Home / Gra Roku / Edycja 2009 / Gra Roku – odrodzenie

Gra Roku – odrodzenie

Jako, że nie mam czasu na prowadzenie długich polemik via forum pozwolę sobie wyłożyć swoje spojrzenie na tegoroczną i przyszłą nagrodę Gry Roku korzystając z bloga. Temat jest na tyle gorący i wywołuje tak skrajne emocje, że byłoby błędem siedzenie cicho i tylko przysłuchiwanie się całej dyspucie. Szczególnie, że byłem tym razem w tzw. instytucji ekspertów i miałem wpływ na to co zostanie nominowane.

Czy Gra Roku 2007 się skompromitowała?

Słowo ‚skompromitować’ to bardzo pejoratywne słowo w kontekście tego co się stało i używane najczęściej przez osoby, które nie pomyślą nad tym co powiedzą. Albo po prostu chcą użyć tego słowa jako hiperboli. Innego sensu nie widzę. Dlaczego? Ponieważ nagroda mogłaby się skompromitować gdyby na przykład instytucja ekspercka dostała w łapę i nominowała konkretną grę. To byłaby kompromitacja jak najbardziej. Nie nadużywajmy pewnych słów, no chyba, że nie rozumiemy ich znaczenia.

Oczywiście to co się stało na pewno nie zasługuje na poklask. Zapomnienie o istotnym punkcie regulaminu jest jak najbardziej warte krytyki i bez wstydu się na pewno nie obejdzie. Cóż tak wyszło, mógłbym podać pewnie całkiem wiele racjonalnych powodów dlaczego taka pomyłka nam się wkradła, ale nie ma to teraz specjalnie sensu i poza tym nic to już nie zmieni. Przyznaliśmy się do błędu, przeprosiliśmy, prosiliśmy o rozpoczęcie dyskusji o nowej postaci nagrody. Cóż więcej w tym wstydliwym temacie? Chyba najlepiej szybko zapomnieć i mieć nauczkę na przyszłość, że nie da się prowadzić wyborów Nagrody Roku bez wnikliwego opanowania regulaminu i poświęcenie znacznie więcej czasu niż każdy z nas miał do dyspozycji.

Jaki system wyboru nagrody?

Wciąż toczy się dyskusja na temat wyższości jednego systemu głosowania nad drugim. Czyli czy system australijski czy punktowy. Pierwszy ma sporo zalet, ale też jedną poważną wadę: nie jest intuicyjny i chwilę trzeba ruszyć mózgownicą, żeby go zrozumieć. System punktowy przeciwnie ma kilka poważnych wad, ale jest banalnie prosty jeżeli chodzi o zasady działania. Wciąż w tym temacie od roku (jeżeli nie więcej) spierają się te same osoby i wciąż nie przekonały się do swoich stanowisk. Sądzę, że już nigdy się nie przekonają, bo mają w tej sprawie inne spojrzenie na życie i koniec. Jeżeli chodzi o mnie osobiście to w tej materii jest mi kompletnie wszystko jedno. Nagroda roku musi być, ale czy będzie wybierana punktowo czy systemem australijskim, wszystko mi jedno. A tak dokładnie to było mi wszystko jedno do tej pory…

Dzisiaj postąpiłbym inaczej. Jedną z zalet wprowadzonego przez nas systemu miałoby być od razu rozstrzygnięcie kto jest zwycięzcą, bez żadnych remisów itp. Pomimo, że wszyscy eksperci twierdzą, że go zrozumieli, u nikogo się nie zapaliło światełko, że remis nie może mieć miejsca. Czyli po prostu system okazał się do niczego. Nie zwrócił naszej uwagi w jednej z najważniejszych kwestii, do których miał służyć. Kosztem skomplikowania zasad mieliśmy mieć system, który nas zabezpieczy przed remisem oraz będzie uczciwszy w stosunku do traktowania głosów poszczególnych osób. Okazało się przed niczym nas nie zabezpieczył, a wynik byłby taki sam jakby było nawet superprymitywne i nie do końca uczciwe 3-2-1. Ludzie to ja się pytam: po co takie zabiegi? Dziś stawiam na nieuczciwy, banalny system punktowy, bo system australijski nie dał nam tego co miał w oczywisty sposób dać.

