Home / Targi w Essen / Essen 2010 / Norenberc

Norenberc

Norenberc - pudełkoNorenberc, to gra zaprezentowana na ostatnich targach Essen. Autor, Andreas Steding, ma swoim dorobku kilka niebanalnych tytułów jak Hansa Teutonica czy Firenze. Grafikę opracował Josh Capell znany między innymi z ilustracji do Pandemica, Gheos, Endeavor, 1960: The Making of the President czy Wasabi! Czy znani twórcy gwarantują wysokiej jakości produkt? To retoryczne pytanie wymaga każdorazowej weryfikacji.

Zgodnie z obecnie panującą modą, która nawet mi się podoba ;), od razu przygotowano dodatek dla tych, którzy skusili się na zakupy już w Essen.

Dodatek z Essen

Dodatek zawiera kilka postaci, mających urozmaicić grę, gdy już ją dobrze poznamy. Nie jest elementem koniecznym dla zwykłego gracza, ale czarującym uzupełnieniem dla kolekcjonera. Drugim wyróżnikiem potwierdzającym ostatnie tendencje wydawnicze jest bogata zawartość pudełka:

ogrom drewnianych znaczników - waży to niemało...

plansze cechowych kamienic

wypraski z postaciami rzemieślników i mieszczan oraz monetami, herbami, znacznikami graczy i szkatułami

Otwierając Norenberc raczej nie będziemy narzekać na nadmiar powietrza we wnętrzu.

Pudło wypełnione po brzegi!

Pudło wypełnione po brzegi!

Fabuła gry osadzona jest w średniowiecznej Norymberdze, gdzie staramy się pozyskać przychylność cechów rzemieślników i wykorzystać specjalne zdolności mieszczan, by osiągnąć na koniec najwyższy prestiż. By owa historia była bardziej wiarygodna mamy do dyspozycji mnóstwo klimatycznych elementów. Plansze kamienic (ilość używanych kamienic zależy od ilości graczy – zawsze jedna więcej niż graczy) z magazynami na efektowne znaczniki towarów danej gildii oraz całkiem zgrabne herby cechów. Postaci rysowane są specyficzną kreską, która mi przypadła do gustu.

Przegląd szewców - tylko dwóch daje możliwość rekrutacji agentów

Przegląd szewców - tylko dwóch daje możliwość rekrutacji agentów

Imponujące wrażenie robią meeple agentów! (W razie potrzeby można użyć w obronie własnej…)

 

meeple vs agent

meeple vs agent

Są bardzo duże, ale wolę takie niż kapitanów z Vasco da Gama… Do kompletu wyposażenia gracza należą jeszcze karty akcji, żeton spasowania, skrzynia na talary z torem punktacji na odwrocie oraz znacznik punktacji.

parada drewna (dla dendrofilów ;) )

parada drewna (dla dendrofilów ;) )

We wspólnym użytkowaniu są znaczniki towarów.Być może w pierwszej chwili nie każdy skojarzy jakie to towary, zwłaszcza sukno i papier trudno oddać w małym, drewnianym znaczniku, ale rozsądnie zastosowana kolorystyka rozwiewa wątpliwości. Z drugiej strony kształt znaczników i charakterystyczne oblicza rzemieślników nie powinny sprawiać trudności osobom, które mają problemy z kolorami lub podczas rozgrywki w gorzej oświetlonym pomieszczeniu.

 

Zatem pierwsze wrażenie jest jak najbardziej pozytywne i zachęcające do rozgrywki. Słów kilka o wypraskach. Sztancowanie niestety nie jest idealne. Żetony monet i herbów, przynajmniej w moim egzemplarzu, są przesunięte. Dla tych, którzy lubią narzekać na polskie wydania, niech to będzie przykład, że i germańska – przysłowiowa – precyzja, nie zawsze jest rzeczywistością. Natomiast sam proces wyciskania żetonów dla mnie był przyjemnością, bo ani przez chwilę nie miałem obaw o rozdarcie tektury – co zdarza się przy niepełnym sztancowaniu. Również w moim egzemplarzu plansze kamienic są nieco wygięte. Przy rozłożeniu gry na stole bez obrusa może to powodować obracanie się planszy – czasem bywa to irytujące. Prawdopodobnie jest to nieunikniony efekt znacznego obciążenia pudła zawartością. Gra naprawdę waży sporo, bo i drewnianych elementów ma niemało. Wieko pudełka też jest, w związku z tym, wklęśnięte. Te drobne niedogodności nie powinny jednak przesłaniać ogólnej oceny komponentów. Są bardzo solidne, przejrzyste i pełne specyficznego klimatu. A smaczki klimatyczne są tu bardzo sympatyczne. Na żetonach herbów cechów prestiżowych użyto małego herbu Norymbergi, a na planszach punktacji wielkiego herbu tytułowego miasta – bo Norymberga, jako jedno z nielicznych miast, ma dwa odmienne herby… Po wyciśnięciu z wyprasek monet i kafli postaci możemy zająć się przygotowaniem gry.

Autor zamiast jednej typowej, dużej planszy proponuje kilka mniejszych plansz przedstawiających kamienice poszczególnych cechów rzemieślniczych. Dzięki temu skalowanie przygotowania do gry jest oczywiste – o jedną kamienicę więcej niż graczy. Przygotowując mniej plansz, rozkładamy mniej znaczników i kart akcji.

Zmienna jest także ilość wykorzystywanych postaci mieszczan, ale to również prosto obliczamy – zostawiamy w grze po czterech mieszczan na gracza. Kamienice mają swoje numery porządkowe, ale poza obowiązkowym użyciem kamienicy piwowarów (bo na niej jest wydrukowany tor kolejności) pozostałe cechy wybieramy według upodobań estetycznych.

Instrukcja jest bardzo przejrzysta, bogato ilustrowana, pełna przykładów. W I wydaniu mamy cztery najpopularniejsze wśród graczy wersje językowe, a dostajemy dodatkowo kserówkę polskiej wersji. Swoją drogą, to chyba koszt wydruku kolorowego nie jest aż tak wysoki, by nie można było dopieścić polskiego gracza również kolorową broszurką…

Zasady są raczej proste. Gramy tylko cztery rundy, z których ta ostatnia ma szczególne znaczenie, bo daje szanse na pozyskanie aż dwóch fachowców. Nieco przypomina to FabrikManagera, gdzie w ostatniej, piątej rundzie dostaje się podwójny zysk. Ale to luźne skojarzenie, bo Norenberc jest zupełnie inną grą. W każdej rundzie, poprzez agentów, których możemy mieć od 4 do 8, staramy się działać w gildiach. Trzy proste akcje – kupno bądź sprzedaż towarów oraz pozyskiwanie gości wiodą nas do celu jakim jest zdobycie przychylności, a wręcz przewagi w każdej z gildii. Nagrodą za przewagę (określaną przez ilość towarów danego rodzaju jaki posiadamy na koniec rundy) jest zdobycie herbu gildii oraz aktualnego mistrza – musimy jednak zwrócić do magazynu jeden znacznik towaru tejże gildii – jest to mechanizm hamujący potencjalną kulę śnieżną.

Mistrzowie określają ceny towarów oraz wyznaczają jedną z gildii jako wyjątkową, prestiżową. Ponieważ kafle rzemieślników losujemy na początku rozgrywki, zapewnia to różnorodność kolejnych partii. Losowość ta jednako dotyka wszystkich grających, stąd nie psuje nikomu szans. Z drugiej strony jawność przyszłych mistrzów (i określanych przez nich cen towarów) pozwala przygotować sobie plan rozgrywki. W wyjątkowych sytuacjach może się zdarzyć uprzywilejowanie pierwszego gracza w pierwszej turze, gdy ciąg akcji pozwala mu pozyskać wyjątkowo wartościowych mieszczan. Jednak to raczej rzadka sytuacja.

Ciekawy patent zawarł autor w akcji pozyskiwania gości (czyli odwiedzających kamienice cechowe mieszczan i rzemieślników). Oczywiście rosnąca cena za kolejnych gości jest znana z wielu gier, ale decydując się na pozyskanie gościa otrzymujemy coś w rodzaju rekompensaty – tyle talarów ile jest agentów, którzy daną kamienicę już odwiedzili. Wprowadza to interesujące napięcie między decyzją o szybkim zabraniu wartościowego dla nas gościa, a czekaniem aż wartość rekompensaty wzrośnie. Dodatkowo możemy zająć pozycję pierwszego gracza, co znów skutkuje niebanalną decyzją. Co bardziej nam pomoże: być pierwszym, aby móc zdobyć kolejnego gościa, czy zostać w tyle, by obserwować poczynania przeciwników. Koszt pozyskania gościa jest określony w towarach. Zarówno tych danej gildii, jak i z pozostałych cechów.

