Home / Rzut okiem / Fantasy Crystals – cudze chwalimy swego nie znamy?

Fantasy Crystals – cudze chwalimy swego nie znamy? rzut okiem, zapowiedź

Już w czwartek ruszają Targi Essen 2019 – święto o którym zapewne słyszał i którym interesuje się każdy miłośnik gier planszowych. A ilu z Was wie, że w już poniedziałek 28 października rusza na wspieram.to kampania gry Fantasy Crystals, autorstwa Macieja Czaplickiego? Bo jeżeli ktoś z Was o tej grze nie słyszał to może warto to nadrobić, żeby w szale essenowego szaleństwa nie przegapić fajnego rodzimego tytułu?

Kiedyś, szmat czasu temu robiłem w ramach serii Jestem z Polski przegląd naszych rodzimych gier dwuosobowych [LINK]. Od tego czasu liczba gier polskich autorów znacznie urosła, ale myślę, że jakbym miał ten ranking obecnie aktualizować to Fantasy Crystals miałoby na nim pewną pozycję. Co prawda byłoby to lekkie oszustwo, bo formalnie ma to być gra do czterech osób, jednak wydaje się, że to właśnie wariant dwuosobowy będzie w tym tytule odgrywał wiodącą rolę.

O czym jest więc ten tytuł? Ano jest to gra pojedynkowa, w której dwoje graczy (w wariancie na 4 osoby – dwie drużyny) będą rekrutować i tworzyć swoje armie, które po ustawieniu czterech jednostek stoczą ze sobą bitwę zdobywając chwałę za pokonanych wrogów i bogactwo w postaci cennych kryształów mocy.

Mechanicznie gra działa w bardzo prosty sposób. Na początku każdej rundy (a gramy ich cztery) tworzymy wystawki – trzy jednostki dla mnie, trzy dla przeciwnika. Z obu wystawek gracze jednocześnie, w tajemnicy przed przeciwnikiem wybierają jedną kartę, którą następnie wstawiają na pierwsze wolne miejsce pola bitwy.

Po tym jak gracze dokonają wyboru, wystawka zostaje obrócona, a wolne miejsca uzupełniane są o nowe jednostki. Oznacza to, że teraz przeciwnik będzie dokonywał wyboru z dwóch kart, których my nie wybraliśmy i jednaj nowej, która została właśnie dociągnięta.

Czynność taka zostaje powtórzona czterokrotnie, aż zapełnią się wszystkie wolne miejsca na polu bitwy, po czym następuje starcie. W tym momencie jednostki stojące naprzeciwko siebie dokonują jednoczesnego ataku zadając sobie wzajemnie obrażenia. Jeżeli ilość zadanych ran jest większa niż liczba punktów życia przeciwnika, zostaje on zabity i trafia jako trofeum na nasz discard (przyniesie on nam punkt zwycięstwa). Jeśli natomiast nie uda nam się zadać odpowiedniej liczby ran, to jednostka albo wraca w chwale do swojego obozu (ląduje na discardzie swojego właścicielawówczas przyniesie mu PZ), albo przeistacza się we wzmocnienie i będzie dawać dodatkowe zdolności jednostce, która wejdzie w jej miejsca w kolejnej bitwie.

Z rdzenia zasad to wszystko, pozostają jednak jeszcze twisty sprawiające, że rozgrywka nie jest banalna czy powtarzalna. Zacznijmy od zdolności wojowników. Dzięki nim wystawiona jednostka może, np. zaatakować pierwsza nie narażając się na kontratak, wzmocnić siebie lub sojuszników kryształami, zmieniać pozycję na polu bitwy burząc w ten sposób plany przeciwnika czy niwelować zdolności specjalne wroga.

Poza zdolnościami samych wojowników specjalne profity mogą nam też przynieść posiadane przedmioty (mamy ich 4 na całą grę), czy bohaterowie. Oba te rodzaje kart mogą wspomóc naszego wojownika dodatkowymi zdolnościami, punktami zdrowia czy siły, przechylają nieraz szalę zwycięstwa na naszą korzyść.

Na osobny akapit zasługują też występujące w grze kryształy. Po umieszczeniu na jednostkach wzmacniają one ich siłę. Z drugiej strony jednak w przypadku śmierci jednostki wzmocnionej kryształami, przypadają one przeciwnikowi, który na koniec gry zmieni je w punkty zwycięstwa. Z mocy kryształów trzeba więc korzystać rozsądnie, bo ich utrata może przynieść niekiedy więcej strat niż korzyści.

Partie kończymy po czterech rundach (bitwach), po których liczymy punkty zwycięstwa (karty + kryształy).

To co cieszy w Fantasy Crystals to proste, przystępne zasady i krótki czas rozgrywki. Ja grałem z 8-latkiem. Zasady chwycił w zasadzie od razu, a drugą partię udało nam się rozegrać w niecałe pół godziny (pierwsza, zapoznawcza zajęła nieco dłużej). Dobrym pomysłem jest podzielenie jednostek na posiadające mniej i bardziej agresywne cechy, dzięki czemu grając z dzieckiem możemy ograniczyć ilość negatywnej interakcji w grze. Duży plus należy się też za świetne, baśniowe grafiki (grałem w prototyp, ale ilustracje w zasadzie były już finalne). Nieco mniej mi się podobał wariant czteroosobowy, w którym kooperujemy w dwóch drużynach, ale warto zanotować, że wariant taki występuje, na wypadek gdyby przy stole zebrała się większa liczba graczy.

Jakbym miał się pokusić o ustalenie profilu graczy, do których Fantasy Crystal miałby trafić, to obstawiam, że gra mogłaby się spodobać przede wszystkim osobom lubiącym dwuosobowe pojedynki w klimacie fantasy w stylu Hero Realms, Altarii czy Monolith Arena, a także szukającym niebanalnego tytułu, w który można zagrać już z 8-10 letnim dzieckiem.

Żebyście mogli się jednak sami o tym przekonać, gra musi się najpierw ufundować, dlatego też zachęcam do odwiedzenia w najbliższy poniedziałek platformy wspietam.to, na której Fantasy Crystals będzie walczyć o ufundowanie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*