Home / Recenzje / Gry dla wielu graczy / Barrage – woda, która niszczy twoje plany

Barrage – woda, która niszczy twoje plany

W pewnym momencie Barrage śniło mi się po nocach. Kompletnie nie wiedziałam jak podejść do tego tytułu. Przewracałam się z boku na bok i nie mogłam się zdecydować… dobre to w końcu, czy  nie? Lubię w to grać, a może idę na fali dobrych opinii? Fajna ta rozgrywka albo… jednak nie do końca. Nie mówiąc już o nieścisłościach terminologicznych – tama… zapora… co ja właściwie buduje?! Barrage stawia przed graczami o wiele więcej wyzwań, niż się  na pierwszy rzut oka wydaje.

Powiedzmy sobie wprost – Barrage od Portalu to specyficzna gra, skierowana do konkretnego odbiorcy. I nie mam na myśli po prostu miłośników mózgożernych pozycji. Barrage to euro, które jest zanurzone w negatywnej interakcji. Kiedy graczowi wydaje się, że gorzej już być nie może, to niezwykle szybko rewiduje on swoje poglądy. I nie polega to wcale na zajęciu przez kogoś ultraważnego pola (chociaż i to się zdarza). Nasi towarzysze stołu będą bezczelnie druzgotać nasze plany, bezceremonialne zniszczą  budowaną przez nas pieczołowicie sieć energetyczną, a przy okazji sprzątną nam jeszcze sprzed nosa najlepsze przeliczniki. Od samego początku jesteśmy traktowani brutalnie i bez sentymentów.

Krew, pot i łzy

Już teraz możemy się domyślić, że gra nie wybacza błędów. Rywale znad planszy również. Tzn. można się odbić od dna, ale jest to trudne i wymaga sporo wysiłku. Niemniej nie jest tak, że dzieje się to przy pomocy niezależnych od nas czynników. Po prostu ponosimy konsekwencje naszych nieprzemyślanych decyzji. Równie srogo odpowiemy za nieprzykładanie wagi do obserwacji tego, co też tam się dzieje na tej planszy. To nie jest ten typ gry, w którym na samym początku zaplanujecie dość szczegółową strategię, a potem będziecie konsekwentnie realizować swoje ruchy. W Barrage z rundy na rundę zmieniają się okoliczności, czyli sytuacja na planszy. Już coś nam fajnie działa i bęc ktoś dobudowuje elektrownie, aby podbierać nam drogocenną wodę. Barrage jest grą bardziej taktyczną, niż strategiczną. Cały czas musimy bacznie przyglądać się poczynaniom innych graczy. Właściwie to od nich zależą nasze następne kroki. Nie da się tutaj podążać jak po sznurze po raz wybranych opcjach, żeby podążać za raz wybraną strategią. Wszystko dynamicznie się zmienia, a każda nowa runda, to nowe wyzwania.

Poziom interakcji między graczami jest naprawdę wysoki. Nie ma żadnego pasjansa. Leje się krew, pot i łzy, a przekleństwa cisną się na usta. Jednocześnie nic nie zwalnia nas z myślenia. Nie wystarczy po prostu zablokować innego gracza. Należy tak przeprowadzać swoje ruchy, aby za jednym zamachem odeprzeć zakusy przeciwników oraz osiągnąć możliwie najlepszy wynik w produkcji energii. Gra sprawdza nas po każdej rundzie. Jeżeli spełnimy określone warunki, to uzyskamy sporo punktów. Jednocześnie dodatkowe punkty zawsze zdobywa ten, kto wyprodukował najwięcej energii. Rywalizacja czeka na nas na każdym kroku. A wraz z nią emocje oraz przyjemna nerwowość.

Ucz się na błędach

Trzeba jednak zaznaczyć, że gry w Barrage trzeba się nauczyć. Dopiero po kilku partiach rozpoznamy, które opcje w aktualnym układzie sił są opłacalne. Nie wynika to jednak ze skomplikowania zasad – te są dość proste. Ot postaw pionka, weź zasoby, zbuduj coś, przekręć kółkiem. Banał. Aczkolwiek dopiero w działaniu dostrzeżemy ich głębie oraz wzajemne zależności. Pewne oczywistości docierają do nas dopiero w praktyce. Ja nagle obudziłam się bez zasobów, bo nie pomyślałam o kręceniu kołem (znaczniki wracają do nas dopiero po pełnym obrocie). Albo nie przewidziałam, że woda zmieni swój bieg po przefiltrowaniu w elektrowni innego gracza. Po wysłuchaniu zasad nawet nie przypuszczałam, ile rzeczy trzeba wziąć tutaj pod uwagę. Mózg paruje.

