Boss Fighters QR od Pegasus Spiele.
Czy Was też czasami nie denerwują gry z aplikacjami? Te cyfrowe byty, nonszalancko zajmujące nasze telefony i tablety… i stoły! Co one sobie myślą? Najwyższy czas utrzeć nosa bezdusznym zerom i jedynkom. Czas wyzwać je na pojedynek. Zwycięzca może być tylko jeden!
[UWAGA – umiarkowane spoilery kart zyskiwanych na pierwszych etapach i niespodzianek mechanicznych.]
Skanuj kod QR by rozpocząć walkę
Przesadzam może trochę z niechęcią do aplikacji, ale historycznie takie gry nie miały u mnie łatwo. Obawy o czas wsparcia dla aplikacji, odejście od fundamentalnie istotnej „sensoryczności” – no, bałem się i unikałem. Skoro mam siadać do stołu z ludźmi, to niechże gra leży na tymże stole, do diaska!
Nie zmienię jednak biegu czasu swoim malkontenctwem. Staram się więc trzymać otwartą głowę i nie zamykać na nowości.
Boss Fighters QR dało mi silny impuls, by przełamać opory. Uwierzyć w smoka. I zgładzić go. Bo i o zgładzaniu jest to gra. Bez zbędnych wstępów, jako 1 do 4 bohaterów wkraczamy do gry i pomijamy nie tylko cały fluff, ale i mozolne pokonywanie minionków, szczurów i drapieżnych ślimaków. Walczymy od razu z samym najwyższym, z mega-złolem, w samym jego czy jej legowisku.
Nie biegniemy jednak na skróty – rozwijamy swoje postaci tyle, że robimy to z pominięciem pośredników. I kurcze, świetnie bawimy się przy okazji.
Jeśli podobnie jak ja macie wewnętrzny opór przed digitalizacją planszówek – być może i zrobicie dla Boss Fighters QR mały wyjątek. Bo to mała-duża gra, która z aplikacji czyni naszego przyjaciela. Nawet, gdy czai się w niej nasz największy wróg.
Kodowanie w świecie fantasy
Naszych herosów składamy z dwóch talii: bohatera i klasy. Troll z Dżungli, Niziołek ze Wzgórza, Miedziany Krasnolud i Leśny Elf. Wojownik. Mag. Łotrzyk. Druid.
To my decydujemy, jak je połączymy między sobą i jaką drużynę stworzymy.
Para klasa + bohater powie nam, ile kart dobierzemy na rękę w każdej rundzie i ile punktów życia dostaniemy do dyspozycji. Cała reszta gry to już czysta rozwałka. W aplikacji zeskanujemy najpierw dwie karty swojej postaci, a po pokonaniu treningowego bossa przejdziemy do małej pseudo-kampanii. Dopiero ubijając pierwszego bossa uzyskamy dostęp do kolejnego, wraz z kilkoma kartami dla naszych postaci. Odblokowywać będziemy też nowe mechanizmy, które systematycznie wzbogacają rozgrywkę. Nowe statusy oznaczane żetonami (jak np. zatrucie), nowe gadżety do naszej dyspozycji (jak apteczka usuwająca wspomniane żetony statusów) i nowe pomysły, którymi spróbują nas zaskoczyć bossowie.
Wszystko tu odbywa się za pomocą fizycznych kart, skanowanych jednak przez aparat naszego telefonu lub tabletu. Ucieszą się więc fani tasowania i trzymania kart na ręce – tego z pewnością tu nie zabraknie!
Twój miecz, Twój łuk i Bossa tarcza
W swej istocie, Boss Fighters QR jest grą prostą. Rodzinną wręcz. I cała jej konstrukcja, włącznie z częstymi podpowiedziami na ekranie, składa się na tę rodzinność.
Na początku rundy Boss rozdzieli swoje obrażenia pomiędzy śmiałków. Wejdą w życie – i pożrą nam życie! – dopiero na koniec rundy, po akcjach bohaterów. I każdy z nich ma trzy szanse, by nie tylko się przed nimi obronić, ale i zadać własne.