Daje to kolejny bardzo ciekawy efekt, bo w magazynach znajdują się – po akcji pozyskania gościa – towary spoza gildii! W ten sposób autor ciekawie zasymulował okazje kupieckie. Przewidując działania innych graczy możemy tanio kupić towary, które w tej rundzie mają wysoką cenę w swoich gildiach. Czy je odsprzedamy z zyskiem, czy użyjemy do zdobycia przychylności gildii, to wyniknie z aktualnej sytuacji.

Element losowy związany z rozmieszczeniem gości nie jest zbyt uciążliwy, bo gości uzupełniamy przed kolejną rundą. Zatem tylko wyjątkowo gracz ostatni, w pełnym pięcioosobowym składzie będzie mógł narzekać, że ktoś mu sprzątnął sprzed nosa cennego mieszczanina czy rzemieślnika. Wszystkich dostępnych gości widzimy cały czas i możemy modyfikować nasze plany stosownie do nowych możliwości.

Początek rozgrywki dwuosobowej

Początek rozgrywki dwuosobowej

Początek rozgrywki. Czerwony zdecydował odwiedzić jedną gildię, żółty – dwie. To będzie pierwsza tura.

 

Przygotowany do zdjęcia układ daje do myślenia. Gildia piwowarów ma mistrza dającego dodatkowego agenta! Warto o nią powalczyć (czyli zapewnić sobie największą liczbę znaczników tej gildii na koniec tury). Ale pierwszy gość w tej kamienicy – radny – też dający agenta nowego, ale to kosztem znacznika piwa i innego towaru. Cena piwa będzie rosła, warto je zdobyć póki tańsze… Ciekawe możliwości są u piekarzy. Ceny ciasta będą dramatycznie skakać. Można na tym zarobić! A zgromadzenie ciasta teraz daje nadzieję na herb prestiżowy w drugiej rundzie. Szewcy to aktualna gildia prestiżowa. A pierwszym gościem ich kamienicy jest Grawer (liczy się jak herb przy punktacji). Czy czerwony może zapewnić sobie pierwszeństwo w rozpatrywaniu tej gildii i zdobycie przewagi? Takie oto rozmyślania mogą się kłębić w głowach graczy w czasie rozgrywki. Proste zasady generują niebanalne decyzje.

Z tych prostych zasad, przypomnę – kupno, sprzedaż i zbieranie gości, autor stworzył nielekką mieszankę. Konieczność zwracania uwagi na wiele parametrów i poczynania innych graczy powoduje, że chwila zastanowienia jest konieczna, by nie przegrać z kretesem.

Przy pierwszej lekturze instrukcji można nieco się przerazić, bo autor wprowadził jeden z najbardziej rozbudowanych sposobów końcowej punktacji. Rozbawiła mnie zwłaszcza opinia Bruno Faiduttiego: „Norenberc is […] a game with about forty-twelve ways to score victory points”. I faktycznie jest tych dróg punktowania chyba z dziesięć (nie licząc zasad z dodatku!).

Nie lubię takich rozwiązań. Zwykle nie są one zbalansowane i jedynym efektem jest szukanie optymalnej metody zdobywania punktów, eliminowanie tych słabszych strategii. W Norenberc jest to jednak udana próba zaoferowania graczom różnych dróg do zwycięstwa zależnie od rozstawienia początkowego mistrzów gildii i wylosowanych gości oraz kolejności graczy.

Czasem trafi się układ, w którym cena danego towaru jest od początku wysoka – wówczas można zapomnieć o szaleństwach z dość skromnymi zasobami gotówki. Innym razem większość gości będzie rzemieślnikami – zdobywanie mieszczan jest wtedy dyskusyjne. Wreszcie może być i tak, że początkowa cena towarów jest niska, by w kolejnych rundach wzrosnąć – wówczas pieniądze, tym razem dostępne w sporej ilości, determinują rozgrywkę.

Mimo początkowych obaw, z kolejnymi partiami, zaakceptowałem ten pomysł i daje on, w moim odczuciu, sympatyczną świeżość przy każdej partii. Nie ma gotowych szablonów na zwycięstwo. Na bieżąco należy analizować układ gości, zasoby konkurentów i nadarzające się okazje. Podkreślę przy tym, że nie jest to chaos, a zmiana parametrów początkowych rozgrywki.