Powtórzę raz jeszcze – w Barrage nie możemy wyłączyć myślenia. Opcji jest naprawdę sporo, ale zawsze będzie nam czegoś brakować. Kołderka jest naprawdę krótka, a my musimy taktycznie przewidywać na wiele rund do przodu. Dodatkowo zarys jakiegoś ogólnego planu też nam się przyda. Naprawdę zdarzy nam się zgrzytać zębami ze złości, a mord pojawi nam się w oczach. Nie każdemu taki typ rozgrywki przypadnie do gustu. Ja to uwielbiam. Lubię jak gra zmusza mnie do podjęcia trudnego wyzwania. Uwielbiam rywalizować z innymi. Kocham myśleć nad planszą. I to wszystko znalazłam w Barrage, chociaż nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Musiałam sporo pograć, aby w końcu docenić ten perfekcyjnie skrojony mechanizm. Niemniej co się „wycierpiałam”, to moje – trzeba to przeżyć na własnej skórze ;)

Szybkość rywalizacji i myślenia

Co ciekawe gra jest dość szybka, jak na ten rodzaj gry. Po kilku partiach całość zamkniemy w 2 h. W trakcie partii byłam całkowicie skoncentrowana na przebiegu rozgrywki. Nie miałam czasu pomyśleć o downtime, bo już była moja tura. A w jej trakcie mierzyłam się z ogromem decyzji do podjęcia, które (nomen omen) filtrowałam przez ewentualne możliwości innych. Raz nawet udało mi się wygrać – satysfakcję czuje do tej pory. Nie jest łatwo stworzyć euro nastawione na negatywną interakcję, którego nie psuje ani losowość, ani nadmierna zmienność warunków. W Barrage idealnie dopasowano do siebie rywalizacje oraz intelektualny wysiłek. Dlatego gra sprawia aż taką przyjemność. Zazwyczaj nie lubię grać dwa razy pod rząd w ten sam, dłuższy (i wymagający) tytuł – moje zwoje mają dość. Jednakże zdarzyło mi się to w przypadku Barrage. Chciałam spróbować innej drogi, wypróbować nowe taktyki, sprawdzić czy takie ruchy doprowadzą mnie do zwycięstwa – po prostu odkrywać, odkrywać i jeszcze raz odkrywać, to co kryje się w tej plątaninie wodnych dróg. Dobra, dobra – i kolejny raz poczuć tę ogromną satysfakcję ze zwycięstwa. I to, że udało mi się w końcu pojąć, w jak nieoczywisty sposób może płynąć woda ;)

Wspomnę jeszcze o asymetryczności rozgrywki. Wcielamy się w postaci, które charakteryzują się określonymi zdolnościami (jedna odpala się dopiero w późniejszym etapie gry). Jestem euro graczem, nie przepadam za asymetrycznymi „frakcjami”. Wolę jak wszyscy zaczynamy z miarę równego poziomu i dopiero pod wpływem naszych ruchów sytuacja powoli się zmienia. Ponadto nieczęsto zdarza się dobrze zaprojektowana asymetryczność. Zazwyczaj frakcje nie są zbalansowane. Niektóre łatwiej się prowadzi, inne są za silne. Dodatkowo wymuszają podążanie za konkretną strategią. Barrage jest pozbawiony takiej nieprzemyślanej asymetryczności. Każda zdolność jest dostatecznie silna, aby pomóc nam w zwycięstwie. A przy okazji nie wpływa na nasz styl gry. Można się nimi nie przejmować, a i tak wygrać. Jednocześnie na tyle ubarwiają rozgrywkę, że sama gra staje się jeszcze bardziej regrywalna. Ot kolejne opcje, sposobności i decyzje do podjęcia. Nic tylko grać.

Dziwaczne rysy na wspaniałej całości

Jednakże ideałów nie ma. Coś zawsze psuje nam obraz całości. Barrage nie zachwyca nas piękną oprawą graficzną. Wykonanie komponentów również pozostawia sporo do życzenia. Te malutkie pseudo robociki naprawdę napsuły mi sporo krwi, kiedy starałam się je podnieść. I te koła, z których wypadają drobniutkie elementy. Ja wiem, że w pierwszej, zagranicznej edycji było jeszcze gorzej, ale jest naprawdę źle, gdy wykonanie psuje nam zabawę. Mam również zastrzeżenia w stosunku do czytelności planszy. Niekiedy trzeba się trochę nagimnastykować, aby zobaczyć, ile jeszcze kropli zostało przeciwnikom. Potrzeba wprawy, żeby rozpoznać ewentualne wodne szlaki. Funkcjonalność elementów pozostawia sporo do życzenia.

Ponarzekać można również na skalowanie. Gra działa i na dwie osoby, ale skrzydła rozwija przy pełnym składzie. Nie może być inaczej skoro główną rolę gra tutaj negatywna interakcja. Taki typ gry nigdy nie będzie błyszczał dla pary. Jest okej, ale nie odczujemy tej wybitności, ujawniającej się przy tłoku nad stołem.

Kiedy chcesz zagrać jeszcze raz…

Barrage to fenomenalny tytuł, który potrafi wywołać skrajne emocje. Z jednej strony zadowoli nasze pragnienia zanurzenia się w wymagającej rozgrywce, podczas gdy z drugiej strony usatysfakcjonuje naszą mroczną stronę, dając radość z wbijania przeciwnikowi noża w plecy. Tytuł ten można pokochać, mimo jego srogości i chłosty, którą  sprawi nam przy pierwszych partiach. Po odebraniu kilku bolesnych lekcji będziemy się cieszyć z wysokiego poziomu decyzyjności, fenomenalnie przemyślanej taktycznej rozgrywki oraz z krótkiej kołderki. A to wszystko podczas dynamicznej oraz emocjonującej rozgrywki. Satysfakcja płynąca ze zwycięstwa jest tutaj ogromna. Barrage to wybitny przedstawiciel swoje gatunku, nie można mu wiele zarzucić. Warto po prostu w niego grać, odkrywając coraz to nowe zależności pomiędzy poszczególnymi opcjami. Na moim stole wyląduje jeszcze niejednokrotnie. Jestem w stanie wybaczyć mu nawet funkcjonalne niedostatki. Mówię wam – grajcie! I nie przejmujcie się początkowymi porażkami ;)

Plusy:
+ świetne połączenie wymagającej myślenia rozgrywki z negatywną interakcją
+ wysoki poziom decyzyjności
+ dynamiczna i emocjonująca rozgrywka
+ krótka kołderka
+ z partii na partie odkrywamy coraz więcej zależności
+ ogromna satysfakcja płynąca ze zwycięstwa
+ wyborne sprawdzenie naszych taktycznych zdolności
+ w każdej rundzie odkrywamy coś nowego
+ zbalansowana asymetryczność
+ brak downtime’u

Minusy:
– wykonanie, które wpływa na funkcjonalność
– nie działa tak samo dobrze w każdym składzie



Grę Barrage kupisz w sklepie

Ogólna ocena (9/10):

Złożoność gry (7/10):

Oprawa wizualna (5/10):

Dziękujemy firmie Portal za przekazanie gry do recenzji.


One comment

  1. Avatar

    Bardzo fajna recenzja, mogę się podpisać właściwie pod wszystkim. No, może oprócz tej czystej taktyczności, prosi na BGG twierdzą co innego (późniejsze tury są dużo ważniejsze niż te wczesne pod względem punktowania więc warto się dobrze do nich przygotować, nawet kosztem strat wcześniej). Ale zdecydowanie zgadzam się z główną tezą: fantastyczna gra.

    Chciałbym tylko zauważyć, że jedno zdjęcie jest nieco z innej kopalni..

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Praga: Caput Regni – gra z jajami

Poznawanie gier autorstwa Vladimira Suchego zacząłem od rozgrywki w Pulsar 2849. Tematyka zupełnie nie z mojej bajki, ale mechanicznie tytuł mnie zachwycił do tego stopnia, że z miejsca wszystkie gry pana Suchego trafiły na mój radar. Potem przyszła kolej na Podwodne miasta. Choć gra nie wzbudziła u mnie takiego zachwytu jak wspomniany Pulsar, to w dalszym ciągu trafia na stół dosyć regularnie, co tylko świadczy o tym, że podoba się nie tylko mi, ale i moim współgraczom (szczególnie po uzupełnieniu jej o dodatek Pm: Nowe odkrycia). Odkąd więc Portal Games zapowiedział wydanie polskiej wersji Pragi: Caput Regni  była to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier tego roku. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap