Home | Felietony | Dobry Pancho, Zły Pancho – „Magazyn o planszówkach”

Dobry Pancho, Zły Pancho – „Magazyn o planszówkach”

❍ Reading Time: 4 minutes

Dobra nowina nastała w polskim światku gier nie-elektronicznych. Poruszyła tłumy graczy i wlała w serca nadzieję – że się dzieje, że rozwija się nasz rynek. A wszystko z powodu zapowiedzi wydania pierwszego numeru czasopisma o planszówkach. Wreszcie magazyn dotyczący TYLKO naszej rozgrywki. Bardzo obiecujące przedsięwzięcie. Po przedstawieniu spisu treści jednak nadeszły pewne wątpliwości, które należy dać do przedyskutowania takim dwóm…


Dobry Pancho: – Co za wiadomość! Wreszcie pismo tylko dla nas! Stricte planszówkowe. Zajmujące się tylko naszym hobby. Nie będziemy musieli dzielić go z artykułami o RPG czy tekstami o grach komputerowych. W końcu pismo polskojęzyczne! Dość czytania o problemach i wrażeniach Niemców, Anglików i Amerykanów. Chcemy zająć się naszym podwórkiem i naszymi sprawami. Nareszcie „analogowe” pismo! Nie będzie trzeba wpatrywać się w ekran monitora i męczyć wzroku. Tylko usiądziemy sobie komfortowo w fotelu, położymy wygodnie nogi i oddamy się czytaniu recenzji, felietonów czy artykułów o planszówkach. Hahaha!


Zły Pancho: – I co tak rżysz? Gdzie twój elementarny zmysł analizy? Gdzie się podziały twoje szare komórki? Może warto nimi ruszyć, zamiast wywlekać publicznie swój niczym nieuzasadniony hurraoptymizm. Przeglądałeś spis treści, czytałeś komentarze i wypowiedzi redakcji? No, no? Naszły cię jakieś merytoryczne wnioski? Czy jednak zgąbczenie mózgu zaszło tak daleko?


Dobry Pancho: – O co ci chodzi? Znowu coś ci się nie podoba? Taka informacja, takie przedsięwzięcie, a Ty jesteś do niej wrogo nastawiony? Widziałem spis treści i co? Bardzo dobry jak na pierwszy numer. Temat numeru: o wersjach gier komputerowych na planszy. Po to, aby przyciągnąć rzesze nowych czytelników. Wiadomo, że miłośników gier elektronicznych jest mnóstwo, a to potencjalny klient, którego można pozyskać. I warto w niego mierzyć. Do tego opisy polskich gier i polskich edycji zagranicznych tytułów. Właśnie po to, aby zachęcony artykułem czytelnik mógł bez problemów sięgnąć po nie. A o czym mają pisać? O nieosiągalnym Wallensteinie czy abstrakcyjnym Torres?


Zły Pancho: Tak jak myślałem. Gładko połknąłeś tę argumentacje. Znowu klapki na oczach, to co powiedzieli to najlepsze rozwiązanie, super, tiptop, morowo. A moim zdaniem powinno być trochę inaczej. Już cię oświecam, bo widzę, że urlop przytępił Twoje neurony. Po pierwsze, w żadnym wypadku nie jestem przeciwnikiem polskiego czasopisma o grach planszowych. Wręcz przeciwnie to najlepsza inicjatywa od czasów pierwszego numeru Magii i Miecz. Problem w tym, że zupełnie nie trafia do mnie forma i styl jakim kieruje się redakcja. Przynajmniej zarysowana w spisie treści i komentarzach. Ale po kolei, żeby nie przegrzał ci się ośrodek inteligencji. Otóż głośno mówi się o tym, że pismo kieruje się właśnie do tych, którzy gier nie znają. Głównym celem są ludzie nieobyci w planszówkach, początkujący. Ci co nie mają dostępu do Internetu, ci co nie wiedzą, że istnieją Eurogry, nie słyszą co w trawie piszczy. Natomiast ci, którzy już długo siedzą w tym hobby, czytają sieciowe recenzje będą traktowani trochę po macoszemu (przy okazji – nie mówi się fani czy miłośnicy, tylko nawet w słownictwie się już ich radykalizuje – hardcorowi gracze, wymiatacze, mastahy jednym słowem). Przynajmniej oni wiele nowego dla siebie nie znajdą. I dla mnie to największy błąd! Pismo powinno celować w pewny „elektorat”, w tych którzy znają się na rzeczy, którzy na pewno kupiliby egzemplarz. Bo siedzą w tym, kochają tę rozgrywkę i są skłonni bez żadnych wyrzeczeń sięgnąć po magazyn. Przecież to może być nawet kilka tysięcy osób. Warto ich ignorować? Oczywiście początkujący nie powinni być olewani. Jak najbardziej muszą znaleźć dla siebie artykuły, aby elastycznie wejść w te hobby. Ale bez przesady. Zamiast pisma dla miłośników planszówek, z krótkimi tekstami jak zacząć, dostajemy pismo dla noobów, z paroma ochłapami dla fanów. Tu mnie boli.


