Home / Artykuły / Felietony / Odrobina zaangażowania

Odrobina zaangażowania

OKOceniając grę – nieważne czy dla siebie, czy w towarzystwie, czy może w recenzji – pojawia się problem, który określiłbym jako zaangażowanie. Ma ono różne wymiary i o jego wpływie na wyrażoną ocenę chciałbym dziś głośno pomyśleć…

Własność +

Poczucie bycia frajerem, osobą która dała się naciągnąć jest przykre i nieprzyjemne. Stąd dość wyraźna tendencja do zawyżania oceny gry, która kosztowała nas sporo pieniędzy czy czasu. To dość naturalna reakcja psychologiczna i wspominam o niej wyłącznie dlatego, by ująć całościowo temat zaangażowania.

Prezent +

Dość podobna, ale nie taka sama mechanika reakcji wiąże się z podarunkiem. Dotyczy to głównie recenzentów, którzy mogą czuć się zobowiązani do okazania „wdzięczności” wobec ofiarodawcy. Jednak także zwykły gracz będzie skłonny podnieść ocenę swojego „prezentu”, aby zmniejszyć dyskomfort związany z niską oceną otrzymanej gry.

Okazja –

Na konwentach mamy okazję zagrania w nowe gry, często w zupełnie przypadkowym składzie. Taka niezobowiązująca konfiguracja, połączona często z pobieżnym słuchaniem reguł, otaczającym nas hałasem czy tłumem ludzi nie sprzyja koncentracji. Dość łatwo wówczas o ostrą, krytyczną ocenę nawet dobrej gry. Minimalna szansa na ponowne spotkanie w tym samym składzie nad taką samą planszą sprzyja ferowaniu negatywnych uwag, których uzasadnienie jest słabe albo wręcz związane z bodźcami spoza planszy.

Stawka +

Ciekawe spostrzeżenie, jak sądzę, wiąże się z moim zaangażowaniem w organizację turniejów, w których konieczne jest rozegranie wielu partii z wieloma przeciwnikami w dość krótkim czasie. Otóż uczestnicy, często nie znają gry albo dopiero ją poznają, w tym skompresowanym, pełnym emocji czasie. Muszą błyskawicznie próbować różnorodne strategie rozgrywania partii. A do tego zderzają się z wieloma innymi często alternatywnymi pomysłami na wygraną. Całość wrażeń podsyca adrenalina związana ze stawką (niechby i symboliczną, ale jednak!) turnieju.

Okazuje się, że większość osób zaangażowanych w turniejowe zmagania ocenia te gry dość wysoko. Być może jest to ulotny efekt opadających dopiero emocji. Jednak skłaniam się ku konstatacji, że jest to wyjątkowo skuteczny kurs efektywnego grania. Pokazuje w ten sposób pełne spektrum możliwości danej gry, a to pozwala na uzasadnione podniesienie oceny.

Porażka – / Zwycięstwo +

Zdarza się to nagminnie, bo taka nasza natura. Jeśli po rozgrywce w nowo poznawaną grę jesteśmy tryumfatorami, to pozytywne emocje górują nad ewentualnymi wadami samej gry. Jesteśmy ich świadomi, ale są mniej ważne od radości zwycięstwa. I vice versa – porażka często może przysłonić wysoką jakość planszówki. Błędy w czasie pierwszej partii, wynikające z braku doświadczenia, mogą górować nad rzetelną oceną.

Na szczęście, w moim odczuciu, większość planszówkowiczów sama rozgrywka daje ogromną satysfakcję, a ewentualne zwycięstwo jest ową wisienką na torcie. Stąd większy wpływ na ocenę przypisywałbym zwycięstwu niż porażce.

Głupia, losowa gra –

To zabawne określenie używane jest jako żartobliwe wytłumaczenie przegranej. Niemniej jednak, są gry, w których los ma istotny wpływ na przebieg partii. Seria pechowych wydarzeń w czasie partii – słabe rzuty kośćmi, szczęśliwe dociągi kart przeciwników, wydarzenia pojawiające się w grze – kładzie się cieniem na odczuciach związanych z grą. Oczywiście gry imprezowe, zabawowe bronią się przed takimi efektami samą swoją istotą. Jednak tam, gdzie chcemy wykazać sprawność naszego zmysłu planowania, realizowania planów, prowadzenia aktywnych działań – losowość może wywołać sporą frustrację.

