Home / Wiadomości / Aktualności / Hat-Trick

Hat-Trick

HattrickMiałem zacząć recenzję Hat-Tricka, piłkarskiej karcianki, mniej więcej w ten sposób: „Znów się nie udało. Znowu przełknąć musimy gorzką pigułkę, zakrzykując rzeczywistość żałosnym ‚Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało!’. Niemcy ponownie okazali się za silni, dla naszych kopaczy. Jak długo jeszcze? Na szczęście niepowodzenia polskiej reprezentacji piłkarskiej możecie sobie powetować sukcesami w Hat-Tricku. Kto wie, może chociaż tutaj uda się Wam wygrać z Niemcami?„.

ALE ZACZNĘ JĄ INACZEJ! :)))

Niedługo targi planszówkowe w Essen. Niemieccy kibice piłki nożnej, wciąż jeszcze gryzący gorzką pigułkę sobotniej przegranej z piłkarską reprezentacją Polski, będą mogli nabyć na targach grę Hat-Trick, dzięki której spróbują wziąć rewanż za warszawską porażkę z 11 października. Kto wie, może chociaż w grze uda im się wygrać z Polską, bo NA BOISKU SOBIE NIE PORADZILI!!!

Oj, co to był za mecz… Taki mecz, od przypomnienia którego po prostu trzeba rozpocząć recenzję karcianej gry piłkarskiej. Trzeba tym bardziej, że na sukcesy polskiej reprezentacji czekamy równie długo i z równym utęsknieniem, jak na dobrą grę piłkarską. „Dobrą, czyli jaką?” – zapytacie. Ano taką, która oddawałaby ducha gry. Która pozwalałaby podłubać w taktyce, umożliwiając zwycięstwo także zespołowi słabszemu. Taką, która oddawałaby różnorodność graczy, bogactwo możliwych zagrań… W grach komputerowych zaciekły bój o miano najlepszej gry piłkarskiej toczą serie FIFA i Pro Evolution Soccer (czy może coś się zmieniło w tym względzie?). Wśród managerów palmę pierwszeństwa dzierży już chyba nieodwołalnie Football Manager (dawny Championship Manager). Można też prowadzić własny zespół w grach przeglądarkowych, takich jak np. Hattrick, gdzie ja osobiście od 10 już lat buduję historię drużyny Gdyńskich Śledzi (raczej z powodzeniem mniejszym, niż większym). Co ciekawe, na fali popularności przeglądarkowego Hattricka stworzono również grę planszową Match of the Season, swoją drogą, ocenianą dość słabo. No właśnie: są gry komputerowe, są przeglądarkowe, a co z planszowymi? Czy prezentowany w kilka dni po jednym z największych sukcesów polskiej piłki (w kategorii: pojedynczy mecz) Hat-Trick jest takim przełomem, jak zwycięstwo z Niemcami?

W szatni

Kupując Hat-tricka musicie mieć świadomość, że – choć całość wygląda raczej niepozornie – kupujecie nie jakiś tam lekki fillerek, tylko pełnokrwistą grę, w której całkiem sporo mamy do policzenia i przeanalizowania. Widać, ze Patryk Kowalski – autor HT, spróbował zmierzyć się z zagadnieniami taktyki piłkarskiej i bogactwem boiskowych sytuacji, o czym sam zresztą pisał na naszych łamach. Niektóre aspekty udało oddać się lepiej, inne nieco gorzej.

Zaczynając od początku: w smukłym, karciankowym pudełku znajdujemy 110 różnych kart (stosunkowo miękkie), instrukcję (dość skrótowo tłumaczącą zasady gry – wydawnictwo udostępnia samouczek i video tutorial na swojej stronie) oraz żetonik piłki. Faktycznie, grafiki kart, o których pisał autor, są dość specyficzna i mogą budzić mieszane uczucia. Ja polubiłem je raczej od drugiego wejrzenia. Choć troszkę udziwnione, funkcje swoją sprawuje dobrze.

IMG_2005

Na początku gracze rozkładają drużyny, przy czym oba zespoły pojawiają się na boisku zawsze w ustawieniu 4-4-2. W trakcie gry liczba piłkarzy w danej linii może ulec pewnej zmianie, aczkolwiek pole gry nigdy nie zostanie rozszerzone (zawsze w linii jest maksimum łącznie czterech zawodników obu drużyn). Podczas wystawiania składu wybrać można natomiast poziom umiejętności zawodników. Każdy z nich charakteryzowany jest przez dwa parametry: atak (piłeczki na górze karty) i obrona (piłeczki na dole). Na odwrocie karty zawodnika znajdziemy jego wariant ‚gwiazdorski’ (z gwiazdką), ze zwiększoną w stosunku do oryginalnego piłkarza siłą jednego z parametrów.

IMG_2003

Zawodnicy standardowi (dolny rząd) oraz ich gwiazdorskie odpowiedniki (rząd górny).

Co ciekawe, wydawnictwo Unplugged przygotowało i zawarło w instrukcji ściągę do stworzenia wszystkich 32 drużyn mundialu w Brazylii. Różnorodność zespołów osiągnięta została dzięki możliwości wystawienia gwiazd na różnych pozycjach. Zestawienie robione było przed turniejem, stąd niektóre wybory mogą dziwić nas, znających już mundialową historię, ale zupełnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby owo zestawienie zmodyfikować zgodnie z własnym odczuciem. Nic nie stoi również na przeszkodzie, żeby samodzielnie stworzyć sobie zestaw drużyn z dowolnej ligi – wystarczy przeciętnie choćby orientować się w silnych i słabych stronach poszczególnych zespołów, i już można zagrać sobie Lechem, Legią, Trabzonsporem, Mariborem czy innym z Lublina Motorem :) Łatwość i szybkość tworzenia drużyn trzeba uznać za dużą zaletę Hat-Tricka. Dla leniwych wydawnictwo zapowiedziało niedawno możliwość druku kart z rozpiską różnych drużyn klubowych. Gotowe są różne teamy z ligi angielskiej, ma być też podobno…. Piast Gliwice :).

No, skoro już rozstawiliśmy te wszystkie gwiazdy (zwłaszcza te z Piasta) zacznijmy grę.

„Panie trenerze, czego zabrakło? – A ile było? – 0:2 – No to dwóch do remisu, trzech do zwycięstwa”

Piłka reprezentowana jest odpowiednim żetonem, który każdorazowo znajduje się w posiadaniu jednego zawodnika.
W każdej kolejce gracze równocześnie zagrywają i odkrywając kartę akcji (wybraną spośród trzech posiadanych na ręce). Gracz aktywny (kierujący drużyną posiadająca piłkę) będzie próbował wykonać określoną akcję ze swojej karty (podanie krótkie, podanie długie, drybling). O powodzeniu/niepowodzeniu tego zamiaru zadecyduje większa liczba piłeczek na kartach odpowiednich zawodników, wzmocnionych piłeczkami z zagranych przez graczy kart akcji. Porównuje się atak na kartach zawodników gracza atakującego i obrony na kartach drużyny znajdującej się w defensywie. Przewaga piłeczek po stronie atakującego oznacza powodzenie danej akcji i przesunięcie piłki zgodnie z powziętym zamiarem. Jeśli wygrał obrońca, to jego zawodnik przejmuje piłkę. W przypadku remisu sędzia odgwizduje faul. Jeden z zawodników obrońcy otrzymuje żółtą kartkę, natomiast atakujący normalnie realizuje swój zamiar.

IMG_1996

HT w pełnej krasie. Z przodu Lewandowski (10) z Milikiem (11, przy piłce) w natarciu na niemiecką bramkę. Trochę z braku pomysłu Polacy (czerwona talia) zagrali krótkie podanie i spróbują wciągnąć w akcję lewoskrzydłowego Rybusa (8). Niemcy prawdopodobnie odepchną go jednak od bramki (mogą przesunąć zawodnika po tej samej stronie). Wygląda na to, że Niemcy sfaulują (równa liczba piłeczek), a piłka zostanie w drugiej linii.

W zależności od rodzaju akcji liczymy piłeczki w różnych liniach, np. drybling to porównanie zawodników sąsiadujących w pionie, długie podanie – w linii docelowej podania, krótkie podanie – w linii podającej.