Dobry Pancho: A skąd Ty masz taką pewność, że akurat miłośnik kupi w ogóle czasopismo o grach? Problem w tym, że taki fan wcale nie musi być oczywistym klientem. Właśnie dlatego, że dużo wie, dużo czyta, przegląda na bieżąco Internet, boardgamegeek czy boardgamenews. Trudno go czymś zaskoczyć. A on to wie i nie będzie sięgał po kolejne (do tego jeszcze płatne) źródło informacji jak ma za darmo już tyle. Mi się wydaje, że właśnie początkujący jest pewniejszym potencjalnym klientem. On nic o tym nie wie, nie ma dostępu do Internetu, takie pismo jest dla niego wybawieniem. Bez obaw po nie sięgnie, połknie i wciągnie się w hobby. Całe środowisko się powiększy, a co za tym idzie rynek. Wszyscy na tym zyskamy. Przecież Magia i Miecz też nie uderzała od razu w hardcorowe tematy. Przez długi czas były artykuły, rady i teksty dla zupełnych nowicjuszy. Dopiero z czasem zyskało dojrzalszy charakter. Tak samo może być z magazynem Gry Planszowe.


Zły Pancho: Mrzonki! Pamiętajmy o pewnych oczywistościach. Nawet człowiek nie obeznany z tematem łatwo wciągnie się w atrakcyjne gry, w najbardziej grywalne, najbardziej klimatyczne, najlepsze na świecie! Po co pokazywać im wybrane, przeciętne produkcje? Ukazywać piękny świat za kratami, karmić smakołykami na zdjęciu? Zamiast uderzyć nowościami, światowymi hitami, dać w łapki to co światek planszówkowy ma najlepszego? Obecnie na naszym globie rządzą Eurogry, najbardziej gorąca rozgrywka dla ludzi inteligentnych od czasów spopularyzowania RPG! A w czasopiśmie Eurogry to okruszek, skrawek, niechciany element. Brakuje nawet opisów różnych wariantów do znanych, popularnych gier. Nie neguje recenzji polskich produkcji. One też muszą się pojawić, nie możemy srać we własne gniazdo, musimy wspierać również rodzimy rynek. Ale opanujmy się. Póki co widzę m.in recenzje gry, która została stworzona przez część redakcji. To ma być obiektywne pismo dla miłośników gier planszowych czy folder reklamowy Kuźni Gier i współpracującego z nimi Imperium? Dlaczego nie ma opisu Neuroshimy? Jedynej polskiej gry, która dorównuje grywalnością i pomysłem zachodnim produkcjom? Bo to już niewspierany wydawca?


