Home / Artykuły / Felietony / Polcon 2014 – czyli geek w Bielsku – Białej

Polcon 2014 – czyli geek w Bielsku – Białej

Polcon 2014Nie jestem fantastą pełną gębą. Blisko mi do s-f, jeszcze bliżej do post-apo, a najbliżej do industrializmu. Ale jestem geekiem gier planszowych i jako geek także mogę się dobrze bawić na Polconie. Motywy fantastyczne są przecież w grach planszowych obecne, a nawet jeśli ich akurat nie ma – też można na Polcon przyjechać. Bo na Polconie, przynajmniej w tym roku, było mydło i powidło! Nie mam porównania do lat ubiegłych, ale to, co zobaczyłam nieco mnie zdziwiło. Ale cofnijmy się do początków tej historii…

Znalezienie umiejscowienia konwentu, jeśli nie zna się Bielska- Białej, nie jest sprawą łatwą. Tym bardziej, gdy nagle w samym centrum miasta, na środku ruchliwej ulicy Krzysiek Hołowczyc milknie wskutek zawieszenia GPiesa. Stajemy więc gdzie bądź i rozpytujemy ludzi. Nikt nic nie wie, czeski film. Plakatów zero, drogowskazów tym bardziej. Nic to, ostatecznie zaparkowaliśmy pod dużą galerią handlową i pomalutku ciągniemy w stronę celu dzięki panu, który szczęśliwie szedł w pożądanym przez nas kierunku. Ale on także nie słyszał o Polconie. Na szczęście, konwent odbywał się obok już bardziej znanego mu kościółka „na górce”.

Jesteśmy. Majestatyczne budynki Wyższej Szkoły Administracji nadają imprezie na wejściu pompatycznego charakteru. (Jak się później okaże, jest to złudne wrażenie). Z dala widać białe namioty. Przez chwilę nie wiemy dokąd się skierować po wejściówkę, ale wszyscy są mili, wskazują drogę. Mamy przepustki. I plan imprezy. I plany budynków.

Białe namioty kontrastowały z wieloma uczestnikami ubranymi w stylu gotyckim.

Białe namioty kontrastowały z wieloma uczestnikami ubranymi w stylu gotyckim, którzy akurat nie chcieli wejść w kadr ;)

Hol główny.

Hol główny.

W holu głównym dużo stoisk i ludzi. Ale nie jest to taka masówka, jakiej się spodziewałam. Cóż, trzeba odżegnać się od skojarzeń z zagranicznych telewizyjnych relacji. Ale jest dobrze. Ogromny baner reklamujący Bang – Grę Kościaną i kilka stolików wydawnictwa Bard gotowych do prezentacji. Czy Dziki Zachód to też fantastyka? Patrzę na ulotki z planem i szybko wyszukuję słowa klucze. Jest: „Strefa gry”. Biegniemy po schodach… pusto. Może trzymam plan do góry nogami, a może to nie ten budynek? Sprawdźmy na drugim piętrze, tam  powinien być Games Room… uff, jest. Na wejściu spotykam kolegę z wodzisławskiego klubu, już trochę pooglądał, za chwilę będzie siadać do gry, którą ze sobą przywiózł. Zawsze podziwiam takich ludzi, przejeżdżają grube kilometry, aby zagrać w grę, którą mają w domu :) Ale ale, czyż ja na Pionku nie robię podobnie? Co gorsza, gram w gronie kolegów z Wodzisławia! Ach, te stuknięte geeki…

Po wejściu na piętro trafiamy do krainy Kragmorthy.

Po wejściu na piętro trafiamy do krainy Kragmorthy.

Nie wiadomo, które indywidua dziwniejsze: zombie czy gracze ;)

Nie wiadomo, które indywidua dziwniejsze: zombie czy gracze ;)

Games Room okazuje się nieduży. Składa się na niego kilka średniej wielkości sal i hol. Najpierw w oczy rzuca się Kragmortha nadnaturalnych rozmiarów. Wzbudza zainteresowanie osób postronnych, które zawędrowały na to piętro. Dalej stoliki, banery, prezentacje. Jest też sklepik z grami i dużo znanych twarzy. Marzy mi się najazd rodem z Litwy – może w przyszłym roku opanujemy cały konwent?

Chwila spędzona przy stoisku i magia kolorowych pudełek zaczyna działać. Niedzielni gracze nie wiedzieli gdzie podziać oczy.

Chwila spędzona przy stoisku i magia kolorowych pudełek zaczyna działać. Niedzielni gracze nie wiedzieli gdzie podziać oczy.

Wielbłądy przebiegały i przebiegały...

Wielbłądy przebiegały i przebiegały…

W strategicznym miejscu usytuował się niemalże ciągle zajęty stolik do gry w laureata tegorocznej nagrody Spiel des Jahres – Przebiegłe Wielbłądy. Przedstawiciel wydawnictwa nie wykazuje jednak entuzjazmu związanego z otrzymaną nagrodą. To jeszcze nie ten czas, aby przełożyła się ona na wymierne wyniki sprzedaży.

Ciekawy pomysł na prezentowanie okładki :)

Ciekawy pomysł na prezentowanie okładki :)

Przycupnięci nieco z boku, ale niezwykle malowniczy są chłopaki z Board&Dice. To oni są odpowiedzialni za Piwne Imperium, a obecnie promują swój nowy piwowarski tytuł „Dice Brewing”. Ciekawe, jakie hobby mają ci zapracowani mężczyźni? ;) Premiera gry zaplanowana jest na połowę października, a my mieliśmy okazję oglądać naprawdę dobre ostateczne grafiki. Jak zdradza autor, w kwestii wykonania uczyniono duży krok naprzód względem Piwnego Imperium, a sam pomysł na mechanikę zaczerpnięto z gry King’s Forge, w której kości także odgrywały kluczowy czynnik produkcyjny. Gra o warzeniu piwa zawiera dwa warianty: prostszy z odsłaniającymi się stopniowo możliwościami i bardziej zaawansowany, gdzie już od samego początku mamy niezły arsenał zagrań do wyboru. Sądząc z reakcji grających, tytuł przypadł do gustu nie tylko smakoszom złotego trunku.

Dice Brewing: niezbyt duże elementy, ale chce się grać!

Dice Brewing: niezbyt duże elementy, ale chce się grać!

Jedna z miłych dla oka kart

Jedna z miłych dla oka kart

Plansza warzelnika

Plansza warzelnika

Dalej, w głębi holu natrafiamy na cztery sale. To pieczary wydawców: Portalu, FGH, Phalanx, Cube: Factory of Ideas i Trefl.

Pole bitwy.

Proszę państwa, pole bitwy.

Jednostki wyglądają wyjątkowo nieklimatycznie. Czy to na pewno Portal?

Jednostki wyglądają wyjątkowo nieklimatycznie. Czy to na pewno Portal?

Portal prezentuje Waleczne Piksele, Unitę i oczywiście Osadników: Narodziny Imperiów. Waleczne Piksele przytłaczają ilością tekstu na kartach, który jednak podobno należy ogarnąć tylko podczas pierwszej rozgrywki. Później wszystko załatwia ikonografia. Dla miłośników taktycznej naparzanki na wyimaginowanym polu bitwy – w sam raz.

Wszyscy uśmiechają się na widok aparatu. Najwidoczniej nikt nie jest ścigany przez policję ;)

Wszyscy uśmiechają się na widok aparatu. Najwidoczniej nikt nie jest ścigany przez policję ;)

Jak dla mnie, trochę to za małe.

Jak dla mnie, trochę to za małe.

Osadnicy cieszą się sporą popularnością, szczególnie, że za pomocą jednego egzemplarza można rozgrywać dwie partie równocześnie, dzieląc się taliami poszczególnych imperiów i kupką zasobów. Przysiadam się do Windziarza, który jedzie swoim egipskim walcem po Rzymianach współgracza. Jako widz mam wrażenie, że informacje na kartach są ciut za małe. Czcionka mikroskopijna, oznaczenia jakby giną w zalewie kolorów. Ale nikt na to nie narzeka, więc pewnie to tylko wrażenie widza. Obok gra matka z synem i jego kolegą / dwoma synami (niepotrzebne skreślić). Ewidentny dowód na to, że przy tej grze mogą się dobrze bawić naprawdę wszyscy. Zagaduję Łukasza Piechaczka, przypominam jakimi jesteśmy dobrymi kolegami… ;) A Unita leży sobie w kątku przez nikogo nie trapiona. Gra, choć prezentuje się wyjątkowo pięknie, ma w sobie pewną suchość, która najwidoczniej nie przyciąga. Nawet mnie. Mijam ją lekkim muśnięciem palców, gdy wychodzę z Sali.

Wygląda znajomo? Odgrzewany kotlet też może smakować, gdy poda się go na innym talerzu... (ale wymyśliłam...)

Wygląda znajomo? Odgrzewany kotlet też może smakować, gdy poda się go na innym talerzu

Chlopcy z wydawnictwa FGH

Chlopcy z wydawnictwa FGH

Klimat zachęcał wielu do gry

Klimat zachęcał wielu do gry

Przy stolikach Fabryki Gier Historycznych, które rozłożone są także w holu stale można spotkać dwóch autorów Adama Kwapińskiego i Michała Sieńko. Robimy sobie sesję zdjęciową. Ania Polkowska (BoardgameGirl) pstryka nam fotkę za fotką każąc powtarzać coś dziwnego o świnkach (?) Pomaga. Jedno ze zdjęć nadaje się nawet do publikacji ;) Fabryka prezentuje przede wszystkim swoje nowe dzieło First to Fight, o którym już pisaliśmy. W sali ociekającej krwistą czerwienią prezentowane są także nieco starsze tytuły oraz gościnnie gra Przepustka wydawnictwa Alter. Wygląda całkiem nieźle, zaopatruje się więc w pudełko, dzięki któremu już wkrótce przeczytacie recenzję tej gry. Adama spotykam później w kolejce do stołówki. Serwują tam różne mięsiwa, fasolkę po bretońsku i to, co mnie osobiście interesuje najbardziej – tort! Adam szybko wcina i wraca na posterunek, gdzie czekają kolejni chętni na partyjkę.

First to Fight w pełnej okazałości

First to Fight w pełnej okazałości

 

Autor wprowadza w arkana planszówek i wojny nowe pokolenie Polaków.

Autor wprowadza w arkana historycznych planszówek nowe pokolenie Polaków.

Adam Kwapiński i Michał Sieńko. A pośrodku jakaś dziwaczka.

Adam Kwapiński i Michał Sieńko. A pośrodku jakaś dziwaczka.

Mroczne wnętrza Fabryki Gier Historycznych

Mroczne wnętrza Fabryki Gier Historycznych

Niezwykle sympatyczne wiedźmy. (Miotły zostawiły poza kadrem).

Niezwykle sympatyczne wiedźmy. (Miotły zostały poza kadrem).

Phalanxi lubują się w mapach.

Phalanxi lubują się w mapach.

U Phalanxów królują wiedźmy, czyli dziewczyny w bardzo klimatycznych kapeluszach. Spotykam Dominikę Gorgosz, pokazuje mi Magnatów. Prezentują się okazale, grafiki rodem z muzealnych obrazów, wąsacz na okładce zachęca do gry mimo srogiego wyrazu twarzy. Niestety, nikt akurat nie gra i nie mam kogo spytać o wrażenia. Okazjonalni gracze obsiedli bowiem Wiedźmy (już w formie gry, a nie ładnych dziewcząt) oraz ekskluzywne wydanie Ankh Morpork pełne prześlicznych figurek. Niestety, w polskiej edycji takowych brak. Ale reklama dźwignią handlu, więc gra przykuwa wzrok.

Czy gra będzie tak samo twarda?

Czy gra będzie tak samo twarda?

Welcome to muzeum!

Welcome to muzeum!

Summoner Wars były namiętnie ogrywane przez młodych mężczyzn

Summoner Wars były namiętnie ogrywane przez młodych mężczyzn

Przed kolejną salą na stolikach rządzą Mistrzowie Przywołań, czyli ukochane dziecko Tomka Gałkowskiego z wydawnictwa Cube: Factory of Ideas. A w środku sali nieco zaskakująco. Wydawnictwo Trefl, z którym CFoI współdzieli salę, nie kojarzyło się dotąd z propozycjami dla graczy zaawansowanych. A tu niespodzianka! W nowej serii gier o tajemniczej nazwie Joker Line znajdziemy takie tytuły jak Steam Park, Korsar (pisałam o tej grze o tutaj), czy najnowszy pomysł naszego redaktora naczelnego Piotra Siłki pod wdzięczną nazwą Kryptos. Jak mówi przedstawiciel Trefla, gra przypomina trochę starego dobrego Masterminda.

Musze przyznać, że wydanie Steam Park przez Trefl wzbudziło mój szacunek.

Musze przyznać, że wydanie Steam Park przez Trefl wzbudziło mój szacunek.

Polskie grafiki do gry Korsar.

Polskie grafiki do gry Korsar.

Mastermind undercover? Gra zbiera dobre opinie.

Mastermind undercover? Gra zbiera dobre opinie.

Pani była dobrze przygotowana do tłumaczenia zasad. Trzeba to docenić, bo na prezentacjach różnie z tym bywa.

Pani była dobrze przygotowana do tłumaczenia zasad. Trzeba to docenić, bo na prezentacjach różnie z tym bywa.

Zasiadam do gry w Korsara. Jest to jedna z najbardziej niedocenianych gier karcianych, jakie znam. Ciekawa jestem, co się zmieniło w wersji graficznej. Polska edycja, jak się okazało, stanęła pośrodku dając nam narysowane lekką ręką kolorowe ilustracje, pozbawione dostojności edycji niemieckiej, ale i bez karykatury, do której sięgnęła z kolei wersja amerykańska. To, co na pewno wyszło na plus, to siła kart oznaczona liczbą a nie symbolami czaszek, które dotychczas narysowane były poziomo, co kazało rozczapierzać karty w dłoni. Z drugiej strony, żółty kolor korsarzy zlewa się na ręce ze złotym kolorem statków handlowych. Ale to detal. Tylko czemu gra nie nazywa się z polska – Korsarz? Zapomniałam spytać. Ach, ta skleroza.

Nie jestem złośliwa. Nie lubię krytykować. Ale ta okładka jest po prostu straszna...

Prototyp gry Ta Ziemia (wyd. Centrum Myśli Jana Pawła II). Nie jestem złośliwa. Nie lubię krytykować. Ale ta okładka jest po prostu straszna… :)

 

Prototyp gry Ta Ziemia (wyd. Centrum Myśli Jana Pawła II). Jak na grę o sprawach dobra, taki jakiś ponury...

Jak na grę o sprawach dobra, wygląd taki jakiś ponury…

Ciekawa postać :)

Ciekawa postać :D

Gadżety związane z ratowaniem świnek morskich sprzedawały się zadziwiająco dobrze. Widać, że interesujący ludzie mają dobre serca i ochoczo pomagają w ratowaniu tych miłych stworzonek.

Gadżety związane z ratowaniem świnek morskich sprzedawały się zadziwiająco dobrze. Widać, że interesujący ludzie mają dobre serca.

Nadchodzi wieczór i umówione spotkanie w redakcyjnym gronie. Trochę się spóźniam (trzeba mieć wejście!), wszyscy już czekają przy rozłożonym prototypie Aquapshere. Grało się świetnie, wrażenia opisałam już tutaj.

Opuszczam ten fantastyczny świat. Odczuwam jednak niedosyt tej fantazji. Co prawda były Orki i Elfy w Summoner Wars, dziwne stworki w Kragmortha i magiczna plansza do Unity, ale Polcon stał się już domem nie tylko dla tego gatunku. Niech o tym świadczy chociażby stoisko… miłośników świnek morskich!

W drugim budynku prelekcje na tematy różne i różniste oraz królestwo gier komputerowych. Tych bardzo starych, jak i całkiem nowoczesnych. I sala 3D. Siadam na krzesełku. Na głowę zakładam specjalne gogle, na uszy słuchawki. Rozpoczynam zabawę na mega huśtawce. Wszystko jest jak w prawdziwym świecie, na początku nawet nieźle przewraca mi żołądkiem. Tylko obraz jakiś niewyraźny. Prowadzący pyta, czy mi się czasem wzrok nie pogorszył. Ostatecznie uznajemy, że jestem wybredna i winna jest pewnie starsza wersja programu. Czekam, gdy za kilka (kilkanaście?) lat nie będzie trzeba wychodzić z domu, aby wirtualnie zwiedzić każdy zakątek świata.

Kiedyś chciałam być jak księżniczka Lea. Teraz widzę, że minęłabym się z powołaniem

Kiedyś chciałam być jak księżniczka Leia. Teraz widzę, że minęłabym się z powołaniem

Nie tak wyobrażałam sobie duży konwent fantastyki. Może to wina umiejscowienia? Zamiast kilku pojemnych hangarów i pielgrzymek dziwnych postaci, labirynt korytarzyków i małych pomieszczeń. Czasem przechodzimy kilkadziesiąt pustych metrów, aby trafić do pokoju, w którym… sprawdza się poziom cukru i mierzy ciśnienie. I nie robią tego wampiry, krasnoludki ani syrenki. Albo znienacka trafiamy do małej salki przy pustym korytarzu, w której rządzi żołnierz z Gwiezdnych Wojen. Logistyka szwankuje, psuje klimat wielkiej imprezy. Ale na szczęście są gry. A ja przyjechałam na gry. Przyjechałam na Polcon jako przedstawiciel swojej rasy. I jako taki bawiłam się całkiem nieźle :)

Wraz z wice-naczelnym zapraszamy na przyszłoroczny Polcon!

Wraz z wice-naczelnym zapraszamy na przyszłoroczny Polcon!

 

One comment

  1. Avatar

    Odnośnie Spiel des Jahres
    Pytanie brzmiało mniej więcej tak: „Jestem ciekawa czy ludzie rzucają się na grę nagrodzoną Spiel des Jahres” (+ gestykulacja i fajna intonacja)
    Moja odpowiedź brzmiała, że klient nie ma powszechnej świadomości o tej nagrodzie, bo skąd niby ma wiedzieć. Za to w branży jest duże zainteresowanie – sprzedawcy i recenzenci. Przyznaję nie podskakiwałem, ani nawet nie gestykulowałem. Chyba widać było jak chętnie ludzie grają i jaka jest zabawa przy planszy.

    To może teraz sporo oficjalnego entuzjazmu: Gra została w ciągu miesiąca zrecenzowana u najważniejszych blogerów i nie musiała czekać w kolejce – Wookie 9/10, Game Troll 5/6, Powermilk 9,5/10, Pełną Parą 8/10 jako gra rodzinna, Sheherazade bez oceny albo znakomite opinie, Gram na planszy – znakomita recenzja, Przystanekplanszowka to samo.
    Gra po miesiącu od premiery kończy się w magazynie. Dodruk jest zlecony, ale najprawdopodobniej zanim dotrze do nas gra u wydawcy nie będzie dostępna.
    Ale czy to jest choćby 1/10 sprzedaży w Niemczech? Na pewno nie. Tam SdJ jest obecne od 36 lat, tam o nagrodzie pisze się w najważniejszych dziennikach krajowych, mówi się w tv. Sprzedaż zeszłorocznego Hanabi to ponad 600 tys egz.

    Tomek Międzik, Medicus
    Lucrum Games

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Ostatnia próba – Detektywistyczny destylat

Na Wspieram.to trwa właśnie zbiórka katowickiej kawiarni Ludiversum zorganizowana w związku z ogólnie panującą obecnie sytuacją, o której wszyscy bardzo dobrze wiemy. Ciężko prowadzić lokal, który oprócz kawy oferuje odwiedzającym planszówki i miejsce do grania, kiedy nie można wpuszczać nikogo do środka. Warto zajrzeć. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap