Home / Wiadomości / Wydarzenia / Na Smolnej – 2007.06.01

Na Smolnej – 2007.06.01

Ostatnio narzekałem na Smolną, że za gorąco, za duszno i będę musiał poszukać jakieś alternatywy. Tak się jednak złożyło, że w związku ze zorganizowaną imprezową paintballową przyjechało parę osób z poza Warszawy, nie odwiedzających nas zbyt często, m.in. Nataniel. Postanowiłem, więc wybrać się w piątek na Smolną i pograć. Daleko było od ideału w kwestii przepływu powietrza i temperatury, ale blisko ideału jeżeli chodzi o atmosferę i fun.

Gdy przybyłem do liceum większość gier już było rozpoczętych. Oderwałem Don Simon od konsumpcji jakiegoś chińsko-wietnamskiego dania i mieliśmy spróbować dwuosobowego Jambo. Po wytłumaczeniu zasad wpadł jednak Mateusz i zaproponował coś na więcej osób. W sumie czemu nie i skończyło się na…

6 Nimmt!

Zagraliśmy partyjkę z debiutantami Mateuszem i Beatą. Szybko załapali zasady i przeszliśmy do podrzucania sobie kart. Beata szczególnie błyskawicznie załapała jak podkładać niskie karty, aby ktoś musiał wziąć cały rząd i nie bała się tej wiedzy skutecznie używać. Ostatecznie weteran, lew salonowy, mistrz nad mistrzami Don Simon uzbierał prawie dwa razy więcej niż umówione 66 punktów i mogliśmy zakończyć grę. Mi się udało zgromadzić najmniejszą liczbę punktów. Jako, że dużo osób się zwolniło mogliśmy rozłożyć…

Pitchcar mini + Pitchcar mini extension

Postanowiliśmy rozegrać jeszcze jeden wyścig testowy przed zbliżającą się drugą edycją mistrzostw. Tym razem było tak dużo osób, że trzeba było zorganizować kwalifikacje. Tradycyjnie oparte na tym kto przejedzie tor przy jak najmniejszej liczbie pstryknięć, a przy remisie będzie rozstrzygał najkrótszy czas. Zgłosiło się bodajże 13 osób, z czego w wyścigu mogło wziąć udział tylko osiem. Kwalifikacje były istnym cyrkiem zaskakujących sytuacji i wybuchów śmiechu. Jak to jax pięknie powiedział „gram w Pitchcara tak długo i wciąż mnie czymś nowym zaskakuje”. Tak właśnie jest z tą grą.

Tym razem do najzabawniejszych momentów (które zapiszą się na długo w annałach pitchcarowych) należał przejazd Don Simona. Okrążenie przejechał po prostu fantastycznie, pewna pierwsza pozycja po kwalifikacji, wyskakuje przed metę, jedno drobne pstryknięcie i już będzie miał pole position w kieszeni. Pstryka. Bolid odbija się od mety i wraca. Śmiech widzów. Don Simon: „Co jest?”. Pstryka drugi raz – bolid znów odbija się od mety i wraca. Wybuch gigantycznego śmiechu. Don Simon: „Co jest k****?!” Pstryka trzeci raz, a bolid trzeci raz odbija się od mety. Ludzie tarzają się ze śmiechu, a Don Simon nie przechodzi do głównego wyścigu.

Ostatecznie pole position zdobył niżej podpisany, a do wyścigu zakwalifikowali się: ja_n, Browarion, Mateusz, Lim-Dul, Qbot, Dasilwa i Nataniel. Faworytem wyścigu miał być Browarion, który w ostatnich testowych zawodach zdominował rywalizacje i jechał jak uskrzydlony. Tym razem też nieźle mu szło choć nie dali mu daleko uciec Mateusz i ja_n. Ja tradycyjnie przystąpiłem do wyścigu treningowego jak do wyścigu treningowego, czyli posprawdzałem przyczepność różnych opon, ustawienia skrzyni biegów, nachylenie spojlerów, przecież nie będę się ścigał na serio w wyścigu o pietruszkę :) Część graczy uznało to za szczyt moich możliwości i że Pancho się skończył. Zobaczymy w mistrzostwach :) Ostatecznie dojechałem spokojnie na siódmym miejscu. Wyścig wygrał ja_n pokazując, że nie przypadkiem zwyciężył w poprzedniej edycji mistrzostw. Drugi był czarny koń wyścigu, czyli Mateusz, który bardzo precyzyjnie pstrykał i pokazał, że kapsle nie były mu obce. Trzeci dopiero faworyt Browarion. Jak zwykle była znakomita zabawa.

Na koniec pozostaje tylko dodać, że Nataniel przyznał, że gra jest znakomita i musi ją załatwić na gdańskie spotkania. Świetnie, szał pitchcarowy się rozszerza. A wy drodzy planszówkowicze z innych miast, spróbujcie go też, zrzućcie się wspólnie na egzemplarz i zobaczycie jaka jest frajda. Gwarantuje to!