Oczywiście – zgodnie z zawartym w grze wprowadzeniem – najważniejsze jest zdobywanie przychylności cechów. Jednak dzięki punktowaniu niemal każdej naszej decyzji, nie ma miejsca na nudę, tudzież automatyczne granie. Z kolei walka o herby cechów zmusza do niemałej interakcji, patrzenia na poczynania konkurentów – zdecydowanie nie jest to gra pasjansowa.

Na dwie osoby gra chodzi bardzo zgrabnie, a przy tym nie jest długa. Przy znajomości zasad partia niewiele przekracza pół godziny. To zasługa reżimu czterech rund, ale zapewne grając z wolnomyślicielem czas ten się wydłuży. Wybory nie są trywialne, a przeniknięcie zamiarów przeciwnika – kluczowe.

Faza planowania, czyli przygotowanie kart gildii, w których chcemy działać jest tym elementem, który spowalnia grę, bo akcje wykonywa się raczej szybko. Jednak niezapomniane są spojrzenia wzajemne, gdy adwersarze obaj się przechytrzą ;)

Rozgrywka w pełnym pięcioosobowym składzie mi daje najwięcej satysfakcji. Jednak może niektórych przerażać ilość parametrów rozgrywki na które musimy zwracać uwagę. Te zaledwie cztery rundy pełne są i zwrotów akcji, i chwil napięcia, jak i satysfakcji z przeprowadzenia składnej kombinacji.

Rozgrywki w gronie pośrednim (3, 4 osoby) w niczem nie ustępują tym skrajnym. Dopasowana ilość komponentów pięknie współgra z zasadami i za każdym razem daje miłą satysfakcję dobrej partii.

Oczywiście w grze z mniejszą ilością osób inaczej trzeba się starać o herby. Przy dwóch osobach możemy zdobyć 3 herby cechów i 4 prestiżowe – stąd możliwość pełnego punktowania za herby (trzeba mieć ich 7 różnych!) są mniejsze niż przy grze pięcioosobowej. Wówczas mamy 10 herbów (6+4) i – wydawałoby się – o ileż łatwiejsze zadanie… Jednak interakcja między graczami jest na tyle mocna, że nadal jest to wyzwanie.

Reguły są bardzo czytelnie napisane. Przykłady nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Trzeba jednak mieć świadomość, że rozstawianie agentów – nie spotkałem takiego w poznanych do tej pory grach… – może na początku sprawiać wrażenie niezrozumiałego. W każdej turze gracze grają od jednej fazy (jeśli wszyscy od razu wykorzystają wszystkich agentów bądź spasują) albo do nawet ośmiu faz, jeśli gracz ma wszystkich agentów i w każdej fazie aktywuje tylko jedną gildię. Po pierwszej rozgrywce jest to jednak oczywiste i daje ciekawe możliwości taktyczne. Z uwagi na bardzo czytelną instrukcję i mnogość zamieszczonych tam przykładów ograniczyłem w tej recenzji opis reguł.

Jedyna rzecz, która wymagała zwrócenia się do Autora z zapytaniem na BGG to zależność między Złodziejem a Domokrążcą. Autor oficjalnie potwierdził, że Złodziej może ukraść towar Domokrążcy, ale pokrzywdzony gracz może umieścić nowy towar na Domokrążcy. A na podkreślenie zasługuje szybkość reakcji P.T. Autora!

Postaci z dodatku nie wywracają rozgrywki, a jedynie ją urozmaicają. Biorąc pod uwagę to, że i tak nie wszyscy mieszczanie biorą udział w grze – przy pełnym składzie bierzemy 20 (5*4) mieszczan spośród 26 podstawowych i jeszcze 8 z dodatku – może się zdarzyć, że to urozmaicenie będzie bardzo umiarkowane.

Mała podpowiedź dla tych, którzy lubią chronić swoje dane osobowe ;)

Żółty bez talara, a czerwony?

Żółty bez talara, a czerwony?

Otóż gracz, który wyda wszystkie talary nie ma możliwości ukrycia tego faktu! Wieko jego skrzyni leży płasko na stole… A wystarczy pusty żeton lub kawałek wypraski przyciąć i dane są należycie chronione!

czerwony też bez talara, ale pusty żeton, kawałek wypraski zapewnia poufność danych!

czerwony też bez talara, ale pusty żeton, kawałek wypraski zapewnia poufność danych!

