Archiwum Zbrodni Cold Case od Ravensburger.
Detektyw Propi znów na tropie! Po bardzo udanych przygodach z Hidden Games nadszedł czas na Archiwum Zbrodni od Ravensburgera. Czy i tym razem uda mi się rozwikłać detektywistyczne zagadki? A może to ja padnę ofiarą mordercy z przeszłości?
Z Archiwum R
Ravensburger nie szczędził środków. Sprawy, z którymi się zmierzymy, zostały wygrzebane z naprawdę historycznego archiwum. Cofamy się do lat 80-tych, by jeszcze raz przyjrzeć się dowodom zgromadzonym w dwóch, dotychczas nierozwiązanych sprawach.
Grupa od 1 do 4 domorosłych detektywów ma za zadanie przeanalizować dokumenty, skonfrontować ze sobą zeznania i metodą dedukcji, indukcji lub zwykłego przekrzykiwania się dojść do tego, kto jest winny popełnionych zbrodni. Każda z dwóch spraw, z jakimi miałem styczność, składa się z teczki wypełnionej materiałami: wycinkami z gazet, raportami z sekcji, spisanymi zeznaniami, mapkami sytuacyjnymi, zdjęciami i ulotkami. Czytać je można w dowolnej kolejności, dzieląc się między graczami lub – w wariancie „long game” – czytając je wszystkie na głos.
Teczki zawierają też list wprowadzający z pytaniami, na które należy odpowiedzieć pod podanym adresem URL, by zakończyć sprawę. Mechanizm prosty, ale pozwalający na swobodny podział obowiązków i zabawę w tempie odpowiednim do grupy. A przy okazji – mała historia, którą możemy poznać w dowolnej kolejności, chwytając do ręki ten lub inny dokument.
Odcisk palca mordercy
Od strony realizacyjnej materiały są naprawdę ciekawie przygotowane. Kształtne wycinki o nieregularnych krawędziach, zdjęcia na papierze fotograficznym, składane ulotki – niby tylko papier, ale jednak obcowanie z nim pozwala na bardzo sensowną immersję. Rozrzucenie tych papierów na stole i późniejsza ich organizacja to zabawa sama w sobie. Nie doszedłem jeszcze do poziomu tablicy z czerwoną nitką, ale jestem już całkiem dobrym pisaczem notatek – z niektórych nawet potem korzystam!
W grach typu „rozwiąż sprawę” sam proces jest najciekawszą mechaniką. Nie, żeby fabuła czy historie nie były ciekawe. Ale to właśnie odkrywanie w sobie detektywa jest najbardziej angażujące. Wyobraźcie sobie taki obrazek. Trzy osoby przy stole, każda zatopiona w lekturze swojego dokumentu, skrobiące po papierze ołówki. I tylko czasem słychać tryumfalne „AHA!”, albo ktoś wyszepta pod nosem „chyba mam motyw…” – tylko po to, żeby za chwilę porównać odkrycia i metodą burzy mózgów ustalić przebieg zdarzeń.
W świecie gier kooperacyjnych Archiwum Zbrodni Cold Case zajmuje miejsce nietypowe. Bo jest to mniej „gra”, a bardziej „wydarzenie”. Natomiast duch kooperacji jest tu bardzo silny i jest to kooperacja inna, niż te znane nam z „klasycznych” planszówek.
Story time
Cold Case to w istocie zestaw puzzli, które w logiczny sposób trzeba ze sobą powiązać. Żadna pojedyncza kartka nie da nam ostatecznej odpowiedzi. Ba. Najczęściej tę ostateczną odpowiedź wyczytamy nie ze zdania na papierze, a z kontekstów i tego, co ukryte między wierszami. Bardzo chcę tutaj unikać spoilerów, więc jako przykład dam sytuację, gdzie musimy przeanalizować mapkę, rozkład autobusów, ulotkę parafialnego festynu i wypowiedzi różnych osób, by określić, kto gdzie mógł być i o jakiej porze. W innym przypadku oprócz zeznań musimy uwzględnić mapkę terenową, by ustalić, kto i jakim środkiem lokomocji mógł dostać się na miejsce zbrodni.
Główne wyzwanie leży tu w takich właśnie dedukcjach i poszukiwaniu połączeń. I jest z tym naprawdę dużo pracy, bo i samej treści jest dużo. Raport z przesłuchania ma 3 lub 4 strony, a kluczowe dla nas informacje są w dwóch lub trzech zdaniach. Dużo tu fluffu i z porozu nieistotnych szczegółów (ale czy na pewno nieistotnych?), co dodatkowo utrudnia poszukiwania. Przed nami więc sporo czytania, sporo notatek i sporo głowienia.
