[To może być głos radiowego prezentera lub naganiacza z telezakupów Mango – niezależnie od skojarzenia, jest ciepły, dyskretnie marketingowy i nieodparcie kuszący…]
Odkurzcie poczciwego Discmana, znajdźcie parę dobrych baterii i wsłuchajcie się w składankę Best Of Board Games Vol. 1 – potrafi nieźle pobujać!
Zaczynamy od ścieżki pierwszej: „Cubaneo” duetu Michael Rieneck i Stefan Stadler. Słyszycie te reverbujące gitary? Czujecie rytmiczne, kubańskie bębny? To klasyka w najlepszej postaci – podgłośnijmy ją trochę i oddajmy się muzycznej nostalgii…
Powrót na wyspę
Jest ro(c)k 2007 i planszowy świat właśnie odkrywa Cubę. Gracze zakochują się w bujających rytmach, ckliwych ilustracjach pędzla samego mistrza Menzla, no i w mechanizmach, od których bioderka same wprawiają się w ruch.
Przewijamy do roku 2026 – ostatni druk Cuby od 14 lat nie pojawia się w sklepach, a gra nigdy nie doczekała się polskiej wersji (choć można było posiłkować się wersją czesko-słowacką…). Na scenie pojawia się Red Square Games i Cuba w wersji „neo”: odświeżonej, delikatnie zremasterowanej, ale nie zremixowanej. Cubaneo to powrót do sklepów gry cieszącej się zasłużoną estymą, i to w wersji, która nie traci serca gry, a co najważniejsze: zachowuje jej oryginalną planszę, wykonaną przez jednego z najbardziej cenionych ilustratorów naszych czasów.
Zobaczmy, co na tej wyspie nowego słychać.
Cuba, ale -neo
Instrumentarium tego dzieła widać z grubsza na pierwszy rzut oka.
Mamy tu produkcję i zarządzanie zasobami, mamy otwarty rynek, sprzedaż eksportową drogą morską, budynki produkcyjne i przetwórcze, a także całą masę sposobów, by od produktów rolnych przejść do punktów. Wszystko to napędzane kartami akcji, okazjonalnym meeplem czy klasycznym samochodem, który wiezie nas prosto do rozmaitych, pomocnych postaci.
Tym, co widać nieco mniej, jest system głosowania, modyfikujący zasady gry niemal w czasie rzeczywistym. Bo gdy już skończymy uprawiać nasze plantacje i administrować przepływem towarów i surowców, staniemy przed dylematem. Czy „kupić” trochę głosów, by móc już teraz zadecydować o tym, jakie podatki zapłacimy w kolejnej rundzie, za co dostaniemy punkty i jakie nowe prawa będą nas dotyczyć?
Choć przejawia się tu temat korupcji, Cubaneo nigdy nie traci swoistej lekkości. Ot, kupowanie politycznych wpływów jest tu jedynie kolejnym środkiem, uświęconym przez cel.
Nowości i kompilacje
W pudełku znajdziemy grę podstawową, z wbudowanym dodatkiem El Presidente – i chociaż nie da się ich rozdzielić, to i tak warto wspomnieć, co ów Prezydent wnosi.
Plansza zostaje poszerzona o pola na karty postaci, które możemy wykorzystać zamiast akcji z własnych kart. Jednocześnie, ich używanie pełni rolę drugiego głosowania, ciut mniejszego. Tu z każdą użytą postacią zasłaniamy jedno pole wydarzenia, rozpatrywanego na koniec rundy – tak długo, aż nie zostanie jedno.
Można powiedzieć, że Cubaneo to gra na swój sposób bardzo interaktywna – przynajmniej na linii gracz-gra, bo jej toku mamy istotny wpływ na obowiązujące nas zasady, opodatkowania, cła i wydarzenia. A biorąc pod uwagę zmienność postaci, kart praw i ustaw, a także 30 unikatowych budynków do wykorzystania – znajdziemy tu parametryczną regrywalność w najlepszym, niemieckim stylu oraz idealne pole do strategicznych eksperymentów w kolejnych rozgrywkach.
Z twarzy podobny zupełnie do nikogo
Oczywistym skojarzeniem – plantacja, zasoby, statki – jest Puerto Rico, gra o 5 lat starsza. I nie pomyli się ten, któremu i wizualnie obie gry będą bliskie sobie. To ta sama epoka i ta sama myśl: mało zasad, dużo interakcji i niemal zero losowości. No i te czekające na załadunek statki, co i rusz zapełniające się drewnianymi znacznikami… Czuć tu znajome, portorykańskie klimaty i podobne jak tam emocje towarzyszące wyścigom o to, kto pierwszy się do tych statków dopcha.
Podchodziłem do Cubaneo jak do muzyki z lat 70-tych: przykrytej pewną patyną czasu, ale nadal skrywającej prawdziwe skarby. Spójrzcie sami na tę epokę – 2007 rok to przecież Agricola, Brass: Lancashire, Race for the Galaxy, Pandemic, Ciężarówką przez Galaktykę. Zacne towarzystwo, by w nim debiutować, prawda?
I chociaż Cuba sama w sobie nie była dziełem rewolucyjnym, to może bez wstydu stać obok innych klasyków tej specyficznej, europejskiej myśli planszowej. Reguły gry mieszczą się z grubsza na 4 dobrze ilustrowanych stronach, a cała reszta to już tylko kwestia mądrego tych reguł zastosowania. Niemal wszystkie informacje są jawne, losowość ogranicza się do zmiennej puli praw i ustaw do wyboru. Jest czytelnie, schludnie, bez zgrzytów w zasadach. Widać tu charakterystyczny sposób projektowania, który może się wydawać dość… wygładzony – i pozbawiony tych „emocji” i niespodzianek, które znamy ze współczesnych tytułów, gdzie erraty i FAQ to norma, a partia bez edge case’a to rzecz niespotykana.
Panuje tu po prostu sielskie skupienie na rozgrywce, której zasady nie stoją na drodze. Co nie znaczy, że nie znajdziecie tu kawałków, które świetnie brzmią nawet po 19 latach od premiery.
W każdym porcie inna żona
Weźmy sobie chociażby system wyboru akcji. Jedna z kart pozwala nam przesunięcie meepla pracownika po naszej plantacji, by wyprodukować surowce w rzędzie i kolumnie, które on wyznaczy. Inna karta pozwala podobnie aktywować budynki, ale już bez przesunięcia meepla. Dwa systemy niemal zwalczające się w ramach jednej planszetki – bo do produkcji potrzebujemy niezabudowanych pól, do aktywacji budynków: wręcz przeciwnie!
Albo system głosowania. Zwycięzca mniej lub bardziej legalnego głosowania wybierze dwa prawa, które nadpiszą inne już istniejące. Zmiana cła, podatku, punktacji, a może nowa reguła? Przymus wybrania dokładnie dwóch ustaw do zmiany jest momentami szalenie bolesny – bo czasem aż chce się wprowadzić tylko jedną, lub aż trzy na raz!
Dylematy znajdziemy tu wszędzie: w wyborze statków, obsadzanych towarami (jedna runda = tylko jeden statek), w pozycjonowaniu nowych budynków (ograniczają naszą wypornosć produkcyjną) czy wyborze postaci (bo potrzebujemy akcji, ale chcielibyśmy nie tracić wydarzenia, które zasłaniamy). Cubaneo dowozi nam tych dylematów całą taczkę, a nawet całą węglarkę, jednocześnie podsuwając imponujące menu budynków, którymi możemy te dylematy rozwiązywać, czy chociażby dzielić na mniejsze.
B-sides
Cubaneo, przy całej swej „swojskości” i ciepłym klimacie, jest grą trochę… „cykliczną”. Powtarzamy tutaj pewną pętlę, z drobnymi zmianami wynikającymi z interakcji z innymi graczami. I choć jest to satysfakcjonująca pętelka, która systematycznie rodzi coraz bogatsze owoce, to jednak odejść od niej jest trudno – o ile gramy, by wygrać, a nie tylko eksplorować strategie wysoce alternatywne.
Z tą eksploracją też bywa różnie. Mamy do dyspozycji całe menu budynków – jak u najlepszego dewelopera – ale w praktyce spora część z nich to zapchajdziury: rzeczy mało przydatne, mało wartościowe i raczej wybierane tylko jako opcja C, gdy A i B będą zajęte. Z budynkami jest jeszcze ten problem, że zanim te mocne w końcu wejdą na naszą planszetkę, to zostaje nam niewiele czasu, by nacieszyć się ich używaniem.
Ostatecznie jest to też gra typu „nos we własną plantację” – gdzie interakcja sprowadza się do wyścigu po akcje, statki czy na rynek. I ten wyścig to też raczej zabieg motywowany oportunizmem – poszukiwaniem otwarć i korzystaniem z okazji, zanim zrobią to przeciwnicy. To niekoniecznie wada, a raczej cecha, ale warto o niej wiedzieć przed przysiąściem do kubańskiego stołu.
Wyspiarski Yacht rock
Wracając do muzycznej metafory. Wątpię, że Cubaneo zachwyci graczy szukających nowości i singli z listy Top 100 2026. Ale wystarczy mieć dobre ucho i otwartą głowę, by znaleźć w jej klasycznych brzmieniach prawdziwe przeboje. To nie jest muzyka typu easy-listening i trzeba mieć na nią nastrój – ale to jedna z tych płyt, które jak już wejdą do kolekcji, to raczej z niej nie znikną. I czasem warto ją wyjąć, by przypomnieć nowym graczom, skąd hobby pochodzi. By cofnąć się do historycznego okresu w naszej branży, gdzie projektowało się gry nieco inaczej, niż dziś.
Cubaneo to idealna kapsuła takiego czasu. Wizualnie nostalgiczna, mechanicznie wodoszczelna, prosta w zasadach, nieubłagalna w swej logice i szczodra w możliwościach.
A teraz nie trzeba w jej poszukiwaniu przekopywać second handów, vintedów i olxów tego świata.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony

























