Home / Recenzje / Gry rodzinne / Karibik

Karibik

Karibik (zwany też Caribbean) to niewielka i szybka gra od dwóch do czterech graczy. Ojcami planszówki jest dwóch panów: Jens-Peter Schliemann i Michail Antonow, którzy opublikowali ją w 2004 m.in. za pośrednictwem wydawnictwa Winning Moves. Akcja gry dzieje się w XVIII wieku na Karaibach. Gracze – co niespodzianka – wcielają się w rolę piratów, a ich celem będzie zdobywanie łupów znajdujących się w portach lub na statkach i dostarczanie ich do swoich kryjówek.

Wygląd

Pomimo, że pudełko jest dość małe niespodziewanie zawiera w sobie całkiem sporą planszę przedstawiającą Wyspy Karaibskie. Po planszy będzie pływać sześć okrętów, które mają postać schludnie wykonanych kartonowych figurek. Każdy z graczy otrzymuje też kartonową podstawkę do trzymania kart (podobny plastikowy odpowiednik mamy w Scrabble czy Memoir ’44) oraz siedem żetonów. Na żetonach znajdują się beczki z rumem o numerach od -1 do 5. Na początku gry (a później co turę) rozrzucane zostają losowo skrzynie ze skarbami. Umieszcza się w miastach, które będziemy mogli plądrować.

Mechanika

Sednem mechaniki gry jest licytacja z elementem blefowania. Statki znajdujące się na planszy nie należą do żadnego gracza na stałe. Można zdobywać nad nimi kontrolę przez przekupywanie załogi wspomnianymi beczkami rumu. Procedura korupcji wygląda następująco. Każdy z okrętów posiada nazwę zaczynającą się na kolejną literę alfabetu (jeden statek Arriba, drugi Bravo, trzeci Caribic itd.). Posiadane przez nas żetony z beczkami rumu przyporządkowujemy (tajnie, wszyscy gracze równocześnie) do poszczególnych nazw okrętów. Jeden żeton zawsze nam zostanie na koniec i będzie służył do rozstrzygania ewentualnych remisów.

Ok., przygotowaliśmy propozycje i czas przejść do głównego toku gry. Teraz odczytujemy nazwy okrętów po kolei (najpierw Arriba, później Bravo itd.). Przy każdej nazwie gracze pokazują ile beczek rumu chcą przeznaczyć na załogę. W przypadku remisu, można skorzystać z zapasowego żetonu (ale nie jest to obowiązkowe, może chcemy sobie zostawić go na inne ważniejsze konflikty). Osoba, która wygrała starcie przejmuje kontrolę na statkiem i – co bardzo ważne – może poruszyć go tylko o tyle pól iloma beczkami przekupiła marynarzy. Co więcej jeżeli jacyś gracze zagrali żeton (-1) to ta dozwolona liczba pól ulega jeszcze zmniejszeniu. Posiadając statek można pływać po Karaibach, zgarniać żetony ze skarbami z miast (2000 złota), kraść żetony z innych okrętów, wymieniać się żetonami między okrętami i wreszcie zawozić żetony skarbów do swoich kryjówek (od 4000 do 8000 złota). Wygrywa osoba, która przekroczy pewną wartość graniczną lub po 5 turach będzie najbogatsza. Proste, szybkie do objaśnienia reguły.

Taktyka

Przez dwie pierwszy tury rozgrywki w Karibik myślałem, że taktyka głównie opiera się na tym, aby wygrać konkretny okręt i tyle. Czyli takie powtarzające się starcia między uczestnikami, wygranie najlepszego dla siebie statku i szybkie dowiezienie skarbu do kryjówki lub splądrowanie miasta. Jak jednak pokazała dalsza część gry Karibik jak na tak prostą planszówkę posiada niezwykle dużo rozwiązań i możliwości taktycznych. Po pierwsze niezwykle ważna jest kolejność odczytywania okrętów. Co z tego jak Fuego (ostatni okręt) posiada żeton z 8000 złota i ty się nastawisz, żeby go przejąć, jak okręty wcześniej odczytywane i poruszane zabiorą mu złoto, po czym zawiozą do kryjówki. Wygrasz okręt nic nie wart. Warto z rozwagą zagrywać karty (-1) bo bywają czasami niezwykle silną bronią. Gracz wygra okręt ze skarbem, ale na przykład nic sensownego z nim nie zrobi z powodu niedostatecznej liczby pól ruchu. I tym samym tak naprawdę straci ten ruch i beczki rumu. Kolejna sprawa to fakt, że na jednym polu może stać tylko jeden okręt. Można specjalnie tak sterować innymi statkami, żeby blokować graczom ważne pola, porty czy jedną z ich kryjówek. Potrafi to nieźle pokrzyżować plany. Wreszcie na koniec dużo możliwości dostarcza kradzież skarbów z jednego okrętu na drugi i nieźle potrafi zmienić układ na planszy. Co by nie mówić możliwości jest sporo i rozgrywka bywa bogata w strategie.

Losowość

Karabik nie jest tytułem jednak mózgożernym, to gra familijna. Widać to najlepiej po tym, że losowość może trochę ukryta, ale jednak występuję i ma swój wkład do rozgrywki. Skarby pojawiają się losowo, tak więc może być, że ci bardziej przypasują (bliżej są właśnie twojej kryjówki) albo mniej przypasują. Ponieważ nie posiadasz też w ogóle wiedzy o tym co planują inni gracze (ustawianie beczek jest tajne, a plany współuczestników dość trudno odczytać z samej tylko planszy) może się zdarzyć, że akurat nie trafisz zupełnie z decyzjami i nic nie zarobisz. Akurat moja rozgrywka była taką skrajnością, gdzie próbowałem najróżniejszych sposobów, ukrywałem swoje intencje, a i tak koniec końcem albo przegrywałem licytacje albo remisowałem dwoma żetonami (wtedy nikt nie rusza okrętem) albo wreszcie wygrałem licytacje, ale gracze zagrali tyle -1, że w ogóle nie dało się nic zrobić. Najgorsze jest to, że gracze, którym się udało będą ci wtedy wmawiać, że podjąłeś złe decyzje. Co oczywiście jest po części prawdą no bo skoro nic nie dostałeś to musiały być one złe, ale w momencie gdy planowałeś nie było możliwym zorientować się, że będą one nieprawidłowe. Za dużo czynników i brak wiedzy. Po prostu tak wyszło, tak się ułożyło i tyle. Jednak te wady nie wpływają znacząco na przyjemność grania, trzeba po prostu pamiętać, że to tytuł bardziej luźny i niekoniecznie wszystko zależy od poprawności naszych wybór, trochę szczęścia też się przydaje.

Podsumowanie

Ogólnie Karabik mi się podobał. Rozgrywka trwa około trzydziestu minut, wygląda wizualnie bardzo zachęcająco, ma dużo możliwości taktycznych, jest po prostu grywalna i ciekawa. Warto kupić.

Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

Zdjęcia

Milan-Spiele: EUR 14,70
Thought Hammer: $16.77

 

2 komentarze

  1. nie ma co, zachęciłes mnie.
    Chętnie zagram !

    :)

  2. A mnie zniecheciles :) Nie lubie gier, w ktorych tajna licytacja ma najwieksze znaczenie – dlatego nie podoba mi sie tez Fist of Dragonstones i pare innych pozycji. Jezeli taka licytacja jest tylko dodatkiem – jak w Game of Thrones – to ok. Jezeli jej wynik determinuje gre, to ja bede sie tylko irytowac :-).

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*