Karty mają z początku bardzo podstawowe efekty. 3-4 obrażenia fizyczne/z dystansu/magiczne, Ochrona przed atakiem, Wsparcie. Tu kryje się mały, sprytny zabieg projektantów. Te Wsparcia, to tak naprawdę normalne ataki. Nie mogą jednak zostać zagrane, dopóki ktoś nie wykona zwykłego, niewsparciowego ataku danego typu.
I tu zaczyna się kooperacja.
Bo choć nie możemy wymieniać się konkretnymi wartościami, możemy rozmawiać o kartach. Planować ataki. Decydować, kto zacznie rundę. Komu przyznać benefit z karty – dodatkową akcję, dobranie kart czy leczenie obrażeń. I dzięki temu możemy poczuć się jak prawdziwa drużyna, wykorzystująca silne strony wszystkich bohaterów. Gra zachęca do wspólnego łamania głowy jeszcze jednym elementem – zaskoczeniem.
Odwieczne Prawo Niespodzianki
Wszystko, co opisałem powyżej, to z grubsza standardowa zabawa z deck buildingiem (tu karty otrzymujemy po przejściu każdego Bossa).
Ale Boss Fighters QR ma w rękawie jeszcze jednego asa, assa, a nawet sztylet.
Przeciwników poznajemy dzięki apce. Poza żetonami statusów, nie mają oni swoich komponentów. Wszystko dzieje się w tablecie – poza naszą wiedzą. I gra robi z tego świetny użytek, dozując nam informacje w miarę, jak wpadamy w niewidzialne sidła.
Tu muszę posłużyć się niewielkimi spoilerami dla lepszej ilustracji.
Wykonujemy swoje akcje. Zagrywamy karty. Ale w pewnych momentach pierwszy Boss nas podtruwa. Żetony statusów mnożą się, zabierając życie co rundę. Gra mówi nam tylko, że nasze działania „triggerują” reakcje przeciwnika – ale nie mówi jakie działania. Sami musimy to odkryć.
To w końcu nam się udaje, dostosowujemy taktykę. Kolejny Boss nie reaguje jednak tak samo, o czym orientujemy się w połowie partii. Ma zupełnie inny trigger, a do tego zaczyna z podejrzanie niskim zdrowiem. I już gdy zadajemy mu ostatnie obrażenia z przerażeniem zauważamy, że…
Po wyruszeniu w drogę należy zgrać drużynę
Boss Fighters QR pozytywnie wyróżnia się trzema aspektami: dobrze przygotowanymi kartami, Bossami stanowiącymi niemałe łamigłówki i aspektem kooperacyjnym, który dwie pierwsze cechy łączy w satysfakcjonujący i angażujący gameplay. Taki, który zadowoli nie tylko rodziny z młodszymi graczami, ale też graczy po prostu.
Owszem, są tu karty-samograje, które są tak jednoznacznie potężne, że nie sposób ich nie zagrać. Leczenie + dodatkowa akcja dla dowolnego gracza? Darmowy atak + kolejna akcja? No weźcie.
Są też karty mocne, ale nieoczywiste, z elementem ryzyka. Zagranie dwóch kart z wierzchu talii bez podglądania? Tu już można się dwa razy zastanowić, bo często Boss broni się przed danym typem ataku, rzucając na graczy złośliwe i utrudniające grę Klątwy – które pozostają tajemnicą do kolejnej rundy. A Klątwy, jak i Trucizna, lubią się kumulować i osłabiać naszych herosów.
Jednak ten cardplay, czasem trochę na szynach, w połączeniu ze zmieniającymi się atakami wroga, nieznanymi triggerami i grą nad stołem tworzy świetną mieszankę. To niesamowita frajda, gdy troje graczy złoży się na soczystego combosa, po którym wróg traci połowę życia i wpada w szał, intensyfikując dalsze ataki.