Estetyka +/–

Oczywistą oczywistością jest to co odbierają nasze oczy. Jeśli gra odrzuca wizualnie swoim wykonaniem trudniej będzie się przełamać i przekonać siebie i innych, że to tymczasowe brzydkie kaczątko. O sile tego aspektu świadczą niższe oceny gier logicznych, które zwykle mają skromny, czasem przaśny wygląd.

Z drugiej strony fakt, że ilustratorzy i graficy współtworzący planszówki są rozpoznawalni oznacza, że dla wielu osób wysoki poziom estetyczny ma duże znaczenie. Do tego dochodzi spostrzeżenie dotyczące poszukiwania wysokiej jakości komponentów – często zamienników oryginalnych elementów gry. Gracze są skłonni zapłacić – swoimi pieniędzmi albo czasem – za to, by ich gra była wyjątkowej urody.

Stąd nie jest zaskoczeniem, że gry brzydkie są niżej oceniane.

Znani, ale czy lubiani? +/–

Niewątpliwie grono najpopularniejszych autorów ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników swojej twórczości. Dla niektórych każda gra ulubionego autora, nawet dopiero w zapowiedziach, zasługuje na pełną dychę. A z drugiej strony nawet uznany tytuł twórcy, który raczej budzi naszą antypatię, i tak będziemy oceniać pochopnie.

Do tego trzeba dodać kwestię postrzegania debiutantów. Zwykle, co zupełnie ludzkie, z rezerwą podchodzimy do zupełnie nieznanych propozycji. Najczęściej słusznie – nowych gier co roku powstają tysiące! Z drugiej strony stale poznajemy nowych, ciekawych, inspirujących nowych projektantów. Nie można z góry wszystkich skreślać…

Ale uczucia wywoływane przez osobę twórcy, wspomnienie jakości pracy wydawnictwa ma istotny wpływ na naszą ocenę produktu końcowego.

Subiektywna czy obiektywna?

Zatem czy ocena może być w ogóle uczciwa, sprawiedliwa? Jest to sprawa bardzo związana z osobistym gustem, a do tego często powiązanym w danej chwili z gustem współgraczy. Stąd zawsze będzie to ocena płynna, zmieniająca się wraz ze swoiście rozumianym nastrojem.

Być może jednak uświadomienie sobie, jak wiele czynników wpływać może na werbalizację oceny, pomoże uniknąć pochopnych, a mających znaczenie dla drugiej strony – autora, grafika, wydawcy – ocen mniej przemyślanych.

Pewnie, że nie każda ocena trafia do nich. Ale przecież w ten sposób sami dla siebie kreujemy pewną opinię, famę, łatkę przyklejaną innym. A w późniejszym czasie takie etykietki dla nas samych mogą być błędnymi ognikami podczas poszukiwań nowych tytułów…

3 komentarze

  1. Pingwin

    Wojtku, bardzo ciekawy felieton. Ja bym dodała jeszcze do tego upływający czas…. zauważyłam, że inaczej oceniam grę, w którą gram od dwóch miesięcy, a inaczej grę, która gości w moim domu od lat pięciu. Trudno powiedzieć, czy na plus, czy na minus – po prostu inaczej. Choć dla osoby, która lubi poznawać nowe to chyba jednak: Nowość +

  2. Avatar

    Bardzo trafne spostrzeżenia. Rzeczywiście granie podczas konwentów czy planszówkowych spotkań może zafałszować ocenę gry. No i jak to jest z ocenami choćby chcieć być obiektywnym trochę subiektywizmu zawsze się wkradnie.

  3. Avatar

    O, Pingwin ma rację (i co do „fajności” tekstu, jak i spostrzeżenia). Też to dostrzegamy – część gier po czasie oceniamy inaczej (raz gorzej, raz lepiej), ale to chyba nie do uniknięcia.

    Co „głupiej, losowej gry”, to akurat ten efekt jest minimalizowany przy ogrywaniu danej planszówki, chyba że przegrana była tak dotkliwa, że zniechęciła do dalszych testów ;)

    Najniebezpieczniejszą formą subiektywności wydaje się ta określona przez Ciebie prezentem, bo chyba oddziałuje najbardziej bezpośrednio. Chęć zadowolenia wydawcy i odwdzięczenia się mu może niestety wypaczyć ocenę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*