IMG_2004

Trzy rodzaje akcji w HT. Dolna połówka każdej z kart przedstawia graficzne zobrazowanie linii/kart, które będą liczyć się w rozstrzyganiu akcji. Przy lewej/prawej krawędzi piłeczki i kolor,decydujący o sile strzału.

Co istotne – zanim zrealizujemy akcję, każdy z graczy jest zobligowany do przesunięcia jednego ze swoich zawodników, a gracz atakujący także do przekazania piłki partnerowi w tej samej linii. Musimy zatem przyzwyczaić się do tego że – jeśli znajdujemy się w ofensywie – akcję, którą zagrywamy, najprawdopodobniej wykona nie zawodnik znajdujący się przy piłce na początku rundy, tylko ten, któremu ją przekażemy w trakcie.

Celem rozgrywania piłki w HT jest znalezienie się z nią w ostatniej linii boiska. Wówczas rozgrywka wchodzi w tryb tzw. akcji podbramkowej, w wyniku której próbujemy wypracować sobie pozycję do strzału (znaleźć się z piłką gdzieś w dwóch ostatnich liniach boiska, najlepiej na wprost bramki). W trakcie akcji podbramkowej karty akcji pełnią nieco inne funkcje, trochę inaczej przesuwamy również zawodników po boisku w ramach ruchu obowiązkowego (obrońca może przesunąć zawodnika z piłką, co normalnie jest zabronione).

IMG_1997

Po minięciu dryblingiem Piszczka (5) i dotarciu do ostatniej linii boiska, Bellarabi (8) rozpoczyna akcję podbramkową. Gracz niemiecki musi teraz rozstrzygnąć, którą z trzech kart powinien użyć do podania piłki i oddania strzału. Kusi przede wszystkim lewa (3 piłeczki, pomarańczowy kolor, długie podanie, lewa strona boiska), dzięki której być może uda się przesunąć Gotze (10) do ostatniej linii, gdzie znajdzie się w świetnej sytuacji.

 

 

„Szansa?!!! O Jezzzusmariaaa…”

Za sam aspekt oddawania strzału na bramkę należy się autorowi bardzo duży plus. Niby nic wielkiego: ot, walka o lepszą pozycję do precyzyjnego kopnięcia (im lepsza pozycja, tym bramkarz ma mniej czasu na reakcję) ukoronowana wzajemnym blind guessingiem, polegającym na odgadnięciu gdzie będzie uderzał strzelający/gdzie rzuci się bramkarz (trzy sektory bramki do wyboru). Jeśli bramkarz wyczuje strzelca, ma większe szanse na obronę strzału. Jeśli to strzelec zmylił bramkarza, ten ostatni ma trudniejsze zadanie.

IMG_1999

Trzy karty bramkarza do wyboru (oczywiście tajnego). Prostokąty poniżej sylwetki pokazują, ile kart dobierać będziemy sprawdzając obronę strzału (im więcej, tym lepiej), w zależności od miejsca jego oddania. Widać więc, że trudno strzela się z ostrego kąta i z daleka z boku, a łatwiej sprzed bramki. „Plus” oznacza sektor bramki, który instynktownie próbujemy pokryć. Jeśli wyczujemy strzelca – dobieramy jeszcze jedna kartę więcej. Jeśli natomiast strzeli tam, gdzie się nie spodziewamy („minus”), dobieramy jedną kartę mniej…

Budzi to fajne emocje, a przy tym jest szybkie, intuicyjne i… takie piłkarskie po prostu. Do tego zostało całkiem pomysłowo przedstawione graficznie, bo na kartę bramkarza stojącego jeszcze w pozycji gotowej do skoku, kładziemy kartę strzału, gdzie bramkarz rzuca się już za piłką lecącą w wybrany sektor. Rozwiązanie proste, a raduje oko.

IMG_2001

Trwa bombardowanie polskiej bramki. Gracz niemiecki strzela z siłą równą 6 (2 piłeczki na karcie akcji + 4 z karty strzału), z dogodnej pozycji (okolice 16 metra, na wprost bramki), dzięki czemu polski gracz może dobierać ze swojej talii tylko trzy karty, aby sprawdzić skuteczność obrony strzału. Szczęsny jakimś cudem wyczuł strzelającego Mullera (środek bramki) i dzięki temu dobiera jeszcze jedną kartę więcej. Pierwsze trzy odkryte karty,to łącznie tylko 4 piłeczki (do obrony potrzeba 6). Czy w tej ostatniej karcie będą przynajmniej dwie piłki?

Gwizdek na przerwę zabrzmi, gdy obaj gracze wyczerpią swoje talie akcji (po 32 karty w każdej). Następuje przetasowanie talii i rozpoczyna się druga połowa. Całosć powinna teoretycznie zamknąć się w 45 minutach, ale nasze rozgrywki bliższe były każdorazowo 60-70 minut.

„Wszystko, co wydarzyło się później, było konsekwencją tego, co wydarzyło się wcześniej”

Piłka nożna to temat bardzo specyficzny. Prawie każdy grał, wielu się interesuje… Właściwie zdecydowana większość odbiorców Hat-Tricka będzie zatem miała spore pojęcie o tym sporcie, i będzie szukała konkretnych podobieństw do prawdziwego ‚haratania w gałę’. Tymczasem oddanie dynamiki meczu futbolowego w planszówce jest wyjątkowo trudne. Dylemat decyzyjność vs dynamika w kilku sytuacjach został w HT rozstrzygnięty na korzyść tej pierwszej. Mówię tu przede wszystkim o ruchu obowiązkowym i zmianie zasad w akcji podbramkowej. Rozumiem, że zamierzeniem twórcy gry było wymuszenie ruchu na boisku i wprowadzenie dodatkowego poziomu decyzji w czasie wybierania kart do zagrania (wybór poruszanego zawodnika ograniczony jest do połowy boiska analogicznej ze stroną umieszczenia piłeczek na zagranej karcie akcji). Tak faktycznie się dzieje, lecz przyznam szczerze, że to rozwiązanie niespecjalnie przypadło mi do gustu. Za cenę zwiększenia decyzyjności mąci poniekąd przejrzystość sytuacji na stole i przypomina raczej koszykarskie give&go, niż zagranie piłkarskie.

I podobnie w kwestii zmiany zasad w akcji podbramkowej: rozumiem, że takie rozwiązanie prawdopodobnie ma na celu utrudnienie dochodzenia do pozycji strzeleckiej i podbicie napięcia przed oddaniem strzału (i tak jest w istocie), a jednak nie do końca podoba mi się ten element. Zmiana zasad rozstrzygania kart akcji trochę za bardzo udziwnia rozgrywkę, jak na mój gust. Dwie powyższe kwestie sprawiają, że w HT nie wchodzimy łatwo lekko i przyjemnie. Musimy nauczyć się logiki gry, a i wówczas te rozwiązania trochę uwierają nieintuicyjnością.

Powyższe uwagi to nie wady, a po prostu moje subiektywne marudzenie, że w mechanice rozgrywania piłki w środku pola nie do końca odnajduję wszystkie te nawiązania piłkarskie, które autor chciał w grze zawrzeć.

Do obiektywnych wad HT zaliczyłbym natomiast pewną taką anonimowość kopaczy i sztywność, schematyczność ustawienia. Brak mi jakiejś prostej umiejętności specjalnej, dzięki której gwiazda łamałaby trochę przyjęty szablon i wyróżniała się z tłumu zawodników. Brak indywidualności, bo każdy z zawodników podporządkowany jest formacji, trzymaniu linii i liczeniu piłeczek. W efekcie niby mamy różniące się od siebie drużyny, ale trudno grać konkretnie „na kogoś”. Skrzydłowy nigdy nie zejdzie do środka i nie uderzy na bramkę z innej pozycji, niż boczna, a dodatkowo jego umiejętności nie mają żadnego znaczenia przy strzale (liczą się tylko kolor i piłeczki zagranej karty akcji). Stąd gole praktycznie zawsze strzelać będzie zawodnik z numerem 10 lub 11 (znajdują się na najlepszych pozycjach do strzału, na wprost bramki).

Nie jest jednak tak, że Hat-Trick to zupełnie abstrakcyjna wariacją okołofutbolowa.