Te ataki to już mniejsza frajda, ale taki los herosa.
Tępa strona topora
Największą „wadą”, jaką zaobserwowałem, jest okazjonalny problem ze skanowaniem kart. Gra – a w zasadzie kamera naszego sprzętu – wymaga dobrego oświetlenia. Inaczej skanowanie staje się akrobacją pt. „jak obrócić kartę”. Wszelkie ciemności egipskie, silne źródła światła skierowane w obiektyw, a nawet odbijające się od karty światło będą skanowanie utrudniać.
Jest tu też pewien aspekt losowości, który – w połączeniu z wyższymi poziomami trudności (4 do wyboru) może irytować. Nagły, niespodziewany atak Bossa i zły dociąg kart mogą położyć partię nawet na ostatniej prostej – ale inaczej gra byłaby zbyt policzalna.
Rozwój talii bohaterów, przynoszący ciekawe, ale ustalone z góry karty, daje nam niewielki wybór w kształtowaniu naszego Herosa. Czasem możemy wybrać ten przedmiot czy inny, ale większość otrzymywanych kart jest ściśle ustalona dla danej klasy. Nie jest to więc Brzdęk, ale na potrzeby gry, którą da się rozłożyć i spakować w kilka (wygodne pudełka dla każdej postaci) a rozegrać w 30 minut – jest to mało bolesny kompromis.
Do skanerów, bohaterowie!
Boss Fighters QR nie zadowoli wszystkich, ale wykuwa dla siebie ciekawą niszę. Proste, stopniowo rozwijające się zasady gry, łatwe do przyswojenia mechanizmy i pomocna w obsłudze gry aplikacja czynią z niej świetny pomysł na szybką i angażującą kooperację, gdy nie mamy ochoty na dużą grę. Silna interakcja nad stołem, sprytnie pomyślane karty wzmagające współpracę i wzajemne wsparcie sprawiają, że czas nad stołem płynie szybko, tury nas nie nudzą, a ewentualne przestoje są minimalne – bo w każdym momencie ktoś może obdarować nas dodatkową akcją czy szybkim wzmocnieniem.
Odkrywanie reguł, według których walczą Bossowie i włączanie do talii coraz lepszych i bardziej złożonych kart po prostu wciąga. Trudno usiąść do jednego Bossa i odłożyć wszystko do pudełka, bo tajemnica za rogiem kusi. Nie jest to przy tym małe „pykadełko” – jest tu miejsce, by być sprytnym, heroicznym i… brawurowo głupim. Rzadko kiedy udaje się pokonać przeciwnika od razu i ten aspekt niespodzianek, nabierania sił i uczenia się lepszej gry z pewnością przyciągnie wielu z Was na długie godziny, niezbędne by pokonać wszystkich dziewięciu Bossów.
A potem?
A potem poszukacie sobie kolejnej przygody, mości bohaterowie!
Zalety:
+ proste, przyjazne zasady, rozwijające się w miarę gry
+ ciekawe karty, promujące wspieranie towarzyszy i drużynową kooperację
+ równie ciekawie zaprojektowani Bossowie, dostarczający groźne niespodzianki z każdą turą
+ ładne ilustracje i czytelna ikonografia
+ już dostępna polska wersja aplikacji
Wady:
– wymaga dobrego światła i raczej większego urządzenia, niż smartfon
– rozwój postaci jest mocno nakreślony z góry
– losowość w atakach Bossa i dociągu kart dodają grze pikanterii, ale mogą frustrować
Ogólna ocena
(8/10):









Złożoność gry
(4/10):









Oprawa wizualna
(7.5/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Bardzo dobry przedstawiciel swojego gatunku, godny polecania. Wady mało znaczące, nie przesłaniające mocno pozytywnego odbioru całości. Gra daje dużo satysfakcji.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony


























