Noc w Zoo od wydawnictwa Albi Polska.
Nie macie czasem tak, że budzicie się w nocy z usilną ochotą na wizytę w zoo? A co, jeśli zoo jest nieczynne? A do tego – wszystkie zwierzęta wybrały się na nocny spacer?
W takich okolicznościach pozostaje pochwycić latarkę, ubrać ocieplane gumowce, ruszyć na poszukiwanie i doprowadzić zbiegów z powrotem do ich miejsca stałegob pobytu.
Wtedy można spokojnie, w poczuciu dobrze spełnionej powinności, wrócić do śpiulkolotu.
Lot nad pingwinim gniazdem
Noc w Zoo stawia graczy w pozycji niemożliwej – oswajania i ujarzmiania dzikiej fauny.
Zwierzęta rozleciały się po mieście. Naszym zadaniem jest skuszenie ich na powrót do wybiegów i klatek. Jeśli już pominąć wątek wegańsko-PETA-altruistyczny – zwierzętom należy się wszak wolność, ale uznajmy, że w mieście będzie im gorzej, niż w zoo – to i tak mamy do pokonania inną przeszkodę: zwierzęta nie pójdą wszędzie tam, gdzie chcemy. Ba. One są wręcz turbowybredne.
Nie dość, że należy zabezpieczyć im bezpieczną ścieżkę – układając przed nimi odpowiednie kafelki – to jeszcze trzeba zaakceptować ich preferowany styl poruszania. A przy okazji zadbać o ich zbalansowaną dietę.
Sami widzicie.
To będzie pracowita noc.
Futrzasta brygada
Noc w Zoo to gra kafelkowa, w której od 1 do 4 graczy zabudowuje swoje planszetki kolejnymi kaflami. Cel to utworzenie ścieżek, po których mogą przejść zwierzęta, ulokowane początkowo na skraju rzeczonej planszetki.
Nasze tury są iluzorycznie proste. Dobierz kafelek z ryneczku, połóż gdziekolwiek, zyskaj bonus, jeśli spełniasz warunek na polu. Tu darmowy kafelek, tam punkty, gdzie indziej: odkrycie (czyli wprowadzenie do gry „nieaktywnego” wcześniej zwierza) lub dodatkowy ruch.
I w tym ruchu tkwi główny twist Nocy w Zoo. Tomáš Holek zgotował nam tu przestrzenną łamigłówkę, w której niemal każdy zwierz funkcjonuje na innych zasadach, zarówno w ruchu, jak i punktacji. Bazowo – każde zwierzę porusza się o jedno pole. ALE.
Surykatka o jedno pole dalej, jeśli w rzędzie lub kolumnie ma inne zwierzę.
Wąż porusza się po linii prostej, a by skręcić, potrzebuje jednego punktu ruchu.
Leniwiec wykonuje jeden ruch i zasypia, wymagając punktu ruchu, by się znów obudzić.
Motyl może się poruszyć lub zgromadzić na sobie pyłek, za który punktuje na koniec.
Wilk punktuje za wielkość stada, które finalnie dotrze do zoo.
Tak. Przed nami dużo pracy.
Kije i marchewki
Pierwsze wrażenie z Nocy w Zoo jest takie, że wystarczą trzy ruchy, kilka dołożonych kafelków i zaraz będziemy tu śmigać zwierzątkami, że aż im się ogony będą trząść.
Pełna dowolność w rozkładaniu na planszy. Dodatkowe akcje na polach i na kafelkach. Wszystko w zasadzie zbudowane na prostych akcjach: odkryj zwierzę, by móc nim poruszać, porusz zwierzęciem, dobierz kafelek – nic więcej. Rodzinna prostota połączona z naprawdę kombinatorską zabawą na kilku poziomach. Ciągłe balansowanie między mieć, a być (bo dobrany kafelek można odrzucić, by poruszyć WSZYSTKIE zwierzęta stojące na polach tego samego koloru). Koszenie bonusów, magazynowanie kafelków pod szalone combosy i maksymalizowanie wydajności ruchowej zwierzaczków.
Co mogło pójść nie tak?
No cóż… chociażby… zwierzęta.
Leniwiec w sześciu odsłonach
Te „poruszające się na własnych zasadach” zwierzaki przyciągnęły mnie do gry bardziej, niż cokolwiek innego. Ile możliwości tu przeczuwałem, ile ekscytujących eksperymentów chciałem przeprowadzić, jakież to szalone combosy i wywijasy chciałem odczyniać.
W praktyce tempo ruchu zwierząt – a więc tempo gry – jest po prostu mozolne. Do kwadratu.
W grze dobierzemy około 15-19 kafelków z podstawowych ruchów i bonusów na polach. Jeśli dobieramy kafelki z odpowiednim bonusem – może ciut więcej. Trudno będzie nam więc pokryć całą planszę, mierzącą 5×5 kafli. Czyli już na starcie zaczynamy od dylematu: którym zwierzom umożliwić podróż, a które zaniedbać? Dylemat ma jednak drugi poziom: kiedy odmówić sobie dołożenia kafelka, a zamiast tego ruszyć zwierzaki?
Do tego dołóżmy zakusy samej planszetki – bonusy, punkty, dodatkowe akcje. I całą tę sumę podzielmy przez możliwości, jakie dają – lub pozostawiają – nam losowo pojawiające się na rynku kafle i dobierający je gracze.
Efekt jest porażający, ale nie w ten sposób, który lubimy.
Bo w rezultacie zarówno gepard, jak i leniwiec, a także cała reszta ich kolegów, zamieniają się w bliskich kuzynów rzeczonego leniwca. A ich podróż w zwierzęcą odyseję, ciągnącą się nie turami, a wręcz latami.
Temporalne zjawiska zoologiczne
Wszystko w tej grze nie ma prawa się nie podobać. Sweetaśne ilustracje, nietuzinkowy temat, różnorodność zwierzaczków i sympatyczne dodatki z nowymi zwierzaczkami, asymetryczne ich punktacje i zdolności ruchowe. Do tego topowa produkcja, z pięknym drewnem i efektownym lakierowaniem UV na deser.
Niestety, rozgrywka szybko uspokaja entuzjazm i studzi zapały.
Gra się ciągnie.
Nasza plansza zaczyna się sensownie zapełniać gdzieś w okolicach 2/3 czasu gry. Przedtem najpewniej nie uda nam się dostarczyć do zoo więcej niż jednego zbłąkanego zwierzęcia. Pozostałe będą albo odcięte od świata brakiem ścieżki, albo uśpione czy odwrócone w nieodpowiednią stronę, albo umiejscowione na kafelkach w tylu kolorach, by akcja odrzucania kafelka straciła rację bytu.
Symulator kafelkowego zatwardzenia
Duże ciśnienie.
Mały rezultat.
Kwestię tego zatwardzenia trochę regulować mógłby „bonusowy-ekstra-ruch”, wyznaczany co rundę, gdy niewybrane przez nikogo kafelki zadecydują o kolorze, jaki poruszy się w ramach gratisu od gry. Ale to nadal za mało, by czuć, że faktycznie mamy tu dużą sprawczość. Nie ma też poczucia, że te combosy, gdy już wchodzą, to popychają całą naszą menażerię dramatycznie do przodu.
Gra nigdy nie rozwija skrzydeł i nie daje poczucia, że oto właśnie zrobiliśmy gigantyczny skok do przodu – bo ten skok, w przypadku większości zwierząt, to jedynie posunięcie o kafelek do przodu. Czasem o pół kafelka (patrzę na ciebie, żółwiu). A czasem oznacza jedynie wybudzenie z popołudniowej drzemki.
Zamiast tego jest wrażenie, że zwierzaki są zawsze nie tam, gdzie powinny, a nawet jak je odpowiednio ustawimy, to rywale podbiorą nam pożądane kafle lub spowodują, że bonusowy ruch na koniec rundy jest dla nas bezwartościowy.
A w Nocy w Zoo niewydajne ruchy bolą podwójnie, bo naszych ruchów jest de facto w grze bardzo mało. Nie ma raczej co marzyć o zapełnieniu planszy kaflami, a ruch specjalny – ten za odrzucenie kafelka – faktycznie zdarza się może kilka razy w całej grze. Zwierzęta stoją więc niemrawo, czekając na impuls do podróży – a ten impuls przychodzi frustrująco rzadko. Dominuje poczucie, że zwierzęta do zoo wracać nie chcą.
I ja chyba też nie chcę.
Ostateczny upadek systemu zoologicznych korporacji
Od czasu mojego spotkania z SETI prześladuje mnie przeświadczenie, że Tomáš Holek to nazwisko, z którym trzeba się liczyć. Że ma jakiś „złoty dotyk”. I że ten cały ciągnący się za nim hype nie jest tylko wydmuszką.
Niestety, w przypadku Nocy w Zoo, ten złoty dotyk się nie pojawił. Jest tu potencjał, są ciekawe pomysły, ale gra cierpi na przykład bardzo niezbalansowanego tempa rozgrywki. Budowanie zagrywek przez kilka tur, by później „epicko” pchnąć trzy zwierzaki o jedno pole do przodu to zdecydowanie zbyt wiele zachodu o nic. Brak w grze poczucia wystrzelenia do przodu, więcej tu dreptania w miejscu, niż widowiskowych sprintów do mety.
Mechanicznie zarówno asymetrie zwierząt, jak i bonusy na planszy prowadzą nas w ciekawe miejsca, ale brakuje chyba tu czwartego aktu, dodatkowej rundy, w której moglibyśmy zwieńczyć nasze starania i zaprosić spore stadko do zagrody. Niektóre zwierzęta są tu szczególnie winne i gra np. z żółwiem i leniwcem to po prostu mozolna wspinaczka pod mało imponującą górę.
Zresztą… zwierzętom na pewno jest lepiej na wolności, niż w nawet najpiękniejszych klatkach.
Niech zostaną tam, dokąd uciekły.
Zalety:
+ ciekawe asymetrie zachowań i punktacji zwierzaków
+ śliczne komponenty i efektowna oprawa z wykorzystaniem druku fluorescencyjnego
Wady:
– frustrujące tempo gry
– niewystarczająca nagroda za długo ustawiane combosy
– niektóre zwierzęta są wyraźnie ciekawsze od innych, co przy 6 zwierzętach w podstawowym pudełku znacznie obniża różnorodność między partiami
Ogólna ocena
(6/10):









Złożoność gry
(4.5/10):









Oprawa wizualna
(6/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Do tej gry mamy konkretne zarzuty. Może być fajna i dawać satysfakcję, ale… ale jest jakieś zasadnicze „ale”. Ostatecznie warto się jej jednak bliżej przyjrzeć, bo ma dużą szansę spodobać się pewnej grupie odbiorców.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony

