Niektóre sytuacje znane z piłkarskich boisk gra w pewnym stopniu oddaje. Np. wejście zawodnikami drużyny broniącej w linię rozegrania piłkę uniemożliwia krótkie podanie (swoisty pressing), zmuszając albo do długiego przerzutu, albo do indywidualnego dryblingu. Z kolei zagęszczenie obrony przed własną bramką chroni przed długim przerzutem, ale też umożliwia przesunięcie się atakującego krótkimi podaniami pod nasze pole karne. Są całkiem sensownie oddane faule i rzuty karne. O strzałach (mój ulubiony aspekt gry) już pisałem.

Kombinowania w HT jest naprawdę dużo. Co rusz zastanawiamy się gdzie piłkę pośle przeciwnik i jak mu to uniemożliwić (vice versa oczywiście również). Jakich przesunięć dokonać, czy ustawiać zasieki przed własną bramką, czy może szykować się już do kontry, budując przewagę w jednej z linii w pobliżu bramki przeciwnika? Których kart użyć teraz, które zostawić na później? Jest zatem zarządzanie ręką, jest pewien element blefu i blind bidding.

Liczba kart akcji na ręce (3) na pierwszy rzut oka wydaje się nieco zbyt mała, ale z drugiej strony większy wybór premiowałby silne zespoły. Zbierając odpowiednią rękę (karty z trzema- i czterema piłeczkami) gracz kierujący silniejszą drużyną (więcej gwiazd = większa liczba piłeczek) byłby w stanie przeprowadzić swoje akcje zbyt swobodnie. Przy trzech kartach niejednokrotnie trzeba sobie radzić z tym, co mamy, co daje słabszym drużynom szansę na odbiór piłki i wyprowadzenie własnej, skutecznej akcji.

„Przyszła, naszła, zeszła, weszła”

Porównując Hat-Tricka z Magią Czarnego Sportu, inną opisywaną przeze mnie produkcją pochodzącą z grona zielonogórskich miłośników sportu i gier karcianych, mam wrażenie że HT jest produktem już dojrzalszym i krokiem we właściwym kierunku. To gra z ambicjami wychodzącymi daleko poza bycie sympatycznym fillerkiem. Ów krok okazał się może nawet zbyt duży, i gra – gdyby była nieco szybsza i bardziej intuicyjna – sporo by zyskała. Po prostu znacznie częściej gościłaby na stole.

Z oceną ogólną Hat-Tricka mam pewien problem. Gra jest dobrze policzona, spójna, oferuje sporo kombinacji i gracze dostają naprawdę niezłą łamigłówkę do rozwiązania. W tym wszystkim trochę mi osobiście umknęła jednak radość z samej zabawy, z odtwarzania piłkarskiego meczu. A może ja po prostu lubię piłkę szybszą, bardziej efektowną i spontaniczną, podczas gdy HT pokazuje nam futbol Mourinho i Guardioli, z przesuwającymi się formacjami i żelazną dyscypliną? Was zachęcam do wyrobienia samodzielnego poglądu, bo nie wykluczone, że Hat-Trick mocniej chwyci Was za serce, niż mnie. Jest to z pewnością karciana piłka nożna warta spróbowania.

PLUSY:

+ łatwość tworzenia drużyn

+ sporo kombinowania (blind bidding, blid guessing, zarządzanie ręką, przewagi)

+ mechanika strzałów

MINUSY:

+ brak indywidualności

+ gramy bardziej Chelsea z czasów Mourinho, niż żywiołowym Arsenalem

+ troszkę za długa

Ogólna ocena (7.5/10):

Złożoność gry (7/10):

Oprawa wizualna (6/10):

Dziękujemy firmie Unplugged za przekazanie gry do recenzji.


One comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

kingdomino duel

Patronat GF: Kingdomino Duel – Pojedynek na kości w królestwie domino.

Gry Kingdomino i Queendomino przebojem zdobyły serca graczy. Teraz na naszych stołach ląduje ich kościana wersja – Kindgomino Duel. Tym razem Bruno Cathala postawił na niezwykle popularną ostatnio mechanikę roll&write. Czy kolejna już wersja gry Kingdomino jest równie dobra, jak jej poprzedniczki? Zdecydowanie tak!