Galaxy Postman od Hodari Spiele.
Podeptana. Rozpakowana i rozkradziona. A co najgorsze: niedostarczona. Wiele przykrości może spotkać pocztową przesyłkę w trasie. Zwłaszcza gdy pokonuje 11 parseków, przechodzi przez niejeden deszcz meteorytów i musi dzielić miejsce w ładowni z autentycznym kosmitą. Do ochrony takich przesyłek potrzeba kadry wyspecjalizowanych profesjonalistów. Ludzi dzielnych, wręcz nieustraszonych, ale nie stroniących od okazjonalnej brawury.
Tu potrzeba Galaktycznych Listonoszy.
Rekrutacja w Poczta Polska SA
Porzućcie wszelką nadzieję ci, którzy tu wchodzicie. A raczej wjeżdżacie swoim napędzanym plazmą statkiem, gotowym na międzygalaktyczne dostawy.
To praca niewdzięczna, godziny są długie, a recenzje Klientów często bardzo surowe. Za to widoki za oknem… urzekające!
Galaxy Postman zaprasza od 1 do 4 śmiałków na dostarczycielską przygodę w najdalszych zakątkach Kosmosu. Może raczej: zaprasza ich do programu typu Work & Travel. Naszym zadaniem będzie wypełnianie małych kontraktów na dostarczanie przesyłek po modularnej planszy, z przerwą na okazjonalną podwózkę dla zagubionych kosmitów.
Całością tego przedsięwzięcia zarządzać będziemy przy pomocy zmyślnego systemu wyboru akcji, uruchamianych kośćmi.
To co, gotowi do akcji? Torby na ramię i… ruszajmy!
Skrzynka pocztowa na orbicie
Jak wszystkie wielkie podróże, i ta zaczyna się w bazie. Kokpicie. Panelu kontrolnym.
Sześć, a z czasem siedem modułów powiązanych z czterema akcjami – za nimi cała galaktyka możliwości. Bo i każda z nich ma swój mały twist, żeby decyzje przypadkiem nie były zbyt proste i oczywiste.
Zwykły Ruch pozwala nam dodatkowo zostawiać za sobą Tunele Czasoprzestrzenne, którymi w przyszłości będziemy podróżować na skróty.
Podwózka pozwala podwozić Kosmitów do ich destynacji, a nagrodą za użycie szóstki jest aktywacja bonusa z karty Kosmity.
Ładowanie/Naprawa umożliwiają pozyskiwanie energii lub naprawę uszkodzonych modułów, obniżających wartość użytych kości.
Upgrade działa na trzy sposoby, dając nam dodatkową kość do końca gry, odwracając jeden moduł na ulepszoną stronę lub umożliwiając zakup Kafla Oficerskiego – nowego modułu do naszego kokpitu.
Zastosowano tu prosty, ale bardzo smaczny trik – każdą akcję odpalamy innym zestawem modułów. Te definiują wartość wymaganej kości, ale też oferują inne benefity: energię, kredyty, a nawet modyfikowanie wyników na innych kościach.
Robi się z tego mini-labirynt, po którym możemy nawigować wciąż na nowe sposoby. To z jednej strony system elastyczny, z drugiej: wymagający częstych akrobacji. Ja takie zabiegi lubię, bo czuję, że zaczynam rundę z szerokim polem do manewrowania, które systematycznie się kurczy. Nie ma tu jednak „bieda-akcji”, które często spotkamy w grach (jak np. „Zyskaj 1 zasób” w Horrorze w Arkham). Każdy wybór niesie jakiś benefit i zmienia stan gry, popychając nas do przodu w wyścigu.
Wyścig o klienta
Bo, nie ma co czarować, jest to wyścig od początku do końca.
Chcemy pierwsi eksplorować nowe kafle, by być jak najbliżej nowych możliwości, które niosą.
Chcemy jako pierwsi pomóc Kosmitom, bo ich liczba jest ściśle ograniczona.
Chcemy być pierwsi przy skrzynkach systemu S.A.M., by odbierać wiadomości i decydować o rozwiązywaniu małych dylematów, smakowicie tematycznych i niosących różne korzyści (wpływających również na przeciwników).
Chcemy wcześniej kupić ten atrakcyjny Kafel Oficerski, zanim zdobędą go przeciwnicy.
Chcemy szybciej dostarczać przesyłki do miejsc, które nagrodzą tylko pierwszego gracza.
Chcemy też możliwie sprawnie zaliczać Checkpointy, bo jeśli któryś przegapimy, to nie nadrobimy już straty, bo co rundę się zmieniają.
Słowem: gra chce, byśmy byli w ciągłym ruchu. Jeśli kogoś, jak mnie, takie bieganiny kręcą – poczuje się tu jak pstrąg płynący kilkoma strumieniami jednocześnie. Bo potencjalnych celów, skrzynek, Checkpointów i wszelakich korzyści jest tu bez liku. Z początku ten kaflowy kosmos może się wydać rozległy i zdradziecki (niektóre pola uszkodzą nasz statek, inne zepchną go z kursu), ale szybko staje się „ogarnialny”. Rozsiane po nim i tworzone też przez nas Tunele wkrótce skrócą dystanse i umożliwią nam osiągnięcie zawrotnych prędkości.
Kto wie, może to nawet my zrobimy trasę na Kessel w mniej niż dwanaście parseków!
Odrzutowy ból głowy
Galaxy Postman jest grą intensywną, ale nie trudną. Neonowe barwy, gęsto zaludniona i wciąż się rozrastająca plansza, bogata ikonografia i skomplikowane oznaczenia w kokpicie dobrze maskują klarowny i logiczny silnik napędzający grę.
