Home / Recenzje / Dodatki / Altiplano: Podróżnik – tajemniczy osobnik w bieli

Altiplano: Podróżnik – tajemniczy osobnik w bieli

To nie jest tak, że Altiplano wymaga dodatku. Faktem jest jednak, że na dodatek do Altiplano czekałem od momentu, kiedy dowiedziałem się jaki będzie jego tytuł. I miałem związane z tym dodatkiem pewne bardzo konkretne nadzieje.

Otóż w swojej recenzji kilka miesięcy temu pisałem, że nie przypadła mi szczególnie do gustu mechanika przemieszczania się pomiędzy lokacjami i że wydaje mi się, że nie wykorzystuje swojego potencjału. Kiedy zatem usłyszałem, że dodatek ma nosić nazwę Podróżnik od razu pomyślałem, że autor ekspresowo wysłuchał moich zażaleń i w jakiś sposób zmodyfikował lub wzbogacił kwestię podróży.

Okazuje się, że rację miałem w nieznacznym tylko stopniu, ale dodatek przetestować i tak było warto. Cóż zatem do świata alpak wprowadza Podróżnik?

Wprowadza trzy zasadnicze elementy, które można traktować w pewnym sensie jak osobne tematy, chociaż zazębiają się ze sobą. Zanim jednak do nich dotrę wspomnę o detalach.

Podróżnik to jedna nowa karta domu, jedna nowa łódź, jedna nowa misja i pięć nowych kontraktów. W pudełku jest również nowy bloczek do liczenia punktacji oraz mała, nieskładana alpaka pierwszego gracza. Tę ostatnią bardzo doceniam, bo duża składana alpaka jest tyleż efektowna, co wybitnie niewygodna. Pozostałe wspomniane drobne zmiany… no cóż, są tak drobne, że ledwo zauważalne.

Przejdźmy zatem do nowości istotnych. Pierwsza z nich budziła mój spory niepokój, bo miała potencjał, by grę miast wzbogacić – popsuć. Wprowadza mianowicie do rozgrywki talię losowych zdarzeń, z której dobieramy jedno na początku każdej tury. Zdarzenia są uporządkowane grupami, podobnie jak przybudówki, ale nie wszystkie wejdą do gry. Są to przeważnie drobne korzyści dotyczące wszystkich graczy, w rodzaju możliwości dodatkowego zakupu jednej sztuki jakiegoś zasobu za pieniądze.

Obawiałem się, że ten element nie okaże się zbyt dobrym pomysłem. Losowe zdarzenia w euro owszem, zdarzają się, ale kojarzą mi się raczej z utrudnieniem planowania, rozchwianiem rozgrywki albo z niezasłużonymi korzyściami dla niektórych graczy. Tu na szczęście są na tyle subtelne, a przede wszystkim w większości przypadków dotyczą wszystkich graczy, że nie miałem odczucia by były szkodliwe. Z drugiej strony nie wydaje mi się również, by wnosiły do Altiplano coś naprawdę konstruktywnego – ot, taki trochę pomijalny bajerek, delikatnie urozmaicający partię.

Karty zdarzeń mają jednak również drugą funkcję powiązaną z kolejną „dużą” modyfikacją podstawowej gry. Mianowicie, poza zdarzeniami informują również, jakie nowe towary pojawiają się na rynku. Ów rynek to dodatkowa planszetka trafiająca na środek stołu, pozwalająca na handel zasobami pomiędzy graczami. No dobrze, powinienem to stwierdzenie umieścić w dużym cudzysłowie, bo w grze z tak znikomą interakcją handel między graczami byłby przecież nie do pomyślenia.

Ogólnie ten rynek, jak się o nim pomyśli na chłodno, jest dość kuriozalny. Towary pojawiają się na nim albo w efekcie wspomnianych kart zdarzeń, albo gdy gracze płacą towarami kupując tak zwane patenty (o nich później). Z kolei kupować towary z rynku można za… opale, czyli nową walutę w grze. Skąd jednak brać opale? Sprzedając towary na rynek, tyle że tak sprzedawane towary nie trafiają na rynek, tylko normalnie, do naszej skrzyni. Dziwne, ale wbrew pozorom – działa.

