Drako – wilk i owce w nowej skórze

(10:01 sobota, Grudzień 17, 2011)


Adam Folko Kałuża po raz kolejny pokazał swoją wszechstronność publikując Drako, grę o walce krasnoludów ze smokiem. Gra jest zupełnie różna od jego dotychczasowego dorobku, a to dobrze wróży fanom jego gier. Widać wyraźnie, że nie są to gry jednego pomysłu, jak czasem zdarza się niektórym autorom…

Tym razem jest to gra – pojedynek. Dwóch graczy zaciekle walczy – i to dosłownie – o końcowe zwycięstwo. Jeden kieruje ruchami smoka, którego celem jest przeżyć do końca partii. Drugi gracz zawiaduje grupą trzech łowców smoków (taki miał być pierwotny tytuł gry i trochę szkoda, że nie został, bo świetnie opisuje to, co w grze się dzieje). Celem krasnoludów jest ubicie smoka, każdy inny rezultat to ich przegrana.

Tak skrajnie odmienne cele wytwarzają zupełnie inne taktyki w czasie rozgrywki.

Drako - smok

Smok powinien unikać walki, kontratakując przy sposobności.

Drako - krasnoludy

Krasnoludy muszą ryzykować, wręcz poświęcać swoje życie dla końcowego tryumfu.

Partia jest bardzo szybka, po pół godzinie z pewnością zechcemy rozegrać rewanż. To wielki atut tego tytułu, bo w dzisiejszych zagonionych czasach będzie to świetna propozycja na popołudniową partię w rodzinnym pojedynku albo na szybką walkę w oczekiwaniu na spóźnialskich przed planszówkowym wieczorem.

Bardzo zgrabnie rozdysponowane zostały akcje graczy. Prosty wybór: dobrać dwie karty na rękę albo jedną zagrać (i takie dwie akcje w każdej rundzie) nie pozwala na zawieszanie się rozgrywki. Czuć kapitalne tempo walki. Cios – unik, skok – zasłona, uderzenie – tarcza, strzał – odlot. Obie strony mogą się poruszać oraz zadawać ciosy i bronić przed nimi. Jednak smok ma jeszcze możliwość lotu i straszliwe zianie ogniem. Krasnoludy zaś mogą zastosować morderczą, unieruchamiającą sieć i śmiertelnie niebezpieczną kuszę, a w desperacji pokazać moc khuzdulskiej furii.

Kolejnym pomysłem wspaniale podnoszącym poziom emocji jest ograniczona żywotność krasnoludów. Po prostu zdarza się, że giną w walce. A to oznacza, że muszą radzić sobie w skromniejszej drużynie. Dla równowagi krasnoludy mogą kierować swe ciosy w określone miejsca smoczego cielska. Uderzenia w łapy mogą monstrum unieruchomić, co znakomicie ułatwia szybkie wykończenie wroga. Poharatane skrzydła nie pozwolą latać, czyli szybko uciekać na drugi koniec kotliny. Wreszcie osłabiona szyja nie będzie w stanie przepuścić ognistego pocisku przez zbolałą krtań.

Zatem obaj adwersarze muszą nie tylko zadawać w sposobnej chwili ciosy (krasnoludy to nawet w mniej sposobnej będą próbować!), ale także przemyśleć gdzie te uderzenia skierować. Nie jest to zatem szybki ping-pong, ale walka prowadzona w zabójczym rytmie z jakże charakterystycznymi unikami, manewrami i atakami.

Na pewno nudzić się nie sposób, jeśli poddać się wyczuwalnemu klimatowi, pozwolić nieco zagrać emocjom i wyzwolić ambicję zwycięstwa, w zasadzie za wszelką cenę – tu zwycięzca jest zawsze tylko jeden!

Klimat jest budowany przez ciekawą historię wprowadzającą. Jednak przede wszystkim wyjątkowe wśród polskich produkcji figurki będą budzić zachwyt zwłaszcza młodszych graczy (ostatnio Hobbit z Egmontu również błysnął figurkami). Co prawda figurki nie są pomalowane, ale dla wielu będzie to zaletą pozwalającą dać ujście modelarskiej pasji.

Równie klimatyczne są ilustracje wykorzystane w grze.

Drako - główna plansza w czasie rozgrywki

Plansza świetnie obrazuje ciasną arenę walki.

Drako - ilustracje z kart smoka

Drako - ilustracje z kart krasnoludów

Karty z wizerunkami krasnoludów i smoka (mimo, że wiele się powtarza) oraz czytelne ikonki doskonale wpasowują się w oczekiwania wobec takiej historii.

Drako - plansze graczy - liczniki punktów życia

Nie odbiegają od standardu plansze graczy, na których żetonami z kroplami krwi oznaczamy odniesione obrażenia. Za wykonanie należą się brawa dla Wydawnictwa Rebel.

Rozgrywka determinowana jest przez dwa oczywiste czynniki – dociąg kart oraz taktykę graczy. Bywają pechowe partie, gdy na ręce nie ma ni jednej karty obronnej i obrażenia osiągają cel w iście morderczym tempie. Trafiają się ekstremalne rozgrywki w czasie których smok wdaje się w bezlitosną wymianę ciosów. Ilość możliwych obrażeń jest tak dobrana, że wynik zwykle waży się do samego końca. Z każdą kolejną potyczką przychodzą do głowy genialne pomysły – „mogłem to zrobić lepiej!” – a to bardzo sprzyja żywotności gry.

Drako - smok zapędzony w kozi róg

Jednak po kilkunastu, kilkudziesięciu partiach gracze bardziej nastawieni na myślenie, na pewną strategię, zauważą iż smok powinien walki unikać. Za wszelką cenę! Z drugiej strony kluczowe dla krasnoludów jest pozbawienie smoka manewru, hasło „w nogi!” nabiera tu nowego znaczenia. Oczywiście losowość wynikająca z wykorzystania kart niweluje te optymalne strategie, ale utrwala się wrażenie pewnej przewidywalności.

Stąd moje skojarzenie – bardzo luźne! – z grą wilk i owce. Tam również konsekwentna sekwencja ruchów gwarantuje zwycięstwo. A mimo to, wciąż kolejne pokolenia świetnie bawią się przy szachownicy. Jestem przekonany, że Drako również znajdzie trwałe i zasłużone miejsce u  wielu rodzin grających w planszówki oraz jako bardzo zgrabny filler na półkach planszówkowych maniaków.

Do części wydania (a może do całego?) dodawany jest fajny gadżet – korkowe podkładki z portretami krasnoluda i smoka.

Drako - promocyjne podkładki

Bardzo sympatycznie będą przypominać o możliwości zagrania w szybką i emocjonującą grę.

Za: szybka rozgrywka, emocje, wykonanie, proste zasady. Przeciw (ale tylko dla odpornych na takie klimaty): losowość ograniczonej ilości kart na ręce, znalezienie wygrywającej „strategii”

Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

Dziękujemy firmie Rebel.pl za przekazanie gry do recenzji.


Temat Essen 2011, recenzje


18 komentarzy

  1. Geko 10:34, Grudzień 17, 2011

    Uderzenia w łapy mogą monstrum unieruchomić, co znakomicie ułatwia szybkie wykończenie wroga. Poharatane skrzydła nie pozwolą latać, czyli szybko uciekać na drugi koniec kotliny. Wreszcie osłabiona szyja nie będzie w stanie przepuścić ognistego pocisku przez zbolałą krtań.

    Hmm, gra od 8 lat, a tu taka rzeź…

  2. Geko 10:36, Grudzień 17, 2011

    I jeszcze brakujące: ;-)

  3. WRS 10:55, Grudzień 17, 2011

    Jakby tu rzec…
    Ogląda P.T. Kolega współczesne kreskówki adresowane do dzieci?
    Tam to jest rzeź. I to zdecydowanie bez ;)

  4. Geko 11:02, Grudzień 17, 2011

    Racja, ale te kreskówki trudno uznać za normę, bo są po prostu chore. To trochę tak samo jak amerykańskie podejście do pewnych kwestii w filmach. Strzelanie i zabijanie – normalne, dzieci mogą oglądać. Kawałek piersi lub pupy – Boże, chrońmy nasze dzieci!

  5. Folko 11:37, Grudzień 17, 2011

    E tam, a pamiętacie bajki braci Grim? Tam to jest rzeź :-)

  6. Vester 13:34, Grudzień 17, 2011

    Starcze gderanie: że niby filmy dla dzieci były kiedyś fajniejsze. Owszem, był Żwirek i Muchomorek (swoją drogą niezły tytuł z uwagi na przemyt elementów słowiańskiej mitologii), ale z kumplami na podwórku bawiliśmy się w „Czterech pancernych”, wojnę inspirowaną filmoteką CCCP, no i rzecz jasna, w załogę G, gdzie metropolie płonęły niczym w King of Tokio. I nikt nie wyrósł na zabójcę. Co więcej, uważam, że takie tytuły są potrzebne, bo wyrabiają w chłopcach potrzebę bohaterstwa. Nie bawimy się w zabójców, tylko w najlepszych z najlepszych. Trochę wiary w dzieci i w Matkę Przyrodę.

  7. Geko 14:06, Grudzień 17, 2011

    Czterej pancerni… starcze gderanie.

  8. MichalStajszczak 18:14, Grudzień 17, 2011

    Bajki, spisane przez braci Grimm, były faktycznie okrutne. Ktoś nawet powiedział, że ich oś fabularną stanowiło to, czy głównego bohatera zeżrą czy nie zeżrą. Ale inni autorzy z tego okresu nie byli gorsi, chociażby Heinrich Hoffman i jego Staś Straszydło. Inna sprawa, że już w XIX wieku uważano, że horror w tekście jest mniej groźny niż horror w obrazie i dlatego z „Alicji po drugiej stronie lustra” usunięta została ilustracja Johna Tenniela, przedstawiająca potwora Jabberwocky.
    A może ktoś wie, jak wyglądała sprawa publicznych egzekucji kiedyś w Europie i jak teraz wygląda w krajach islamskich. Czy obowiązywała/obowiązuje granica wieku dla widzów, czy może wprost przeciwnie – z powodów „edukacyjnych” wskazana była/jest obecność widzów niepełnoletnich?

  9. WRS 20:47, Grudzień 17, 2011

    @Vester
    Twój przykład z Załogą G jest nietrafiony, bo to hamerykańska bajka.

    Jednak gros bajek polskich, czechosłowackich (tak, to poprawny przymiotnik ;) ) i sowieckich (inne produkcje były rzadkością) nie epatowała przemocą. Nawet jeśli były tam strachy to takie, że dzieci nie budziły się po nocy z krzykiem.
    Wyjątkiem miłym były bajki Disneya i Looney Tunes (choć tu już nie wszystkie)

    Dziś bajki są albo infantylne (jak na minimini) albo karykaturalne (wręcz filmy dla dorosłych zrealizowane jako animacje).

    Ale to jeden wielki offtop.
    W opisie mechaniki użyłem stylizacji, uważam że uprawnionej i nie naruszającej zamierzonego przez P.T. Autora klimatu. Ot, co!

  10. clown 09:18, Grudzień 19, 2011

    Kurcze poczułem się infantylnie – oglądam z dzieckiem Minimini. Czasem oglądam też Minimini bez dziecka. Czasem też oglądam dziecko jak ogląda Minimini. Przepraszam…

  11. Veridiana 09:31, Grudzień 19, 2011

    Nazywam się Monika. Nie mam dziecka. oglądam kanał Disneya :O
    (pozostali siedzący w kółku: „Cześć Monika!”)

  12. yosz 09:45, Grudzień 19, 2011

    „Cześć Monika”… „Mam na imię Marcin i oglądam i Minimini i Disney Junior”

  13. Lothrain 16:57, Grudzień 19, 2011

    „Cześć Marcin”… „Mam na imię Marek i oglądam Minimini, zwłaszcza po 21.00″

  14. Ja_n 20:04, Grudzień 19, 2011

    Cześć Marek, mam na imię Jacek i oglądam MiniMini gdy nikt nie widzi. Zwłaszcza Kucyki, najfajniejsza jest Rainbow Dash. I Truskawkowe Ciastko, ale też Literkowe Chochliki. I… (czerwieni się) … Stacyjkowo.

  15. Geko 20:39, Grudzień 19, 2011

    Najfajniejsza jest chrapiąca rybka. To na Mini Mini, prawda?

  16. clown 08:30, Grudzień 20, 2011

    Do chrapiącej rybki nigdy nie dotrwałem, bo zawsze wcześniej zasypiałem. Lubię Pomocnika Świętego Mikołaja oraz wszystkie bajki „kolejowe” – Dino Pociąg, Stacyjkowo, Tomek i Przyjaciele, aczkolwiek teraz w tej ostatniej jest wersja animowana, a nie ta starsza z modelami i kraksy nie wyglądają tak realistycznie :(
    Aha – nasz kot też ogląda Minimini. Szczególnie w pozycji odwrotnej, siedząc na telewizorze.

  17. stalker 11:18, Grudzień 29, 2011

    @Geko Chrapiąca rybka to Minimini :)

    @WRS Załoga G to jest japońskie anime Kagaku ninja tai Gatchaman :) wystarczy pogrzebać w Wikipedii. Natomiast oglądaliśmy w Polsce film przemontowany na rynek amerykański, i to bez kilku odcinków — kto ciekaw, niech sobie poczyta: http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_planet. W sumie chyba lepiej, że to była ta wersja ;)

    A wracając do Minimini, „Marta mówi” to doskonały serial! :D oglądałem z przyjemnością, niestety emisja się skończyła z miesiąc temu i więcej odcinków chyba nie będzie.

  18. madeusz 13:18, Grudzień 29, 2011

    no proszę, niby nikt nie ogląda a jednak wszyscy znają… zupełnie jak z Klanem albo Prosto w Serce :D

Powiązane teksty

  1. Drako | folko.gry-planszowe.pl Grudzień 17, 2011
  2. Recenzje | folko.gry-planszowe.pl Grudzień 17, 2011
  3. Recenzja gry Drako | Pacynkowy Blog Grudzień 20, 2011

Napisz komentarz

Musisz się zalogować aby umieścić komentarz.

Więcej tekstów