Home / Recenzje / Gry rodzinne / Wszyscy na pokład

Wszyscy na pokład

Czas wakacyjny, to czas podróży. Nadchodzi ten wspaniały moment, kiedy ostatni raz odmeldowujemy się w pracy, pakujemy walizki i wsiadamy… no właśnie, gdzie?

Możemy do autokaru, możemy do pociągu, samochodu… aż wreszcie do samolotu. W ostatnich czasach nie jest to może najbezpieczniejszy środek transportu, ale ciągle bardzo prestiżowy. Biura podróży, linie lotnicze, coraz agresywniej starają się przyciągnąć pasażerów do siebie, różnego rodzaju promocjami. Właśnie o tego rodzaju walce opowiada gra „Wszyscy na pokład”.

Pozycję wydał Trefl, wydawnictwo znane bardziej z puzzli i gier dla młodszych dzieci. Tym razem sprawa wygląda inaczej. Na nie dużym, porządnym pudełku, prócz tytułu gry znajduje się napis „gra strategiczna”, a na boku informacja, że gra przeznaczona jest dla osób od dziesięciu lat.
 
Pudełko jak wspomniałem jest wytrzymałe, nie zachwyca grafiką, ale również nie odrzuca. W środku czeka nas mocna, dobrze wykonana plansza, 72 dwustronne okrągłe pionki (z jednej strony niebieskie, z drugiej czerwone), 36 kart miejscówek, 18 kart sytuacyjnych i 8 biletów. Karty i bilety są formatu klasycznych kart i podobnie jak pudełko, nie zachwycają, ale również nie odrzucają wyglądem.
 
Całość dopełnia czterostronicowa instrukcja.
 

 
Jak można się domyśleć z tytułu, oraz obrazka na pudełku, gra polega na przechwyceniu jak największej liczby pasażerów do swojego biura podróży.
 
Dwaj gracze – przedstawiciele tych biur – zdobywają punkty za każde sprzedane miejsce w samolocie. Zagrywając specjalnymi kartami, umieszczają swoich klientów na odpowiednich miejscach. Niestety jak to w życiu bywa, zdarzają się również sytuacje losowe, które diametralnie zmieniają sytuacje na pokładzie.
 
Karty, jakie używają gracze to karty miejscówek – określające gdzie można posadzić pasażera (przy oknie, w środku, przy korytarzu, oraz klasa biznes), sytuacyjne – opisujące jakieś zdarzenie, które zmienia porządek na pokładzie, oraz 8 biletów kapitańskich (po 4 dla graczy) – najkrócej mówiąc jokerów.
 
O ile do kart miejscówek i biletów nie mam większych uwag, o tyle sprawa z kartami sytuacyjnymi ma się całkowicie inaczej. W dzisiejszych czasach istnieje tendencja, by wydarzenia przedstawiać graficznie. Karty sytuacyjne we „Wszyscy na pokład” wyglądają jak z innej epoki. Nazwa karty i opis działania, to ich całe graficzne rozwiązanie. Dla dorosłej osoby, nie jest to problem, dla młodszych dzieci, niestety już spory.
 
 

By posadzić pasażera na danym miejscu, musimy zagrać kartę tego miejsca. By posadzić w klasie biznes, zagrywamy dodatkowo kartę biznesową – za takie miejsce otrzymujemy więcej punktów. Jest kilka zasad, które należy przestrzegać:

możemy zagrać tyloma kartami ile chcemy i posiadamy na ręku – maksymalnie 5,

pasażerów można umieszczać tylko w różnych rzędach,

wybrane miejsce musi być wolne.
Możemy również użyć wspomnianych kart sytuacyjnych, które pozwalają dołożyć, usunąć, przemieścić itp. ograniczoną liczbę pasażerów.
 
Po zagraniu kart (można również spasować) dobieramy w ciemno jedną kartę.
 
Zasady są dość proste i jasne, pytanie jak sprawdzają się „w praniu”. Gra określona jako strategiczna, jest zdecydowanie bardziej grą losową. Dobieranie pojedynczych kart, jest mocnym elementem losowym. Dodatkowo karty sytuacyjne są mocno niezbalansowane. Jedne z nich pozwalają przykładowo dołożyć jednego pasażera, inne zdjąć sześciu.
 
Strategia opiera się na dokładaniu pasażerów w miejscach, za które mamy najwięcej punktów, tworzeniu „trójek” – rzędów, za które mamy punkty bonusowe i są trudniejsze do rozbicia (karty sytuacyjne w większości nie działają na całe rzędy) i liczeniu na szczęście.
 
Gra może się podobać młodszym dzieciom, którym mocny element losowy nie przeszkadza. Ja miałem trudności zagrać kilka razy, żona wytrzymała jedną grę i tylko dlatego, że o to ją prosiłem. Lepiej było z młodszą córką. Niestety tu był kolejny problem, karty sytuacyjne, jak napisałem wcześniej, zawierają sporo tekstu. Córka potrafi czytać (zerówka), ale było to dla niej dość męczące. Jeśli zamiast opisów, byłyby odpowiednie obrazki, gra miałaby swoją grupę docelową, ale nie powyżej 10 lat, tylko poniżej.
 
 
 
Zastanawiałem się nad pewnym ulepszeniem rozgrywki, wprowadzając mechanizm doboru kart znany m.in. z Ticket to Ride. Niestety, bardzo słabe zbalansowanie kart specjalnych, uniemożliwia to.
 
Mimo dość ciekawego pomysłu na rozgrywkę, nienajgorszego wykonania, „Wszyscy na pokład” okazała się średnią, mocno losową i niezbalansowaną grą.
 
Zalety:

dość dobre wykonanie

pomysł

niska cena

dwustronne pionki, które mogą być wykorzystane np. w Othello ;-) 
Wady:

niezbalansowane karty

duża losowość

rozwiązanie graficzne kart sytuacyjnych

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie Gry-Planszowe.pl.

2 komentarze

  1. Avatar
    Robert "Rathi Dragon" Jaskula

    „Zastanawiałem się nad pewnym ulepszeniem rozgrywki, wprowadzając mechanizm doboru gier znany m.in. z Ticket to Ride.”
    Rozumiem, ze „gier” == „kart”? : ))

    Co do samej gry, to zgadzam sie z Adamem, gra raczej slaba. Moze sie nadawac jedynie do gry z malymi dziecmi, ze wzgledu na banalne zasady, oraz pewna atrakcyjnosc zwiazana z samolotem : )

  2. Adam Kałuża
    Adam Kałuża

    Pomyłka, miało być oczywiście kart. Już poprawiłem. Dzięki :-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Welcome to… Nowe Las Vegas – które kasyno otworzyć, aby wyjść na swoje?

Roll&write, w którym nie ma kości. Zamiast kości są karty. To co pociągniemy, z tego będziemy wybierać i wykreślać. A dalej już będzie normalnie... ;) Nowe Las Vegas to reimplementacja Welcome To... (Miasteczko marzeń). Mechanika się nie zmieniła, robimy dokładnie to samo: odkrywamy z trzech stosów trzy karty i wybieramy jedną z par (numer + efekt). Niektóre elementy do wykreślania są podobne (choćby to, że na naszych ulicach kasyna muszą mieć rosnącą numerację), ale niektóre są zupełnie nowe (np. przejażdżki limuzyną). I zdecydowanie Nowe Las Vegas jest grą dużo cięższą niż Miasteczko marzeń (choć nadal - nie oszukujmy się - jest to pozycja familijna)