Motywacje postaci bywają różne, ich historie splecione w mniej lub bardziej oczywiste sposoby. Rozplątywanie tego gordyjskiego węzła wymaga logicznego myślenia i umiejętności współpracy – przekazywania informacji i wyciągania esencji z tego, co właśnie się przeczytało. Wymaga też metody – i tu kolejne miłe zaskoczenie! Drugie pół zabawy to właśnie wypracowywanie systemu, który ogarnie chaos tej przepastnej teczki i uporządkuje fakty, oddzieli je od domysłów i pozwoli złapać głównego winowajcę.
Dochodzenie bez lupy
Gry typu detektywistycznego to intrygująca nisza. Tkwią gdzieś pomiędzy party games, grami kooperacyjnymi, escape roomem i sesjami RPG, mają jednak swój indywidualny smak. I jest to smak mocno zależny od grupy. Bo jeśli wszyscy nie są tu zaangażowani, to łatwo tę zabawę wykoleić. Wyobraźcie sobie, że nie podoba Wam się czytanie kilku stron maszynopisu, i zamiast tego siedzicie w kącie przez 2 godziny czekając, aż inni popchną śledztwo do przodu. Marny z tego fun.
Na szczęście – dużo jest tu pracy do obdzielenia nawet kilkuosobowej grupy. Analiza tropów, szperanie w dokumentach, tworzenie teorii, robienie notatek – łatwo mieć tu pełne ręce roboty. Jest to prawdziwie zespołowe doświadczenie. A gdy elementy układanki zaczynają łączyć się w całość, jest to powód do niemałego zachwytu. Trudno tu też o syndrom gracza alfa – raczej nie da się w pojedynkę sprintować przez wszystkie materiały, by potem narzucać innym tempo i „przejmować” śledztwo.
W przypadku Cold Case brakuje mi jednak odrobinę elementów multimedialnych. Chat z „żywym” pomocnikiem śledczych, jaki pojawia się w Hidden Games, znakomicie podnosi immersję. Szperanie po profilach facebookowych czy wykonywanie połączeń telefonicznych to naprawdę pyszne pomysły. Tu charakter dochodzenia jest nieco inny, skupiony wyłącznie na dokumentach w teczce. W zabawie to nie przeszkadza, ale odbiera jej trochę tej nietypowej interakcji z jakimś bytem spoza pudełka.
Kieszonkowy Sherlock
Nie mam żadnych wątpliwości, że Archiwum Zbrodni: Cold Case to świetna, nietuzinkowa rozrywka w bardzo przystępnej cenie. Zagadki nie są długie – dwie osoby mogą rozwiązać je w ok. dwie godziny. Przy tej cenie – ok. 50-60 zł – jest to atrakcja porównywalna z wizytą w kinie. Nieporównywalnie tańsza, niż wizyta w escape roomie i tańsza od 95% planszówek. Wciąga, buduje dochodzeniowe napięcie i nie odpuszcza tak długo, aż znajdziemy rozwiązanie. Niestety, natura bestii jest taka, że ponowne rozegranie historii nic nam nie da: rozwiązanie jest zawsze takie samo. Ale wtedy zawsze można zOLXować grę i odzyskać znaczną część inwestycji.
To rzecz dla graczy, dla niegraczy, na rodzinne spotkanie czy wieczór ze znajomymi, nawet takimi nieplanszowymi. Wspólne łamanie głów nad zdjęciami, wycinkami z gazet, ulotkami i raportami z sekcji zwłok to doprawdy unikatowe doświadczenie, a zawiłe, dobrze napisane sprawy pozwalają nam zapomnieć, że tak naprawdę nie jesteśmy policjantami pracującymi przy prawdziwym śledztwie. Już nie mogę się doczekać kolejnych spraw w tej serii.
Tylko czy rozwiązanie obu spraw daje mi jakieś punkty w walce o licencję prywatnego detektywa?
Zalety:
+ zawiłe, bogate w treści i dobrze napisane sprawy
+ różnorodne materiały w teczce, od zdjęć, przez raporty policyjne, po ulotki, mapy i rozkłady autobusów
+ unikatowe doświadczenie kooperacyjne
+ bardzo sensowna cena
Wady:
– jednorazowość wpisana w doświadczenie
– brak aplikacji czy innych multimediów wykorzystywanych w trakcie śledztwa
Dziękujemy firmie Ravensburger Polska za przekazanie gry do recenzji.
Ogólna ocena
(8/10):









Złożoność gry
(3/10):









Oprawa wizualna
(7/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Bardzo dobry przedstawiciel swojego gatunku, godny polecania. Wady mało znaczące, nie przesłaniające mocno pozytywnego odbioru całości. Gra daje dużo satysfakcji.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony
















