Home / Artykuły / Felietony / Utopia, czyli mój wymarzony sklep

Utopia, czyli mój wymarzony sklep

Kiedyś, na pewnym forum, wymieniłem parę zdań o sklepie jaki bym chciał odwiedzić. Temat mnie na tyle zaintrygował, że zacząłem się na poważnie zastanawiać jak powinien wyglądać hipermarket moich marzeń. Żeby wizja była bardziej spójna i rzeczywista zacząłem ją spisywać. I tak po pewnym czasie powstał niniejszy artykuł. Tu i teraz zapraszam was, abyście odwiedzili mój, utopijny sklep. Poczuli się jak gość i dali poprowadzić po opisywanych cudach.

Powitanie

Warszawa. Późna Wiosna. Odbieram cię z Dworca Zachodniego. Pociąg spóźnił się 15 minut, więc wolny czas spędziłem na oglądaniu stoisk z tanią książką. Wreszcie jesteś, uścisk dłoni, parę dowcipów, uprzejmości, opowiadasz jak minęła ci podróż. Szybkim krokiem zmierzamy na parking, nie ma co tracić czasu. Przed nami długi, pełen wrażeń dzień.

Wsiadamy do samochodu, zgrabnie włączam się do zatłoczonego ruchu wymuszając pierwszeństwo. Nie ma jak kierowca z Warszawki. Ty zadajesz pytania na wiadomy temat, chcesz więcej informacji, relacji, choć drobnych opisów. Ja milczę, zbywam cię krótkimi odpowiedziami. Doskonale wiem, że nie ma sensu opisywać słowami, czegoś co nie da się opisać. To trzeba zobaczyć na własne oczy.

Przetaczamy się przez zatłoczone ulice. Światła dzisiaj nam nie sprzyjają, co chwila czerwone. Wreszcie wypad na rondo, ostatnia prosta i z daleka widać już cel podróży. Oślepiające słońce przeszkadza, ale wreszcie stopniowo chowa się za budynkami i widać co raz więcej szczegółów.

Uwielbiam ten moment. Patrzę na drogę i co chwila rzucam okiem na twoją twarz. Wraz z przejechanymi metrami twoje oczy coraz bardziej się rozszerzają, usta otwierają, a palce nerwowo uderzają o tapicerkę. Ciężko nazwać twoje oblicze inteligentnym, tępota wprost z niego bije. Ale jesteś usprawiedliwiony, każdy reaguje tak samo. Gdy ja pierwszy raz to zobaczyłem wyglądałem nie lepiej.

Gigantyczne centrum handlowe widać już jak na dłoni. Egzotyczny kształt budynku robi wrażenie to jasne. Ale każdego kto pierwszy raz to zobaczy, przede wszystkim poraża świadomość co się sprzedaje na tak wielkiej powierzchni.

 Budynek Hobby Market robi wrażenie.

 Budynek Hobby Market robi wrażenie.

Charakterystyczny szyld Hobby Market jest pierwszym znakiem czego można się tu spodziewać. Jednak nie jedynym. Na części sklepu rozwieszone są wielkie plakaty. Jeden zapowiada najnowszą produkcję na PC Battlefield 1944, drugi jest reklamą wchodzącego do kin Hobbita, a przede wszystkim gadżetów związanych z filmem, które można tu kupić. Na umieszczonych na zewnątrz telebimach przewijają się reklamówki najróżniejszy gier video.

Wszystko znika, a my zanurzamy się w tunelu parkingu podziemnego. Budzisz się jak ze snu. Z ust wydobywa ci się tylko krótkie, niecenzuralne słowo. Oddające jednak w zupełności twój stan emocji.

Parter oczywiście wypełniony po brzegi, tutaj nie zaparkujemy. Opuszczamy piętro z symbolem statku kosmicznego i jedziemy wyżej. Tu też kiepsko, choć symbol kostek do gry zobowiązuje do pozostania. Niestety nie uda się, ruszamy wyżej. Jest wreszcie miejsce, a samochód pozastawiamy przy kolumnie z joystickiem.

Parter

Zjeżdżamy windą na parter, zwiedzanie proponuję rozpocząć od samego dołu. Wchodzimy przez główne wejście i wjeżdżamy ruchomymi schodami na półpiętro. Głowa nie nadąża za obracaniem szyją, po lewej, po prawej, nad nami, wszędzie plakaty. Najróżniejsze bestsellery i nowości. Wszędzie tłustym drukiem informacje naprowadzające, w którym miejscu można je nabyć. Pojawia się również relaksująca muzyka.

Przed nami wielka tablica z dokładnym planem centrum. Obok informacyjne panele dotykowe. Odciągam cię od nich, szkoda czasu, ja znam drogę. Omijamy grupy ludzi i kierujemy się do głównej części parteru.

Co tu znajdziemy pytasz. Już pokazuje. Po pierwsze spory sklep z czasopismami hobbistycznymi. Zanurzamy się w rój szafek z pismami. Omijamy półki z magazynami o grach elektronicznych, o modelarstwie, fantastyce, polskojęzyczne, angielskojęzyczne, francuskie, niemieckie, szkoda gadać. Mnóstwo. Ale wreszcie dochodzimy do tego co tygrysy lubią najbardziej. Czasopisma poświęcone grom planszowym. Kolejny numer Games International, jeszcze nie czytałem. Dobrze, że wreszcie są miesięcznikiem i starają się pilnować terminów. Obok kilka numerów  Knucklebones, Counter, Moves, Undefeated Magazine, Indepth, Games Quarterly Magazine niemiecki Spielbox i Fairplay. W centralnym miejscu dwa polskojęzyczne miesięczniki. Tylko o grach planszowych i karciankach niekolekcjonerskich. Zabawne… kiedy to było? Ten słynny wywiad z Trzewiczkiem, jego prelekcje, zapewnienie, że boom gier planszowych nie ma racji bytu. A tu patrzcie. Wszedł na rynek Pan Pieniążki. Zainwestował, zareklamował, postawił to dzieło sztuki i BUM! Pooooszło. Polskie edycje światowych hitów, niemieccy i amerykańscy wydawcy na naszym rynku, dwa rodzime magazyny. Ostatnio słyszałem, że na jakieś prelekcji Ignacy demonstracyjnie podarł kartkę z archiwalnym wywiadem.

Od czasu do czasu oczy padają na sąsiednie półki. Atrakcyjne okładki w klimacie fantasy i sf zwracają uwagę. Rzesze czasopism dla fanów bitewniaków i karcianek, obok literatura RPGowa. Dungeon, Book of Dark Wisdom, Warpstone, Dragon, Game Trade Magazine, Rifter, Campaign Magazine to tylko czubek góry lodowej. Ironicznie obok siebie dwóch przeciwników. Nowa Magia i Miecz oraz Portal. Znów się gryzą. Znów podszczypują. Znów rzucają złośliwości na łamach. Ale wszystko w pięknym stylu konkurencji, rywalizacji. Walczą jakością swoich artykułów o klienta. Brakowało ich. Dobrze, że znowu są.

Prasa hobbistyczna. Kolorowe, fantastyczne i dostępne. 

