Home / Recenzje / Gry rodzinne / Little Town – myślisz, że znasz proste worker placementy?

Little Town – myślisz, że znasz proste worker placementy? Recenzja

O czym myślicie kiedy ktoś rzuci hasło „prosty worker placement”? O Epoce kamienia? Agricoli wersji rodzinnej? Montanie? Mi hasło to od pewnego czasu kojarzy się jednoznacznie z grą autorstwa Shun Taguchi i Aya Taguchi (tych od Skylands) wydana w Polsce przez Portal GamesLittle Town.

W Little Town mamy do wyboru jedynie dwa ruchy – postawić robotnika na puste pole planszy i zebrać korzyści z pól sąsiadujących albo wysłać robotnika na plac budowy i wykupić budynek, który następnie stawiamy na wolnym polu na planszy.

Korzyści jakie może zebrać nasz robotnik z pól sąsiadujących to przede wszystkim surowce (materiały budowlane i żywność). Dzięki materiałom budowlanym (drewno i kamień) będziemy mogli opłacać koszty budynków, żywnością (rybami lub zbożem) będziemy karmić naszych robotników po końcu każdej rundy.

Poza zebraniem surowców nasz meepel może jeszcze skorzystać z budynków, które stoją w sąsiedztwie. Jeżeli są to budynki nasze to akcję wykonujemy za darmo, jeżeli przeciwnika, musimy mu zapłacić jedną monetę. Akcje z budynków to zazwyczaj zamiana jednych surowców na inne, zdobycie monet lub punktów zwycięstwa (czasem za darmo, czasem po oddaniu odpowiednich zasobów).

Druga akcja na jaką możemy się zdecydować to właśnie budowa budynków. Te, jak wspomniałem, kupujemy za materiały budowlane (czasem też musimy oddać żywność), a poza nową dostępną dla wszystkich akcją przynoszą one właścicielowi punkty zwycięstwa (najczęściej określoną z góry liczbę, ale czasem też zależnie od tego jak spełnimy określony warunek).

Na koniec jeszcze dwie zasady – 1) po każdej rundzie musisz nakarmić swoich robotników, bo stracisz 3 PZ za każdego głodnego; 2) w trakcie gry możesz realizować cele (np. uzbieraj 6 monet lub zbuduj budynek o koszcie min. 3 drewna), za które zdobędziesz dodatkowe punkty zwycięstwa – i to tyle, można zacząć grać.

Ale czy Little Town to dobra gra? Moim zdaniem zależy dla kogo. Do pogrania z dziećmi nada się bardzo dobrze, bo jest krótka, przystępna, płynna i kolorowa. Ja grałem z moim 9-letnim synem i jemu spodobała się bardzo. Myślę jednak, że nawet młodsze dzieci (tak 7+), poradziły by sobie z regułami i samodzielnym planowaniem ruchów.

Jeżeli chodzi o rozgrywkę dorosłych (szczególnie takich już nieco ogranych), to mam jednak pewne wątpliwości. Gra jest zbyt banalna, nie ma głębi i miejsca na pokombinowanie czy poważniejsze decyzje.  Niby ciągle trzeba mieć z tylu głowy żywienie i wybierać między pozyskaniem surowców i żywności, ale kłopot z tym jest najczęściej wyłącznie w pierwszej rundzie.

Interakcja w grze jest typowo worker-placementowa – możemy zająć komuś pole na planszy podebrać budynek, ale też wybudować budynek w takim miejscu, żeby utrudnić przeciwnikowi korzystanie z jego budowli, więc potencjał na „wredne zagrywki” jest niemały.

Skalowność Little Town jest przyzwoita. Na dwie osoby gra staje się bardziej strategiczna, przy komplecie grających jest mniej kontroli i trudniej coś zaplanować, chociażby na dwa ruchy do przodu, korzystamy więc na bieżąco z najlepszych dostępnych opcji.