Dobry Pancho: HOLA!!! HOLA! Już przekroczyłeś wszystkie granice! Merytoryczna argumentacja przerodziła się w zwykłą, chamską teorię spiskową i bzdury wyssane z palca. Czytałeś artykuł Trzewika o tumanach w najnowszym GP? To chyba coś dla ciebie. Nie będę komentował powyższego bełkotu. Dla mnie struktura pierwszego numeru jest w sam raz jak na pierwszy numer. Są recenzje gier, które są osiągalne dla przeciętnego Polaka, jest artykuł, którego celem jest wciągniecie nowych do naszego hobby, są teksty opisujące konwenty i spotkania (Monopoly Warsaw Open, Planszówkony, Gdzie grać w planszówki?). Wszystko, żeby dobrze wystartować i złapać jak najwięcej nowych osób. Sądzę, że z numeru na numer znajdziesz coraz dojrzalsze teksty, satysfakcjonujące zaawansowanych graczy. I dzisiaj ganisz, jutro będziesz prześcigał się w wychwalaniu.


Zły Pancho: Nie przerywaj jak mówię. Taki z ciebie Dobry Pancho, a słoma z butów wychodzi. Nie skończyłem jeszcze. Już zupełnie nie do zaakceptowania jest nie wpadnięcie na to, że można do numeru dołączyć jakąś grę. Na www.gry-planszowe.pl Folko wrzuca grę za grą. Do tego większość prostych do wykonania, łatwych do nauczenia i co najważniejsze grywalnych! Chwalonych przez wielu miłośników planszówek. A oni nawet nie mogli się do niego zwrócić z propozycją dołączania, któregoś tytułu do numeru pierwszego. Dopiero teraz jak im na to fani zwrócili uwagę to coś się zaczyna dziać i może w kolejnych numerach nadrobią. Amatorszczyzna.


Dobry Pancho: Jak zwykle jesteś niesprawiedliwy i pełno w tobie złej woli. Chłopaki wzięli sprawy w swoje ręce, robią naprawdę dużą, dobrą robotę, której korzyści może odczuć całe środowisko i rynek. Żal mi ciebie.


Zły Pancho: A mi żal, że wakacje się skończyły, a twój mózg pracuje nadal na minimalnych obrotach…

 

5 komentarzy

  1. Hihi, no coz – skoro sie pojawily, to kilka zarzutow Zlego Pancho do odparcia…

    1) Po pierwsze skad pomysl, ze pismo bedzie wylacznie dla poczatkujacych? Pisalem bardzo wyraznie o tym, ze nie bedzie skierowane glownie dla hardcore’owych graczy – takich, ktorzy codziennie z wypiekami czytaja boardgamenews, rejestruja partie na bgg, itd. Natomiast dla znacznej wiekszosci graczy znajda sie tam ciekawe informacje – zarowno jezeli chodzi o recenzje (w polskiej sieci wcale nie ma ich tak wiele, a hardcore gamer ich nie potrzebuje – zrobi sobie match z bgg buddies i juz wszystko wie :)), newsy, warianty do popularnych gier itp. Pierwszy numer oczywiscie bedzie troche bardziej przechylony w strone n00bow, ale bez przesady.

    2) Pokazywanie najlepszych gier na świecie… Cóż – pamietasz, aby w Magii i Mieczu pisano w pierwszym numerze o dziwnych amerykanskich systemach? Mimo, ze na konwentach mozna bylo takie systemy kupic… Coz z tego, ze w pismie bedzie recenzja top5 z BGG – skoro kazda z tych gier kosztuje powyzej 100 zl i zadna z nich nie jest z gatunku entry-games? Oczywiscie, ze z czasem beda sie pojawialy recenzje takze gier nie opublikowanych w Polsce – ale na poczatek pokazmy, ze w Polsce sa publikowane dobre gry, ze jest w co grac.

    3) folder reklamowy Kuźni Gier i współpracującego z nimi Imperium?

    Po pierwsze co ma Kuznia Gier do Imperium (poza Krakowem)? Po drugie Na sygnale to jedyna karcianka w tym numerze, a chcielismy miec reprezentacje jakiejs karcianki – i stad wybor tego tytulu. Po trzecie Neuroshima Hex jest przewidziana na nastepny numer. Na rynku jest obecnie co najmniej kilkanascie produkcji waznych opisania i po kolei beda one opisywane.