Poza tym wyrzuciłbym go też z czysto cwaniackiego powodu. Wszyscy Nataniela rozumieją, wszyscy wiedzą, że człowiek jest omylny, ludzie są w stanie nawet wybaczyć ekspertom, że nie zauważyli błędu, ale i tak tkwi w nich pragnienie zadośćuczynienia, mówiąc prosto z mostu lud pragnie krwi! Ktoś powinien za to odpowiedzieć – żywy czy martwy. I w tym momencie zrobiłbym z kozła ofiarnego po prostu system australijski. Głupie? Niedorzeczne? Pozornie. Pozbywamy się jednocześnie tego co nie spełniło oczekiwań, a po drugie najbardziej niepocieszeni wydarzeniami ostatnich dni będą na swój sposób ukontentowani. Będzie znak, że organizatorzy się jakoś rozliczyli z błędów i wyciągnęli wnioski. Prymitywne, ale moim zdaniem ma w sobie cwaniacką mądrość i może zadziałać.

Dlaczego jedna nagroda.

Ideałem dla wielu byłyby dwie nagrody – ekspertów i graczy. Dlatego, że po pierwsze brali by udział znawcy, nie podatni na komercję i reklamę, a wybierający grę naprawdę wybitną. A po drugie każdy gracz też miałby wpływ na nagrodzenie jakieś jego zdaniem dobrej gry. Brzmi naprawdę jak salomonowe rozwiązaniem, problem z tym, że nie ma kompletnie powiązania z naszą rzeczywistością. Dlaczego? Po pierwsze ignoruje, że nasz rynek planszówkowy jest malutki. Obecnie rozpropagowanie jednej nagrody jak się okazuje jest czymś niezwykle trudnym. Jak pokazują fakty nawet przy jednej nagrodzie jej organizatorzy nie byli w stanie dogadać się z laureatem (i vice-versa) w tak trywialnej sprawie jak umieszczenie loga na pudełku. To co dopiero dwie nagrody i dwaj laureaci. Dwa razy więcej pracy przy późniejszych sprawach z dostarczeniem nagrody, staraniem się o jej propagowanie, docenianiem przez wydawcę itd.? Nigdy w życiu.

Nagroda musi być jedna, bo planszówki nie są pępkiem świata. Bo są obecnie popularnym hobby, ale i tak bardzo, bardzo niszowym. Osoby, które się trochę bardziej, dość aktywnie, interesują planszówkami to w całej Polsce ledwo kilkaset osób. Gry kupuje oczywiście dużo więcej, ale ich często nie obchodzą żadne wybory nagród, a tym bardziej całe zamieszanie nad systemem głosowania itp. Możemy sobie stworzyć nawet dziesięć nagród, aby uszczęśliwić wszystkie nasze preferencje i pragnienia, ale skończy się tylko rozwarstwieniem całej inicjatywy. Istotna nagroda musi być jedna, bo na więcej nas po prostu nie stać. Smutne, ale prawdziwe.

Dlaczego nagroda wybierana przez znawców.

Dawniej nie miało to dla mnie większego znaczenia. Gier było niewiele. Bardzo mało tych dobrych pozycji, niewielu znawców, mało reklam i planszówek wspieranych marketingowo. Rok 2006 był boomem spotkań. Wszystko wskazuje, że rok 2007 będzie rokiem planszówkowego boomu. Zaczyna być naprawdę dużo gier. Dużo gier wybitnych, dużo gier ostro reklamowanych. Wiele gier, które ciężko jednoznacznie wartościować i potrzeba często pewnej wiedzy, aby stwierdzić, czy ta gra jest wybitna na tle innych. Zaczyna pojawiać się poważna przepaść między grami wybitnymi a popularnymi. Dlatego dziś głosuję za jedną nagrodą – nagrodą wybieraną przez znawców. Tym bardziej jestem za takim rozwiązaniem odkąd dowiedziałem się, że właśnie to preferują wydawcy i sklepy. Bo to właśnie oni będą ją wykorzystywać jako logo na pudełkach, czy w reklamach przy sprzedaży. I to oni będą przy okazji planszówki popularyzować. A jakby ktoś zapomniał to jest to główny i niezmienny cel całego przedsięwzięcia zwanego Grą Roku.

Problem jest jednak niestety też taki, że wiele osób patrzy z czysto egoistycznego punktu widzenia na całą nagrodę. Traktuje ją jak swoją ankietę – „Oddać ekspertom? A ja?! A ja?! Przecież też się znam! Też chcę głosować!”. I co z tego, że nawet się zna? Co z tego, że są pewnie osoby, które może się nie wychylają, ale znają się lepiej od niektórych ekspertów. Problem w tym, że w masowym głosowaniu ich głos znawcy zginie. Zawsze jest więcej osób,
które orientują się bardzo przeciętnie. Znawca przestaje się liczyć, wygrywa gra popularna.

Wszyscy chcemy natomiast żeby nagroda była prestiżowa. Żeby miała namiastki wyróżnienia wysokiej jakości. A niestety tak to jest na świecie, że to co jest prestiżowe i do czego ludzie mają zaufanie nie jest wybierane przez wszystkich jak leci. Nagroda Nobla nie jest wybierana przez wszystkich Szwedów albo mieszkańców naszego globu, ale najpierw nominacje wybiera kilka tysięcy ekspertów z całego świata, a ostatecznie nagrodę przyznaje komitet złożony z kilku osób. Nagrodę Pulitzera przyznaje od razu niezależna komisja ekspercka, nie wszyscy, którzy czytają gazety. Oscarem nie nagradzają wszyscy, którzy oglądają filmy, ale Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej w skład, której wchodzą najwięksi znawcy. Nagroda Grammy to nie wybór tych co słuchają muzyki w ogóle, ale decyzja Narodowej Akademii Sztuki i Techniki Rejestracji. Podobnie z innymi prestiżowymi wyróżnieniami, na czele ze Spiel des Jahres i International Gamers Awards.

Od każdego z nas teraz zależy czy mamy tyle dojrzałości, żeby poświęcić własne pragnienia i chęci w imię czegoś większego i ważniejszego. Czy jesteśmy w stanie poświęcić nasze szlacheckie przywileje planszówkowego gracza w imię istnienia Nagrody Roku, która jest ceniona i ma znaczenie. Czy chcemy, aby Nagroda Roku była nagrodą z prawdziwego zdarzenia czy jednak niczym więcej jak tylko plebiscytem, ignorowanym przez media, wydawców i sklepy.

11 komentarzy

  1. Avatar

    Pancho, z tym, że system australijski się nie sprawdził to odbieram jako żart.

    Co do nagrody ekspertów – let it be. Widać, że do tego dążymy, nie będę się spierał, że wolałbym dwie nagrody. Tylko jedna rzecz – piszesz, że najlepsza jest jedna nagroda. A co z wyróżnieniami? Będą ściśle określone zasady ich przyznawania, nazewnictwa i ich maksymalna, dopuszczalna ilość? Wolałbym, żeby tak było. W tym roku wyszło na to, że jedna nagroda bez wyróżnień wcale nie jest taka fajna. A w tym roku nie było dużo tytułów do wyboru; za rok będzie znacznie trudniej wybrać najlepszą grę roku.

  2. Avatar

    Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że przeciwnicy systemu australijskiego się do niego nie przekonają nigdy, skoro przezostatni rok sie nie przekonali. Ja się właśnie przekonałem. Walnął się Nataniel a nie system. I Nataniel się już nie walnie – bo dostał prądem, zapamięta.

  3. Avatar

    W pelni zgadzam sie z Markiem. Wolalbym dwie nagrody, ale skoro rzeczywiscie sklepy sygnalizuja, ze wolalyby jedna to lepiej niech bedzie jedna. Wtedy system wybierania schodiz troche na plan dalszy, bo przy malym gronie latwiej o porozumienie.

    I system australijski zdecydowanie powinien odpasc.

    Kwestia tylko jak wybrac ekspertow i ilu ich powinno byc. Tego zabraklo mi w tej opinii. Czy gremium zostaje?

  4. Avatar

    Wybieranie gry przez ekspertów sprzyja zostawieniu systemu australijskiego a nie odrzucieniu go. Przy mniejszej liczbie głosujących jest przecież dużo łatwiej policzyć, która gra wygrywa. Przy kilku głosujących i powiedzmy pięciu grach, które można wybrać, to można to policzyć ręcznie. Czy ten system jest aż tak trudny w zrozumieniu, żeby całe jego zalety zostały zaprzepaszczone przez argument o jego zbytnim skomplikowaniu? Czy eksperci naprawdę chcą oddawać tylko jeden głos na jedną grę? I co, gdy żaden tytuł nie zdobędzie większości. Będzie druga tura?

