Home / Targi w Essen / Essen 2013 / Rokoko – A ona cała w tej suchej sukience…

Rokoko – A ona cała w tej suchej sukience…

RokokoRokoko to nurt w sztuce, zwłaszcza dekoracyjnej, który zakończył barok, kontestując jego przepych i generalne nadądanie na rzecz lekkości, płynności, skromności (choć wyrafinowanej!). Tak przynajmniej mówi teoria. Jak dla mnie, laika, to wielkiej różnicy nie ma – i tu i tu naćkane różnymi cacuszkami, upiększaczami, kolorkami i frędzelkami. W grze Mathiasa Cramera, oraz Louisa i Stefana Malzów przepych widać jedynie w oprawie graficznej, reguły, na szczęście, są już znacznie bardziej przejrzyste. Może właśnie na tym polega prawdziwy rokoko’n’roll?
Po otwarciu pudełka gra zasypuje nas morzem kolorowych komponentów. Oprócz dwóch ezgemplarzy instrukcji (niemiecka i angielska) w kwadratowym wydaniu znajdziemy też:

  • bardzo ładną, dwustronną planszę (dla 2-3 graczy jest mniej pól, by grało się ciaśniej i żyło mniej dostanie)
  • 42 dwustronne kafelki sukienek w nietypowym, sklepionym kształcie i czarny woreczek na nie
  • 28 kart pracowników
  • 25 podstawowych kart pracowników z oznaczonym kolorem gracza w prawym górnym rogu
  • znacznik gracza startowego
  • po 16 drewnianych znaczników włóczki i koronek
  • mnóstwo monetek i punktów zwycięstwa
  • 48 kafelków zasobów
  • 80 znaczników własności (po 16 na gracza)
  • 5 plansz (podobno „planszetka” to bardzo fe słowo, wiedzieliście o tym?) graczy
  • jedną kartę królowej i jedną kartę końcowej punktacji
Rokoko w pełnej krasie

Rokoko w pełnej krasie

Nie da się ukryć, że elementy gry są naprawdę na wysokim poziomie. Ładnie, kolorowo, czytelnie (do czasu, ale o tym później). Tektury grube, znaczniki drewniane, kolory ładne (choć mylące, ale o tym również później). Co do kwadratowego formatu instrukcji – nie wszyscy to lubią, dla mnie nie ma to wielkiego znaczenia. Warto za to zaznaczyć, że wszystkie zasady zmieszczono na ośmiu stronach, co miłe. Ostatnio zresztą chyba co raz częściej wydaje się gry ze stosunkowo nieskomplikowanymi zasadami  – co oczywiście nie oznacza wcale, że gry są proste, wręcz przeciwnie. Po prostu fajnie, że wraca się do korzeni eurosów, odchodząc od dziwacznych hybryd. Prawdziwe euro powinno mieć minimum reguł przy maksimum móżdżenia. To właśnie oferuje Rokoko. A gra się tak:

W Rokoko za pomocą budowanej w trakcie gry talii pracowników będziemy starali się wykonać takie akcje, które pozwolą nam na wypełnienie naszymi sukniami i ozdobami jak najlepiej punktowanych obszarów pałacu [Obowiązkowa Wstawka dla Miłośników Klimatu] Jesteśmy właścicielami domów mody, którzy starają się o względy królewskiego dworu w kontekście zbliżającego się balu [/OWdMK]. Gra podzielona jest na 7 rund, z których każda ma 4 fazy. Tylko w jednej z nich wykonujemy swoje ruchy (domyślnie 3, więc w sumie w trakcie gry wykonamy domyślnie 21 ruchów, aczkolwiek można tę liczbę zwiększyć). W dużym skrócie każda z faz odpowiada po kolei za: posprzątanie i przygotowanie rundy, wybór kart akcji, wykonanie akcji i wreszcie dochód. Najważniejsze są dwie środkowe fazy.

Nasi krawcy

Nasi krawcy

Kiedy wybieramy karty akcji, mamy do dyspozycji całą talię niewykorzystanych jeszcze kart, z której wybieramy trzy na najbliższą rundę.. Karty dzielą się na trzy rodzaje: pomocników, czeladników i mistrzów krawieckich. Niektóre akcje dostępne są tylko dla najwyżej wtajemniczonych. Dodatkowo, na karcie oprócz oznaczonego kolorem naparstka (brązowy, srebrny i złoty) poziomu naszego pracownika, każda z kart ma jeszcze jakiś bonus, dodatek, który będzie dostępny po wykonaniu akcji podstawowej. A dostępne do wyboru akcje (faza trzecia), to:

  • przejmij znacznik I gracza (karta względów królowej) i zdobądź 5 liwrów (waluta w grze potrzebna do szycia sukienek i wieszania dekoracji);
  • kup materiały na suknie
  • uszyj suknie a następnie sprzedaj je za pieniądze lub umieść na planszy za punkty i w celu zajęcia dogodnych do końcowej punktacji miejsc;
  • wynajmij krawca (czyli dodaj kartę do swojej talii, najęty krawiec od razu jest do naszej dyspozycji w tej rundzie, czyli będziemy mieli o ruch więcej);
  • oddeleguj krawca do królowej (czyli wyrzuć kartę ze swojej talii, na pocieszenie otrzymując za nią po raz ostatni dochód i wykorzystując jej bonus);
  • ufunduj dekoracje na bal, który wkrótce odbędzie się w pałacu, dzięki czemu będziesz zdobywać punkty, rozstrzygać remisy w poszczególnych lokacjach na swoją korzyść czy wreszcie – w przypadku najdroższych dekoracji – mnożyć punkty za swoje suknie.

Gramy tak przez siedem rund. Na koniec gry zapunktujemy jeszcze dodatkowo za przewagę naszych sukni w poszczególnych komnatach, za pokaz fajerwerków, za zestawy różnokolorowych strojów, za krawców, którzy dają punkty na koniec gry, za wybudowane przez nas posągi i za zachowane pieniądze i kartę pierwszego gracza. Co zaskakujące, posiadacz największej liczby punktów zostaje zwycięzcą.

P.S. Bardzo dobry skrót zasad przygotował i powiesił na BGG nasz redakcyjny kolega WRS – bardzo polecam ściągawkę, są na niej wszystkie informacje niezbędne do gry.

Rokokowy zawrót głowy

Rokokowy zawrót głowy

No i czas na wrażenia. Gra jest ponad przeciętną, nie da się ukryć, ale mam dwa zarzuty. Jeden prawdziwy a jeden wyssany z palca. Prawdziwy: Kolory. Jeśli ktoś ma kłopoty z rozróżnianiem kolorów, niech zapomni o graniu w Rokoko. To nie będzie miało sensu. Mamy pięć kolorów graczy i cztery kolory strojów. Cztery kolory strojów pokrywają się z czterema z pięciu kolorów graczy. Jedno ale. Nie mają ze sobą żadnego związku. ŻAD-NE-GO. Na koniec gry, szczególnie w 4-5 osób, na planszy mamy kolorową sieczkę i doliczenie się w niej czegokolwiek przyprawia o prawdziwy ból głowy. No dramacik.

A teraz zarzut wyssany z palca: Jak już się pewno zorientowaliście, jestem pełnokrwistym eurosucharzystą. Naprawdę lubię gry, w których mogę skupić się na fajnej mechanice, a nie zawracać głowy jakimiś klimatycznymi przeszkadzajkami. Rokoko to bardzo dobre euro. Przejrzyste zasady, ciekawe rozwiązania, prosta kontrola obszarów, proste budowanie talii, dobrze zbalansowane zdolności krawców. Jak to powiedział jeden z moich dobry znajomych – „to bardzo ciekawa, głęboka gra”. Trudno się z tym nie zgodzić. Za pierwszym razem gra zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Za drugim było fajnie. Za trzecim wiedziałem jednak, że gram już tylko po to, by móc napisać recenzję. Za czwartym się trochę po prostu nudziłem. To świetna gra. Tylko brak jej… duszy. Ja wiem, że to absurdalny zarzut i tak absolutnie subiektywny, że nie powinienem o nim nawet wspominać. Ale… coś w tym jest, że są gry, które mimo swojej suchości pożerają nas w całości, a są takie, które nie potrafią nas zauroczyć. Jak koty. Co nie zmienia faktu, że Wy możecie dostać na punkcie Rokoko kota. Czego serdecznie życzę!

 

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (6/10):

Oprawa wizualna (8/10):

Dziękujemy firmie Pegasus Spiele za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Bonfire – Feld znowu u szczytu formy?

Stefan Feld to jedyny autor, którego więcej niż jedna gra (Zamki Burgundii i Wyrocznia Delficka) znajduje się w moim osobistym rankingu TOP10. Patrząc z perspektywy czasu, żadna z jego gier, które poznałem do tej pory mnie nie zawiodła, stąd też na każdy kolejny tytuł tego autora patrzę z dużymi oczekiwaniami. Tym razem zderzył się z nimi Bonfire, który swoją oficjalną polska premierę będzie miał jutro za sprawą wydawnictwa Portal Games. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap