Ptasie Rewiry od IUVI Games.
Czy to samolot? Czy to Superman? Nie… to PTAKI! CAŁE STADA! Szybko! Uciekajmy!
Albo… zanim ulegniemy panice, zawołajmy kogoś na pomoc. Może… psa? Kota? Albo nawet… samego Jastrzębia?
Jeszcze lepiej – usiądźmy spokojnie do stołu i sprawdźmy, co z tą menażerią naprawdę się odczynia.
Gołąb na dachu
Ptasie Rewiry to najwyraźniej miejsce niebezpieczne. Pełno tu napięć i przepychanek między lukratywnymi miejscówkami. Któż lepiej mógłby rozstrzygnąć ptasie spory, jeśli nie gracze? IUVI Games zaprasza nas do świata skrzydlatych gangusów, których jedynym celem jest dominacja. Jeśli nie na lokalnej grzędzie, to przynajmniej na Fontannie – miejscowym odpowiedniku Penthouse’u Premium.
Od 2 do 5 graczy będzie wystawiać swoje ptaszory na kafelkach, by zdobywać punkty (metodą dominacji ilościowej), aktywować rozmaite akcje, a nawet… przejmować kontrolę nad innymi zwierzętami. W czasie rozgrywki, zresztą przyjemnie zwartej (poniżej godziny), będziemy też starać się różnymi roszadami doprowadzić nasze stado na Fontannę, by tam zdobyć nie tylko prestiż i wygodę, ale i ukochane przez ptactwo punkty.
A wszystko zacznie się od… niepozornego worka.
Wróbel w worku
Głównym mechanizmem napędzającym nasze akcje będzie losowanie plastikowych ptaków z worka. Plot twist polega na tym, że wylosować możemy nie tylko swoje stado, ale też ptaki naszych sąsiadów – przeciwników.
Przystańmy tu na chwilę.
Rozmieszczanie swoich sił na kafelkach to mechanizm dość w grach znany. Jednak dysponowanie przy tym nie tylko swoimi „oddziałami” – to już nowa para kaloszy. A przynajmniej nowa dla mnie. Pomyślcie tylko o możliwościach. Pozycjonowanie siebie w korzystnych miejscach i jednoczesne spychanie przeciwników na kafle mniej wartościowe, zmarginalizowane, a często wręcz zdradzieckie? To początek pysznej zabawy!
Bardzo podoba mnie się tenże mechanizm i przysiadłem do gry z nieskrywanym zaciekawieniem. Oto coś nowego, z dużym potencjałem na złośliwości – brzmi jak gra dla mnie! Nie wiedziałem jednak, jak bardzo Ptasie Rewiry ten pomysł rozwijają – i to przy pomocy bardzo prostych zabiegów. Na przykład… przestawienia miejscami cyferek w punktacji.
Ile jaskółek czyni wiosnę?
Jeden kafel. Trzy punktowane miejsca. Pierwsze warte 3 punkty, drugie 2, trzecie 1 – proste, jasne, logiczne.
Drugi kafel. Trzy miejsca. Pierwsze warte 5 punktów. Drugie 0… i trzecie 2? Co?!
Trzeci kafel. Trzy miejsca. Pierwsze za 4, drugie za 5 i trzecie za 6?! Co tu się odjaniewróbla?
Z początku myślałem, że to jakiś błąd. Zwykły gołąb drukarski. Ale im dłużej się przyglądałem, tym większy miało to sens. W Ptasich Rewirach kafle nie są tym, czym pierwotnie się wydają. I wbrew centralnej mechanice – area control – wcale nie zależy nam na totalnej i absolutnej dominacji. Czasem wręcz lepiej jest wesprzeć przeciwnika i dołożyć jego ptaszki obok swoich, by wymusić na nim niekorzystne zwycięstwo. Albo tak balansować migracją, by przeciwnicy remisowali ze sobą, bo remisującym stadom punkty nie są przyznawane.
Proste, jasne, boleśnie logiczne.
Ptasie Rewiry znalazły fantastycznie przystępny sposób na urozmaicenie głównej mechaniki. Wespół z workową rekrutacją tworzy to mieszankę wysoce niestabilną i diabelsko przewrotną. Niczego nie można być tu pewnym, bo sytuacja jest dynamiczna i zmienia się… w lot. Po wylosowaniu ptaszków z worka można mieć jakiś plan, ale elastyczność jest wpisana w grę. Wciąż trzeba kontrolować sytuację, reagować na nią i trochę też przewidywać, co oponenci mogą zrobić, jeśli mają nasze ptactwo w garści.
Jeśli wejdziesz między wrony…
Jeśli ów worek jest sercem gry, to akcje na kaflach są jej… mięśniem? Układem kostnym?
Anyway… szybki rzut oka na planszę. Jeden kafel – opróżnia się ilekroć zbiorą się na nim cztery ptaki. Gdzie odlatują? Na Skwer, rzecz jasna! To takie przedmieścia Fontanny – mało wartościowe. Lepiej pchać się na fontannową piramidę, ale nie zawsze będzie to zależeć od nas!
Inny pozwala dorzucić do worka dodatkowego ptaka, zwiększając szansę, że ktoś nas wylosuje – może nawet my! Kolejny: pozwala wymienić się posiadanym ptakiem z innym graczem.
Jeszcze inne kafle pozwalają przejąć kontrolę nad lokalną menażerią. Psy, koty, ptaki i ssaki stanowią postrach dzielnicy. Darmową akcją można je aktywować, by na różne sposoby przeganiać ptactwo, często w efekcie przepędzając je na Fontannę.
I tu leży główne źródło móżdżenia w grze. W znajdowaniu ciągów przyczynowo-skutkowych między kaflami. W umiejętnym wykorzystywaniu ich do swoich celów. W rozmieszczaniu wrogich ptaków i manipulowania nimi tak, by to nam w udziale przypadły punkty. I co ciekawe, mimo jawnie agresywnej, negatywnej interakcji, atmosfera przy stole jest dziwnie sielska.
To chyba te ilustracje tak działają na ludzi.
I na zwierzęta.
Z wysokiej grzędy na Skwer
Należy przyznać, że gra ma nieco fikuśny setup, gdzie kilka typów kafli różnych typów mieszamy w różnych konfiguracjach, w zależności od liczby graczy.
Mnogość decyzji niektórych graczy może przyprawić o paraliż decyzyjny (pozdrowienia dla Pawła!) – jest tu mnóstwo informacji do przetworzenia, między kaflami a obecnymi w grze Zwierzętami.
Na dodatek lider ma tendencję do bolesnego odskakiwania i żaden mechanizm go przed tym nie powstrzyma – ani nie ułatwi innym nadrobienia straty. Można co najwyżej obserwować, jak coraz bardziej się oddala, na jeszcze wyższe grzędy. Ale, co dziwne, zupełnie mi to nie przeszkadzało w grze.
Trochę większy miałem problem – ale to już nie zarzut to gry – z samą Fontanną. Tematycznie ptaki po prostu się na nią przesiadają. Ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ptaki wcale się nie przesiadają, tylko… udają na wieczny spoczynek. W grze przecież występują niemal drapieżne zwierzęta, w pewnym sensie polujące na ptactwo. Nie mówiąc o Piorunach, którymi można brutalnie przenosić ptaki na Skwer. Rażenie prądem, naprawdę? Zero skojarzeń?
Spróbujcie więc spojrzeć na kolejne piętra Fontanny jak na niebiańskie obłoki, a na Skwer jako na piekło czy inny czyściec. Albo w ogóle, na całość planszetki jako na kręgi piekła Dantego… jest w Fontannie coś niepokojącego. Ale może to już wyłącznie moja nadaktywna wyobraźnia.
Powrót na ulubioną gałąź
Jest w Ptasich Rewirach jeszcze kilka smaczków, jak np. gniazda i daszki, zwiększające siłę stada czy uniemożliwiające wysadzanie z niego ptaków. Są nawet karty ukrytych Celów, które rozkosznie bawią się ptasim słownictwem (duże propsy za fantastyczną, translatorską zabawę słowem!). I całość składa się w nietypową grę rodzinną, w której nawet bardziej doświadczeni gracze znajdą wiele dla siebie. To po prostu świetna zabawa, z dużym zapasem kafli, zwierząt i celów, które urozmaicą grę na wiele, wiele partii.
Nie jest to może gra dla każdego – złośliwość jest tu wpisana w niemal każdy ruch – ale jeśli lubicie patrzeć, jak Wasi przeciwnicy piszczą jak małe pisklęta, gdy zgrabnym ruchem pokrzyżujecie ich misterny plan… znajdziecie w tym gnieździe coś dla siebie.
Zalety:
+ zgrabne połączenie uroczego tematu i negatywnej interakcji
+ fantastyczny twist z rozstawianiem ptaków przeciwników
+ silny „cute factor”
+ rześkie tempo gry i krótkie, niespełna 60-minutowe partie
+ wysoka, choć najczęściej złośliwa interakcja
+ proste zasady dające jednak duże pole do pomysłowych kombinacji
Wady:
– zauważalny problem uciekającego lidera może prowadzić do kingmakingu
– potencjał do paraliżu decyzyjnego
– mało komfortowy setup
– plastikowe ptaki nie zawsze chcą się układać w stosy
Ogólna ocena
(7.5/10):









Złożoność gry
(3.5/10):









Oprawa wizualna
(7/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Dobry, solidny produkt. Gra może nie wybitnie oryginalna, ale wciąż zapewnia satysfakcjonującą rozgrywkę. Na pewno warto ją przynajmniej wypróbować. Do ulubionych gier jednak nie będzie należała.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony

