Zwraca uwagę natomiast niemal całkowity brak losowości podczas rozgrywki. Co prawda przed  partią losujemy dostępne budynki i losowo dobieramy cele, ale już podczas gry jedynym co może popsuć nasze plany są ruchy przeciwników.

Gra jest kolorowa i solidnie wykonana, jednak i w tej kwestii mam dwa zastrzeżenia. Po pierwsze wobec tego, że to Portal Games, jako jeden z pierwszych w Polsce przyzwyczaił nas do customizowanych surowców załączone do Little Town kolorowe kosteczki robią marne wrażenie. Prawdziwym problemem jest jednak fatalne oznaczenie granic pól na planszy. Dla krótkowidza, takiego jak ja ich dostrzeżenie z odległości 1 metra było już bardzo trudne. Najczęściej kończyło się to po prostu niedokładnym postawieniem ludzika, ale czasem też powodowało niekorzystne decyzje związane mylnym określeniem sąsiadujących kratek.

Grałem w Little Town z 6 różnymi osobami. Gra spodobała się tylko mojemu synowi i … koleżance redakcyjnej, która do początkujących graczy z pewnością nie należy (jej opinię możecie poczytać poniżej). Pozostałym osobom, w tym mi, LT nie przypadło do gustu, co nie znaczy, że nie znajdę grupy, której tej gry nie mogę polecić (co też już kilkukrotnie uczyniłem). Są to rodzice z dziećmi, którzy chcą się zagłębić w świat nowoczesnych planszówek. Dla nich to będzie świetny gateway uczący podstaw jednej z najpopularniejszych planszówkowych mechanik, a przy tym taktycznego, pozbawionego losowości myślenia. Starszym poleciłbym jednak niezmiennie Epokę kamienia, która, mimo że bardziej losowa, jest dużo ciekawsza i bardziej emocjonująca.


Pingwin

Pingwin: Proste i intuicyjne zasady i sporo główkowania. Gra lekka, ale nie schematyczna. Trudno mi ocenić wszystkie aspekty jej, bo graliśmy tylko we dwie osoby – trochę przypominało to pasjansa – każdy poszedł w swój róg planszy od czasu do czasu jedynie korzystając z budynków przeciwnika i tylko walka o zasoby (czyli budynki do wystawienia) przypominała o tym, że jednak gramy w tę samą grę i może jakaś interakcja czasem tu zagości. Typowa optymalizacja – jak zdobyć zasoby i przerobić je na budynki, które dadzą jak najwięcej punktów. Jednak najciekawsze jest to, że budynki nie tylko dają punkty, ale też mają jakieś umiejętności, z których możemy korzystać na takiej samej zasadzie jak z lasów, jezior czy gór (z których pozyskujemy drewno, rybki i kamienie). Trzeba dobrze przemyśleć gdzie wybudować swoje budynki, aby potem jednym postawieniem meepla nie tylko zgarnąć surowce ale też skorzystać z tych budynków. No i pamiętajcie, że można korzystać też z budynków przeciwnika płacąc mu jakieś drobne za tę przysługę. A przy okazji zablokujemy mu być może pole, na którym sam chciałby stanąć. Całkiem fajna (i do tego ładnie wydana) gra familijna. Z chęcią zagrałabym jeszcze raz.

Postawienie Twierdzy w tak pięknym miejscu stało się… gwoździem do trumny przeciwnika ;)



Grę Little Town kupisz w sklepie

Ogólna ocena (6/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (6/10):

Dziękujemy firmie Portal Games za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Dom pełen zła – Fighting Fantasy vol. 2

Po pełnej emocji wyprawie do królestwa Czarnoksiężnika z Ognistej Góry postanowiłam zmierzyć się z kolejnym gamebookiem z cyklu Fighting Fantasy. O ile w pierwszej grze fabularnej Wydawnictwa FoxGames przenosimy się do świata fantasy, Dom pełen zła autorstwa Steve’a Jacksona zabiera nas do krainy rodem z koszmaru.