Prasa hobbistyczna. Kolorowe, fantastyczne i dostępne. 

Obok półek panele dotykowe. Pomocna rzecz. Poruszasz się po intuicyjnym menu i wybierasz konkretny tytuł. System dostarcza ci krótkie streszczenie czasopisma, możesz przejrzeć zawartość numerów archiwalnych, wreszcie zamówić prenumeratę z dostawą do domu. Za wszystko zapłacisz przy kasie. A nowe numery przyjdą do ciebie szybko po swojej premierze. Większość czasopism ma swoje wersje również w wersji cyfrowej. Bez problemu można je zakupić ze strony internetowej sklepu siedząc wygodnie w domu. Są tańsze, lecz trzeba czytać z ekranu. Jak kto woli. Do wyboru do koloru.

Przeglądasz najnowsze numery, zgrzytasz zębami, że za dużo, że niektóre za drogie. Ale kilka musisz wziąć. Wrzucamy nabytki do koszyka i odciągam cię od półek. Dużo jeszcze przed nami.

Omijamy całą sieć fastfoodów jakie się tu znajdują i kierujemy się w stronę ruchomych schodów. Czas na następne piętro. Wymijany tłumy dobrze zorganizowanym systemem przejść, tak, że wjeżdżający i zjeżdżający nie tamują wzajemnie ruchu.

Piętro I

Pierwsze piętro wita nas kanonadą dźwięków i świateł. Tu rządzi elektroniczna rozrywka. Głośna muzyka, wszędobylskie plakaty najnowszych hitów, telebimy, melodia co pewien czas przerywana zapowiedziami nowego konkursu lub promocji.  Nie będziemy się tu na długo zatrzymywać, bo inaczej spędzimy cały dzień. Stąd dasz radę wyjść tylko gdy wyprosi cię ochrona. Inaczej nie starczy ci siły woli. Powiem tylko parę słów o tym co możesz tu znaleźć.

Całe piętro podzielone jest na trzy hale. Największą powierzchnie zajmują akcesoria oraz gry na konsole. Widziałeś kiedyś targi Sony Experience lub podobną imprezę? Tak? To tutaj wygląda to tak jakby taka impreza była codziennie. No może trochę mniej jest hostess, niestety. Mnóstwo gier na konkurujące ze sobą Xbox 360, Playstation 3 i Nintendo Revolution. Rozbudowane działy z oprogramowaniem dla konsoli przenośnych PSP i DS. Są też stoiska dla dinozaurów Sony Playstation 2 oraz pierwszego Xboxa. Ale nie cieszą się już taką popularnością jak najnowsza generacja. Sporo powierzchnię zajmują też półki z akcesoriami: najróżniejsze fotele z kierownicami, panele statków kosmicznych, wymyślne pady do gier muzycznych, mordobić, najróżniejsze kontrolery w kształcie broni palnej lub białej. Zawsze też jest mnóstwo gości poprzebieranych za bohaterów gry, którzy namawiają do różnych tytułów. O spójrz choćby tam. Goście z replikami broni, w mundurach futurystycznych sił specjalnych.

XBOX 360 i Playstation 3 walczą ostro o rynek. 

XBOX 360 i Playstation 3 walczą ostro o rynek. 

Druga hala pod względem powierzchni to salon gier, jeden z największych w Polsce. Najróżniejsze gry elektroniczne sprowadzane wprost z USA, Japonii oraz z nowego giganta na rynku gier – Chin. Znajdziesz tam nawet tak wymyślne automaty jak symulator wędkowania czy polowania. Choć podobno ten ostatni mają zdjąć po zeszłotygodniowej hecy z Zielonymi. I zapewniam cię, że nie chodzi mi o orków. Jednym słowem jest to miejsce gdzie mógłbyś rano zostawić swoje dzieci wraz z kartą płatniczą. I wieczorem odebrać je wraz z pustym stanem na koncie. Oczywiście nikt o zdrowych zmysłach tego nie robi.

Symulator, ale czujesz się jak w prawdziwej bryce.

Symulator, ale czujesz się jak w prawdziwej bryce.

Najmniejszą powierzchnię, a i tak uwierz mi na słowo bardzo pokaźną, zajmują gry komputerowe. Lwią część wzięła pod panowanie rozrywka sieciowa. Niezliczone gry MMORPG, taktyczne shootery FPP oraz TPP i wiele innych. Jest kilkadziesiąt stanowisk podłączonych w LANie gdzie na miejscu można sprawdzić część tytułów. Obecnie furorę robią ostro promowane dodatki do World of Warcraft, najnowszy Battlefield 1944 oraz wieloosobowy Grand Theft Auto, w który równocześnie może grać kilkaset osób. Codziennie odbywają się też tu najróżniejsze spotkania z czołowymi klanami bawiącymi się w rozrywkę On-line. Goście pokazują fanom swoje umiejętności, zgranie, tricki. Dużą popularnością cieszą się publiczne pokazy fanowskich filmów oraz pobijania na czas znanych rekordów w grach. Dość regularnie mają tu miejsce finały różnych turniejów. Generalnie ma tu swoje centrum społeczność elektronicznego sportu.

Ma tu swoje centrum światek elektronicznego sportu.

Ma tu swoje centrum światek elektronicznego sportu.

Z ciekawych rzeczy zamontowali tu komputery – wirtualne sklepy, handlujące ekwipunkiem dla niezaspokojonych sieciowych erpegowców. Gdy Unia Europejska wprowadziła odpowiednie rozwiązania prawne legalizujące wirtualny handel, a Polska je ratyfikowała, Hobby Market był jednym z pierwszych sklepów dostarczających profesjonalne rozwiązania.

Dużą cześć hali gier komputerowych zajmuje też dział strategii, nadal bardzo popularny gatunek. Mają tu spotkania klany RTSowe, zapraszani są różni interesujący goście: oficerowie sztabowi, politycy, publicyści, ekonomiści. Analizują różne gry pod kątem odwoływania się do rzeczywistych tematów. Znani aktorzy opowiadają o swoich kontaktach z grami. Zawsze coś tu dzieje się ciekawego. Reszta działu to miejsce na pozostałe gatunki komputerowych gier. Na pierwszym piętrze można jeszcze spędzić czas w klimatycznych lokach, odpocząć, coś wypić i zjeść.

Jedźmy wyżej, do celu jeszcze kawałek. Wbijamy się na ruchome schody i ruszamy szybko do góry.

Piętro II

Tak, nie przesłyszałeś się to dźwięk bębnów. Nieprzerwany strumień równomiernych uderzeń. Wreszcie przestały. Teraz flety i dudy. A w tle słychać coraz głośniej chór i ciężką muzykę. Jakby jakaś gigantyczna, nieludzka armia szła do boju. Przy schodach wita na zielonoskóre monstrum z wielkim toporem obusiecznym. W drugim ręku trzyma plik reklamówek. Naprzeciw niego niska, ale krępa istota z długą brodą i młotem bojowym. I też wciska jakieś foldery. Gdzie my to diabła jesteśmy? – wyrywa ci się. Już ci odpowiadam. To piętro gier fabularnych, karcianek kolekcjonerskich i książek fantastycznych. Niezapomniane miejsce.

