Home / Rzut okiem / Gry rodzinne / Zwierzaki na pokład – ten wredny Noe

Zwierzaki na pokład – ten wredny Noe

boxKiedy pojawiła się możliwość zrecenzowania Zwierzaków na pokład, najpierw pomyślałem: o, kolejna gra dla dzieci, nie moje portfolio, zignorować. Kolejna myśl: pamiętam, że słyszałem bardzo pozytywną opinię o grze Animals on Board i to od jakiegoś zaufanego zagranicznego recenzenta, czy to przypadkiem nie jest ta właśnie gra? To wystarczyło, żebym sięgnął do instrukcji, a w niej znalazłem… grę opierającą się na jednym mechanizmie, a właściwie na jednej prostej zasadzie. Zapowiadającej się na tyle dobrze, że zdecydowałem się ją zweryfikować. A wraz z nią – całą grę Zwierzaki na pokład.

Jeśli w życiu umiesz robić tylko jedną rzecz, lepiej, żebyś robił ją świetnie. Podobnie w grach planszowych – jeśli cała rozgrywka opiera się na jednym triku, to musi on działać perfekcyjnie. Jeśli tak będzie – wyjdzie z tego rewelacja, w przypadku przeciwnym – katastrofa.

Zwierzaki na pokład to w zasadzie jeden trick: ja dzielę, ty wybierasz (pisałem już o nim kiedyś w recenzji Andromedy). Czy został zrealizowany dobrze? Sprawdźmy.

tigres

W Zwierzakach wcielamy się we właścicieli ark (tych, które ratują zwierzęta przed potopem), ale nie w samego Noego. Tak naprawdę Noe jest tu kimś w rodzaju czarnego charakteru, a przynajmniej osobnikiem, który będzie nasze działania skutecznie utrudniał (o tym więcej gdy wspomnę o punktacji). Jak nietrudno się domyślić, nasze wysiłki skupiać się będą wokół zwabienia na własną łódź jak największej liczby jak najcenniejszych zwierząt.

Jak to robimy? Na początku każdej rundy na środku stołu układamy jedno wielkie stado kilkunastu kafli zwierząt o różnych gatunkach i wartościach (w tym jedno zakryte). Następnie po kolei każdy z graczy ma prawo wykonać jedną z dwóch akcji: podziału albo zakupu. Akcja podziału stada pozwala dowolnie rozbić jedno większe stado na dwa mniejsze i w nagrodę wziąć żeton jedzenia. Akcja „zakupu” umożliwia zabranie jednego ze stad na własną arkę, ale tylko wtedy, kiedy możemy zapłacić jeden żeton jedzenia za każde zwierzę w stadzie. I kończy rundę dla danego gracza.

 

pile

Gra kończy się w rundzie, w której jeden z graczy zapełni swoją arkę. Pojedyncze zwierzęta warte są tyle, ile punktów na nich nadrukowano. Stada zwierząt tego samego gatunku punktują tak, jakby każde zwierzę miało maksymalną możliwą wartość.

I gdzie tu ten Noe? Ano wredny Noe zarządził, że tylko on może zbierać pary zwierząt. Zatem wszystkie gatunki, w których pozyskaliśmy dokładnie dwa osobniki, są nic nie warte.

To wszystko. Proste, do wyjaśnienia w minutę. Ale czy działa? Owszem, działa.

arc
Co więcej, wcale nie sprawia wrażenia gry dla dzieci. Decyzje, które podejmujemy w każdej rundzie nie są trywialne, a czynniki na nie wpływające i możliwe taktyki pozwalają trochę pogimnastykować umysł.

Póki stado jest duże trzeba je dzielić – ale jak? Może oddzielić od niego tylko jedno zwierzę, którego i tak nikt nie będzie chciał? A może podzielić na dwa równe stada na tyle duże, żeby nikt nie miał tyle jedzenia, by je kupić? Czy istniejące w stadzie pary rozbijać, żeby utrudniać tworzenie dużych wysokopunktujących stad, czy też właśnie zostawiać licząc na to, że para sama w sobie warta jest zero i bez gwarancji zdobycia kolejnego zwierzęcia jest bardzo ryzykowną inwestycją. A może wiem, że ktoś ma taką właśnie parę i dla niego ten jeden goryl o wartości 1 jest wart swej wagi w złocie?