Norenberc, to jedna z dwóch gier (druga to Fürstenfeld Friedmanna Friesego), na które czekałem w związku z Essen 2010. Bardzo chciałem, by były to produkcje udane. Nie zawiodłem się na żadnej z nich. A Norenberc nawet lepiej się przyjął w naszym klubowym graniu. Lubię większość gier, rzadko trafiają mi się tytuły, co do których czuję się rozczarowany (ale bywały takie…).

 

Komu zatem poleciłbym Norenberc?

Tym, którzy lubią gry:

  • z mechaniką worker placement – została tu ciekawie zaimplementowana;
  • z interakcją umiarkowaną – bo nasze działania mocno wpływają na możliwości i działania oponentów, ale przecież nie wprost (jest co prawda postać złodzieja, ale z moich obserwacji wynika, że czasem więcej pomożemy przeciwnikowi niż zaszkodzimy);
  • bogato wydane – nie ma tu przepychu, ale jako klient czuję się dopieszczony, piękne wydanie!
  • szybkie, a wymagające myślenia –  przywoływałem już pewne skojarzenia z FabrikManagerem;
  • o zróżnicowanym układzie początkowym i bardzo różnym przebiegiem rozgrywki – tu nasuwa mi się kolejne skojarzenie z Ingeniousem (każda rozgrywka jest kompletnie inna!);
  • z rozbudowaną punktacją – niemal każdy nasz ruch może nam przynieść punkty, stąd uwagę trzeba mieć skupioną na rozgrywce;
  • z piwem ;) – gildia piwowarów jest tu, oczywiście, najważniejsza!

Oczywiście dla niektórych powyższe cechy będą kontrargumentami…

Co w grze mi się nie spodobało?

  • Kilka uwag do wykonania, mało istotnych wobec całokształtu, ale trzeba było o tym wspomnieć.
  • Przygotowanie gry jest nieco czasochłonne: rozkładanie towarów, rzemieślników, losowanie mieszczan, zestawy graczy.
  • To także oznacza, że gra wymaga sporo placu, raczej na stoliku w wagonie jej nie zmieścimy ;)
  • Może się trafić układ postaci premiujący pierwszego gracza.

 

Tycjan (4/5) – Wykonanie zarówno jeżeli chodzi o grafikę jak i materiały (wielkość agentów, ilość drewna, drewniane kufle z piwem) na pewno zachęca do gry. Dlatego i ja zwróciłem na nią uwagę przed targami w Essen. Gra bardzo ładnie skaluje się, ale przy większej ilości graczy (zwłaszcza początkujących) może się przedłużać – tłumaczenie działania mieszkańców i ilość decyzji do podjęcia (co sprzedać/kupić i w jakiej kolejności, kiedy zdobyć mieszkańca i go użyć, kiedy spasować i wysłać agenta tylko na dach itp.). Norenberc nie należy do gier odkrywczych jeżeli chodzi o mechanikę, ale podoba mi się tutaj połączenie znanych już rozwiązań w ciekawie działający mechanizm, który daje sporo możliwości wyboru (kolejność wykonania poszczególnych ruchów). Oczywiście po pierwszej/drugiej rozgrywce punktacja bardzo frustruje i zaczyna się myśleć, czy ilość pkt. za herby nie jest jakimś „przegięciem”, a tylko 2 pkt. za uzbierania rzemieślników w sumie o wartości 30+ nie jest bezsensowne. Jednak jeżeli będziemy grali świadomi tego co robią inni gracze i nie będziemy skupieni tylko na swojej wizji na wygranie to już tak łatwo nie jest wygrać na herby. Trzeba starać się przewidzieć plany przeciwników i je pokrzyżować, bo bez tego wygrana może nie przypaść nam. Norenberc lubię właśnie za tą  negatywną interakcję, która daje dużo satysfakcji oraz wybory właściwej kolejności wykonania akcji.

yosz (3- / 5) – Wykonanie jest rewelacyjne co zresztą widać. Sam pomysł na rozgrywkę bardzo fajny. Co z tego skoro po dwóch rozgrywkach nie ciągnie mnie zupełnie do Norenberca. Niby wszystko działa, ciekawe mechanizmy, ale przez całą grę robimy to samo, a na koniec punktujemy za masę różnych rzeczy – co może i jest ciekawe z mechanicznego punktu widzenia, ale jednocześnie strasznie mnie męczy. No i gdyby nie wykonanie to gra byłaby bardzo sucha, a temat przylepiony na siłę. Całe szczęście piweeple, buteeple, ciasteeple ratują tę grę od bycia ‚po prostu kolejną eurogrą’. Do spróbowania, ale nie kupujcie w ciemno, bo możecie się zawieść.