Zasady ruchu i realizacja głównych akcji są proste – podobnie jak cele gry. Te ostatnie nagrodzą nas np. za dostarczenie 4 Kosmitów lub największej liczby paczek, rozmieszczenie obu własnych Tuneli lub aktywowanie największej liczby Checkpointów, za ulepszanie kokpitu czy zebranie największej liczby gwiazdek za dostarczone paczki. Odwiedzamy konkretny punkt na mapie, rozpatrujemy kartę, otrzymujemy benefity i prujemy dalej przed siebie.
Ciężkość gry polega na zgraniu wszystkich jej systemów w spójną strategię. I tu dróg jest naprawdę wiele. Inna kolejność ulepszeń, inna sekwencja akcji, inny rozkład mapy potrafią zaprowadzić nas w nowe strony. Podoba mi się taka formuła: oto zestaw narzędzi, znajdźcie dla niego najlepsze zastosowanie w tych warunkach. Mamy tu wystarczająco eksploracji – mechanicznej i kosmicznej – by podtrzymać zainteresowanie do czasu, aż nie zaczniemy wprowadzać do gry dodatkowych modułów, zawartych w rozszerzeniach.
A co potem?
Eksploracje na kosmicznym rynku pracy
Flow gry jest sam w sobie satysfakcjonujący, choć nie do końca tematycznie sensowny. No bo jak rozumieć fakt, że dostarczamy paczki… nie odbierając ich wcześniej od nadawcy? Czyżbyśmy otrzymali je wszystkie na początku gry? W takim razie dlaczego odkrywamy kosmos na ślepo, nie znając zawczasu adresów dostaw?
Albo to, że „podwozimy” Kosmitę odwiedzając jeden punkt, a nie dwa? Wystarczy dotrzeć do jego lokalizacji nagle, magicznym promieniem lub zagięciem czasoprzestrzeni, dostarczamy go na rodzimą planetę, nie tracąc przy tym czasu ani nie zmieniając pozycji? Tematycznie jest to… wątpliwe.
Spora część rozgrywki to ulepszanie kokpitu i poszukiwanie najlepszych Kafli Oficerskich, by wspomóc nasze działania. Możemy dzięki nim ignorować zagrożenia, manipulować kośćmi i zyskiwać energię czy punkty ruchu. Ale na co to wszystko, skoro finalnie nagroda za dostarczenie paczki jest… niewiadomą, losowaną z talii? I nie modyfikują jej nawet najśmielsze dokonania, najkrótszy czas dostawy czy najbardziej pomysłowa droga do celu z użyciem Tuneli i Galaktycznych Burz?
Mam też nadal wewnętrzny opór przed użyciem AI do produkcji grafik. Przy grze wycenionej na 65 EUR, czyli blisko 300zł, można już chyba oczekiwać ludzkiej ręki, aniżeli ręki robotycznej? Tym bardziej, gdy gra doczekała się reprintu na KS?
Wstawaj, odbieraj, dostarczaj!
Jest pewien rodzaj cichego romantyzmu w prace listonosza. Poczucie obowiązku, praca w terenie, możliwość poznawania nowych ludzi, najwyraźniej również podróże kosmiczne. To domagająca się respektu profesja – listonosz to człowiek czynu, skupiony na celu.
W Galaxy Postman znajdziemy echa tego romantyzmu. Jednak – co z punktu widzenia gracza jest rozkoszne – gra oferuje nam, poza jasno wyznaczonymi celami, również ogromną swobodę w eksplorowaniu Kosmosu i mnóstwo okazji, by zboczyć z raz przyjętego azymutu i rozproszyć uwagę czymś kuszącym i rozświetlonym neonami.
Mamy tu istne bogactwo zadań, źródeł punktów, sposobów wykonywania i ulepszania rutynowych akcji. Czuć tu zewsząd bezmiar kosmicznej wolności w poszukiwaniu naszej drogi, w tkaniu skutecznej strategii i szeroko rozumianej kombinatoryce. Podoba mi się poczucie przyrostu mocy dzięki upgrade’om i zdobywaniu kości. Podoba mi się odpalanie akcji kośćmi, na naszym pełnym bonusów i ciekawych połączeń kokpicie. I, kurcze, powiem to: podoba mi się ta neonowa estetyka nawet, jeśli nie jest w 100% dziełem ludzkiej ręki, a raczej ludzkiego promptu.
Podoba mi się nawet wtedy, gdy Kosmita wystawia mi jedną gwiazdkę.
To wina kosmicznej choroby morskiej.
Zalety:
+ pobudzający kreatywność system wyboru akcji
+ duża swoboda w podróżach i realizacji celów, wspomagana ciekawymi systemami na planszy
+ delikatne i zabawne budowanie świata na kartach
+ sporo różnorodnych źródeł punktów
+ sensowna instrukcja
Wady:
– trudne do uzasadnienia tematycznie mechanizmy
– losowe nagrody za podwożenie Kosmitów
– generowane przez AI ilustracje
Ogólna ocena
(7.5/10):









Złożoność gry
(5.5/10):









Oprawa wizualna
(7/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Dobry, solidny produkt. Gra może nie wybitnie oryginalna, ale wciąż zapewnia satysfakcjonującą rozgrywkę. Na pewno warto ją przynajmniej wypróbować. Do ulubionych gier jednak nie będzie należała.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony


