  5. Avatar

    Mnie osobiscie meczy juz walkowanie w kolko tego samego. Kazdy powiedzial co mysli – czas decydowac. Przede wszystkim nad trybem wybierania nagrody – system glosowania ma znaczenie drugorzedne (podobne do bzdurnych regulaminowych sporow).
    A jesli decydujemy sie na system ekspercki to trzeba wybrac ekspertow lub wybrac system wybierania ekspertow :-).

  6. Avatar

    Jak na razie to mamy tylko rozważania nad systemem australijskim. Nie zauważyłem, żeby ktoś zaproponował lepszy system wyboru gry roku. Dla mnie podstawowymi zagadnieniami jest kto wybiera?, z czego wybiera? i jak wybiera? Nie rozumiem, jak system wyboru gry może być sprawą drugorzędną?

  7. Avatar

    Jesli sie okaze, ze bedie system ekspercki z 5 ekspertami to sposob wyboru gry nie ma znaczenia. Eksperci moga go sami jakos sobie ustalic – co to za roznica?
    Lepiej niech eksperci tegoroczni sie wypowiedz, czy chca sie dalej w to bawic.

  8. Avatar

    Zgadzam się ze wszystkim, oprócz krytyki systemu australijskiego. Na razie go nie zastosowaliśmy. To że Nataniel go interpretował na swój własny sposób, nie znaczy, że każdy, kto będzie liczył głosy zrobi to niepoprawnie.

    Proponuję 23 ekspertów wybieranych przez redakcję g-p. Im większe będzie środowisko graczy, tym lepszych będziemy mieli ekspertów.

  9. Avatar

    Też jestem za liczbą 23, bo to najwspanialsza liczba na świecie :) mówię serio:)))

  10. Avatar

    1. Zgadzam się z tekstem Pancha, poza jedną kwestią – rezygnacji z systemu australijskiego. Teraz wszyscy są wzburzeni. Za rok część tych co deklaruje olanie nagrody może zmienić zdanie. Może też się zniechęcić na dobre i nie zagłosować nawet jak teraz „dostanie krew”. Z systemem australijskim były w tym roku problemy, ale właśnie dzięki nim za rok nie zostaną powtórzone te same błędy. Po co eksperymentować? Zostały popełnione błędy, ale przecież z każdego błędu można wyciągnąć wnioski. Za rok nikt już nie popełni błędu w podliczaniu głosów.

    2. Szymonie, ty tak całkiem poważnie z tymi „bzdurnymi regulaminowymi sporami”? Przecież regulamin to nie jakiś tam tekst. SZanująca się nagroda musi mieć dopracowany regulamin i musi on być przestrzegany. Nie można robić wyjątków. Jak raz pójdzie się na ustępstwo, to zawsze będzie można dopasować wybór wedle uznania. Reguły przyznawania nagrody muszą być jasne. Teraz wiele osób podaje swoje własne wizje. Eksperci nie muszą się wcale zgadzać w kwestii sposobu głosowania. Zresztą po co eksperci mają tracić czas na spory o sposobie oddawania głosów? Poza tym co jak z roku na rok eksperci będą się przynajmniej w częśći zmieniali. Co jak nowi będą mieli inny pogląd na sposób głosowania? Regulamin musi jasno określać sposób oddania głosów (nie ważne czy ekspertów, czy wszystkich graczy).

  11. Avatar

    Pawel – chodzi o to, ze regulamin nie jest jasny. Skoro tak, to dlaczego upierac sie przy jego „zlej” interpretacji? Mnie przekonuja argumenty za wyroznieniem – zarowno merytoryczne (bo to swietna gra), jak i regulaminowe (dostala teraz, bo wczesniej dostala nagrode). Naprawde nie ma co klepac w kolko tego samego.
    W przyszlej edycji regulamin sie troche poprawi i tyle.
    A plucie na nagrode i na ekspertow, w imie „walki o dobro nagrody” jest ponizej wszelkiej krytyki.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Indeterminizm – cz. 3/3

Wiele osób uważa, że szczęście jest przeciwieństwem umiejętności. Przy komentowaniu wydarzeń sportowych często zdarzają się dyskusje, czy np. nietypowo zdobyta bramka to efekt szczęścia czy umiejętności, choć zazwyczaj prawidłowym wnioskiem byłaby kombinacja obu tych czynników. Patrząc na grę jako całość można uznać, że szczęście i umiejętności są od siebie niezależne (mówiąc językiem matematyków: ortogonalne).

Share via
Copy link
Powered by Social Snap