej punktów.

Wyspa Fauna

Jednak pod koniec gry zupełnie nie czułam, bym się rozwinęła w stosunku do początku. Wciąż robię to samo. Ciułam punkty za wprowadzanie zwierząt na planszę. Coś, co mogę zrobić, to dobrze przemyśleć otoczenie mojego jeziorka, by dodatkowo zapunktowało. Mamy trzy jeziorka do wystawienia – jeśli któregoś nie dołożymy na planszę, pod koniec gry też nam przyniesie punkty proporcjonalnie do liczby hexów, z jakich jest złożony największy obszar w tym kolorze (każde jeziorko związane jest z jednym typem terenu, czyli jednym kolorem). Sęk w tym, że wszyscy gracze widzą co się dzieje, więc nikt nie wystawi jeziorka, które mu przyniesie punkty „za-nic-nierobienie”. W tej pierwszej partii wszyscy na koniec gry zapunktowaliśmy za ten sam, pustynny teren.

Wyspa Fauna

Ale gra wygląda ładnie i jeśli lubisz takie ciułanie punktów bez jakiś spektakularnych rozwiązań – może ci się spodobać.

Ciuniek: Epoka Carcassonne trwa już prawie dwie dekady i to nie jest tak, że wystarczy włożyć do pudełka z grą kafelki, żeby ugryźć z rynkowego tortu graczy familijnych jakiś kawałek. Bo to w założeniu miała być gra familijna, prawda? Na tyle na ile jestem zaznajomiony ze swoją familią, to tego tytułu na stole raczej bym nie postawił. Nie pomagają niezbyt intuicyjne zasady i tak samo nieintuicyjny cel rozgrywki. Nie pomaga przylatująca z innej planety na ogonie komety punktacja końcowa. Nie pomaga fakt, że pomimo układania wspólnej planszy każdy sobie rzepkę skrobie i w zasadzie pozostali gracze są statystami przy stole, bo nawet nie przeszkodami. Szkoda.

Ink: Niewiele mogę dodać do powyższego. Rozgrywka w Wyspę Fauna nie była interesująca, w połowie partii zacząłem spoglądać na stos pozostałych do rozegrania kafelków z wyrzutem, że nie jest mniejszy. Nie miałem żadnego poczucia, że mogę w grze zrobić coś więcej niż to, co jest oczywiste, że robić powinienem. I nie czuję wewnętrznej potrzeby drążenia tematu dalej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Rocketmen – deckbuilding ze świeżym twistem

Martin Wallace w jednym z wywiadów określił się jako artystę raczej niż projektanta gier. Nawiązując do tego spostrzeżenia można sformułować porównanie, że nie wszystkie dzieła wielkich artystów zdobywają od razu powszechne uznanie. Jak będzie z najnowszym tytułem Rocketmen, który za parę dni będzie zdobywać wsparcie na Kickstarterze?