Home / Recenzje / Gry imprezowe / The Great Brain Robbery

The Great Brain Robbery

Wydawnictwo Cheapass przyzwyczaiło nas do gier wydanych niskim kosztem i opartych na ciekawym pomyśle. Jednak pomysł, to nie wszystko, co potwierdza gra The Great Brain Robbery z zombiakami w roli głównej.

W tej grze o bardzo długim tytule gramy zombiakami, które napadają na pociąg na Dzikim Zachodzie, aby ukraść najlepsze mózgi (nie przejmując się ich właścicielami). Biegając po pociągu zombiak może trzymać w rękach dwa mózgi a jeden włożyć sobie do głowy. Celem gry jest jej zakończenie z jak najlepszym mózgiem w głowie (o najwyższym IQ).

Pomysł jest, trzeba przyznać, nietuzinkowy. Początkowo gra ma fajną atmosferę, którą dodatkowo podgrzewają rewelacyjne rysunki na kartach przedstawiających mózgi. Zabawnym pomysłem jest też to, że czasami zamiast mózgu możemy znaleźć ser (różne gatunki), który co prawda nic nie daje, ale możemy go sobie włożyć do głowy. Wygląda to wszystko śmiesznie i ciekawie.

Niestety, gdy zaczynamy grać – okazuje się, że grze brak podstawowego elementu – sensu. Biegamy sobie tymi zombiakami, zbieramy punkty, przechodzimy między kolejnymi wagonami pociągu… ale właściwie po co? Szczególnie pierwsze 5-10 minut jest zupełnie nudne, ponieważ tylko chodzimy od przedziału do przedziału wyciągając kolejne mózgi w poszukiwaniu sensownego zestawu (dwa do ręki, jeden do głowy) i kolekcjonując punkty doświadczenia. Akcja zaczyna się dopiero później, gdy pociąg zaczyna się rozpadać, widać już lokomotywę i gracze zaczynają ze sobą walczyć o najlepszy mózg.

Największymi chyba mankamentam gry są ruch i walka. Ruszając pionkiem rzucamy 2k6 (zwykle) i idziemy tyle pól ile chcemy, maksymalnie tyle ile wyrzuciliśmy (+ ew. modyfikatory).

Przy małych odległościach w wagonach (zwykle poruszamy się 4-5 pól) – w ogóle nie ma po co rzucać.

Walka natomiast jest bardzo losowa. Zwykle my i przeciwnik rzucamy 4k6 + Siła. Różnice w Sile są tak niewielkie (najsłabszy mózg ma 0, najlepszy 7, większość ok. 3), że nawet mając bardzo dobry mózg „bojowy” możemy z łatwością przegrać z byle wieśniakiem.

Podsumowując ta gra to niestety kompletna strata czasu. Jeżeli już koniecznie musisz – nie próbuj w nią grać w mniej niż 4 osoby, w przeciwnym wypadku po prostu zanudzicie się na śmierć.

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie Gry-Planszowe.pl.

One comment

  1. Avatar

    A mi się gra całkiem podobała. Na Zahconie 2003 graliśmy w Great Brain Robbery z ekipą z Iławy i było całkiem przyjemnie i wesoło. Jako gierka konwentowa zdecydowanie się nadaje.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

The Resistance: Wrogie Zamiary & Tajne Cele

Nie dane mi było w dzieciństwie zagrać w Mafię. Wiele spotkań planszówkowych minęło, zanim dałam się namówić na jakąkolwiek grę, w której trzeba powiedzieć coś więcej niż “teraz twoja kolej”, “podaj mi kostki” lub “są jeszcze paluszki?”. Może to mieć coś wspólnego z zapobiegawczo stosowanym od 15 lat dystansem społecznym, który w końcu okazał się przydatny w obecnych czasach lub tym, że pojęcie “gra nad stołem” kojarzyła mi się z obrzucaniem się jedzeniem. Tak czy inaczej, nie dawałam się długo przekonać. Aż pewnego dnia moje pojedyncze veto nie pomogło i przytłoczona ilością graczy musiałam się poddać. Tak na stole zagościł Avalon.