Gra mimo uroczego wyglądu daje możliwości zagrań naprawdę wrednych. Ktoś ma dużo jedzenia? Rozbijamy stada na jak najmniejsze części, żeby nie mógł zrobić jednego dużego zakupu. Ktoś kupił parę? Uniemożliwiamy mu rozbudowę do stada. A może warto oszczędzić jedzenie, żeby w następnej rundzie wcześniej od innych móc kupić korzystną trójkę albo czwórkę? Jednak pod koniec partii czasem bywa tak, że wszystkie grupy na stole mają dla nas wartość ujemną, bo każda ma jakieś zwierzę parujące się z już przez nas posiadanym…

groups
Jeszcze kilka słów o wykonaniu. W pudełku poza górą solidnych kafelków zwierząt otrzymujemy komponenty do własnoręcznego złożenia niewielkich tekturowych ark. Arki te służą nam potem za podstawki na zdobyte stworzenia, coś w rodzaju stojaków na litery w Scrabble, i wyglądają uroczo (każda ma inne okienka, rysunki na burtach i tak dalej). Problem w tym, że nadal nie opracowałem sposobu, by sensownie umieścić je w pudełku bez rozkładania na części – ledwo się mieszczą, a w dodatku obawiam się, że za którymś razem grozi im połamanie w transporcie. Mając odrobinę mniejsze arki i jakąś wypraskę trzymającą je w jednej pozycji czułbym się znacznie bezpieczniej.

Jedyna rzecz, która nie bardzo odpowiada mi w Zwierzakach to element pamięciowy (to moja osobista preferencja, ktoś może uznać to za zaletę). Zdobyte zwierzęta układane są na naszej arce tak, że tylko my widzimy ich gatunki i wartości. W związku zaś z zasadą punktowania par kluczowe dla wyniku jest, czy zdobywany właśnie przez przeciwnika wielbłąd jest jego drugim, czy trzecim zwierzęciem tego gatunku. Stąd by grać na poważnie warto byłoby mniej więcej pamiętać, co kto skrywa w swojej łódce (nietrudne na dwie osoby, przy czterech już raczej kłopotliwe). Oczywiście można zagrać z domowym wariantem „w otwarte karty” (sprawdzałem, działa, choć nie wszystkim się podoba), ale wtedy nie wykorzystamy tych jakże efektownych tekturowych ark…

Zwierzaki sprawdzają się zarówno w minimalnej, jak i w maksymalnej dopuszczalnej liczbie uczestników (2-4). Oczywiście w pojedynku łatwiej jest ogarnąć to, co zbiera przeciwnik i próbować temu przeciwdziałać. Z kolei w składzie pełnym można ładnie podpuszczać i spychać odpowiedzialność na innych („no przecież nie pozwolisz mu wziąć tych dwóch tygrysów, on wcześniej na pewno brał już jednego”).

foxy
Zwierzaki na pokład to mimo wszystko gra familijna, o banalnych zasadach i błyskawicznej rozgrywce (15-30 minut). Jednak bez problemu sprawdza się również jako filler dla geeków, którzy w pełni świadomie i złośliwie podzielą między siebie dostępną menażerię. Grę testowałem zarówno w gronie mało grającej rodziny, jak i regularnych zawodników lubiących i cięższe tytuły – w obu zrobiła bardzo dobre wrażenie. Przyznaję, że nie weryfikowałem jej na młodszych dzieciach, więc nie mogę zagwarantować, czy dzielenie tak, by sobie pomóc, a innym zaszkodzić nie będzie dla nich nieco zbyt skomplikowane (nominalnie gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 lat).

Zwierzaki od początku wyglądały obiecująco i na szczęście obietnicę wypełniły wzorowo. W swojej klasie ta szybka, niezwykle sprytna gierka jest doskonałym przykładem, jak dobrze zrealizowany prosty pomysł sprawdza się lepiej, niż przekombinowane innowacje.



Grę Zwierzaki na pokład kupisz w sklepie

Ogólna ocena (8,5/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (6/10):

Dziękujemy firmie G3 za przekazanie gry do recenzji.

Odpowiedz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.Pola wymagane są oznaczone *

*