Home / Artykuły / Felietony / Grubsza sprawa

Grubsza sprawa

Fani gier planszowych lubią przypominać ile to korzyści możemy czerpać z naszego hobby. Możemy rozwijać nasze zdolności analityczne, strategiczne, dedukcje – generalnie ćwiczyć umysł. Nic jednak w środowisku nie odbywa się bez efektów ubocznych. Jeżeli trenujemy mózg to często osłabiamy nasze ciało. Sfera fizyczna ponosi negatywne konsekwencje naszej zabawy.Niestety trzeba to jasno powiedzieć: gry planszowe mają dużą wadę – wspierają tycie. I to poważnie. Rozgrywki często odbywają się przy jakiś chipsach, słodyczach, paluszkach. Spędzamy wiele godzin siedząc i wykonując nie wymagające od nas wysiłku ruchy. Każdy tak wykorzystany czas mści się później dodatkowym wzrostem wagi.

W naszej, polskiej rzeczywistości problem nie jest tak rażący. Ci którzy nie mogą się pochwalić szczupłą sylwetką przechodzą często okres „tatusienia” pojawiający się w okolicach 30 roku życia. To dosyć typowe i nie zawsze związane z grami planszowymi jako takimi. Po prostu dużo się pracuje, sporo czasu spędza przy komputerze, wraca z roboty i zajmuje domem. Mało jest czasu na aktywność fizyczną. Co oczywiście nie usprawiedliwia, bo dobrze też tak zorganizować sobie obowiązki, aby uprawiać sport lub jakieś ćwiczenia. W zdrowym ciele, zdrowy duch, mówi mądrość ludowa.

Do największych ekstremów dochodzi jednak w USA. Wiadomo, że jednym z największych problemów Amerykanów jest problem nadwagi. Na tyle poważnym, że w walkę z nim angażuje się nawet państwo. Problem jeszcze bardziej potęguje się w środowisku amerykańskich planszówkowców. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia z konwentów – grubas na grubasie. Czasami aż ciężko kogoś znaleźć kto wyglądałby normalnie. I to nie są jakieś lekkie nadwagi czy brzuszek piwny. To są ludzie mający poważny problem z otyłością. Często tak dużo ważą, że mają problemy z chodzeniem. Spójrzcie zresztą na kilka zdjęć z odbywającego się Origins. Na tą kobietę, albo na , albo na tego kolesia co gra. Straszne. Na boardgamenews można ściągnąć zresztą filmik i tam jest taka charakterystyczna scena jak ludzie przechodzą przez wejściową bramkę. Przechodzą dwie bardzo otyłe kobiety, a w pewnym momencie szybkim krokiem próbuje iść gość, który ledwo utrzymuje równowagę. Z powodu jego masy zarzuca go to na lewo to na prawo. Masakra.

Pomimo, że daleko mi do ortodoksyjności w zdrowym odżywianiu itp., sam wpadłem w pewnym momencie w okres „tatusienia” i zrobił mi się już brzuch piwny (za walkę z czym trzeba się wreszcie wziąć do roboty) to skala problemu w USA jest przytłaczająca. Naprawdę okropnie mi się patrzy na tych ludzi i stan do jakiego się doprowadzili. Burzą całą przyjemność jaką czerpie widząc amerykański rynek i ich niesamowicie wielkie, rozbudowane konwenty (pod względem sal, liczby gier, wystawców i zorganizowania)

Stąd trzeba zachować równowagę. Planszówki tak, ale nie kosztem wprowadzenia się w ekstremalną otyłość. Bo ostateczny efekt nie cieszy oczu nikogo. Miejmy nadzieję, że polskim planszówkowcom nie grożą jeszcze długo aż takiego problemy jak w USA.

8 komentarzy

  1. Avatar

    No, mi jest nieraz strasznie ciezko. Jak inni wpakowuja w siebie chipsy, paluszki, ciastka itd. a ja z reguly tylko patrze gdyz ostatnimi czasy zaczalem w koncu pracowac nad soba (glownie ze wzgledu na wspinanie). Ale coz, silna wole tez trzeba cwiczyc ;)

  2. Avatar

    hihi rozumiem ze potrzebujesz sie odgryzc za te recenzje :-) :-) :-)

    (nie wiem ile usmieszkow trzeba zeby podkreslic ze to zart :-) )

    w kazdym razie ja odkad gram w planszowki jestem na -7, wiec moze planszowki jednak pomagaja? :-)

  3. Avatar

    No mi to nie grozi :-).
    I patrzac na nasza warszawska spolecznosc nie tylko mi.

    Mnie za to duzo bardziej zaskoczyla srednia wieku i fakt, ze duza czesc graczy jest juz…żonata. Ale za to wlasciwie bez dzieci…Ciekawe :-).

  4. Avatar

    Bazik i te jego teorie spiskowe :D

  5. Avatar

    No dobra, to ja mam pewien pomysł, na walkę z otyłością wśród planszówkowiczów. Dokładnie dwa pomysły, wersja heavy i light.

    v.Heavy
    Wymagania:
    – ciężkie planszówki
    – rower
    Rozwiązanie:
    Bieżemy do plecaka ciężkie gry. Czym więcej tym lepiej. Jeśli chcemy być cool to zaczynamy od 20kg. Jedziemy tyle kilometrów na rowerze ile wynosi waga planszówek (oczywiście gry na plecach), a dopiero potem gramy.

    v.Light
    Wymagania:
    – lekkie planszówki
    – rower
    Rozwiązanie:
    Liczymy lekkie planszówki jakie mamy w plecaku. Oczywiście nie powinno być ich mniej niż 7. Jedziemy tyle kilometrów ile jest gier * 10. Potem gramy.

    Miłej zabawy ;-)

  6. Avatar

    hmm calkiem ciekawe :-). tylko co mam zrobic w takiej sytuacji (wersja heavy): plecak+notebook+zasilacz+myszka+ksiazki+… = 5 kg odleglosc dom-praca-dom: 25km. w ile gier moge zagrac wieczorem?

  7. Avatar

    po przemysleniu mysle ze moge wybrac na wieczor 5 gier, ale za to w kazda wolno mi zagrac az 5 razy. czy taki home rule brzmi ok? :-)

  8. Avatar

    :-)
    Masz moją zgodę ;-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Kennerspiel des Jahres – na co ona geekom?

Lipcowe wyniki niemieckiej Kennerspiel des Jahres po raz kolejny skłoniły mnie do refleksji jakie cele stawia przed sobą ta druga (obok samej SdJ) najbardziej prestiżowa planszówkowa nagroda na świecie, do kogo jest skierowana i jak bardzo „przydaje się” graczom zaawansowanym.