Zanim jeszcze przeszliśmy do następnej gry odbyło się oficjalne ogłoszenie przez Michała Stajszczaka zwycięzcy konkursu Smolna 200. Stał się nim Dasilwa, który odgadł wszystkie sto gier. Brawo za wiedzę, pamięć i spryt. Poniżej zdjęcie laureata wraz z wybraną nagrodą.

Der Markt von Alturien

Zagraliśmy w składzie: ja, Nataniel, Browarion, Dasilwa, Molu i Damian. Muszę przyznać, że gra świetnie wpasowała się w piątkowy wieczór, gdy już człowiek jest zmęczony i chciałby się tylko zrelaksować. Było mnóstwo śmiechu, żartów i złośliwości. Ostro się targowaliśmy gdy ktoś chciał wysłać złodzieja na nasze budynki, bez przerwy jednak proponowaliśmy aby ktoś kogoś okradł, byle nie nas :) W pewnym momencie gdy pozostali gracze, a szczególnie Molu i Dasilwa, zaczęli zbliżać się niechybnie do zwycięstwa weszliśmy z Browarionem w sojusz i mieliśmy wzajemnie sobie pomagać wysyłając do siebie – o ile mamy taką możliwość – dobrych klientów. Ostatecznie Tinky Winky (czyli Browarion, bo był fioletowy) zdradził mnie podstępnie wysyłając do mnie złodzieja i porozumienie uległo przeterminowaniu.

Wygrał Molu, który miał najrozsądniej rozłożone budynki i dość szybko generował coraz więcej pieniędzy. Warto jeszcze dodać (z kronikarskiego obowiązku, nie żeby być uszczypliwym ;) ), że Nataniel jako jedyny zakończył rozgrywkę bez żadnej karty prestiżu. Niby nic, ale jednak trochę wstyd :)

Po tych rozgrywkach musiałem się już oddalić do domu, bo małżonka i dziecko już mnie wzywały :) Widziałem, że w czasie mojego pobytu bawiono się jeszcze m.in. w Thurn und Taxis – Glanz und Gloria, Notre Dame, Perikles, Bang!, Książęta Florencji, Winner’s Circle, Die Werwölfe von Düsterwald, Baumeister von Arkadia, Commands & Colors Ancients, leżał też egzemplarz supernowości Winds of Plunder, ale chyba nie został rozegrany.

Na Smolnej – 2007.06.01

9 komentarzy

  1. Avatar

    Dodam tylko, ze moj przejazd to kompromitacja organizatorow wyscigu :-).

    Natomiast 6 Nimmt! gralem dobrze, bo moj plan to bylo zebranie 99 punktow i pozniej nie branie juz niczego. Nie moja wina, ze zmieniliscie, ze gramy do 66, a nie do 100 :-P.

    A swoja opinie, o pozostalych grach, w ktore gralem postaram sie przedstawic w najblizszej przyszlosci w bardziej uporzadkowanej formie.

  2. Avatar

    Pancho – ten tekst o karcie prestizu to jak rozumiem zemsta za to, ze nawet ja – kompletny debiutant – przegonilem Cie w Pitchcara?… TO sie nazywa wstyd :-)

  3. Avatar
    Jacek Nowak (ja_n)

    Nataniel, to żadna sztuka. Ostatnio mało który debiutant nie zostawia Pancha w tyle. Onieśmielają go chyba. Jedynie jak gra z weteranami to czasem udaje mu się błysnąć. Wystarczy jednak choć jeden debiutant w stawce i Pancho się dekoncentruje.

  4. Avatar

    Widzę, że szybko zapomniałeś jak się zachwycałeś moją jazdą w niedziele :) Ale nie mam ci tego za złe, wszak słabsi bokserzy muszą też ponapinać muskuły przed walką :P

  5. Avatar

    Ale czy w niedziele byl obecny debiutant? :-)

  6. Avatar

    Alicja i Paulina to debiutantki… prawie :)

  7. Avatar
    Jacek Nowak (ja_n)

    Prawie…. robi wielką różnicę.

  8. Avatar

    co to znaczy ‚odbil sie od mety’?

  9. Avatar
    Jacek Nowak (ja_n)

    meta to nalepka z linią i szachownicą. i od tej nalepki szymon odbił się 3 razy…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Zjava 11: mała (r)ewolucja

Zjava 11 to moja szósta zjaviskowa przygoda. Kiedy po raz pierwszy zawitałam tutaj, a był to rok 2015, Zjava była imprezą plaszowo-rpgową (w tym miejscu jako laik larpy zaliczam do rpg-ów, żeby nie robić zamieszania – wszystkich larpowców z góry przepraszam). RPG-ów było sporo, ale nie było ich widać, bo zaszywali się gdzieś na korytarzach albo salkach. Bardziej było widać LARP-y (tak przypuszczam) a to z powodu cosplayów, których sporo się kręciło w sercu Zjavy, czyli w gamesroomie. Przez kolejnych 5 lat obserwowałam powolną zmianę ciążenia w kierunku RPG, niemniej planszówki były zawsze i zawsze w gamesroomie byli wystawcy prezentujący na stołach swoje nowości.