Home / Targi w Essen / Essen 2017 / Pyramid of the sun – zbudujmy potęgę Meksyku

Pyramid of the sun – zbudujmy potęgę Meksyku

Pyramid of the sun to mała gra, która zainteresowała mnie swoją mechaniką – budową piramidy z kart. Swoją premierę miała na tegorocznych targach w Essen. Grać w nią można od 2 do 5 osób, a rozgrywka trwa około 15-20 minut. Mimo że jest to szybki i prosty tytuł, to musiałam zagrać co najmniej kilka partii, bo po pierwszej rozgrywce ciężko było cokolwiek o nim powiedzieć.

Pudełko jest małe i zawiera jedynie karty oraz żetony oznaczania punktów. Tor punktacji tworzy się z dwóch kart – tam stawiamy się na punktach w liczbach jedynkowych. Karty z punktami dziesiętnymi (+10, +20 itd.) dobieramy/wymieniamy, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba. Ilustracje są bardzo ładne, przypomniały mi pewną bajkę z dzieciństwa – Nowe Szaty Króla i wprowadziły w przyjemny, sentymentalny klimat. Odpowiedzialne za nie są dwie polki, które mają na swoim koncie ilustracje do takich gier jak Simurgh, Mistfall, czy No co tam?.

Na początku gry otrzymujemy po 4 karty (na których są cyfry, a na niektórych także symbole), a mamy ich dwa typy, każdy na oddzielnym stosie: standardowe oraz krawędzie (i wierzchołki). Ustalamy też, jak długą podstawę ma mieć piramida (liczba kart). W swojej turze możemy zrobić dwie rzeczy:

  1. dobranie 2 kart w dowolnej kombinacji (należy pamiętać, że mamy do dyspozycji dwa stosy, a limit kart wynosi 5!)
  2. dołożenie kart do piramidy (w dowolnej ilości)

 

Punktujemy w następujący sposób:

  1. za dołożoną kartę, niższą wartość: albo numeru poziomu piramidy, albo liczby, która znajduje się na karcie
  2. za każdy taki sam symbol, który znajduje się na karcie dołożonej, oraz na kartach leżących obok niej
  3. w taki sam sposób jak przy dokładaniu kart punktujemy krawędzie, ale mnożymy liczbę punktów razy dwa (jako krawędź możemy położyć zwykłą kartę, ale wtedy nie mnożymy punktów)
  4. wierzchołek punktuje potrójnie (jego dołożenie oznacza koniec gry)

Jest to bardzo ciekawy system punktowania, bo może dać nam wiele możliwości. Wydaje mi się jednak, że ma on lukę, gdyż w turze możemy dołożyć tyle kart, ile chcemy. O ile ma to sens w trakcie gry – nie pozbywamy się od razu wszystkich kart, bo musielibyśmy stracić tury na dodatkowe dobieranie – to pod sam jej koniec już nie bardzo. Wystarczy, że zostanie do dołożenia 5 kart i jeśli aktywny gracz ma tyle na ręce, zazwyczaj decyduje się na ich zagranie. Na torze punktacji nie ma dużych różnic punktowych, więc zagranie tych 5 kart, nawet słabych, i tak da mu sporo punktów. Takie miałam odczucie po partii w dwie osoby, która na początku zapowiadała się ciekawie, ale jej koniec miał drastyczne skutki – mąż się wkurzył, bo żona kolejny raz go ograła. ;) Zastanawia mnie, czy tylko u nas tak się zadziało, bo graliśmy jak kwoki cały czas dobierając karty tak, że zazwyczaj mieliśmy ich 5 na ręce, czy też jest to zjawisko powszechne. Na większą liczbę graczy proponuję najdłuższą podstawę. Przy krótkiej gra skończy się naprawdę szybko i nie odczujemy z niej przyjemności.

Nie spodobał mi się sposób zaznaczania punktów zwycięstwa. Łączymy dwie karty i otrzymujemy tor punktacji od 0 do 9, a karty z liczbami dziesiętnymi trzymamy przed sobą. Wprowadza to trochę chaosu do gry, bo zamiast widzieć całą punktację w jednym miejscu, musimy zerkać w oba i dodawać do siebie liczby. Ja rozumiem, że twórcy chcieli ograniczyć się do samych kart, ale jak dla mnie mogliby to zrobić w trochę inny sposób, np. dla liczb dziesiętnych zrobić podobny tor.

Dzięki temu, że na krawędziach nie musimy kłaść tylko kart ze stosu krawędzi, możemy blokować innych graczy. Kładąc tam zwykłą kartę (jeśli nie mamy pasującej krawędzi) co prawda nie dostajemy podwojonej liczby punktów, ale też przeciwnik nie ma możliwości ich zdobycia.

Gra ma potencjał, ale muszą do niej siąść osoby, które nie będą lamusami (tak jak my…) i nie będą dobierać kart za każdym razem, gdy jakieś stracą. Trzeba w niej po prostu bardzo uważać i ostrożnie rozgrywać swoje partie, naprawdę planując je już od samego początku. To jest fajne – czujemy napięcie, emocje sięgają zenitu z każdą chwilą, kiedy piramida zaczyna sięgać nieba. ;) Oczywiście istnieje tu spora losowość – dobierając karty może dojść nam chłam lub wręcz odwrotnie. Nie jest to jednak srogi euro-tytuł, aby czepiać się takich rzeczy. To lekki fillerek, którym można uraczyć osoby dopiero wkraczające w świat planszówek, ale także zaawansowanych graczy.

Ja będę dzielnie udoskonalać swoje piramidowe rozgrywki z mężem i czuję, że to jedna z tych gier, którą będziemy brali ze sobą na wyjazdy. Szybka, prosta, zajmująca bardzo mało miejsca. Damy jej szansę!

Podsumowanie:

+ ciekawy system punktowania

+ jest to lekki, mały filler

+ krótki czas rozgrywki

+ strategię możemy opracowywać już od samego początku

+ możliwość blokowania innych graczy

– losowość

– dokładanie tylu kart, ile chcemy, punktuje najlepiej gracza, który kończy grę

– sposób oznaczania punktów

Ogólna ocena (7/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie Strawberry Studio za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*