Home / Recenzje / Gry dla dzieci / Kot Stefan – uciekaj myszko do dziury…

Kot Stefan – uciekaj myszko do dziury…

image003.46717.800x0Co musi mieć planszówka, żeby zapewniła nam ogrom radości na wiele rozgrywek? Oryginalną i dopracowaną w każdym detalu mechanikę? Ciekawy, nietuzinkowy temat? Zachwycającą oprawę graficzną? Masę żetonów i plastikowych figurek? A może wystarczy kilka drewnianych myszek na sznurkach i kubeczek udający kota? :)

Mała dygresja na początek…

Gry dla dzieci to taka kategoria planszówek, która jest szczególnie bliska mojemu sercu. Ze smutkiem nieraz obserwuję, jak dzieciaki godzinami potrafią przesiadywać wpatrzone w ekran telewizora i komputera. A gry planszowe oferują im kreatywną rozrywkę, możliwość interakcji z rówieśnikami i dorosłymi, a do tego szereg walorów edukacyjnych. Cieszę się z każdego dzieciaka, które złapało planszówkowego bakcyla i z każdego rodzica, który odkrył, że gra może być dla jego pociechy dużo lepsza niż kolejna gadająca, plastikowa zabawka. Co do samych gier dla dzieci, podzieliłabym je na dwie grupy: są gry, które sprawiają frajdę głównie dzieciakom i najlepiej, żebyDSCN3918 grały w nie z rówieśnikami, bo dorosłym nie sprawiają już takiej przyjemności i w dodatku muszą dawać młodszym fory. Są to na pewno dobre i rozwijające gry. Aczkolwiek ja najbardziej lubię drugą grupę, a więc gry, które podobają się równie mocno dzieciom, jak i dorosłym.  Często sprawdzają się nawet jako gry imprezowe. I po tej przydługiej dygresji, czas wreszcie przejść do tego, co jest przedmiotem tej recenzji, czyli gry Kot Stefan autorstwa Susanne Kummer i wydanej przez Egmont. Należy ona stanowczo do tej drugiej grupy. Ale od początku…

Drewno, drewno i jeszcze raz drewno…

Przede wszystkim, już samo pudełko jest spore, grube i solidne. To dość ważne, bo gra jest przeznaczona dla dzieci już od 4 roku życia, a porządnego kartonu tak szybko nie zniszczą. W pudełku natomiast znajdziemy sześć drewnianych myszek na sznurkach, kawałek sera (oczywiście z materiału, bodajże filc), zestaw kart, sześcienną kostkę, która zamiast oczek ma rysunki myszek lub kota i drewniany kubek z kocią buźką i uszkami. I tyle. I według mnie to wszystko jest piękne, bo proste! Zwykłe szare, drewniane myszki, drewniana kostka, ładnie pomalowany kubek-kot. Jak to zupełnie inaczej wygląda na tle tych wszystkich kolorowych, plastikowych, mechanicznych i… niejednokrotnie paskudnie kiczowatych zabawek, którymi dziś bawią się dzieciaki. Naprawdę, nie sądzicie, że te współczesne zabawki są czasem po prostu brzydkie? Kot Stefan właśnie dzięki tej drewnianej prostocie ma niezwykły urok. Więcej takich zabawek dla dzieci!

Uciekaj myszko do dziury…

Rozgrywka jest bardzo prosta. Może w niej wziąć udział od trzech do sześciu osób (nawet siedem, jeśli jedna myszką będzie przechodnia i weźmiemy po 3 karty). Na środku stołu kładziemy serek, na nim ustawiamy myszki, które trzymamy za ogonki. Każdy gracz ma swoją myszkę oraz cztery karty, będące tutaj po prostu punktami zwycięstwa. Jedna osoba odkłada myszkę na bok i bierze do ręki kostkę oraz kubek, czyli kota Stefana. Gracz rzuca kostką. Kiedy wyrzuci rysunek myszki, nic się nie dzieje. Natomiast, gdy wypadnie kot, uderza kubkiem w stół, starając się złapać jak najwięcej myszek. Te natomiast próbują uciec (ciągniemy je za sznurki). Jeśli kotu się udało, otrzymuje kartę (punkt) od każdej myszki, którą złapał. Jeśli nie, przekazuje kubek kolejnemu graczowi. Jeżeli któraś myszka się pomyli i spróbuje uciec, gdy na kostce wypadła mysz, musi oddać jedną kartę do pudełka. Podobnie się dzieje, gdy pomyli się kot i spróbuje złapać myszki, mimo że na kostce nie ma kota. Gra kończy się w momencie, kiedy jeden z graczy stracił wszystkie karty. Wówczas podliczamy, kto ma ich najwięcej. Ta osoba zostaje zwycięzcą.

W prostocie siła

Gra jest banalnie prosta. Tak prosta, że aż genialna w swojej prostocie. Po pierwsze, rzeczywiście już cztero-, a nawet i niektóre trzylatki świetnie sobie radziły.

Po drugie, sama nie wiem, kto miał większą frajdę: dzieci czy ich rodzice. I to jest bardzo duży atut tej gry! Pewnie wielu z was wie, jak trudno jest kupić dobrą grę dla czterolatka. Większość fajnych gier ma na pudełku 6+, a te dla młodszych są często męczarnią dla rodziców. No w porządku, może cztero- i trzylatki nie są najlepszymi kotami, ale jako myszki radzą sobie świetnie.

DSCN3932

Myszki trochę sponiewierane…

Po trzecie, gra jest zrobiona naprawdę solidnie. Po pierwszej partii zastanawialiśmy się, po jakim czasie myszki stracą ogonki. Okazuje się, że po kilku tygodniach grania i to głównie z dorosłymi (a ci bywają bardzo brutalni), sznurki trzymają się nadal bardzo dobrze. Jedynie figurki myszek nabawiły się kilku wgnieceń… ale cóż, jak ktoś wczuł się porządnie w kota i przydzwonił w stół, że mało nie pękł, to aż dziwne by było, gdyby myszkom się co nieco nie oberwało. Na szczęście dzieciaki aż tyle siły w rączkach nie mają.

Po czwarte, gra wydaje się być prosta i szalona, ale na pewno ma też walory edukacyjne. Dzieci ćwiczą spostrzegawczość, zręczność, refleks oraz zdolności interakcyjne, a także uczą się dobrze bawić, bez względu na to, kto wygrał czy przegrał.

Po piąte, gra sprawdza się doskonale jako imprezówka. Dorośli ją pokochali. Odkąd Kot Stefan zagościł w moim domu, nie ma spotkania planszówkowego bez choćby jednej partii. Ba, żeby jednej – dwóch albo trzech! Nie wiem, co ta gra ma w sobie, ale kto tylko raz ją pozna, chce zagrać znowu.

Po szóste – gra jest z drewna, a nie z taniego, chińskiego i paskudnego plastiku. Ale o tym już pisałam, więc pora przejść do podsumowania.

A więc podsumowując…

Dla kogo ta gra? Z moich doświadczeń wynika, że dla każdego. Nie spotkałam jeszcze osoby, której Kot Stefan by się nie spodobał. Raz zdarzyło mi się, że czteroletnia dziewczynka się rozpłakała, kiedy kot z głośnym hukiem uderzył w stół. Ale myślę, że był to tylko chwilowy szok – wyglądała na cichą i spokojną osóbkę, i chyba nie spodziewała się takiego hałasu. A zatem, jeśli macie małe dzieci/nieco większe dzieci/dzieci w różnym wieku, to Kot Stefan będzie świetnym wyborem. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że zagracie w niego nie tylko z dzieciakami, ale również ze znajomymi.

A czy ma jakieś wady? Cóż, jeśli ktoś szuka ciężkiej, móżdżącej gry, to w Kocie Stefanie tego nie znajdzie :P. Ale lekka, zabawna gra dla dzieci/na imprezy – jak najbardziej.

Ogólna ocena (10/10):

Złożoność gry (2/10):

Oprawa wizualna (10/10):

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gry do recenzji.

2 komentarze

  1. Avatar

    Super gra dla dzieci i rodziców :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*