Home / Wiadomości / Wydarzenia / Spotkanie na Smolnej

Spotkanie na Smolnej

Piątek przejdzie do historii w działalności klubu na Smolnej. Dwie wypełnione graczami sale, mnóstwo równocześnie odbywających się rozgrywek, około czterdziestu osób. Trudno wymienić mi wszystkie tytuły jakimi bawili się uczestnicy. Widziałem Here I Stand, Mare Nostrum, Struggle of Empire, Louis XIV, War of the ring, czy Thurn und Taxis. A to pewnie i tak nie wszystko. Patrzyło się na to wszystko z uczuciem pełnej satysfakcji – rozwija się środowisko, rozwija. Oczywiście po części tak duża frekwencja motywowana była tym, że wiele osób przybyło specjalnie na Monopoly Warsaw Open i nie odmówiło sobie odwiedzenia słynnego klubu „na Smolnej”.

Przejdźmy jednak do konkretów, w co grałem osobiście.

Mozaika Nubernabisa

Gra stworzona przez Folko. Rozreklamowana entuzjastycznymi wypowiedziami Saise. Wiedziałem, że szybko pojawi się na naszych spotkaniach, bo jan i bazik łykają większość stworzonych przez Folko gier (zresztą nie bez powodu).

Grałem nie w oryginalne zasady, ale wariant stworzony przez jana, w którym wprowadzona została licytacja a la Amun-Re. Trudno mi, więc ją porównywać do ortodoksyjnych reguł. Krótko o czym jest gra. Każdy gracz ma miniplansze, na której będzie umieszczał kupione podczas licytacji żetony. Żetony mają różny kolor i wzór. Celem jest stworzenie mozaiki, czyli jak najbardziej spójnej pod względem koloru i wzoru „budowli”. Dodatkowo wszyscy uważają, żeby nie być pierwszym pasującym podczas aukcji, bo inaczej dostaną muchę, za którą są ujemne punkty. Jednym słowem trzeba stworzyć mozaikę, na której mucha nie siada.

A jak wrażenia? Przyjemne i pozytywne. Szybka, prosta i sympatyczna gra. Ostro walczymy podczas licytacji i staramy się zdobyć jak najlepszy dla nas żeton. Następnie musimy perspektywistycznie go umieścić, żeby mieć w przyszłości jak najwięcej z niego punktów. Podczas naszej partii uważałem, że źle się rozbudowuję i dopiero od połowy gry załapałem jakąś strategię. Wydawało mi się, że już na tyle popsułem sobie miejsce na mozaikę, że nic z tego nie będzie. A tu o dziwo zająłem ostatecznie drugie miejsce (wygrał bazik). Czułem jednak niedosyt. Muszę jeszcze ją w przyszłości sprawdzić.

Folko tworzy dojrzałe produkcje, bardzo grywalne. Jedyny element, nad którym uważam, że warto popracować to fabuła. Wprowadzenie jakiegoś klimatu, nawet na pierwszy rzut oka niezwiązanego z samą grą. Inaczej gry są zbyt abstrakcyjne, a to wiele osób odstrasza.

Twilight Struggle

Wreszcie. Od wielu, wielu miesięcy miałem nieprzepartą ochotę w niego zagrać. Jeszcze jak widziałem pierwsze zdjęcia i recenzje na BGG. Zawsze jednak coś innego wygrywało, nie chciało mi się poznawać zasad i rezerwować paru godzin na rozgrywkę. Tym razem jednak zasady znał Don Simon, umówiliśmy się na partię i nadszedł ten piękny dzień…

Twilight Struggle to gra symulująca konflikt między USA i ZSRR w czasie Zimnej Wojny. Na pierwszy rzut oka wygląda jak ciężka strategia dla hardcorowców. I jak często bywa pierwsze wrażenie bywa błędne. Gra jeżeli chodzi o zasady nie jest trudna. Oczywiście nie jest też banalna, trywialna, dająca się wytłumaczyć w 5 minut. Jednak wystarczy 20-30 minut, żeby pojąć w zupełności reguły (i nie ma później już żadnego zaglądania do instrukcji).

Jak wygląda mechanika Twilight Struggle? To nic innego jak bardziej rozbudowana wersja El Grande. Podstawowe reguły polegają na zdobywaniu przewag w konkretnych rejonach świata i jeżeli nam się to opłaca uaktywniania „scoringu”. Nasze wpływy możemy zdobywać przez proste inwestowanie w poparcie dla naszej opcji lub przez różnego rodzaju rewolucje. Wszystko wspierane przez liczne karty, które odzwierciedlają historyczne wydarzenia. Wojna w Wietnamie, Plan Marshalla, założenie NATO czy Układu Warszawskiego wszystko to się przewija podczas naszej gry. Do tego dochodzi wyścig w kosmosie, regulowanie stanu DEFCONu na świecie. Klimat gry nieeeesamowity. Po prostu czujesz, że stoisz po stronie komunizmu albo zachodnich demokracji.

W naszej rozgrywce ja przejąłem pod swoje władanie Imperium Zła czyli ZSRR, Don Simon przejął kontrolę nad USA. Początkowo odbywała się krótka wymiana ciosów w Europie. Ja przejąłem zgodnie z historią wpływy we Wschodnich Niemczech, Don Simon w Zachodnich. Szymon jednak szybciej zareagował i zapunktował dobrze Europę, ja nic nie dostałem. Za karę wywołałem wojnę na Bliskim Wschodzie, co zakończyło się wyrzuceniem Amerykanów z Izraela i zdobyciem tam przeze mnie wpływów. Don Simon w tym czasie rozpoczął podbój kosmosu i znowu uciekł punktami. Wtedy zdecydowałem, że inwestuję tylko w Azję, wkrótce miała nadejść karta z jej punktowaniem, tak więc odbiję sobie punkty. W szybkim czasie zrobiłem gigantyczny krok do zdominowania Azji. Przejąłem większość państw w Indochinach, Afganistan, opanowałem obie Koree i Japonie. Tylko bodajże Indie i Pakistan były pod wpływami USA. Byłem potęgą, niestety do punktowania nie doszło, a USA zrobiło ostrą kontrę. Dzięki układowi między Japonią a USA (karta) Szymon znów przejął panowanie nad Krajem Kwitnącej Wiśni. Podobnie zrobił w Korei Południowej. Na szczęście miałem dobry układ kart rekontrujących, odzyskałem kilka miejsc i zapunktowałem Azje. Co spowodowało, że odzyskałem pewną liczbę punktów. Zacząłem też stopniowo dominować w Europie, przejąłem wpływy we Francji, Polsce, zbliżałem się do opanowania Niemczech Zachodnich. Wtedy USA nie wytrzymali i w wyniki błędu Simona wystrzelili rakiety nuklearne i doszło do Armageddonu (kto to zrobi ten przegrywa). A co mianowicie się stało? DEFCON, poziom światowego bezpieczeństwa był już na drugim poziomie. Szymonowi została na ręce ostatnia karta, którą musiał zagrać, a ta zmniejszała DEFCON do jednego (teraz sobie myślę, że mógł ją wystrzelić w kosmos bodajże i by się nieuaktywniła). Co by jednak nie mówić tym razem ZSRR wygrało :)

Podsumowując gra genialna. Nie mogę się doczekać kolejnej partii. Chyba teraz każdy pobyt na Smolnej spróbuję spędzić przy tej pozycji (choć z drugiej strony lada moment przybywają gry z Niemiec i pewnie na nie będzie większa presja). Dla mnie osobiście Twilight Struggle to must-have, niestety gra jest bardzo droga i dopóki nie będę miał jakieś okazji sprowadzenia jej z USA bez kosztów wysyłki to niestety nie kupię jej. Zresztą obecnie gra jest niedostępna i chętni muszą czekać na nową edycję.

Żeglarze z Catanu

Przekonałem Elfkona do wytłumaczenia nam zasad. Miało to swoje dobre i złe strony. Dobre, bo nie muszę już raczej czytać instrukcji, źle, bo Elfkon jako obyty z grą wybrał nam scenariusz – jego zdaniem – najbardziej zbalansowany. W rzeczywistości scenariusz ten może i był zbalansowany, ale niewiele różnił się od podstawowej wersji. Niewiele było walki o wyspy i budowania dróg morskich, co jest największą zmianą dodatku. Stąd na razie nie podsumowuję samej gry dopóki nie zapoznam się z bardziej egzotycznymi scenariuszami. Sama rozgrywka była dość wyrównana i wszyscy szli łeb w łeb. Zwycięzcą został ostatecznie Don Simon. Warto dodać, że gra jest bardzo dobrze wydana i tylko dziękować należy Galakcie, że takie pozycje pojawiają się na naszym rynku.

Zdjęcia

Hobbit: 79.91 zł
Rebel: 89.95 zł

Relacja video #1 [17
MB] Relacja video #2 [7MB]

2 komentarze

  1. Moj opis Smolnej (i Alibi) za chwile pojawi sie na g-p.pl, ale tutaj tylko napisze gwoli wyjasnienia (bo jak widac towarisz Panczowski zaczyna zafalszowywac historie jak prawdziwy komsomolec :-P), ze:
    – nie bylo punktowania Europy, bo zostalo ono skontrowane przez Pancha (chcialem byc sprytny i zapunktowac w fazie headline (czyli eventu rzucanego przed tura), ale Marek unieważnił moją kartę
    – w Azji była rzeczywiście niezła walka, ale mi udało się zdobyć punkty w pierwszym punktowaniu, ale później Marek sporo odrobił w drugim punktowaniu
    – rzeczywiście zrobiłem błąd, bo powinien wysłać tę kartę w kosmos, a zagrać Fidela (i dać USSR kontrolę nad Kubą) – nie doczytałem, że ta karta którą zagrałem (czyli atak Korei Pn na Pd. obniża Defcon)…

    Gra jest naprawdę świetna i to dla mnie również must-have. Cieszę się, że o partnera do tej gry nie będzie trudno…

    Tym razem szybko skończyliśmy, więc gra nie rozwinęła skrzydeł i Marek poznał mniej niż 30 % kart – zapewniam, że później jest jeszcze fajniej :-).

  2. Faktycznie z tą Europą oszukałem. Ty Azje punktowałeś na początku, zapomniałem.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Planszówki w Spodku – (GFoto)relacja

Okiem Pingwina Planszówki w Spodku. Edycja czwarta za nami. Internet huczał, więc kto go śledził wie wszystko, a dla tych co nie śledzili mainstreamu tylko napiszę że atmosfera była cudowna, frekwencja dopisała (ale reżim sanitarny staraliśmy się pilnować – bez uszczerbku oczywiście dla dobrego samopoczucia) i Planszówki w Spodku są imprezą, na której po prostu wstyd nie być ;) Tyle dobra ile się tu przewaliło przez stoiska i stoliki do gry doceni każdy, kto choć odrobinę kocha planszówki. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap