„Heroes of Might and Magic: 30 lat legendarnej serii” od wydawnictwa Gamebook.
Zrobili to ponownie! Wydawnictwo Gamebook specjalizuje się nie tyle w książkach, co artefaktach nostalgii. Bo jak inaczej nazwać wydawnictwo o serii, która zawładnęła moją młodzieńczą jaźnią, a która to seria skończyła niedawno 30 lat? To już trzecia pozycja od Gamebook, która pozwala mi przenieść się do czasów, gdy wszystko było jakby prostsze, komputery wolniejsze i większe, a wyobraźnia pracowała na nadgodzinach, by dopowiedzieć to, czego nie pokazywały piksele. Tym razem nie strzelamy headshotów, ani nie szukamy zaginionych gier.
Tym razem zostajemy bohaterami.
Dawno temu w Erathii…
Diablo 2 i Heroes of Might and Magic III to dwie gry, przy których spędziłem absolutnie rekordowe ilości godzin. W czasach komputerów z 32 megabajtami RAM, sporadycznie wspieranymi przez „akceleratory grafiki 3D” i potężnymi monitorami CRT królowała zasada „less, but more”. Gier było jakby mniej, zdobyć je było nieco trudniej, więc łatwiej było wejść w dany tytuł na długie dni, albo i miesiące.
I te gry też jakieś takie… lepsze chyba były.
Po szkole rzucało się plecak w kąt, szybko wcinało przepyszny, maminy obiad i czym prędzej siadało do stacji rozrywki. Bez headsetu, bez podłączenia do Internetu, bez gamerskiego fotela czy podświetlanej RGB myszki. Sprzęt działał o tyle, o ile, ale Heroesów uciągał.
Heroesi to gra mojej młodości. To zapach zakurzonego monitora i grzejących się obwodów drukowanych. To też bez wątpienia gra, która rozprzestrzeniła się viralem w czasach, kiedy słowo „viral” jeszcze nie istniało. I tytuł, który ukształtował całe pokolenie graczy, definiując pojęcie strategii turowej i dostarczając klimat, jakiego wielu z nas wciąż w grach poszukuje.
190 stron heroizmu
Książka, a w zasadzie pokaźny album, to nie encyklopedia, ale przystępnie podana historia serii. To opowieści o początkach New World Computing, o pierwszych decyzjach projektowych, współpracy z artystami, o wsparciu i wyrozumiałości rodzin i o wielu godzinach spędzonych na tworzeniu. To też opowieść o pasji, jaka napędzała twórców i o trochę już mitycznych czasach, gdy grupka zapaleńców tworzyła coś epokowego bez korporacyjnych nacisków, za to ze swoistym poczuciem misji.
Znajdziemy tu wypowiedzi wszystkich kluczowych twórców, szkice projektowe, archiwalne zdjęcia z prywatnych albumów, plakaty promujące najwcześniejsze wydawnictwa, screeny z gier i wyciągnięte z archiwów pliki, których próżno szukać w sieci. Wiele z tych materiałów publikowane są tu po raz pierwszy. Wszystkie stanowią skarbnicę wiedzy o tej ukochanej serii.
Czyta się to świetnie, bo całość nie jest tylko kalendarium wydarzeń, ale płynącą z wolna opowieścią, pełną anegdot, wtrąceń z wywiadów i ciekawostek technologicznych. Sporo tu wiedzy o tym, jak przełomowe decyzje wynikały z ograniczeń technicznych czy budżetowych. Dla osób śledzących komputerową branżę jest to dzieło o niemałej historycznej wartości. Często opowiada bowiem o czasach dla branży komputerowej definiujących – o przełomie lat 80. i 90., kiedy komputery przestały być ciekawostką, a stały się popularne i udomowione.
Bastion nie dla nekromantów
Jest to więc lektura lekka, jak przystało na Gamebook – bogato ilustrowana i wydana z dbałością o detale. Strony są zdobione ornamentami, teksturowane i, mówiąc otwarcie, idealnie skrojone pod współczesnego czytelnika, którego bloki tekstu przyprawiają o spocone czoło. Każda strona zawiera zdjęcie lub screenshot, co kilka stron znajdziemy odcięcie lub poboczne wtrącenie, wyróżnione stosowną ramką, dzięki czemu nie jest to nigdy licealna lektura książki z historii – jest to multimedialna klechda, która nie tylko mówi o Heroes of Might And Magic, ale o procesie twórczym, pokonywaniu barier, wytyczaniu kierunków i walce z czynnikami, o których gracze nie mają świadomości.
Czy jest to pozycja dla graczy młodych, urodzonych w epoce internetu i odkrywających Heroesów jako produkt z odległej epoki? Z pewnością! 30 lat obecności serii na rynku zaowocowało aż ośmioma głównymi grami, kilkunastoma dodatkami, grami mobilnymi i MMO, a nawet kilkoma spin-offami. W tym roku światło dzienne ujrzy najnowsza część, Olden Era, która już w wersji early access zwróciła swój budżet (5,5 mln USD!), sprzedając się w ilości 250 000 kopii.
Kolejne pokolenie graczy będzie mogło skosztować heroesowej magii, podanej we współczesnej, pełnej szczegółów grafice, wciąż opartej o te same mechanizmy, w których zakochali się moi rówieśnicy. Myślę, że niedługo wielu graczy będzie cofać się do kanonicznych części serii, by zakochać się w pixelowatych światach sprzed lat i poczuć retro klimat, który przyciągnął całe rzesze graczy. Dzięki książkom takim, jak ta, będą mogli zgłębić historię serii, a przy okazji dowiedzieć się, jak to się kiedyś gry robiło.
Herosi w pudełku
W książce nie zabrakło odniesienia do wydanej niedawno planszowej wersji Heroesów – mamy więc, jako gracze planszowi, również swój moment w tej książce.



Grzeje moje serce to, co wydaje na naszym rynku Gamebook. Dzięki książkom takim, jak ta, mogę się cofać do swojej przeszłości i przeżywać na nowo te same fascynacje, które kiedyś zżerały mi tyle czasu. Nie jestem już tak hardcorowym graczem, jak kiedyś, ale nadal siedzę w tym hobby, z całkiem pokaźną kolekcją na Steamie czy Bibliotece Playstation. Ilekroć Gamebook podsyca moją nostalgię kolejnym wydawnictwem, to wracam do tych kolekcji, dodając kolejne gry czy wertując wściekle GOG.com w poszukiwaniu czegoś, czym mógłbym ją wzbogacić, przy okazji wracając na chwilę do czasów niewinności. W tym tkwi niezaprzeczalna magia wydawnictw takich, jak to. I dlatego wciąż śledzę ofertę Gamebook z tak dużym zainteresowaniem.
Być może przemawia przeze mnie jakiś wewnętrzny milenials i cały ten tekst jest niezrozumiały dla osób urodzonych po roku 2000. W końcu te wszystkie stare gry, te wielkie piksele, archaiczne mechaniki czy muzyka w formacie MIDI to obecnie archeologia. Przy obecnej jakości grafiki i stopniu rozbudowania gier, powrót do gry sprzed ćwierćwiecza musi być wyzwaniem.
Mam jednak cichą nadzieję, że dzięki książkom jak „Heroes of Might and Magic: 30 lat legendarnej serii” pamięć o tak historycznie istotnych grach nie tylko nie przeminie, ale będzie kultywowana. Bo nie sposób Heroesom odmówić miejsca w panteonie gier unikatowych, przełomowych i niezmiennie klimatycznych. Wciąż warto do nich wracać i oddawać się pixelowatym fantazjom, poznając cudownie urokliwe światy i tocząc epickie bitwy: Archaniołów z Diabłami, Smoków z Minotaurami, Niziołków z Pikinierami.
Przepraszam, łezka mi się w oku zakręciła.
Muszę chyba odpalić HOMMIII.
Czas ponownie rozbudować mój Bastion.
Dziękujemy firmie Gamebook za przekazanie gry do recenzji.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony


