Ogólna ocena (5/5):

Złożoność gry (4/5):

Oprawa wizualna (5/5):

Dziękujemy firmie Rebel.pl za przekazanie gry do recenzji.


11 komentarzy

  1. Jax

    _zawsze_ mnie szokuje jak ktoś narzeka na rozbudowany końcowy scoring, że jest męczący itd. (tak, yosz, do Ciebie piję ;) )

    do diaska! , a może nie grać w ambitne tytuły planszówkowe, są przecież takie męczące… :-/ mozna tylko w Blefa i Wojnę – człowiek się nie zmęczy, a jaki scoring prosty :P

  2. Avatar

    Może męczący to złe słowo. To nie znaczy że nie ogarniam gry, bo scoring w Noremberc czy Hansa Teutonica nie sprawia mi problemu. Może lepsze słowo byłoby ‚upierdliwe’ (ang. fiddly) – nie wiem od czego to zależy. Nie przeszkadza mi to w Agricoli czy 7 Wonders, a już w Norembercu tak.

  3. melee

    Norenberc ma bardzo dużą interakcję (jak na euro). Co do końcowego punktowania – są osoby, które wolą, aby punkty zdobywać przez całą grę, a nie na koniec odczytywać z tabelki. Dodatkowo Norenberc jest trochę upośledzony, bo punkty są głównie za jedną rzecz i na niej trzeba się skupić w czasie gry. Jeśli jednak wszyscy będą co tura chcieli zdobyć herb innej gildii zostawiając swoją poprzednią, to kluczowe jest wstrzelenie się w takie gildie, gdzie w danym momencie nie ma konkurencji. Mechanizm trochę jak W cieniu cesarza – nie należy przywiązywać się do „swoich” przewag. Grałem tylko 2-3 razy, ale na pewno jednak z najlepszych gier z Essen, choć skreśliłem ją przez targami po lekturze, w praktyce wypada znacznie lepiej niż w instrukcji, powstają bardzo ciekawe zależności i zagrania. Swoją drogą – czy ktoś grał w Firenze? Autor artykułu chyba tak, wynika to z tekstu.

  4. Avatar

    Nie przeszkadza mi to w Agricoli (…)

    I dlatego ją sprzedałeś ;-)

  5. Avatar

    Sprzedałem ją z innego względu. Kurde co jest? Dzień czepiania się yosza o każde słówko?

  6. Avatar

    Ciekawe yosz, że to piszesz, bo ja mialem wcześniej napisać do jax`a żeby się nie przejmowal jakimiś dziwnymi wadami, które podają czasami recenzenci, gdyż miejscami to przypomina takiego doświadczonego krytyka… musi coś znaleźć jak coś opisuje, bo tak by bylo, że się nie zna i jest kiepski ;).

  7. Avatar

    No to się nie znam i jestem kiepski: nie podoba mi się Noremberc ;)

    Sprzedałem Agricolę, Steam i chcę sprzedać Caylusa. Nie znam się i jestem kiepski ;)

    A tak na marginesie: nie napisałem, że Noremberc mi się nie podoba z powodu punktacji. Napisałem tylko, że mnie męczy. A sama gra po prostu mnie nie porwała, głównie dlatego, że jest monotonna i sucha.

  8. Jax

    Biedny yosz… Oszczędzę już mu dalszych docinków ;)

  9. Avatar

    Jak rozumiem – dzisiaj czepiamy się yosza, więc też się przyłączę.

    Yosz – nie garb się! I brzuch wciągnij! I szyję umyj!

  10. Andy

    Ja się yosza nie czepiam – zmęczony jakiś dziś jestem.

  11. Avatar

    Asiok: TAEST!
    Andy i Jax: dzięki za łaskawość ;)

    A czepiajcie się jak chcecie – ostatnio coraz lepszy jestem w robieniu laleczek voodoo

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*