Całe piętro podobnie jak poprzednie dzieli się na trzy części, z których każde podporządkowane jest jednemu z hobby. Zacznijmy od gier fabularnych.  Wejście do niego prowadzi między nogami gigantycznego posągu trolla z rozczapierzonymi jak do ataku dłońmi. Wygląda to oszałamiająco, ale ma swoje wady. Ciężko się przebić do wnętrza, bo każdy musi sobie robić zdjęcia przy wielkiej stopie potwora.

Ale udało się – jesteśmy. Wielka hala, na głowami przyczepiony do sufitu, ciągnie się jakiś ogon. Stąd nie widać, ale powiem ci, że kończy się sto metrów dalej łbem. Otaczające ściany wymalowane różnorakimi sytuacjami. Widać bitwę jakieś mrocznej armii z siłami dobra. Dalej gigantyczny smok z tak niewyobrażalnym arsenałem zębów, że prawdopodobnie jakby otworzył paszczę to popełniłby harakiri.

Pokazuje ci, że właśnie znaleźliśmy się w części podręczników RPG i rozszerzeń. Szafy zawalone mnóstwem dobra. Przeważająca większość to edycje obcojęzyczne, ale jest też pokaźna ilość książek w polskim języku. Co więcej wcale nie tak mało jest tu rodzimych produkcji. Ostatnio największą popularnością cieszy się wydany na kredowym papierze Monastyr 3 edycja oraz następne rozszerzenie do gry Powrót Wiedźmina.

Nigdy taki mali nie zrobili tak wiele dla tak wielu.

Nigdy taki mali nie zrobili tak wiele dla tak wielu.

Całość podzielona jest tematycznie: tradycyjna fantasy oddzielnie, klasyczne sf oddzielnie, cyberpunk i steampunk mają swoje przestrzenie, horror i mrok również. Szafki w końcu nieco się przerzedzają, a na drodze stają nam wielkie kosze z akcesoriami. Stosy, co ja mówię, mrowie – nadal mało – rój! Gigantyczna, niewyobrażalna ilość akcesoriów z kostkami na czele. Tysiące szóstek, setki dziesiątek, dziesiątki setek. Zwykłe, kolorowe, przezroczyste, kryształowe, marmurowe, matowe, perłowe, chińskie i cholera wie jeszcze jakie. A obok podkładki pod postacie, woreczki strunowe, karty postaci do gier sprzedawane na sztuki, pudełka, opakowania, segregatory, soundtracki z nastrojowymi dźwiękami lub muzyką, plansze 3d i mnóstwo innych mniej lub bardziej potrzebnych erpegowcom rzeczy.

Pełny wybór ubiorów i rekwizytów do LARPów.

Pełny wybór ubiorów i rekwizytów do LARPów.

Trochę się przebiliśmy przez ten zawrót głowy, ale sklep koniecznie chce żebyśmy dostali zawału. Zaczęły nas otaczać szafy z kostiumami, replikami broni i ekwipunku. Od drewnianych i plastikowych mieczy po stylizowane na średniowieczne torby, sakiewki, mieszki. Kostium szturmowca Imperium obok Płaszcza Nazgula. Plastikowa zbroja płytowa obok sukni księżniczki. Nad tym wszystkim wielki napis „Akcesoria do LARPów”.

 

 

Podręczniki RPG wołają z daleka - kup mnie!

.Podręczniki RPG wołają z daleka – kup mnie!

Uff wreszcie można odetchnąć. Więcej otwartej powierzchni, ale też więcej ludzi. Sporo krzeseł, pośrodku podwyższenie z kanapą, telebimem i wielkim stołem. Tutaj odbywają się prezentacje systemów, spotkania redakcji z czytelnikami, prelekcje. Codziennie jakaś dyskusja fanów. Dzisiaj jak widzę prezentują nowy polski system, słyszałem o nim, kontrowersyjna sprawa. Z jednej strony Powstanie Warszawskie, czasy powojenne, stalinowskie. Z drugiej mroczny, kingowy horror, nadprzyrodzone istoty i zjawiska. Bardzo dużo wymieszanych, ważnych dla Polski, wydarzeń z szalonym klimatem.

Cały roleplayingowy dział kończy około dziesięć boksów dla graczy i MG. Zawsze pełne, zawsze zatłoczone, są tacy co wolą bardziej to miejsce niż pokój w domu. Albo mają problemy ze znalezieniem partnerów do gry. Tutaj chociaż mogą złapać się na bardzo emocjonujące rozgrywki bo kilku Mistrzów Gry to doświadczone osoby, pracujące na etacie w Hobby Market. Niedaleko jeszcze świetlna tablica z informacjami, kiedy konkretny boks, a co za tym idzie mistrz gry (i gra), będą wolni. Wszystkim steruje młoda dziewczyna przy komputerze, która zbiera zapisy. Zawsze spora kolejka tam stoi. Przy wyjściu z hali jeszcze wielka tablica na ścianie, najróżniejsze ogłoszenia, informacje o szukaniu graczy lub mistrzów gry i wiele innych, wszystko o czym chcą powiadomić klienci i jest związane z grami fabularnymi.

Wróciliśmy do holu ze schodami ruchomymi, ale przed nami kolejna hala. Nad wejściem gigantyczne trzy posągi, zwane złośliwie przez bywalców – za przeproszeniem – „trzema srającymi”. A skąd się to wzięło? Popatrz na nich. Umięśniony wojownik a la Conan z mieczem uniesionym nad głową, wielki czarnoksiężnik z rozczapierzonymi palcami, w których formuje się ognista kula i wreszcie awanturnik z kosmosu z karabinem laserowym w dłoniach. Widzisz te zaciśnięte usta, groźne spojrzenia, ściśnięte brwi, wściekłość, zażartość? Tak jakby właśnie ktoś otworzył drzwi do kabiny i zastał ich na kibelku. Hehe. Same postacie otaczają zarysy kart do gry, tak więc jak się domyślasz, przed nami dział karcianek.

Cała hala jest podzielona na trzy części: sklep, gralnię i giełdę. W pierwszej właśnie stoimy. Jak łatwo zauważyć pełno szaf z karciankami i boosterami. Mnóstwo też półek z akcesoriami: folie, koszulki i pudełka na karty, albumy, klasery, portfolia, segregatory. Wiele z nich związanych tematycznie z daną grą. Stąd przepiękne grafiki na okładkach  Magic The Gathering, Call of Cthulhu, Star Wars, A Game of Thrones, Legend of the Five Rings czy Lord Of The Rings. Są też najnowsze pozycje, które dopiero walczą o nasz rynek. Jest robiąca wielką karierę karcianka kolekcjonerska Neuroshima CCG. Po sukcesie Veto! oraz Gwiezdnej Kohorty Krakowska Grupa Kreatywna niedawno wypuściła bardzo oryginalną cyberpunkową karciankę utrzymaną w świecie powieści „Czarne Oceany” Jacka Dukaja. Z tego co słyszałem nawet Wizards of the Coast interesował się zakupem licencji na wydanie jej w USA. Bardzo optymistyczne nowiny.

Raj dla kolekcjonera karcianek.

Raj dla kolekcjonera karcianek.

Zauważ też, że jest tu więcej niż wcześniej paneli dotykowych. Tutaj masowo są wykorzystywane, więc musi być ich odpowiednia ilość. Mają bardzo przydatną funkcjonalność. Wybierasz sobie z menu daną grę, dane pudełko i oglądasz sobie wszystkie karty jakie mogą być w nim dostępne. Panel przedstawia wyraźne zdjęcie karty, jej opis, częstość występowania w boosterach (o ile takie dane podaje wydawca). Co więcej początkujący gracze mogą też poczytać, krótkie wprowadzenie i reguły wielu sprzedawanych tutaj tytułów. Dzięki czemu dość typowe jest, że osoba do tej pory siedząca w jednej grze, kusi się na zakup nowej.

Najróżniejszego rodzaju panele dotykowe bardzo ułatwiają eksploracje zasobów sklepu.

Najróżniejszego rodzaju panele dotykowe bardzo ułatwiają eksploracje zasobów sklepu.

Wyjdźmy wreszcie z tej wielkiej sali i chodźmy dalej. Tak, tutaj jak łatwo rozpoznać jest gralnia. Ponad dwadzieścia stolików, wszystkie zajęte przez graczy, obok tablica niczym na lotnisku podająca informację o tym, który stolik jest wolny, w co się gra przy zajętym i kiedy będzie wolny. Rezerwacje i zapisy zbierają – o tamci pracownicy, w tych śmiesznych czapkach. Dobra wyjdźmy stąd, taki hałas, że nie słyszę własnych myśli.

W każdej chwili możesz sprawdzić w praniu właśnie zakupiony deck.

W każdej chwili możesz sprawdzić w praniu właśnie zakupiony deck.

No tak. Wpadliśmy z deszczu pod rynnę. WYCHODZIMY STĄD! Natychmiast! CO??? MÓWIĘ, ŻE WY-CHO-DZI-MY NA-TY-CHMIA-ST. Wskazuje ci palcem wyjście. Nie jest łatwo przecisnąć się przez ten tłum. O wreszcie na zewnątrz. Można oddychać.

Co to było? No jak to co – giełda. Przypomina zresztą giełdę na Wall Street. Choć stali bywalcy lubią jej atmosferę. Generalnie tu się spotyka większość karciarzy. Są stoły, gdzie przedstawiają swoje propozycje, jest wielka tablica niczym w zakładzie buchmacherskim gdzie zapamiętywane są stawki, są koordynatorzy, którzy zbierają zgłoszenia, pomagają rozwiązywać konflikty, umieją też wartościować konkretne karty. Wiem, że wyglądało to niczym żyjąca anarchia, ale w rzeczywistości ma swój porządek i jeżeli tylko coś tam chcesz załatwić to dość szybko załatwisz. Będziesz aż zaskoczony tempem i organizacją.  Nie mamy już czasu dzisiaj na więcej, opowiem ci, więc co znajduje się w kolejnej hali. Jak widać po wystawach znajduje się tam świat literatury. Połowa to książki fantastyczne, druga część to komiksy. W odróżnieniu od typowych księgarń, tutaj nie tylko znajdziesz nowości i w miarę nowe tytuły. Sklep zorganizował całą sieć współpracy z antykwariatami oraz salonami taniej książki. Zamawia u nich mnóstwo pozycji. Dzięki czemu znajdziesz tutaj sporo starszych książek, używanych, ale w dobrym stanie. Często pojawiają się też białe kruki, przez co trochę tracą ze swojej wyjątkowości. Na wiele tytułów można się zapisać za pomocą terminala. Na wszelkie pytania odpowie też kompetentna obsługa.

Standardem jest, że prawie codziennie pojawia się tu jakiś pisarz lub autor komiksów. Są rozmowy z czytelnikami, panele wydawnicze, dawanie autografów. Dzięki harmonogramom zawieszonym przy kasach i wejściu można się zorientować kto pojawi się tu w najbliższym czasie, tak, aby przygotować się na jego przybycie.

Wydzielona jest również część dla obcojęzycznych książek. Najwięcej jest nowości i perełek z rynku amerykańskiego. Jest trochę pozycji po niemiecku i francusku. Oczywiście ceny nie są niskie, ale nie odstrasza to prawdziwych fanów, którzy muszą kupić książkę w oryginale i przeczytać ją przed wszystkimi innymi.

Są i nowości i białe kruki.

Są i nowości i białe kruki.

Bardzo dobrze mają się też komiksy. I te wydawane w języki polskim, jak i obcojęzyczne. Występuje tu prawdziwe zatrzęsienie francuskich i amerykańskich tytułów. Co więcej sklep przygotował specjalną inicjatywę dla tych pierwszych i są często sprzedawane z wkładkami, tłumaczącymi wszystkie zamieszczone w albumie teksty. Dla najmłodszych organizowane są też specjalne zabawy z rysowaniem ulubionych bohaterów.

 

 

 

 

Nieprzerwany boom komiksowy trwa. 

Nieprzerwany boom komiksowy trwa. 

Wymijamy spore grupy klientów i wskakujemy na ruchome schody prowadzące na wyższe piętro.

Piętro III

W końcu jesteśmy u celu naszej wyprawy. Minęło sporo czasu, kosztowało nas to wiele wysiłku, ale znaleźliśmy się na piętrze poświęconym grom dla dzieci, grom planszowym oraz grom historycznym i wojennym. Jako miłośnik suspensji nie zaprowadzę cię jeszcze w najciekawsze miejsce, ale powiem parę słów o właśnie mijanej hali.

Mnóstwo kolorów, twarze znanych bohaterów kreskówek i komiksów na szybach to teren, który wzięły w swoje władanie dzieci. Po pierwsze znajdują się tu sklepy poświęcone najróżniejszym grom dla najmłodszych. W wersjach klockowych, planszowych, quasi-elektronicznych i innych. Po drugie oprócz sprzedaży hala ma jeszcze ważniejszą funkcję. Organizowane są tu najróżniejsze zabawy, konkursy, rywalizacje dla dzieciaków. Co najważniejsze wszystko odbywa się pod opieką wykwalifikowanej kadry, która bierze na siebie odpowiedzialność za opiekę nad milusińskim. Znacząca ilość klientów Hobby Market to dorośli. Zakupy w sklepie zajmują często parę godzin. Co się wtedy robi? Przychodzi z własnymi pociechami i zostawia w tej hali. Najmłodsi nawet nie zauważą, że rodziców nie ma. Będą tak pochłonięci zabawą i rozrywką. Jedyną wadą jest to, że później siłą trzeba je wyciągać do domu, bo same nie opuszczą tego miejsca po dobroci.

Plac zabaw dla najmłodszych.

Plac zabaw dla najmłodszych.

Dobra, my tu gadu, gadu, a przed nami cel naszej wędrówki. Cztery toczące się kostki sześciościenne nad wejściem jednoznacznie wskazują co przed nami. Polskie Eldorado gier planszowych, przebogaty Sezam dla graczy, małe Essen jak zwą je niektórzy. Wchodzimy zdecydowanym krokiem do środka i zanurzamy się w świecie nie-elektronicznej rozrywki.  Wita nas Fleetwood Mac i ich słynne Go Your Own Way płynące z głośników. Co od razu wyzwala dodatkowe emocje.