Jak trafić na rzeczony rynek? Tu właśnie pojawia się tytułowy Podróżnik, czyli taki delikwent cały na biało, który szwenda się po normalnych lokacjach z podstawowej wersji gry. Co rundę przemieszcza się do innej, a że ma charakter samotnika, to wybiera takie, w których nikogo nie ma. Zatem nie da się na niego zaczaić, trzeba zawsze wykonać ruch, żeby znaleźć się tam, gdzie akurat się zatrzymał. W takiej lokacji możemy korzystać zarówno z tradycyjnych akcji, jak i opisanych w poprzednim akapicie akcji rynku.

Ten właśnie element dodatku jest nabliższy temu, czego się spodziewałem, czyli modyfikacji mechanizmu poruszania. Jak widać modyfikacja taka w zasadzie nie zaszła, ale obecność podróżnika rzeczywiście wzbogaca nieco podejmowanie decyzji o tym, gdzie chcemy się w danej rundzie znaleźć. Rozbija przy tym najprostsze schematy, bo czasem zachęca nas by pójść gdzieś, gdzie normalnie nigdy byśmy nie trafili.

Istnienie rynku ma jeszcze jedno kapitalne znaczenie – dodatkowe źródło towarów w grze, istotne szczególnie w przypadku zasobów, których nie da się zdobyć „normalnymi” środkami (bez łodzi albo przybudówki). W końcu by mieć stado alpak trzeba skądś wziąć tę piewszą.

Dochodzimy wreszcie do ostatniej nowości, czyli wspomnianych wcześniej patentów. Kupujemy je również na rynku, pozbywając się tym samym towarów „na stałe”, tak jak przy kontraktach. Samego zakupu można zatem użyć jako sposobu odchudzenia swojej „talii” (ale można się też nieźle w ten sposób wkopać).

Talia patentów dzieli się na dwa stosy, z których pierwszy dostępny jest od początku, a drugi odblokowuje się mniej więcej w połowie partii. Kupujemy dowolny patent, podobnie jak działa to z domami czy łodziami. Patenty dają nam nowe, stałe zdolności, których możemy używać do końca rozgrywki.

Na pierwszy rzut oka patenty bardzo mi się spodobały, bo lubię gdy gra pozwala „rozbudować się”, tym samym rozszerzając swoje możliwości. Kiedy przejrzałem listę zdolności byłem jednak mocno zaniepokojony – czy nie są zbyt potężne? Czy nie zdestabilizują gry, albo nie staną się absolutnie centralną jej częścią?

Większośc patentów można podzielić na trzy rodzaje – pozwalające zarabiać pieniądze, pozwalające zdobywać punkty i modyfikujące zasady. Te ostatnie to na przykład opcja wykonania dodatkowego darmowego ruchu po spasowaniu, czy rozluźnienie reguł umieszczania towarów w magazynie. Faktycznie, przynajmniej część z nich wygląda bardzo zachęcająco i nawet na pojedynczym patencie da się zbudować pomysł na rozgrywkę. Szczęśliwie jednak nie okazał się to być (przynajmniej jak do tej pory) pomysł, który jest ewidentnie lepszy od alternatyw. Starczy powiedzieć, że w jednej z partii wygrał uczestnik, który patenty niemalże zupełnie zignorował.

Czy zatem Podróżnik to dodatek obowiązkowy? Zdecydowanie nie. Bez problemu wyobrażam sobie granie w wersje sauté z równą satysfakcją, jak robiłem to do tej pory. Czy Podróżnik zmienia rozgrywkę diametralnie? Nie. Dodaje ciekawe elementy, ale to nadal gra o przerabianiu żetonów w inne żetony. Czy jednak czuję, że dodatek wnosi do Altiplano coś dobrego? Jak najbardziej. Rozgrywka z rynkiem i patentami jest ciekawsza, wprowadza nowe aspekty, o które trzeba dbać i nowe pomysły strategiczne, które można realizować. Czego natomiast nie wprowadza, to interakcja między graczami – nie dajcie się oszukać handlem, nadal jest ona niemal niewidoczna.

Podsumowując: nie widzę problemu, żeby grać w Altiplano bez dodatku, ale mając wybór nie widzę też powodu, żeby siadać do rozgrywki bez niego.

(Na Podróżnika wcześniej rzucał okiem Ginet.)



Grę Altiplano: Podróżnik kupisz w sklepie

Ogólna ocena (7,5/10):

Złożoność gry (5/10):

Oprawa wizualna (6/10):

Dziękujemy firmie Baldar za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*