    4) Już zupełnie nie do zaakceptowania jest nie wpadnięcie na to, że można do numeru dołączyć jakąś grę

    Tego nie rozumiem? Przeciez na pierwszej stronie witryny magazynu jest jasno napisane „w każdym numerze znajdziecie też kompletną grę towarzyską”… Do pierwszego numeru bedzie dolaczona gra, ktora jest juz ukonczona od dawna a jej nazwa robocza to „Ucieczka” (nie wiem jak bedzie sie nazywala finalnie).

    5) Zwrocenie sie do Folko… Duzo wczesniej mielismy taki plan, jednak tak naprawde dopoki nie wyjdzie pierwszy numer – nie widzielismy sensu w robieniu jakichkolwiek zobowiazan i ustalen w tym zakresie… Wyjdzie pierwszy, zobaczymy jak sie przyjmie, bedziemy robili dalsze postanowienia. Natomiast dyskusja na ten temat na forum sprawila, ze musialem z Folko porozmawiac – po prostu po to, aby uniknac w tym momencie dziwnej sytuacji, ze wszyscy wokol jęczą, zeby dac gry Folko, a my nic z tym nie robimy, Folko nie wie co mowic, itp.

    Na koniec – nie mowie, ze magazyn bedzie wspanialy i dla kazdego, ze nie bedzie zadnych bledow… To dla nas takze wielki eksperyment, zadna z osob w redakcji nie ma doswiadczenia w tym zakresie (poza minimalnym doswiadczeniem dziennikarskim na portalach i w fanzinach). Dyskusja na temat tego jak pismo powinno wygladac, w ktora strone isc, czy w ogole powinno trwac jest potrzebna – jednak trudno z nimi dyskutowac ZANIM zostal wydany pierwszy numer i w zasadzie slepcy (w tym i ja) dyskutuja o kolorach :-).

  2. Hmm, wiele i mnie trapiących myśli zostało tutaj poruszonych. No nic, zobaczymy co będzie…

    Ale wybór „Na sygnale”, bo trzeba było dac karciankę jest wg mnie zły. Jak pokazywać, to dobre gry, a nie takie potworki… Jak dacie dobrą recenzję to się ludzie zrażą, bo zobaczą jaka to kicha. A dawać recenzję złej gry na początek? Po co?

    Pozdrawiam
    Szymon

  3. Donsimon,
    Ja wprawdzie tylko słuchałem zasad „Na Sygnale”, nie zdążyłem w nią zagrać, jednak na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że Twoja opinia jest mocno przesadzona. Jeśli potraktować grę jako lekką i losową – nie widzę problemu (poza jakością wykonania). Z drugiej strony pamiętając, że krytykowałeś także Zagninione Miasta, dochodzę do wniosku, że to zwyczajnie nie Twój gust i tyle.

  4. Blogosławienei, którzy zagrali w Na Sygnale i nie usneli :-).

    Zagraj, Jacek, zagraj. Ciekaw jestem Twojej opinii.

    Zaginione Miasta to nie jest gra planszowa, tylko 2-osobowy pasjans. Ale to i tak rewelacja, przy tamtym potworku :-).

  5. Na sygnale to całkiem przyjemna gra. Lekka tematyka, ale troszkę trzeba się zastanowić (przy licytacji). Przez to mocno niefortunnie gra jest reklamowana jako następca Wiochmena, bo na sucho, oglądając same karty to można się pośmiać. Jednak gra jest znacznie wolniejsza od Wiochmena, co nieznaczy, że nudna. W grupie osób częściowo graczy jeszcze z czasów Magii i Miecza, a częściowo osób od jakiegoś pół roku nawróconych gra się mocno przyjęła.

    Może w porównaniu z zachodnimi tytułami wypada blado (nie wiem, grałem tylko w kilka obcych tytułów), ale przynajmniej na polskim rynku (a tu grałem w większość pozycji) gra jest całkiem przyjemna. Może nie super hit na miarę Hexa, ale można sobie trochę pograć, no i cena zdecydowanie pozytywna.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*