Przed nami niezliczone liczby półek z grami, wszystkie wypełnione po brzegi planszówkami i karciankami niekolekcjonerskimi. Całość podzielona jest na wydawnictwa. I w każdej części działu znajdziesz gry wydane przez daną firmę. Oczywiście możesz skorzystać z paneli dotykowych, które łatwo cię poprowadzą względem danej kategorii. Powiedzmy wybierasz sobie opcje – „tematycznie”. Nazewnictwo jest bardzo umowne i rozbudowane, nie mniej w rzeczywistości dobrze się sprawdza. Na przykład: gry oparte o kolej, przygodówki, horrory, lekkie gry wojenne, tytuły związane z piratami itd. Chcesz posortować względem mechaniki? Zmieniasz opcje i znowu masz gry podzielone na odpowiednie kategorie. Co więcej każdą interesującą cię pozycje możesz zaznaczyć i na koniec uruchomić opcje „Drukuj”. Za chwilę z automatu wyskoczy wydruk z namiarami gdzie dana gra się znajduję. Znalezienie jej jest teraz trywialne.

Półki zginają się pod gigantyczną ilością gier.

Półki zginają się pod gigantyczną ilością gier.

Właśnie mijamy  największe w Polsce wydawnictwo – Galakta. Rocznie wydaje około 15 – 20 gier. Główna część to gry z zagranicy, przede wszystkim pozycje FFG, ale nie tylko. O tam po plakacie widać, że mijamy półki z Grą o Tron. Kilka miesięcy temu wyszedł zlokalizowany ostatni dodatek A Storm of Swords (w naszej wersji Nawałnica Mieczy). Zresztą można cały komplet w języku polskim kupić po bardzo promocyjnej cenie. Tam, jak jesteś zainteresowany, leżą kolejne dodatki do Runebounda, najnowsze dodatki w rodzimym języku do World of Warcraft, Descenta i Twilight Imperium. W tym miesiącu ma się też pojawić polski Warrior Knights i Britannia. Galakta jednak to nie tylko pozycje z Zachodu, są także pozycje naszych twórców. Wydawnictwo mocno zaangażowało się w promocje młodych talentów. Mamy z cztery, pięć gier w tym roku, które stworzyli rodacy.

Galakta zaczęła też wydawać produkty Eagle Games.

Galakta zaczęła też wydawać produkty Eagle Games.

Oczywiście Galakta to nie wszystko jeżeli chodzi o polskie wydawnictwa. Mamy jeszcze 5 innych konkurujących. Najbardziej godny wzmianki jest Portal. Może nie wydaje wiele, ale każdy tytuł to pozycja bardzo dojrzała i godna zainteresowania. Choćby Rycerze pustkowi utrzymani w świecie Neuroshimy. Wielka produkcja, 30 figurek, 200 kart, wielka grywalność. Spotkała się ze sporym odzewem u naszych graczy, jak i za granicą. Lada moment zresztą pojawi się od razu pierwszy i drugi dodatek. Poza tym Portal skupił się na już na wyrobionej marce. Machina II: Przeładowanie, Sim Wiocha Kontraatakuje i planszowe Zombiaki cieszą się dużą popularnością. Z rzadka też wydaje KGK, ale obecnie skupił się na najbardziej dochodowych dla niego – karciankach kolekcjonerskich.

Urodzaj też panuje w grach wojennych. Polskiego wydania doczekały się takie tytuły jak Twilight Struggle, Krieg!, Silent War czy Lock ‚N Load. Nie mówiąc już o rodzimych produktach, w których sporo jest pozycji z nowoczesnym podejściem: planszą point-to-point, kartami i elegancką mechaniką.

Zalały nas również tytuły z zagranicy, niezliczone wydawnictwa postanowiły wkroczyć na dziewiczy teren. Właśnie mijamy Alea (a na półkach Puerto Rico, San Juan, Louis XIV), dalej Amigo (Bohnanza czy Guillotine), o tam dalej widać Hans im Glück (a na półkach czeka na klientów Sankt Petersburg, Samurai i najnowsze dodatki do Carcassonne), jeszcze dalej widać Queen Games (daleko stąd, ale chyba widzę Industrie oraz Alhambre) i mnóstwo innych Zoch Verlag, Überplay, Days of Wonder, GMT Games, Eagle Games, Kosmos, Ravensburger, Warfrog, Asmodee itd. itd.

Dużą popularnością cieszą się też gry szybkie, tanie i niewielkie.

Dużą popularnością cieszą się też gry szybkie, tanie i niewielkie.

Co ciekawe ostatnio pojawia się co raz więcej gier, w których nowinki technologiczne przenikają się z klasycznymi planszówkami. Kiedyś taki Deflexion był traktowany jak coś egzotycznego i unikalnego. Dziś tytuły wykorzystujące elektronikę, chipy, własne procesory, pamięć, oprogramowanie ze sztuczną inteligencją, HD-DVD lub Blue-ray nie są niczym niespotykanym. Co roku pojawia się co raz więcej takich tytułów. Choćby taki Shadows over Camelot II, gdzie mamy specjalnie wykonana elektroniczną planszę i program, który może symulować dowolną liczbę graczy, nawet zdrajcę. Niektórzy mówią, że nie jest to już to samo. Nie mniej liczba sprzedanych kopii przeczy temu. Gdy masz tylko dwóch, trzech prawdziwych graczy przydaje się symulacja – nawet niedoskonała – pozostałych partnerów.

To co widzisz, ten przepych i wybór to konsekwencja wielu lat i zmian na rynku. Nie stało się to z dnia na dzień. Wszystko oczywiście zaczęło się jak dobrze wiesz od garstki fanów. Od pierwszych list dyskusyjnych, od pierwszych sklepów internetowych. To oni przygotowali grunt i rozwijali hobby na polskim rynku. Później poszła moda na kawiarnie, puby, w których grano w planszówki. Równocześnie sporo reportaży przygotowały massmedia. Większość z nich była bardzo uboga w merytoryczną treść, skupiając się na Warcabach, Monopoly, a nie opisując tych nowych tytułów, które pochłaniała coraz większa rzesza ludzi. Nie mniej rozsiali oni ziarno prawdy po całym kraju i sporo ludzi to zainteresowało. A ci jak rozpoznali temat to wsiąkli na dobre. Zaraz potem zaczęło powstawać bardzo dużo nowych klubów związanych z planszówkami, gdzie ludzie zaczęli umawiać się na regularne spotkania. A zaraz za nimi rozpowszechniła się mania na zawody i turnieje. Wszystko to było czynnikiem, który zwrócił uwagę pierwszych niemieckich wydawnictw.

Już nie pamiętam, który z nich był pierwszy – Amigo albo Zoch Verlag. Ówcześnie niemieckie firmy zajmujące się produkcją i wydawaniem gier przechodziły spory kryzys. Zbyt duży przesyt i konkurencja wymusiły plany na znaczące obniżenie kosztów. Wiele firm produkowało część materiałów jak figurki lub drewniane elementy na Dalekim Wschodzie, gdzie koszty pracy były najniższe. Potrzeba było jednak kraju, gdzie można byłoby przenieść całą linię produkcyjną (również tworzenie materiałów reklamowych, pisanie instrukcji w wielu językach, koordynacje, organizowanie zamówień, wysyłkę). Złożyło to się równocześnie z obniżeniem kosztów pracy i podatków w Polsce. Nasz kraj stał już pewnym i bezpiecznym partnerem, po wielu latach członkostwa w Unii Europejskiej. Rodzime firmy związane z produkcją zabawek czy puzzli zauważyły swoją szansę i powstały pierwsze pionierskie umowy z niemieckimi wydawnictwami. Te zauważyły też, że polski rynek jest całkiem obiecujący i część produktów można od razu sprzedawać na miejscu. Wynikiem tego było pojawienie się gier Amigo i Zoch Verlag w naszych sklepach po niskich cenach.

Konkurencja z Niemiec i innych krajów obserwując sukces i zyski pionierów stwierdziła, że nie pozostanie na to obojętna i rozpoczęła własne projekty. I stąd pojawienie się na polskim rynku niezliczonej liczby wydawnictw. Co oczywiście wykorzystał Hobby Market popularyzując gry planszowe, jak tylko umiał najlepiej.

Tyle o historii, wróćmy na ziemię. Koszyk zapełniłeś już po brzegi grami. Nie wiem co powie na to twoja druga połowa, ale nie będzie raczej uradowana. Lwia część pensji zniknie z konta. Choć jak mówią łatwo przyszło, łatwo poszło. Odciągam cię od półek i kierujemy się do dalszej części hali.

Mnóstwo krzeseł, podium, telebim. Tutaj jak łatwo rozpoznać odbywają się najróżniejsze prelekcje. Dziś przygotowane są warsztaty dla twórców-amatorów. Pod okiem prelegenta odbywa się burza mózgów, wymiana pomysłów i sugestie jak podchodzić do projektu gry, na czym się skupić, a co można odłożyć na późniejsze przemyślenie. Co więcej Hobby Market kiedyś dumnie ogłosił, że w tym miejscu, przynajmniej raz w miesiącu, będzie się odbywało spotkanie ze słynnym projektantem gier. Do tej pory dotrzymuje obietnicy. Był już tu trzy razy Bruno Faidutti, na pytania odpowiadali też Martin Wallace, Friedemann Friese czy Alan R. Moon. Na wakacje zapowiadane jest wielkie wydarzenie planszówkowe z Reinerem Knizią w roli głównej.

Kolejna część sali to kilkanaście stołów. Wszystkie zapełnione grami. Tutaj obsługa sklepu prezentuje część tytułów na żywo. Do każdej gry można się dołączyć, o ile jest jeszcze wolne miejsce, ale niestety rzadko takowe bywa. Prowadzący grę opisuje daną pozycję, przedstawia zasady, dostarcza sugestii i przedstawia możliwości taktyczne. Wszystko, aby klient mógł zorientować się o co w danej grze chodzi. Wiele osób po takim pokazie wraca do sklepu i wrzuca grę do koszyka. My na chwilę zatrzymaliśmy się przy demonstracji Civilization IV. Gigantyczna plansza robi wrażenie, do tego znacznie poprawiona i zbilansowana mechanika w stosunku do poprzedniczki. Godne zainteresowania też są najnowsze pomysły w rozgrywce jak choćby wybór religii.

Prezentacje wspaniałych planszówek są na porządku dziennym.

Prezentacje wspaniałych planszówek są na porządku dziennym.

Prezentacje to nie wszystko co tu się odbywa. Często mają tu miejsce finały oraz eliminacje różnych turniejów w grach planszowych. Cieszą się sporą popularność, bo nagrody bywają atrakcyjne. Tydzień temu widziałem jak toczyły się tu szranki w nieśmiertelnych Osadników oraz próbowałem swych sił w eliminacjach do mistrzostw Polski w Sankt Petersburg. Niestety tak dawno nie grałem, że nie byłem w stanie wyjść nawet z grupy. Co jednak nie mówić bawiłem się znakomicie.

Zwróć jeszcze uwagę na tamten stolik w rogu, otoczony przez sporą liczbę osób. Odbywają się tam prezentacje gier wyjątkowych i egzotycznych. Często pozycje bardzo drogie, sprzedawane tylko na specjalne zamówienie i sprowadzane z USA lub Dalekiego Wschodu. Prowadzący tłumaczy zasady, ukazuje oryginalność danej pozycji, opowiada skąd przybyła i jaka jej jest historia. Wiele gier opartych jest na bardzo wymyślnej mechanice – magnesy, wykorzystanie grawitacji i tarcia do rozgrywki; jeszcze inne po prostu ślicznie wyglądają.

Chodźmy dalej. Ale zmiana otoczenia, nieprawdaż? Nie, nie znaleźliśmy się na poligonie. Ten teren przejęli militaryści i gry wojenne. Otaczające ściany wprowadzają odpowiedni klimat, są zawieszone plany ucharakteryzowane na mapy sztabowe, różne hełmy, plakaty propagandowe, flagi, różnoraki moderunek, szable i wiele innych. Poszczególne stoły otoczone są siatką maskującą. Tutaj przede wszystkim odbywają się prezentacje najróżniejszych tytułów oraz miejsce dla klientów, którzy chcą pograć sobie od razu w jakąś właśnie zakupioną planszówkę. Ten wielki namiot w głębi pomieszczenia to miejsce na najróżniejsze spotkania ze znanymi twórcami gier wojennych, historykami i prawdziwymi wojskowymi. Odbywają się najróżniejsze rozmowy dotyczące wojskowości i naszych przeszłych czasów. Bardzo sympatyczne są też spotkania z weteranami, kombatantami i byłymi żołnierzami, którzy opowiadają swoje, nie raz nadzwyczajne, przeżycia.

Wytrawni stratedzy znajdą też coś dla siebie.

Wytrawni stratedzy znajdą też coś dla siebie.

Niestety (a może wreszcie bo czas ucieka) dotarliśmy do wyjścia i wydostajemy się do głównego holu.
Piętro IV

O jak późno? Cały dzień zleciał jak z bicza strzelił. Za godzinę masz pociąg, nie zdążymy zwiedzić góry. To krótki powiem co tam jest. Ostatnie piętro nazywam świątynią cierpliwych. Masz pytający wyraz twarzy. Bez obaw, już tłumacze. Cierpliwi to taki mój żartobliwy termin na ludzi lubujących się w miniaturkach, mających do tego smykałkę, zręczne palce i anielską cierpliwość. A piętro wyżej jest ich Mekka. Całe wielkie piętro poświęcone modelarstwu, kolejkom, gier bitewnym fantasy, sf oraz historycznym.

Łatwiej mi odpowiedzieć co tam nie znajdziesz niż co znajdziesz. Po pierwsze gigantyczny wybór akcesoriów – farby, kleje, noże modelarskie, pędzle malarskie, nożyczki, kalkomanie, aerografy, rozcieńczalniki,  pasty, folie, lakiery, szpachle, podsypki dekoracyjne. Mnóstwo rekwizytów: terenów, elementów krajobrazu, podstawek, flag, kart, budynków, makiet. Gigantyczna liczba figurek, żołnierzyków, pojazdów. Niezliczone modele od kartonowych, przez plastikowe po metalowe i zdalnie sterowane. Nazwy firm, których więcej jest niż nazwisk na liście lokatorów dziesięciopiętrowca: Airfix, Auhagen, Excelsior Entertainment, Games Workshop, Ghq, Hasbro, Italeri, Mcfarlanes toys, Piko, Revell, Tamiya, Zvezda i wiele, wiele innych. Byłeś kiedyś w Praktikerze, Castoramie lub innym tego typu sklepie? To tam jest podobnie, tylko, że wszystko skupione jest na budowlach i pojazdach w małej skali.

Eldorado dla fanów miniaturek.

Eldorado dla fanów miniaturek.

Ale co najlepsze to nie jest tylko miejsce dla ekspertów. Zaproszone zostały do współpracy różne kluby modelarskie oraz kluby związane z grami bitewnymi. Prowadzą prezentacje, kursy i szkolenia. Każdy może tam rozpocząć zabawę w hobby dla „cierpliwych”.

Pożegnanie

Wskakujemy do windy i zjeżdżamy na parking. Smutno, że trzeba się z tym żegnać, ale wieczór w pełni, a pociąg na ciebie nie poczeka. Wchodzimy do samochodu i ruszam, a ty zarzucasz mnie pytaniami.

Jak zareagował na to Empik? Jak udało się przebić na rynku? Wiesz masowa kampania reklamowa, która odbyła się w mediach zachęciła ludzi do odwiedzenia sklepu. Ale to nie wystarczy, klienta trzeba utrzymać. Różnorodność towaru, bogactwo produktów, ceny, promocje to oczywiście też miało znaczenie, ale to też stosuje konkurencja. Natomiast jest kilka elementów, które zaważyły o tym, że w Hobby Market krzywa zysków gwałtownie rośnie, a konkurencja zaczyna odnotowywać straty lub zyski mniejsze niż się spodziewano.

Po pierwsze kompetencje sprzedawców. Pamiętasz pewnie słynne artykuły ośmieszające wiedze niektórych pracowników w różnych wielkich sklepach. Człowiek ma ci polecić grę, książkę, a nie ma o niej zielonego pojęcia. Strzela jakimiś opisami z okładki lub obwoluty, wali teksty z folderów reklamowych. Kończy się tym, że sprzedaje rodzicom sześciolatka kolejną część Hitmana, dorosłym ludziom dziecinną grę planszową itd. itd. Robi większe spustoszenie niż się może spodziewać. Jeżeli klient zauważy, że to co kupił albo zagraża jego dziecku albo jest po prostu gównem to często więcej już nie kupi czegokolwiek co jest z tym gatunkiem związane. Można od razu, na starcie odrzucić osobę od danego hobby. Taki odtrącony klient albo wróci po latach (przy sprzyjających okolicznościach) lub w ogóle nie powróci. Co więcej będzie siał antyreklamę wśród swoich znajomych, przez co rozszerza niechęć do danego gatunku.

Hobby Market położył nacisk właśnie na coś zupełnie przeciwnego. Na pełną kompetencję pracowników i zachęcanie, a zniechęcanie klientów. Jak to zrobił? Przykład przyszedł z góry. Po pierwsze menadżerami danych działów zostali ludzie zorientowaniu w danej tematyce. Nie byle kto, ale osoby, które sporo czasu spędziły przy danym hobby. Oni natomiast zaczęli zatrudniać sprzedawców też na podobnej zasadzie. Przefiltrowali mnóstwo for związanych z danym gatunkiem. Wyłuskali osoby godne zainteresowania i zorientowanej w danej działce. Zaprosili na rozmowę, skierowali na odpowiednie szkolenia z prezentowania towaru, z technik utrafienia w gusta i potrzeby klienta oraz wielu innych. Dało to niesamowity efekt. W pewnym momencie Hobby Market zaczął dysponować arcykompetentną kadrą. Pierwszy raz wielki sklep mógł się poszczycić równie zorientowanymi sprzedawcami co małe, hobbystyczne sklepy, dedykowanej jednej, konkretnej rozrywce. Sprzedawcy pełni pasji i zacięcia, bo mogli połączyć swojego zainteresowania z pracą, zaczęli zarażać swoją manią klientów. Odpowiednio wyszkoleni potrafili dość dobrze wpasować się wymagania kupującego i wskazać mu dokładnie to czego chciał, często nawet jeżeli klient do końca nie był pewien co chce. Powszechne stały się następujące sytuacje. Rodzice z dzieckiem wybrali się po kupno pojedynczej gry planszowej dla swojej pociechy. Sprzedawca zasugerował im wciągający tytuł dla całej rodziny. Po pewnym czasie to rodzice dopingowali dziecko do kupna nowej gry, zachęceni poprzednim tytułem. Co więcej sklep odwiedził dziadek dziecka, bo chciał też kupić coś dla wnuka, a pamiętaj, że poprzednia gra zrobiła furorę w rodzinie. Nie mówiąc już o grupie przyjaciół, którzy jak mówili „chcemy coś równie fajnego jak to co graliśmy u znajomych, a pan podobno to polecił”. Podobnie działo się w grach video, książkach i innych. Ojcowie kupujący wraz z synem lub córką kolejny budynek do makiety kolejki stały się tak powszednim widokiem jak ptaki na niebie.

Innym bardzo ważnym pomysłem, było zapewnienie łatwego i przejrzystego dostępu do informacji. Po pierwsze zorientowani sprzedawcy, mogący naprowadzić cię na konkretne miejsce. Po drugie wszędobylskie panele dotykowe z profesjonalnie wykonanym i banalnie prostym menu, które dostarczyły potrzebne klientowi informacje na dany temat. Po trzecie mnóstwo planów, drogowskazów, żeby klient łatwo mógł się dostać do poszukiwanego miejsce. Po czwarte tzw. tabliczki tematyczne. Gdy kupowałeś na przykład grę komputerową World of Warcraft na półce znajdowała się tabliczka z listą miejsc, gdzie możesz znaleźć towary „dziejące się” w  tym samym świecie. Stąd bardzo częste przypadki przyjścia klienta z chęcią zakupu dodatku do World of Warcraft kończyło się zakupem gry planszowej World of Warcraft, dwóch książek oraz komiksu utrzymanych w konwencji i kubka z gębą zielonoskórego orka. Wreszcie last but not least pomysł na oryginalną gastronomie. Wszędobylskie klimatyczne restauracje, kawiarnie i bary. Na piętrze z RPG oraz grami karcianymi znajduje się kawiarnia wykonana jak karczma w klimatach fantasy oraz bar przypominający nieodmiennie kantynę w Mos Eisley. Futurystyczne lokale na piętrze z grami video. Wojskowa kantyna z drugiej wojny światowej niedaleko sali z grami wojennymi, stonowane, związane z różną tematyką kawiarnie obok działu z książkami i komiksami.

Odpocznij w średniowiecznej karczmie.

Odpocznij w średniowiecznej karczmie.

No i sprzedaż przy kasach, na specjalnych półkach, mnóstwa gadżetów związanych z daną tematyką. Od kubków, długopisów, zeszytów z Hobbitem w roli głównej, przez plecaki, pościel z Gwiezdnych Wojen, aż po wielkie manekiny orka, obcego czy superbohatera. Które pomimo, że drogie i zajmujące mnóstwo miejsca w domu cieszą się sporym powodzeniem i sprzedają się jak ciepłe bułeczki.

Kto by nie chciał mieć w domu własnego Obcego.

Kto by nie chciał mieć w domu własnego Obcego.

Oj nie narzekaj już na „stolycę”. Co z tego, że na razie Hobby Market jest tylko tu. Spore zyski i odniesiony sukces są najlepszym znakiem, że warto inwestować w kolejne filie. Już słyszałem nowiny, że planowane jest otwarcie następnych siedzib w największych polskich miastach. Na pierwszy ogień ma pójść Kraków, Poznań, Wrocław i jedno z miast Trójmiasta.

Nawet nie zauważyłem kiedy dojechaliśmy. Hamuję z piskiem opon na parkingu. Ściemniło się nieźle, wieczór w pełni. Lecimy na peron, biegiem, czas nie jest po twojej stronie. Pociąg już czeka. Szybka wymiana pożegnań, odpowiadam, że nie ma za co i dla mnie to była prawdziwa przyjemność (i faktycznie tak było, nic, a nic nie przesadzam). Gwizd maszynisty, zatrzaskuję drzwi.  I zostawiam cię z myślami o widzianych cudach, nieziemskim sklepie i niespotykanym wyborze. Jak będziesz kiedyś jeszcze tutaj, wiem co pierwsze odwiedzisz. Trzymaj się ciepło!

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie Gry-Planszowe.pl.

14 komentarzy

  1. Avatar
    Marcin Piotrowski

    Jogi Babu, no brawo Jasiu :)

    Kurcze, 42k znaków… widzialem krotsze prace prace semestralne (i dyplomowe tez). Co tam bylo pierwsze, „Miecz przeznaczenia”?

  2. Avatar
    Robert "Rathi Dragon" Jaskula

    A tak sie przyczepie : )
    „Dużą popularnością cieszą się też gry szybkie, tanie i niewielkie.” a po prawej stronie Cywilizacja : )

    PS.
    To kiedy budujemy „Hobby Market”? : ))

  3. Avatar
    Artur Jedliński

    Pomysłowy, lekko napisany, wciagajacy mimo swej dlugosci. Absolutnie gratuluje artykulu! Mi osobiscie taki sklep sni sie po nocach (a czasem i za dnia), chcialbym kiedys nie tylko tam byc, ale i wspoltworzyc takie miejsce. Tylko skad wziac te miliony dolarow… :-).

  4. Marek Pańczyk

    Wiem Rathi, później też ją zauważyłem, po opublikowaniu :) Wlazła mi pomiędzy te małe gierki psując ostateczny efekt :) Ale co tam, wyjątek potwierdza regułę :P

  5. Avatar

    Oh my… oh my… Jak skończyłem czytać to już prawie zacząłem zbierać się i pakować do samochodu, żeby ruszyć do stolicy.

    Niesamowity artykuł, bardzo przyjemnie się go czyta.
    Jedyny minus to to, że po przeczytaniu dociera do nas, że to tylko „bajka”… jedna z tych wspaniałych bajek, które jak usłyszymy to chcielibyśmy zagłębić się w jej świat jeszcze raz… i jeszcze raz… i jeszcze raz…
    Wielkie brawa, gratuluję.

  6. Avatar

    artykuł fajny… ale stylistyka nieco przyćmiewa dobry odbiór

  7. Avatar
    Magdalena Jedlińska

    Świetny artykuł, gratuluję :)

  8. Avatar

    Eeee tam, kicha. Na tych panelach nawet nie można poczytać recenzji tych gier z wiodących portali internetowych. A w dodatku w całym sklepie tylko jedna sala mnie kręci i musieli ją upchnąć akurat na trzecim piętrze. Za każdym razem jak tam jadę to nie ma gdzie zaparkować, a potem trzeba się przeciskać przez te tłumy. Mogli to lepiej zorganizować. :-PPPPP

  9. Avatar

    Fajny artykuł. Proponuję umieścić to na http://www.wielkarzeczpospolita.net ;) Sam się rozmarzyłem i wymyśliłem takiego newsa na tą witrynę:

    „Na zachodnich rubieżach pojawił się zaskakująco utalentowany twórca gier – Reiner K., który w ciągu roku potrafi mieć tyle pomysłów ile nasz najbardziej znany twórca – Alojzy B w ciągu tygodnia! Zapytaliśmy Alojzego czy nie czuje aby jego pozycja była zagrożona.
    – Ostatnio zauważyłem – odpowiada Alojzy – że dzień jest na tyle krótki, że pojawia mi się w głowie więcej pomysłów niż jestem w stanie dokładnie dopracować. Dzwonię wtedy do swojego kolegi i mówię mu: „Słuchaj Reiner, mam dzisiaj kilka pomysłów, które wymagałyby jeszcze dopieszczenia reguł – jedna nosi tytuł Wisła i Odra i buduje się w niej cywilizacje słowiańskie, możesz trochę przerobić theme, a o drugiej nie będę się teraz rozgadywał, nosi tytuł ‚Ra'”.

    ;)

  10. Michal Stajszczak
    Michal Stajszczak

    Jednego tylko nie jestem pewien – czy jak już powstanie wreszcie w Polsce ten market z grami, będą jeszcze w uzyciu pociągi i samochody

  11. Avatar

    Od razu widać, że to bujda – jaki warszawiak przyjmie gościa z innego miasta na Zachodnim? Warszawiak-masochista, być może.

    A poza tym respeck.

  12. Avatar
    Robert Konrad Buciak

    Zgłaszam wniosek o stałą rezerwację miejsca na parkingu na trzecim piętrze dla samochodu ja_na.

  13. Marek Pańczyk

    Ja_n to niewdzięcznik. Tutaj raj na ziemi, gry na skinienie palcem, a on wybrzydza :) Jeszcze powinien się przyczepić do zbyt głośnej muzyki i koloru sufitu ;)

  14. Avatar

    Tak, tak. Perły przed wieprze. Tłum ludzi, hałas, tanie chwyty marketingowe – tym mnie nie przekonają. Nie dam się złapać na lep komercji.O! ;-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Indeterminizm – cz. 3/3

Wiele osób uważa, że szczęście jest przeciwieństwem umiejętności. Przy komentowaniu wydarzeń sportowych często zdarzają się dyskusje, czy np. nietypowo zdobyta bramka to efekt szczęścia czy umiejętności, choć zazwyczaj prawidłowym wnioskiem byłaby kombinacja obu tych czynników. Patrząc na grę jako całość można uznać, że szczęście i umiejętności są od siebie niezależne (mówiąc językiem matematyków: ortogonalne).

Share via
Copy link
Powered by Social Snap