Home / Artykuły / Cotygodnik Redakcyjny GF nr 3/18, czyli ten, w którym zachwyty mierzą się z przereklamowaniem

Cotygodnik Redakcyjny GF nr 3/18, czyli ten, w którym zachwyty mierzą się z przereklamowaniem

Początek roku nie sprzyja growym nasiadówkom. Ale zawsze można chwilkę poczytać, czym dziewczyny się zachwyciły, a co okazało się nakręcanym złotym bączkiem lub co najmniej tytułem „nie w moim stylu” ;)

Veridiana

Dziś skromnie, o dwóch skrajnościach. Nie młodych, bo trochę się człowiek przejadł tymi nowościami i czasem trzeba sięgnąć po tradycyjne jajko na twardo. Otóż, mam kolegę. Zazwyczaj prezentuje gust zbieżny z moim. Ale czasem rozmijamy się niczym statki we mgle. I ów kolega pokazał mi dwie gry…

Najpierw opowiem o prostej karciance – San Juan. Kolega się napalił. Bo to takie karciane Puerto Rico i do tego pierwowzór Race for the Galaxy. No, proszę państwa… Jeśli to ma być pierwowzór Race’a, to uczeń stokrotnie przerósł mistrza! San Juan w porównaniu z kosmiczną epopeją jest cienkie jak skóra na kaszance. Oto mamy kilka ról, które wybieramy tak jak w Puerto Rico – dla wszystkich graczy, a wybierający otrzymuje dodatkowo przywilej. Ale akcje są jeszcze prostsze niż w starszej i większej matuli. Możemy tylko dobierać, produkować, budować i sprzedawać. Żadnych pracujących na plantacjach ludzików, żadnego ładowania na statki. Cel jest jasny, a droga prosta – produkuję towary, które sprzedaję za karty, aby budować. Bo punkty zdobywam jedynie z budowli. A gdyby nie dodatek, to same budynki też byłyby nieciekawe. Na szczęście można trochę pokombosikować, choć bez szału. Generalnie, gra z typu „można zagrać, ale po co”, szczególnie, jeśli mamy pod ręką RftG.

Na drugiej szali położył kolega na szczęście The Gallerist, czyli cegłę Vitala Lacerdy. Musze przyznać, że temat kompletnie mi nie leży, bo ani znawcą, ani miłośnikiem sztuki nie jestem. Mechanizm inwestycji, promocji i handlu także nie jest moim konikiem, ale autorowi udało się to wszystko ubrać w tak zgrabną i emocjonującą rozgrywkę, że aż sama się dziwię. Dziwię się też, że zdołałam to ogarnąć, gdyż nawet w karciance Modern Art. gubię się, do jakiej wysokości należy licytować, aby wyjść jeszcze na koniec z zyskiem. Od takiego przeliczania momentalnie boli mnie głowa. Ale nie w Galleriście. Trudno powiedzieć, w czym tkwi sekret tej miłej aberracji, ale faktem jest, że w Gallerista gra mi się niezwykle przyjemnie, podobnie jak przyjemnie mi się na niego patrzy. Zastosowane pastele chyba dodatkowo pomogły odciążyć ten tytuł. Jest w tej grze trochę nawiązań do wcześniejszych tytułów Lacerdy, m.in. lekkość poruszania się po planszy kojarzy się nieodparcie z dość lekkim tytułem jak na tego pana – CO2, bardzo zresztą przeze mnie lubianym. Ogólny stopień skomplikowania zasad odpowiada już jednak takim kobyłkom jak Kanban czy Vinhos. Warto na pewno po tę grę sięgnąć, jeśli lubi się cięższe tytuły i warto nawet wtedy, jeśli samych ekonomicznych zawiłości investmentu nie lubimy. Ta gra ma po prostu jakiś swój czar. Oprócz tego, że ma zajefajną okładkę :)

Gała

Dzięki cyklicznie organizowanym spotkaniom Zgrany Wawer miałam ostatnio okazję zagrać w Azula.  Gra oczarowała mnie swoim wykonaniem: piękne płytki, plansze z grubej tektury i cudowne kolory – to wszystko sprawiło, że gra już na wstępie otrzymała ode mnie wysokie noty. Choć nie przepadam za grami logicznymi, Azul znajduje się właśnie na pierwszym miejscu na mojej liście tytułów, które koniecznie muszę mieć w swojej kolekcji! Rozgrywka nie dłuży się, jest bardzo przyjemna, a czerpać z niej mogą zarówno wytrawni gracze, jak i ci początkujący. Ja sama nie mogę się już doczekać, aż będę mogła ją pokazać swojej babci! Łatwe zasady, kombinowanie, ale też konieczność zwracania uwagi na ruchy przeciwnika – to wszystko kompiluje się idealnie. I choć wcześniej w Azul chciałam po prostu zagrać, żeby przetestować ten tytuł, to teraz marzę o tym, aby każde spotkanie planszówkowe zaczynało się właśnie od niego! Sprawdźcie szczególnie (!), jeśli nie lubicie gier logicznych. Ja nie lubię, a Azul pokochałam.

Pozostając w klimacie gier logicznych… Pingwin zaznajomiła mnie z Photosynthesis – kolejnym tytułem z tegorocznego Essen. Tu już nie było tak pięknie, brakło zachwytów. Podobnie jak w Torres, ciężko mi było dostosować swój tok myślenia do samej gry, spoglądać przestrzennie na planszę. Choć sama gra jest ciekawa i na pewno jest to solidny produkt, to jednak nie dla mnie. Mój mąż był zachwycony, ja rozczarowana. To niestety kolejna gra logiczna, w której gubię się, bo po prostu nic „nie widzę”. Mogłabym ją mieć jednak w swojej kolekcji dla samego ślicznego pudełka i cudownej oprawy graficznej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*