Home / Recenzje / Gry jednosobowe / Rush Hour – Thinkfun

Rush Hour – Thinkfun

Wszystko zaczęło się od ostatniego Planszówkonu. W niedzielę podczas rozgrywki w Key Largo dosiadł się Cieślik, współwłaściciel sklepu Gryf i zaczęliśmy rozmawiać o tym w co ostatnio grał. Padła tutaj tajemnicza dla mnie nazwa Thinkfun. Tajemnicza ponieważ niespecjalnie orientuję się w łamigłówkach. Cieślik był trochę zdziwiony moją ignorancją, ale kontynuował. Opowiadał o poszczególnych tytułach, które pojawiły się w jego ofercie i sprawiają mu dużo frajdy. Słuchałem to go jednym uchem, to drugim kontrolowałem przebieg rozgrywki w Key Largo. Jednak w pamięci zapisały się dwa skojarzenia – Thinkfun i fajne.

Drugi bodziec przyszedł już z informacji na www.gry-planszowe.pl. Firma Logorajd, będąca partnerem amerykańskiej firmy Thinkfun rzuciła na nasz rynek ich pierwsze produkcje i można je już dostać w niektórych sklepach. Komentarze osób, które przy nich się bawiły były na tyle pozytywne, że stwierdziłem, że warto zainteresować się tematem szerzej. Przejrzałem stronę polskiego i amerykańskiego producenta. Poczytałem opinie w sieci. Tak, podejrzenia się potwierdzały – te łamigłówki mogły trafić w moje preferencje. Fajnie, kolorowo i optymistycznie wykonane. Wzbogacone o jakiś sensowny temat przekształcający suche przesuwanie paru klocków na przykład w wyjazd samochodem z parkingu w godzinach szczytu. Podobają mi się takie życiowe łamigłówki w odróżnieniu od tych zimnych z serii Cast :)

Padła wreszcie decyzja – spróbuję jedną z nich. Może też żonie się spodoba. Wybór padł na Rush Hour, czyli przed chwilą wspomniane wydostanie się czerwonym samochodem z zatłoczonego parkingu. Pierwsze wrażenie potwierdziło komentarze o ładnym wykonaniu. Kolorowe, plastikowe, ładnie wyprofilowane samochody. Przemyślnie skonstruowana „plansza” o budowie wyspecjalizowanej do ewentualnych podróży.

Przygotowanie do zabawy zajmuje tylko chwilę. Mała szufladka zawiera 40 zadań o różnym poziomie trudności. Wyciągamy z szufladki dane zadanie i umieszczamy je w specjalnym otworze, tak, że mamy je cały czas przed sobą. Następnie umieszczamy samochody i ciężarówki w pozycji startowej i do roboty! Zasady są banalnie proste. Trzeba przeprowadzić czerwony samochód przez wyjazd na planszy. Aby to zrobić musimy usuwać mu z drogi inne pojazdy. Każdy z nich można przesuwać albo tylko w pionie albo tylko w poziomie. Człowiek w dzieciństwie miał styczność z mnóstwem łamigłówek opartej na tej zasadzie, ale całe wykonanie Rush Hour i zabawna tematyka sprawia, że potrafi być to wciągające. Zapomina się, że pomysł nie jest wcale nowatorski.

I tak sobie teraz każdą krótką przerwę wypełniam jakimś zadaniem z Rush Hour. Gdy czekam aż woda się zagotuje, gdy na komputerze coś się przetwarza, gdy za chwilę mają goście przyjść, w każdym z takich momentów siadam i ustawiam samochodziki. Wcześniej bym pewnie włączył telewizję albo coś obejrzał na Internecie bo nic sensownego nie da się zrobić w ciągu 5 czy 10 minut. A teraz mam od tego zabawkę od Thinkfun. Sprawdza się znakomicie w takich sytuacjach.

Oczywiście nie sądzę żeby starczyło to na jakoś specjalnie długo. Zadań jest 40 w czterech różnych poziomach trudności: początkujący, średniozaawansowany, zaawansowany i ekspert. W każdej kategorii po 10. Pierwsze 20 robi się prawie z automatu, są dość proste. Trochę więcej czasu zajmuje poziom zaawansowany, ale też nie ma co przesadzać. Jeżeli podejdziemy do nich z zaangażowaniem to wielkim wyzwaniem nie są, choć przyjemność w rozwiązywaniu sprawiają – to bez dwóch zdań. Z eksperta na razie zdążyłem tylko 3 rozwiązać, trochę trzeba pogłówkować, ale też wybitnie trudne nie są. Tak więc czy opłaca się coś takiego za aż około 50 złotych?

Moim zdaniem jak najbardziej. Sprawiają dużo frajdy, zadania można spokojnie powtarzać, nawet kilkakrotnie. Wszystkich szczegółów rozwiązania się raczej nie zapamięta. Ale co najważniejsze Rush Hour bardzo spodobał się Alicji i też przy nim wytrwale majstruje. Ma momenty zupełnego nic nie robienia, gdy po karmieniu oczekuje aż dziecku się odbije albo je usupia :). I co wtedy? Wtedy właśnie jedną ręką wydostaje czerwone auto z parkingu jak na załączonym poniżej obrazku.

Polecam pomimo wysokiej ceny w stosunku do długości zabawy i sam przymierzam się do kolejnych produkcji z kolekcji Thinkfun. Następny pewnie będzie TipOver albo River Crossing. Warto jeszcze dodać, że Rush Hour doczekał się trzech dodatków z zadaniami oraz dwóch klonów gdzie pociągi albo zwierzęta zastąpiły samochody.

5 komentarzy

  1. Jacek Nowak (ja_n)

    Potestowałem sobie wszystkie trzy łamigłówki w wersji online na stronie producenta. I muszę powiedzieć, że Rush Hour i River Crossing nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia. Za to Tip Over bardzo mi się spodobała. Pomysłowa i skomplikowana, zadania są stworzone z polotem. Gdybym miał kupować, zacząłbym od tej właśnie.

  2. Gra moim zdaniem dużo traci w wersji on-line. Fajnie się przesuwa w realu te samochodziki :)

  3. Chętnie bym sie w coś takiego pobawił, ale boję się, że w dwa dni rozwiążę wszystkie zadania i zapamiętam rozwiązania lub stworzę algorytm rowiązywania. Chętnie sprawdzę, że to nieprawda, tzn. chętnie bym pożyczył tak na tydzień.

  4. Dwa dni w zupełności wystarczą, żeby wszystko rozwiązać. Jest też oczywiście algorytm, który pozwala szybciej znajdować rozwiązania, jednak i tak frajda jest. Oczywiście ci pożyczę, nie ma problemu.

  1. Pingback: Katamino

Odpowiedz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.Pola wymagane są oznaczone *

*